piątek, 25 lipca 2014

Rozdział 18

Wciąż zapłakana kobieta, podjechała pod budynek, w którym pracuje. Nie miała sił wychodzić z auta, a tym bardziej z kimkolwiek teraz rozmawiać. Jednak wiedziała, że ma robotę do dokończenia i dlatego musiała się szybko uporać ze swoimi problemami. Schowała głowę w dłoniach, opartych na kierownicy, pozwalając łzom nawilżyć swoje policzki.

  - Już zawsze będziemy razem.. - Zacisnęła oczy, blokując napływające wspomnienie. Nie mogła sobie teraz na to wszystko pozwolić. Stało się. Zabiła go.
Może i sama nie była ostatnio stosunku do niego fair, fakt, zdradzała go, ale nigdy nie myślała, żeby związać się z kimś innym niż z Peter'em.
Ostatni raz pociągając nosem, spojrzała w lusterko, ocierając palcem rozmazany makijaż.
  -Rozpaczać będę potem.. - mruknęła do siebie. Sięgnęła po torebkę, która znajdowała się na siedzeniu obok, wyciągając kluczki.
Zesztywniała, gdy ujrzała Katherine i jakiegoś chłopaka wychodzących z biura Antoniego. Przystanęli z boku, gwałtownie o czymś rozmawiając. Dziewczyna wymachiwała rękami, szybko poruszając ustami, natomiast chłopak wyciągnął jedną rękę z kieszeni spodni, i objął nią dziewczynę, przytulając do boku i prowadząc do auta.
"Co się tutaj dzieje?"- niemal krzyknęła w myślach.
A co jeśli wszystko opowiedziała szefowi? Ba. Na stówę to zrobiła. Zdenerwowana włożyła kluczyk w stacyjkę i przekręciła  odpalając auto. Poczekała aż pierwsi wyjadą i odjechała w przeciwnym kierunku, jak najdalej o nich, jak najdalej od wszystkich.
*
Poprawiła się na siedzeniu, zakładając dłonie na piersi. Spojrzała ostro na mężczyznę obok. Nie podobało jej się to, że będzie bawił się w jej ochroniarza, a jeszcze bardziej to, że Antoni go zatrudnił.
Teraz chłopak żąda, tak właśnie- żąda, aby z nim została. Dziewczyna miała ochotę wybuchnąć śmiechem.
  -To jakaś paranoja. Nie wierze, że masz czelność mi rozkazywać.- odezwała się. Jake uśmiechnął się promiennie, zerkając na nią przelotnie.
  - Ktoś musi Cię skarbie ujarzmić.
*
Rzuciła torebkę na kanapę, przechodząc do ładnie urządzonej kuchni. Wyciągnęła sobie sok z lodówki nalewając do szklanki. Następnie ze szklanką w ręce, wróciła na kanapę, gdzie wygodnie się rozsiadła.
Chwile później do domu wszedł Jake. Radośnie bawił się kluczami od auta, by po chwili położyć je na szafce obok telefonu. Powtórzył czyn Katherine, nalewając soku do szklanki i siadając na przeciw.
Zaczynało ją irytować to, że wiecznie jest uśmiechnięty. Miała wrażenie, że robi to specjalnie by ją zdenerwować.
Przysięgła sobie w duchu, ze jeszcze chwile a zetrze mu ten durny uśmiech z twarzy, szklanką, którą w połowie opróżniła.
Chłopak podał jej telefon.
  - Spróbuj zadzwonić jeszcze raz do Julie. - Chwyciła w dłonie przedmiot, posłusznie odszukując w kontaktach jej numer.
Nacisnęła zieloną słuchawkę, przełączając na głośnik.
Po kilku sygnałach, w końcu usłyszała głos rodzicielki.
  -Jake?O co chodzi?- zapytała zdziwionym głosem Julie. Dziewczyna prychnęła, nachylając się nad telefonem.
  -Nie Jake, mamusiu. - syknęła. - Gdzie jesteście?
  - Katherine.. Przepraszam, że uciekliśmy tak szybko, ale nie chcieliśmy się spóźnić na samolot.
Wracamy do domu, do Polski.
  - Miałam taką nadzieję. Przyjadę, gdy pozamykam sprawy tutaj.
  -Chcesz powiedzieć, że rezygnujesz z pracy u Antoniego?
  - Jeszcze nie wiem co postanowię, ale cokolwiek to będzie, to nie jest Twoja sprawa.
  - Córciu.. - powiedziała miękko - Nie rezygnuj z tej pracy. To zapewni Cię przyszłość..
  -To zapewni mi młodą śmierć!- wykrzyknęła. Jake z ponurą miną, zmienił miejsce, siadając obok nastolatki, układając jej dłoń na plecach. O dziwo, nie przeszkadzało jej to.
Julie, nie zrażona tym, że jej przerwano, kontynuowała podniesionym głosem:
  - Nie musisz się martwić o Lucy. Zrozumiałam swój błąd i nie pośle ją do Antoniego, jeśli sama nie będzie tego chciała.
  - Chyba żartu..
  - Przepraszam, ale muszę kończyć - powiedziała szybko - ponieważ lądujemy. Zadzwonię jak będziemy w domu.
Usłyszała szybkie, pojedyncze pikanie co świadczyło o rozłączeniu. Z westchnieniem zablokowała telefon, oddając ją chłopakowi.
Przez chwile się zastanawiając, chłopak, dotknął policzka dziewczyny. Trochę zdezorientowana, znieruchomiała, wpatrując się w jego oczy.
Uznając to za pozwolenie, zbliżył swoją twarz do jej policzka, pocierając go delikatnie wierzchem nosa..Muskał powoli każdy milimetr jej pięknej skóry, powoli schodząc niżej.
Przełknęła z trudem.
Odsunął się na centymetr, spoglądając na jej zamknięte oczy czekając az na niego spojrzy.Po kilku sekundach powieki podniosły się, ukazując niemal czarne oczy nastolatki.
Skinęła powoli głową.
Nie czekając dłużej, pochylił sie, muskając jej malinowe, nawilżone usta.

3 komentarze: