Niemal w połowie zmiany pojawiła się u boku Katherine inna kelnerka- Keith- która zastępowała Bree. Najwyraźniej zle zniosła wczorajszą mini imprezę.
Nie znała Keith na tyle aby wypowiadać sie na jej temat ale zaczynała sądzić, że nie za bardzo za nią przepada.
Przez cały dzień snuła się obok niej, zagadując ją i opowiadając historie z dzieciństwa tak jakby się znały od zawsze i wcale nie były w pracy. Bardzo irytował ją fakt, że musiała przypominać jej o gościach, którzy czekali na kelnerkę, która w tym czasie śmiała sie obok niej pijąc kawę. Była młoda- prawdopodobnie dopiero skończyła 16 lat- więc to było normalne zachowanie choć Katherine była utwierdzona w przekonaniu, że skoro starała się o tą pracę, to powinna się do niej przyłożyć.
- Wyglądasz na śpiącą. Masz chłopaka? Może to przez niego nie mogłaś spać, co? - mrugnęła porozumiewawczo. No i była bezpośrednia.
Popatrzyła na nią ostro, ale ta tylko mlasnęła gumą, którą miała w buzi i odwróciła się na pięcie, podchodząc do stolika i podając zamówione danie.
Kath również zabrała z okienka przygotowane danie dla osób z jej stolika, wiec ułożyła je na tacy i szybkim krokiem podeszła do tych osób.
Kobieta i mężczyzna w podeszłym wieku przerwali rozmowę w chwili gdy pojawiła się przy stoliku. Popatrzyli na nią spokojnie, czekając aż sobie pójdzie.
Uważajcie bo ogłoszę na ambonie o czym właśnie rozmawiacie, pomyślała.
Skarciła się za tą nieuprzejmość. Sama też by nie chciała aby ktoś słuchał o czym rozmawia z Jake'iem czy kimś innym.
- Rachunek poproszę! - odezwał się mężczyzna ze stolika obok którego przechodziła. Skinęła głową, szybko go podając. Uregulował przy niej rachunek, zostawiając jej napiwek i wyprowadził towarzyszkę.
- Szef Cię prosi. - Powiedziała Jessie, która właśnie- prawdopodobnie- od niego wracała. Miała szeroki uśmiech na twarzy i powiedziała, że przejmie jej klientów na ten czas.
Skinęła głową i poszła szybkim krokiem w tamtym kierunku. Zapukała dwa razy i słysząc głośne " Proszę " otworzyła drzwi i weszła powoli. Usiadła na wskazanym przez niego fotelu.
Szybko zajął miejsce na przeciwko niej uśmiechając sie tajemniczo. Raz, a potem drugi raz przyłapała go na przyglądanie sie jej nogom więc założyła jedną noge na nogę, unosząc brew i posyłając mu tym samym złe spojrzenie, gdy spojrzał w jej kierunku.
- Rozumiem. - mruczał.- Chciałem tylko powiedzieć,że jestem bardzo zadowolony z pani pracy. Tak jak sądziłem przyciąga pani dużo klientów mojej płci a to bardzo korzystne.
- Tak, to faktycznie podnosi na duchu.
Zaśmiał sie obierając wygodnie. Oparł podbródek na palcu wskazującym i kciuku oblizując powoli wargi.
- Może miałabyś ochotę spotkać się któregoś dnia po pracy?
Randka?
- Niestety muszę odmówić. Mam chłopaka i sądzę, że nie spodobałoby mu się to i mi także to nie odpowiada.
Jego twarz wyrażała rozbawienie. Trawił przez chwilę jej słowa a pózniej oznajmił tonem, jakby to było oczywiste:
- Masz chłopaka.
Przekrzywił głowę, nagle śmiejąc sie na głos.
- Mogę wiedzieć kim on jest?
- To nie jest informacja jako pan, czyli mój pracodawca, musi wiedzieć. - Spochmurniała.
On również nie wydawał się zadowolony z jej odpowiedzi. Zacisnął szczękę, prostując się bardzo powoli, wpatrując się w nią zimnym wzrokiem.
- Pracujesz u mnie i mam prawo pytać o co chce.
Uniosła brew rozweselona całą tą sytuacją. Wskazał jej gestem drzwi, dajac do zrozumienia, ze ma wyjść. Bez ociągania się zrobiła to i na wysokich obcasach podeszła do drzwi.
Sięgając po klamkę poczuła natarczywe łapska na jej pośladkach a potem na tali, które przyparły ja plecami do drzwi.
Wcale nie zaskoczona wymierzyła mu cios w szczękę czym go bardzo zaskoczyła.
Potarł ją z szeroko otwartymi oczami.
- Ty suko! Pracujesz dla mnie i masz robić to na co ja mam ochotę! - krzyczał przybliżając sie na nowo.
- W takim razie nasza współpraca dobiegła końca.- Odezwała sie stanowczo. Zatrzymał sie wpół kroku
- To ja będę o tym decydować.
- Chyba nie tym razem.
Chwyciła za klamkę patrząc na niego kątem oka. Był zły. Bardzo zły. Ruszył w jej kierunku ale ona zdążyła już wyjść i trzasnąć drzwiami przebiegając do " garderoby".
No jasne! Jak ona wróci do domu? Przecież nie przyjechała swoim samochodem. Wzięła do ręki telefon i wystukała wiadomość do Jake'a czy mógłby po nią przyjechać. Dostała szybką wiadomość, ze nie da rady ale za kilka minut ktoś po nią przyjedzie.
Zsunęła z siebie spódniczkę, wchodząc w sobie jeansy i naciągając je na tyłek. Dotknęła guzika w momencie, w którym drzwi otworzyły się i ukazały spokojnie stojącego byłego juz szefa. Zamknął drzwi na klucz i schował go do tylnej kieszonki spodni.
Uśmiechnął się do niej, dumnie unosząc brodę.
Ta również się uśmiechnęła, odrzucając włosy do tyłu i zapinając guzik spodni. Przez cały czas patrzyła na niego ukradkiem obserwując jego ruchy. Minę miał zaskoczoną jak i niepewną, może tym,że sie do niego uśmiechnęła. I myśląc o tym uśmiech znów pojawił sie na jej ustach bo było oczywiste, ze ten mężczyzna wyobrażał sobie całkiem co innego. Zrobił dwa kroki w jej stronę i zatrzymał się patrząc na nią uważnie. Ta z kolei wciągała na stoję stopy niskie trampki i zarzucając na siebie skórzaną kurtkę oraz przewieszając torebkę, odwróciła w jego kierunku.
- Sądzę, że nie potrzebnie się ubierałaś.- wymruczał.
- Sądzę,że nie potrzebnie tutaj wchodziłeś.
Znów zrobił kilka kroków jej stronę, stojąc na wyciągnięcie ręki. Nie odsunęła się, tylko patrzyła mu wyzywająco w oczy, i własnie chyba to go zachęciło. Uniósł rękę i wierzchem dłoni spróbował pogłaskać ją po policzku. Zanim to zrobił, złapała go mocno za rękę i wykrzywiła ją, sprawiając,że odwrócił się do niej tyłem, boleśnie przyciskając rękę do swoich pleców.
- A więc tak się chcesz zabawiać. Czemu nie. - Zaśmiał się cicho i ignorując ból odwrócił się i wymierzył jej w policzek. Zachwiała sie delikatnie ale korzystając z chwili, w której jego ręka nie dotknęła jego boku, wymierzyła mu celny cios w brzuch a po chwili mocno w nogę przez co upadł niechętnie pozwalając aby jego twarz wyraziła emocje.
Oj był wściekły. Zanim zdążył wstać przeszła szybko i sprawnie wyciągnęła klucz z jego spodni i podbiegła do drzwi otwierając je. Krzycząc i wyzywając ją podniósł się i biegiem pokonał dzielącą ich odległość. Na nieszczęście dla niego, Katherine szarpnęła mocno drzwiami przez co uderzyły go prosto w nos. Chwile później popłynęła z niego krew przez co odpuścił dalszy atak.
Wyszła, wchodząc do sali pełnej gości.
W drzwiach stanęła Bree, uśmiechając się nieśmiało. Podeszła do niej.
- Cześć. Bardzo narozrabiałam?- zapytała.
- Robisz się bardzo rozrywkowa po alkoholu. Nie, spokojnie. Po prostu tańczyłaś.- Dodała widząc jej minę. Przeprosiła ją i skierowała się w stronę drzwi.
- Gdzie idziesz? Przecież masz zmianę.
- Miałam. Rzuciłam tą robotę..
Zaśmiała się cicho.
- Cóż, zaskoczysz tym resztę dziewczyn. Dawało Ci dużo więcej.
- Jak miło być obiektem zakładu. Musze lecieć. Do zobaczenia.
Poprawiła torebkę i pchnęła drzwi znajdujące się za nią. Padał deszcz. Drobny ale jednak deszcz, a na dodatek wiał zimny wiatr. Zmrużyła oczy, rozglądając się i ucieszyła się, gdy z zaparkowanego obok krawężnika wyszedł chłopak, pytając ją czy to Katherine.
Zajęła miejsce pasażera, uśmiechając się miło do chłopaka.
- Będziesz musiała mną kierować bo nie mam pojęcia gdzie jechać.
poniedziałek, 29 grudnia 2014
wtorek, 23 grudnia 2014
Rozdział 12 cz2
Poranek nie zależał do jej najprzyjemniejszych. Sara z rana krzątała się, zrzucając jakieś drobiazgi, które oddawały echo w jej sypialni. Towarzyszyły temu wulgaryzmy, które wydobywały się z ust koleżanki.
Bez zastanowienia Katherine ubrała spodenki i zeszła schodami na dół widząc Sarę pochyloną nad stołem i zbierając płyny do szyb oraz do kurzów.
- Co to za zamierzanie?-zapytała od wejścia. Stanęła obok niej niezauważona przez co podskoczyła odwracając się.
- Nie denerwuj mnie.- syczała przez zaciśnięte zęby.
- Lewa nóżka?- Chciała ją jakoś rozchmurzyć ale jak widać tylko pogorszyła sytuację wiec szybko ją przeprosiła.- Mogę ci jakoś pomóc?
Podeszła do schodów i odwróciła się na moment, w czasie którym rzuciła:
- Chce żebyś była dzisiaj na kolacji, dobrze?
Skinęła energicznie głową wiedząc, że jeśli by się sprzeciwiła, była by baaardzo zła.
Kiedy doszło do tego, ze Katherine przejmuje się takimi drobiazgami?
Poszła powoli w ślady brunetki i wróciła na górę, tym razem omijając swój pokój i kierując się do łazienki. Ta już zaczęła myć wielkie lustro nad umywalką i spojrzała na nią gdy weszła.
- Na którą masz dziś do pracy?- Nie miała ochoty rozmawiać, było to widać. Była zła? A może zdenerwowana?
- Wszystko w porządku?- zapytała ją nie odpowiadając na wcześniejsze pytanie.
Skinęła głową.
- Dlaczego mam być na kolacji?- Ściereczka zatrzymała się na lustrze, a oczy osoby, która ją trzymała były zwrócone ku niej.
- A masz już coś zaplanowanego? Może z Twoim chłopakiem?
O kurcze! No jasne. Przecież Sara nic nie wie na temat Jake'a, ani tego, że się znowu spotykają. Posłała jej przepraszające spojrzenie.
- Naprawdę nie miałam kiedy. Sama wiesz,że cały czas w sumie spędzam w pracy. Nawet nie myślałam o tym,że ci nie powiedziałam. Wydawało mi się,że o tym wiesz, ale masz racje. Przepraszam za to.
Ale tu nadal nie chodzi o to. Nie czujesz tego? Mówiło jej coś w głowie.
- No więc? Dlaczego moja obecność jest taka ważna?
Jej twarz złagodniała i opierając się tyłem o umywalkę, ciągnęła nerwowo za swoje palce.
- Rodzice z bratem przyjeżdżają na kolacje.
Rodzice? Rodzice Sary? Jaki brat? Cofnęła się myślami do chwil, w których opowiadała o sobie ale ona nigdy nie wspominała o rodzicach. Sama ją w sumie nie pytała- nawet nie zauważyła, że nie zna tego rozdziału z jej życia.
Teraz patrząc na nią taką poddenerwowaną wiem,że niezbyt się z tego cieszy.
- To źle czy dobrze?
- Nie wiem mam mieszane uczucia.
Wzięła ją za rękę i oby dwie usiadły na ziemi, opierając się o wannę. Kath zachęcała ją aby opowiedziała jej o rodzicach, na co skinęła głową.
- Kilka miesięcy zanim się poznałyśmy i wspólnie zamieszkałyśmy byłam przejazdem u rodziców na obiedzie. Bo widzisz, mój tata jest prawnikiem i bardzo chciał-nalegał- abym poszła w jego ślady. Było okej, wybrałam ten kierunek na studiach..
Sara była na studiach?!
-.. a potem je rzuciłam. Poznałam fajnego chłopaka, o którym ci zresztą już opowiadałam a poza tym nie czułam tego wszystkiego. To nie był zawód dla mnie. Nie powiedziałam o tym rodzicom bo nie chciałam ich martwić.
- Jak się dowiedzieli?- zapytała.
- No własnie podczas obiadu tata powiedział mi, że wie co zrobiłam. Wściekł się o to, że marnuje swoje życie i szanse, którą otrzymałam.
- A mama co na to?
- Moja mama.. cóż.. nie udziela się aż tak. Woli aby to ojciec zabierał głos i nie chce mu się sprzeciwiać. Siedziała i patrzyła na mnie z łzami w oczach. Byłam i wciąż jestem ciekawa dlaczego płakała ale to nie było wtedy ważne. W każdym razie od tego momentu się z nimi nie widziałam, po tym jak wyprosili mnie z domu.
Otworzyła lekko usta. Czy oni zwariowali?
- Wyrzucili Cię dlatego, że nie chcesz być prawnikiem?
- Coś w tym rodzaju.
- Masz dziwną rodzinę. - Westchnęła.- A więc jak doszło do tego, że dzisiaj będą na kolacji?
- Jako na dziwną rodzinę przystało, wprosili się a jak wiesz- nie potrafię odmawiać.
*
Sara uparła się,że to ona posprząta to co uzna za potrzebne a Katherine ma nie ruszać niczego. Oby dwie wiedziały dlaczego. Po prostu nie chciała po niej poprawiać gdyby coś pominęła a poza tym to całe zamieszanie odwracało jej uwagę od dzisiejszego wieczoru.
Na ostatni ogień poszła jadalnia, gdzie brunetka na kolanach szorowała podłogę. Przyjaciółka za to nie odstępowała ją i siedziała w drzwiach opierając się plecami o framugę i obierając jabłka do woreczka na kolanach. Częstowała ją gdy tylko robiła sobie kilku sekundową przerwę.
- Wiesz co zamierzasz ugotować? - zagadnęła.
Nie przerywając zajęcia zaczęła opowiadać o różnych pomysłach ale chwilę później skreśliła kilka z powodu uczulenia rodziny na składniki.
- Nie kłopocz się. Możesz przecież zrobić spaghetti. Z Twoim talentem i tak będzie pyszne.
- Daj spokój. Chce im pokazać,że naprawdę umiem gotować a spaghetti to banał i nie pokaże im czegoś takiego. - Obruszyła się.
- No To chyba nic ci nie doradzę. Poszukaj czegoś w internecie.
Pokręciła głową. Wolała sama wymyślić coś nowego niż korzystać z pomocy innych. Jakie to chwilami było irytujące.
*
- Wychodzę! Powodzenia!- krzyczała zamykając za sobą drzwi.Wyciągnęła z kieszeni listek miętowej gumy do żucia i wsadziła sobie do ust. Podeszła do auta, łapiąc za klamkę.
W tej samej sekundzie podjechało takie samo auto jak jej tyle, że w innym kolorze, nie dając jej czasu aby wsiąść. Przekrzywiła głowę zdziwiona osobą za kierownicą.
Drzwi kierowcy otworzyły się i wyszedł Jake. Wyglądał cudownie. Miał na sobie czarne proste spodnie i białą koszulę z odpiętymi guzikami pod szyją. Włosy tradycyjnie miał rozczochrane od przejeżdżania między nimi palcami.
Podszedł do niej, całując ją skromnie w policzek i uśmiechając się od ucha do ucha. Cieszył się,że ją zaskoczył bo zdarzało się to dość rzadko.
- Cześć. - odezwała się pierwsza.- Co ty tutaj robisz?
- Chciałbym odwieźć Cię do pracy. - Wziął ją za rękę i pociągnął w stronę jego auta. Otworzył jej drzwi, gestem nakazując aby wsiadła. Gdy widział jak zapina pas, obszedł auto i zajął swoje miejsce.
- Co cię skłoniło do takiego romantycznego gestu? i Dlaczego masz na sobie koszulę? Zmieniasz image? - zaśmiała się. On również uniósł kąciki ust spoglądając na nią.
- Tak. Chodzi własnie o mój image. Podoba ci się?
Skinęła głową śmiejąc się jeszcze głośniej. Oparła wygodniej głowę, przekrzywiając się w jego stronę.
- Jak się czujesz?- Uniosła brwi. A jak sądzisz? Nie wyglądam jakby wszystko było w porządku?
- Zależy o co ci chodzi.
- Głównie o wczorajsze drinki ale też o spotkanie Marcusa.
Dotknęła jego ręki, szczerząc się głupio.
- Kochanie sądzisz, że dwa drinki mogłyby mnie powalić? A co do Marcusa to o co dokładnie pytasz? Czy to dla mnie szok? Trochę. Ale nie przejmuje się tym zbytnio.
Skinął głową w ciszy. Podjeżdżali powoli pod restauracje. Kliencie wychodzili i wchodzili i już Kath wiedziała, że będzie miała masę roboty.
- Spotkamy się dzisiaj?- zapytał kilka sekund przed tym jak chciała się z nim pożegnać.
Pokiwała smutno głową.
- Chyba nie będziemy mogli. Sara robi kolacje dla rodziców i poprosiła mnie abym z nią była. Możemy spotkać się jutro? Mam wolne więc moglibyśmy gdzieś wyskoczyć. - zaproponowała.
Zaparkował na wolnym miejscu zaraz obok jej pracy, i zgasił silnik.
- Jutro wyjeżdżam na trzy dni. - Przymrużyła lekko oczy zdumiona, po chwili kiwając zamyślona głową. Miała ochotę zapytać gdzie, po co i z kim ale skoro sam nic nie mówi, to pewnie nie chce aby wiedziała. Zmartwiło ją to.
- W porządku.
Położył rękę na jej karku, przyciągając ją do siebie i całując mocno. Uśmiechał się prosto w jej usta, jęcząc gdy przerwała tą chwilę.
- Zadzwonię do Ciebie wieczorem, w porządku?- zapytał.
Skinęła głowę, pozwalając aby jego usta jeszcze raz dotknęły jej czoła po czym wyszła z auta. Przeszła przed maską stając na chodniku. Odwróciła sie w momencie, w którym chłopak odpalał auto i wyjeżdżał. Pomachała mu uśmiechając się smutno i weszła do restauracji.
Bez zastanowienia Katherine ubrała spodenki i zeszła schodami na dół widząc Sarę pochyloną nad stołem i zbierając płyny do szyb oraz do kurzów.
- Co to za zamierzanie?-zapytała od wejścia. Stanęła obok niej niezauważona przez co podskoczyła odwracając się.
- Nie denerwuj mnie.- syczała przez zaciśnięte zęby.
- Lewa nóżka?- Chciała ją jakoś rozchmurzyć ale jak widać tylko pogorszyła sytuację wiec szybko ją przeprosiła.- Mogę ci jakoś pomóc?
Podeszła do schodów i odwróciła się na moment, w czasie którym rzuciła:
- Chce żebyś była dzisiaj na kolacji, dobrze?
Skinęła energicznie głową wiedząc, że jeśli by się sprzeciwiła, była by baaardzo zła.
Kiedy doszło do tego, ze Katherine przejmuje się takimi drobiazgami?
Poszła powoli w ślady brunetki i wróciła na górę, tym razem omijając swój pokój i kierując się do łazienki. Ta już zaczęła myć wielkie lustro nad umywalką i spojrzała na nią gdy weszła.
- Na którą masz dziś do pracy?- Nie miała ochoty rozmawiać, było to widać. Była zła? A może zdenerwowana?
- Wszystko w porządku?- zapytała ją nie odpowiadając na wcześniejsze pytanie.
Skinęła głową.
- Dlaczego mam być na kolacji?- Ściereczka zatrzymała się na lustrze, a oczy osoby, która ją trzymała były zwrócone ku niej.
- A masz już coś zaplanowanego? Może z Twoim chłopakiem?
O kurcze! No jasne. Przecież Sara nic nie wie na temat Jake'a, ani tego, że się znowu spotykają. Posłała jej przepraszające spojrzenie.
- Naprawdę nie miałam kiedy. Sama wiesz,że cały czas w sumie spędzam w pracy. Nawet nie myślałam o tym,że ci nie powiedziałam. Wydawało mi się,że o tym wiesz, ale masz racje. Przepraszam za to.
Ale tu nadal nie chodzi o to. Nie czujesz tego? Mówiło jej coś w głowie.
- No więc? Dlaczego moja obecność jest taka ważna?
Jej twarz złagodniała i opierając się tyłem o umywalkę, ciągnęła nerwowo za swoje palce.
- Rodzice z bratem przyjeżdżają na kolacje.
Rodzice? Rodzice Sary? Jaki brat? Cofnęła się myślami do chwil, w których opowiadała o sobie ale ona nigdy nie wspominała o rodzicach. Sama ją w sumie nie pytała- nawet nie zauważyła, że nie zna tego rozdziału z jej życia.
Teraz patrząc na nią taką poddenerwowaną wiem,że niezbyt się z tego cieszy.
- To źle czy dobrze?
- Nie wiem mam mieszane uczucia.
Wzięła ją za rękę i oby dwie usiadły na ziemi, opierając się o wannę. Kath zachęcała ją aby opowiedziała jej o rodzicach, na co skinęła głową.
- Kilka miesięcy zanim się poznałyśmy i wspólnie zamieszkałyśmy byłam przejazdem u rodziców na obiedzie. Bo widzisz, mój tata jest prawnikiem i bardzo chciał-nalegał- abym poszła w jego ślady. Było okej, wybrałam ten kierunek na studiach..
Sara była na studiach?!
-.. a potem je rzuciłam. Poznałam fajnego chłopaka, o którym ci zresztą już opowiadałam a poza tym nie czułam tego wszystkiego. To nie był zawód dla mnie. Nie powiedziałam o tym rodzicom bo nie chciałam ich martwić.
- Jak się dowiedzieli?- zapytała.
- No własnie podczas obiadu tata powiedział mi, że wie co zrobiłam. Wściekł się o to, że marnuje swoje życie i szanse, którą otrzymałam.
- A mama co na to?
- Moja mama.. cóż.. nie udziela się aż tak. Woli aby to ojciec zabierał głos i nie chce mu się sprzeciwiać. Siedziała i patrzyła na mnie z łzami w oczach. Byłam i wciąż jestem ciekawa dlaczego płakała ale to nie było wtedy ważne. W każdym razie od tego momentu się z nimi nie widziałam, po tym jak wyprosili mnie z domu.
Otworzyła lekko usta. Czy oni zwariowali?
- Wyrzucili Cię dlatego, że nie chcesz być prawnikiem?
- Coś w tym rodzaju.
- Masz dziwną rodzinę. - Westchnęła.- A więc jak doszło do tego, że dzisiaj będą na kolacji?
- Jako na dziwną rodzinę przystało, wprosili się a jak wiesz- nie potrafię odmawiać.
*
Sara uparła się,że to ona posprząta to co uzna za potrzebne a Katherine ma nie ruszać niczego. Oby dwie wiedziały dlaczego. Po prostu nie chciała po niej poprawiać gdyby coś pominęła a poza tym to całe zamieszanie odwracało jej uwagę od dzisiejszego wieczoru.
Na ostatni ogień poszła jadalnia, gdzie brunetka na kolanach szorowała podłogę. Przyjaciółka za to nie odstępowała ją i siedziała w drzwiach opierając się plecami o framugę i obierając jabłka do woreczka na kolanach. Częstowała ją gdy tylko robiła sobie kilku sekundową przerwę.
- Wiesz co zamierzasz ugotować? - zagadnęła.
Nie przerywając zajęcia zaczęła opowiadać o różnych pomysłach ale chwilę później skreśliła kilka z powodu uczulenia rodziny na składniki.
- Nie kłopocz się. Możesz przecież zrobić spaghetti. Z Twoim talentem i tak będzie pyszne.
- Daj spokój. Chce im pokazać,że naprawdę umiem gotować a spaghetti to banał i nie pokaże im czegoś takiego. - Obruszyła się.
- No To chyba nic ci nie doradzę. Poszukaj czegoś w internecie.
Pokręciła głową. Wolała sama wymyślić coś nowego niż korzystać z pomocy innych. Jakie to chwilami było irytujące.
*
- Wychodzę! Powodzenia!- krzyczała zamykając za sobą drzwi.Wyciągnęła z kieszeni listek miętowej gumy do żucia i wsadziła sobie do ust. Podeszła do auta, łapiąc za klamkę.
W tej samej sekundzie podjechało takie samo auto jak jej tyle, że w innym kolorze, nie dając jej czasu aby wsiąść. Przekrzywiła głowę zdziwiona osobą za kierownicą.
Drzwi kierowcy otworzyły się i wyszedł Jake. Wyglądał cudownie. Miał na sobie czarne proste spodnie i białą koszulę z odpiętymi guzikami pod szyją. Włosy tradycyjnie miał rozczochrane od przejeżdżania między nimi palcami.
Podszedł do niej, całując ją skromnie w policzek i uśmiechając się od ucha do ucha. Cieszył się,że ją zaskoczył bo zdarzało się to dość rzadko.
- Cześć. - odezwała się pierwsza.- Co ty tutaj robisz?
- Chciałbym odwieźć Cię do pracy. - Wziął ją za rękę i pociągnął w stronę jego auta. Otworzył jej drzwi, gestem nakazując aby wsiadła. Gdy widział jak zapina pas, obszedł auto i zajął swoje miejsce.
- Co cię skłoniło do takiego romantycznego gestu? i Dlaczego masz na sobie koszulę? Zmieniasz image? - zaśmiała się. On również uniósł kąciki ust spoglądając na nią.
- Tak. Chodzi własnie o mój image. Podoba ci się?
Skinęła głową śmiejąc się jeszcze głośniej. Oparła wygodniej głowę, przekrzywiając się w jego stronę.
- Jak się czujesz?- Uniosła brwi. A jak sądzisz? Nie wyglądam jakby wszystko było w porządku?
- Zależy o co ci chodzi.
- Głównie o wczorajsze drinki ale też o spotkanie Marcusa.
Dotknęła jego ręki, szczerząc się głupio.
- Kochanie sądzisz, że dwa drinki mogłyby mnie powalić? A co do Marcusa to o co dokładnie pytasz? Czy to dla mnie szok? Trochę. Ale nie przejmuje się tym zbytnio.
Skinął głową w ciszy. Podjeżdżali powoli pod restauracje. Kliencie wychodzili i wchodzili i już Kath wiedziała, że będzie miała masę roboty.
- Spotkamy się dzisiaj?- zapytał kilka sekund przed tym jak chciała się z nim pożegnać.
Pokiwała smutno głową.
- Chyba nie będziemy mogli. Sara robi kolacje dla rodziców i poprosiła mnie abym z nią była. Możemy spotkać się jutro? Mam wolne więc moglibyśmy gdzieś wyskoczyć. - zaproponowała.
Zaparkował na wolnym miejscu zaraz obok jej pracy, i zgasił silnik.
- Jutro wyjeżdżam na trzy dni. - Przymrużyła lekko oczy zdumiona, po chwili kiwając zamyślona głową. Miała ochotę zapytać gdzie, po co i z kim ale skoro sam nic nie mówi, to pewnie nie chce aby wiedziała. Zmartwiło ją to.
- W porządku.
Położył rękę na jej karku, przyciągając ją do siebie i całując mocno. Uśmiechał się prosto w jej usta, jęcząc gdy przerwała tą chwilę.
- Zadzwonię do Ciebie wieczorem, w porządku?- zapytał.
Skinęła głowę, pozwalając aby jego usta jeszcze raz dotknęły jej czoła po czym wyszła z auta. Przeszła przed maską stając na chodniku. Odwróciła sie w momencie, w którym chłopak odpalał auto i wyjeżdżał. Pomachała mu uśmiechając się smutno i weszła do restauracji.
wtorek, 16 grudnia 2014
Rozdział 11 cz.2
Dłonie Jake lekko ugniatały ramiona Katherine co ją delikatnie łaskotało. Odwróciła się w jego stronę chcąc prosić aby przestał i sie z nim przywitać ale on zamiast patrzeć na nią, mierzył się wzrokiem chłopakiem przede mną, Issakiem.
Wstała ustawiając się u jego boku i dotykając jego lewego policzka pocałowała w usta.
- Cześć. - szeptała.
Jego ręka powędrowała na jej talię w stanowczym uścisku. Odwrócił się w jej stronę posyłając grzeczny uśmiech, który mówił: " Teraz udawajmy szczęśliwa parę a później sobie porozmawiamy".
Przewróciła oczami i spojrzała na Issaca.
- Będziemy się już zbierać także na razie.
On również wstał i uśmiechając się szeroko pożegnał się najpierw z nią grzecznie zapewniając o następnym spotkaniu, i z Jake'iem ale już chłodno i ledwo na niego zerkając.
Ciągnąć za sobą chłopaka podeszła do tańczącej z z inną dziewczyną Bree. Ta rozpromieniona i pijana, zarzuciła jej ręce na ramiona tańcząc bardzo blisko niej.
Dotknęła jej ramion i odepchnęła delikatnie informując ją że powinni już wyjść.
Nie możesz przecież ją tutaj zostawić kompletnie pijaną!,upominała siebie w duchu.
Kobieta zignorowała ją i zaczęła biegać po sali w rytm muzyki.
Jeszcze chwile i ja naprawdę zostawię.
Poszła za nią i korzystając z tego,że zatrzymał ją jakiś chłopak, złapała za nadgarstki i popchnęła w stronę drzwi, zapewniając, że na zewnątrz jest większa impreza z większą ilością osób. Zadowolona chwiejnym krokiem podeszła do drzwi, siłując się z nimi przez chwilę.
Jake szedł już w jej stronę z jej kurtką i ich torebkami. Pomógł im wyjść i na siłę wsadził Bree do auta.
- Nie możecie, ja chce tańczyć. Nudziarze! Co z Was za ludzie? Wróćmy proszę, dajcie mi chwilę albo sama wrócę! - skomlała zza Katherine.
- Spokojnie, jedziemy na imprezę.. - odpowiedziała jej.
- Naprawdę? Jesteście kochani! Tak, to ja sobie tutaj trochę odpocznę bo chyba zaszkodziło mi coś i tak się dziwnie czuje. Ale spokojnie.. obudźcie mnie tylko jak już..- I usnęła. To było tak gwałtowne,że wydawało im się zemdlała, ale oddychała miarowo, więc uspokoili się i zajęli swoje miejsce.
- Nie chciałbym aby mi ubrudziła z tyłu.- Burczał kierowca.
- Spokojna głowa towarzyszu. W XXI wieku jest coś takiego jak myjnia.
Rzucił jej złe spojrzenie ale kąciki ust unosiły mu się, chociaż próbował to ukryć.
Nocą Londyn wyglądał cudownie. Wszystko było oświetlone, tylko w licznych uliczkach było ciemno. Sklepy wciąż były otwarte, a ludzie wchodzili i wychodzili. Spacerowali chodnikami z paczką przyjaciółmi, parą- przeważnie czule sie obejmując, albo samotnie z dłońmi w kieszeniach.
To miasto nigdy nie śpi a to wszystko zachwyca nawet tych, którzy spędzili to większość życia.
- Wiesz gdzie ona mieszka?- O jezu, nie. Dotknęła jej torebki, którą trzymała na swoich kolanach.
Przecież w dowodzie jest, gdzie jest zameldowana.
Wyciągnęła jej portfel i wyciągnęła dowód.
Miała korzystne zdjęcie. Zignorowała to i przeczytała na głos jej miejsce zamieszkania. Jake sztywno skinął głową i skręcił w ulicę, którą niby było szybciej.
Jest na nią zły? O co mu chodzi?
Przekrzywiła głowę, dotykając jego dłoni, którą miał na biegach. Poruszył nią niespokojnie rzucając jej spojrzenie pełne niepokoju i gniewu.
- Wszystko okej?- zapytała. Skinął głową.
- Zamierzasz się jeszcze dzisiaj do mnie odezwać?
Chwila ciszy. Czy on własnie się nas tym zastanawia?! Ta myśl spowodowała, że ona też się zdenerwowała. Dlaczego miałby być na nią zły? Bo poszła na drinka z Bree? To niedorzeczne.
Otwierała usta, kiedy zajechali pod jakiś mały i ubogi domek. Dwa pokoje były oświetlone, firanka poruszyła się, a w oknie... pojawiła sie znajoma twarz.
Zaskoczyło to ją bardziej niż by przypuszczała i szybko wyskoczyła z auta. Podeszła do drzwi wejściowych, które otworzyły się szeroko a stanął w nich Marcus. Były chłopak Katherine.
- Cześć.- bąknęła.
On też nie krył zaskoczenia. Lustrował ja wzrokiem z lekko otwartą buzią, a po chwili uśmiechnął się i przytulił ją.
- Co Ty tutaj robisz? Tak dawno się nie widzieliśmy, pięknie wyglądasz!
Odsunęła go od siebie, czując na sobie spojrzenie chłopaka z tyłu. Odwróciła się i miała racje. Nawet jeśli był zły, nie okazywał tego. Twarz miał spokojną i spojrzenie z niej przeniósł na Marcusa, który wciąż trzymał rękę na jej ramieniu.
On sam też to zauważył i opuścił ją pośpiesznie.Podszedł do niego z wyciągniętą rękę.
- Marcus. Były Katherine.
-Jake. Obecny chłopak Katherine.
Ohohohoho. Wrócili do siebie? Musi z nim o tym porozmawiać. Zaczęła sie modlić,żeby nie wypadło jej to z głowy.
- Co Wy tutaj robicie?
- Przywieźliśmy moją koleżankę z pracy, ale nie jestem pewna czy dobrze trafiliśmy.. -zaczęła.
- Bree? To Wy pracujecie razem? Nic mi nie mówiła. Gdzie ona w ogóle była? Dzwoniłem do niej ale nie odbierała.. - Podszedł do auta i widząc śpiącą kobietę na tylnym siedzeniu, uśmiechnął się gorzko i rzucił:
- Pijana, co?- Nie czekając na odpowiedz otworzył drzwi i biorąc ją na ręce zaniósł do domu, prosząc aby zaczekali.
Korzystając z nieobecności Marcusa, a nie mogąc pohamować ciekawości, Jake odezwał się:
- Spotkałaś sie z nim w końcu?
- Hę?
- Rozmawiałaś z nim kiedyś u mnie na tarasie i prosiłaś o spotkanie. Spotkałaś się z nim?
- Z tego co pamiętam, to on chciał się spotkać.- Nie był zadowolony, ze go poprawia. Zacisnął zęby patrząc gdzieś za nią. Podeszła do niego, przytulając się do jego boku.
Miała wrażenie,że przytula się do wielkiego i mocnego kamienia.
- Nie, nie spotkałam się z nim. Byłam zajęta Tobą i Caroline. - szepnęła.
Czuła,że się rozluźnił. Mimowolnie odetchnęła z ulga. Nie chciała,żeby się denerwował. Dlaczego nagle zrobił się taki zazdrosny?
Przed dom wyszedł wysoki blondyn, w czerwonej bluzie. Staną w niewielkiej odległości uśmiechając się pod nosem.
Wciąż była przytulona do SWOJEGO chłopaka.
- Słuchajcie, dzięki, ze ją tu przywieźliście. Nie wybaczyłbym sobie, który została nam pijana z tymi wszystkimi pijakami.
- Wszystko okej. Na szczęście sobie odeśpi i na drugą zmianę może zdąży.
- Już ja tego dopilnuje. Musze lecieć.
- Tak my też.- Spojrzała na Jake'a.
- Mam nadzieje, że jeszcze sie spotkamy. - Po tych słowach wszedł do domu gasząc światła, przez co panowała kompletna ciemność. Bez słowa szatyn podszedł do auta od jej strony otwierając jej drzwi. Wsiadła, zapinając pas i opierając głowę o szybę. Coraz bardziej robiła się senna.
On także zajął miejsce i odpalając auto wyjechał spod domu, kierując się do jej wspólnego domu z Sarą.
Sara! Na pewno sie martwiła, że jeszcze jej nie ma.
Ale mi się dostanie..
To było coś nowego. Nawet rodzice nie zwracali uwagę na to o której wraca, a jej przyjaciółka nie uśnie dopóki nie wróci do domu. Z wyjątkiem pracy albo planów o których wie.
Niedługo potem wjechali na jej mostek, oświetlając drzwi garażowe. Przymykając oczy, chłopak obszedł auto, otwierając jej drzwi. Wysiadła i pozwoliła aby je zamknął, ale nie pozwoliła mu się oddalić.
Złapała go za kurtkę i opierając sie plecami o samochód, przybliżyła go do siebie. Patrzyli sobie w oczy.
Miał takie hipnotyzujące oczy!
Gładziła kciukiem jego policzek, a potem dolną wargę. W ogóle na to nie reagował. Stał tak po prostu patrząc na nią pustym wzrokiem.
- Nie lubię gdy się na mnie gniewasz..
-Czyżby?- Zaskoczyło go to.- Sądziłem, że to uwielbiasz.
- Może kiedyś tak było.
Przyciągnęła go bliżej siebie łaskocząc nosem jego szyje. Odetchnął głośno tuż nad jej uchem, przez co uśmiechnęła się wesoło.
-A więc jesteśmy parą, tak?- drażniła się z nim. Humor minimalnie mu się poprawił co widziała bo jego oczach.
Przekrzywił głowę oblizując wargę.
- Muszę się jeszcze nad tym zastanowić. - Pocałowała miejsce, gdzie gładził go jej nos, pnąc sie w górę. Doszła do jego szczęki, kiedy odsunął się tylko odrobinkę. Taką odrobinkę, że zrozumiała, że ma przestać. Spojrzała na niego pytająco, ale nie odezwała sie widząc jego pociemniałe oczy.
- Jestem na ciebie zły.
- Uwierz, że to zauważyłam tylko nie mam pojęcia dlaczego.
- A mi się to wydaje oczywiste. - W takim razie tylko Tobie.
- Powiedz mi.
Przez chwilę spoglądał na nią zastanawiając się co powiedzieć. Zamiast tego nachylił się i pocałował ją lekko, słodko a zanim zdążyła odwzajemnić pocałunek, odsunął się. Posłała mu pytające spojrzenie.
- Podobno, zaznaczam- podobno, jesteśmy razem. Więc tym samym podobno jesteś moja. Nie chce, żebyś spędzała czas z innymi mężczyznami.
To było takie słodkie! Wprawdzie wymazała by to słowo " podobno" ale i tak brzmiało to bardzo miło.
- Po prostu jesteś zazdrosny. - Przytuliła się do niego aby ukryć uśmiech.
- Chyba własnie o to chodzi. Przepraszam. Trochę przesadziłem.
- Nic nie szkodzi. Wejdziesz? - Wskazała na drzwi. Pokręcił głową.
- To nie jest najlepszy pomysł. Poza tym czuje od Ciebie alkohol. Wyśpij się, może uda mi się zobaczyć z Tobą jutro.
Może?
Miała ochotę mu powiedzieć, że w tym własnie momencie przesadza,ze nie wypiła więcej niż trzy drinki, ale nie chciała zaczynać kłótni, na którą nie miała ochoty.
- Jakieś plany?- Podniosła wzrok, wprost w jego intensywnie zielone oczy.
- Coś tak jakby. - Antonie? Skinęła tylko głową.
Pocałował ją w czoło, w momencie, w którym jej wargi dotknęły jego szyi. Wzmocniła uścisk wokół jego pasa, czując jego uśmiech na twarzy.
- Powinienem się zbierać. - Jęknęła. - No już, skarbie. Puść mnie.
Ociągając się spełniła jego prośbę. Stanęła na palcach i pocałowała go mocno, po czym odwróciła się i poszła w stronę domu. Wyciągnęła z kurtki klucz, wkładając go w zamek i przekręcając. Zapaliła światło w przedpokoju, odwracając się.
Szatyn dopiero szedł do auto, pewnie czekając aż bezpiecznie wejdzie do domu.
- Postaraj się znaleźć dla mnie czas, dobrze misiu? - powiedziała głośno. Posłał jej szeroki uśmiech wsiadając auta.
Przeszła przez próg i zamknęła za sobą drzwi na klucz. Przeszła przez kuchnie, widząc ciastka Sary na ladzie. Tak! Sięgnęła po jedno i wepchała sobie do ust. Ściągnęła buty i ułożyła je obok drzwi, po czym poszła schodami na górę, do swojego pokoju.
- Porozmawiamy sobie rano, koleżanko! - usłyszała krzyk z pokoju na końcu korytarza. Uśmiechnęła się.
- Tak mamo, dobranoc.
Weszła do pokoju i szybko zrzucając z siebie ubranie, narzuciła na siebie koszulkę i wślizgnęła się pod kołdrę.
Wstała ustawiając się u jego boku i dotykając jego lewego policzka pocałowała w usta.
- Cześć. - szeptała.
Jego ręka powędrowała na jej talię w stanowczym uścisku. Odwrócił się w jej stronę posyłając grzeczny uśmiech, który mówił: " Teraz udawajmy szczęśliwa parę a później sobie porozmawiamy".
Przewróciła oczami i spojrzała na Issaca.
- Będziemy się już zbierać także na razie.
On również wstał i uśmiechając się szeroko pożegnał się najpierw z nią grzecznie zapewniając o następnym spotkaniu, i z Jake'iem ale już chłodno i ledwo na niego zerkając.
Ciągnąć za sobą chłopaka podeszła do tańczącej z z inną dziewczyną Bree. Ta rozpromieniona i pijana, zarzuciła jej ręce na ramiona tańcząc bardzo blisko niej.
Dotknęła jej ramion i odepchnęła delikatnie informując ją że powinni już wyjść.
Nie możesz przecież ją tutaj zostawić kompletnie pijaną!,upominała siebie w duchu.
Kobieta zignorowała ją i zaczęła biegać po sali w rytm muzyki.
Jeszcze chwile i ja naprawdę zostawię.
Poszła za nią i korzystając z tego,że zatrzymał ją jakiś chłopak, złapała za nadgarstki i popchnęła w stronę drzwi, zapewniając, że na zewnątrz jest większa impreza z większą ilością osób. Zadowolona chwiejnym krokiem podeszła do drzwi, siłując się z nimi przez chwilę.
Jake szedł już w jej stronę z jej kurtką i ich torebkami. Pomógł im wyjść i na siłę wsadził Bree do auta.
- Nie możecie, ja chce tańczyć. Nudziarze! Co z Was za ludzie? Wróćmy proszę, dajcie mi chwilę albo sama wrócę! - skomlała zza Katherine.
- Spokojnie, jedziemy na imprezę.. - odpowiedziała jej.
- Naprawdę? Jesteście kochani! Tak, to ja sobie tutaj trochę odpocznę bo chyba zaszkodziło mi coś i tak się dziwnie czuje. Ale spokojnie.. obudźcie mnie tylko jak już..- I usnęła. To było tak gwałtowne,że wydawało im się zemdlała, ale oddychała miarowo, więc uspokoili się i zajęli swoje miejsce.
- Nie chciałbym aby mi ubrudziła z tyłu.- Burczał kierowca.
- Spokojna głowa towarzyszu. W XXI wieku jest coś takiego jak myjnia.
Rzucił jej złe spojrzenie ale kąciki ust unosiły mu się, chociaż próbował to ukryć.
Nocą Londyn wyglądał cudownie. Wszystko było oświetlone, tylko w licznych uliczkach było ciemno. Sklepy wciąż były otwarte, a ludzie wchodzili i wychodzili. Spacerowali chodnikami z paczką przyjaciółmi, parą- przeważnie czule sie obejmując, albo samotnie z dłońmi w kieszeniach.
To miasto nigdy nie śpi a to wszystko zachwyca nawet tych, którzy spędzili to większość życia.
- Wiesz gdzie ona mieszka?- O jezu, nie. Dotknęła jej torebki, którą trzymała na swoich kolanach.
Przecież w dowodzie jest, gdzie jest zameldowana.
Wyciągnęła jej portfel i wyciągnęła dowód.
Miała korzystne zdjęcie. Zignorowała to i przeczytała na głos jej miejsce zamieszkania. Jake sztywno skinął głową i skręcił w ulicę, którą niby było szybciej.
Jest na nią zły? O co mu chodzi?
Przekrzywiła głowę, dotykając jego dłoni, którą miał na biegach. Poruszył nią niespokojnie rzucając jej spojrzenie pełne niepokoju i gniewu.
- Wszystko okej?- zapytała. Skinął głową.
- Zamierzasz się jeszcze dzisiaj do mnie odezwać?
Chwila ciszy. Czy on własnie się nas tym zastanawia?! Ta myśl spowodowała, że ona też się zdenerwowała. Dlaczego miałby być na nią zły? Bo poszła na drinka z Bree? To niedorzeczne.
Otwierała usta, kiedy zajechali pod jakiś mały i ubogi domek. Dwa pokoje były oświetlone, firanka poruszyła się, a w oknie... pojawiła sie znajoma twarz.
Zaskoczyło to ją bardziej niż by przypuszczała i szybko wyskoczyła z auta. Podeszła do drzwi wejściowych, które otworzyły się szeroko a stanął w nich Marcus. Były chłopak Katherine.
- Cześć.- bąknęła.
On też nie krył zaskoczenia. Lustrował ja wzrokiem z lekko otwartą buzią, a po chwili uśmiechnął się i przytulił ją.
- Co Ty tutaj robisz? Tak dawno się nie widzieliśmy, pięknie wyglądasz!
Odsunęła go od siebie, czując na sobie spojrzenie chłopaka z tyłu. Odwróciła się i miała racje. Nawet jeśli był zły, nie okazywał tego. Twarz miał spokojną i spojrzenie z niej przeniósł na Marcusa, który wciąż trzymał rękę na jej ramieniu.
On sam też to zauważył i opuścił ją pośpiesznie.Podszedł do niego z wyciągniętą rękę.
- Marcus. Były Katherine.
-Jake. Obecny chłopak Katherine.
Ohohohoho. Wrócili do siebie? Musi z nim o tym porozmawiać. Zaczęła sie modlić,żeby nie wypadło jej to z głowy.
- Co Wy tutaj robicie?
- Przywieźliśmy moją koleżankę z pracy, ale nie jestem pewna czy dobrze trafiliśmy.. -zaczęła.
- Bree? To Wy pracujecie razem? Nic mi nie mówiła. Gdzie ona w ogóle była? Dzwoniłem do niej ale nie odbierała.. - Podszedł do auta i widząc śpiącą kobietę na tylnym siedzeniu, uśmiechnął się gorzko i rzucił:
- Pijana, co?- Nie czekając na odpowiedz otworzył drzwi i biorąc ją na ręce zaniósł do domu, prosząc aby zaczekali.
Korzystając z nieobecności Marcusa, a nie mogąc pohamować ciekawości, Jake odezwał się:
- Spotkałaś sie z nim w końcu?
- Hę?
- Rozmawiałaś z nim kiedyś u mnie na tarasie i prosiłaś o spotkanie. Spotkałaś się z nim?
- Z tego co pamiętam, to on chciał się spotkać.- Nie był zadowolony, ze go poprawia. Zacisnął zęby patrząc gdzieś za nią. Podeszła do niego, przytulając się do jego boku.
Miała wrażenie,że przytula się do wielkiego i mocnego kamienia.
- Nie, nie spotkałam się z nim. Byłam zajęta Tobą i Caroline. - szepnęła.
Czuła,że się rozluźnił. Mimowolnie odetchnęła z ulga. Nie chciała,żeby się denerwował. Dlaczego nagle zrobił się taki zazdrosny?
Przed dom wyszedł wysoki blondyn, w czerwonej bluzie. Staną w niewielkiej odległości uśmiechając się pod nosem.
Wciąż była przytulona do SWOJEGO chłopaka.
- Słuchajcie, dzięki, ze ją tu przywieźliście. Nie wybaczyłbym sobie, który została nam pijana z tymi wszystkimi pijakami.
- Wszystko okej. Na szczęście sobie odeśpi i na drugą zmianę może zdąży.
- Już ja tego dopilnuje. Musze lecieć.
- Tak my też.- Spojrzała na Jake'a.
- Mam nadzieje, że jeszcze sie spotkamy. - Po tych słowach wszedł do domu gasząc światła, przez co panowała kompletna ciemność. Bez słowa szatyn podszedł do auta od jej strony otwierając jej drzwi. Wsiadła, zapinając pas i opierając głowę o szybę. Coraz bardziej robiła się senna.
On także zajął miejsce i odpalając auto wyjechał spod domu, kierując się do jej wspólnego domu z Sarą.
Sara! Na pewno sie martwiła, że jeszcze jej nie ma.
Ale mi się dostanie..
To było coś nowego. Nawet rodzice nie zwracali uwagę na to o której wraca, a jej przyjaciółka nie uśnie dopóki nie wróci do domu. Z wyjątkiem pracy albo planów o których wie.
Niedługo potem wjechali na jej mostek, oświetlając drzwi garażowe. Przymykając oczy, chłopak obszedł auto, otwierając jej drzwi. Wysiadła i pozwoliła aby je zamknął, ale nie pozwoliła mu się oddalić.
Złapała go za kurtkę i opierając sie plecami o samochód, przybliżyła go do siebie. Patrzyli sobie w oczy.
Miał takie hipnotyzujące oczy!
Gładziła kciukiem jego policzek, a potem dolną wargę. W ogóle na to nie reagował. Stał tak po prostu patrząc na nią pustym wzrokiem.
- Nie lubię gdy się na mnie gniewasz..
-Czyżby?- Zaskoczyło go to.- Sądziłem, że to uwielbiasz.
- Może kiedyś tak było.
Przyciągnęła go bliżej siebie łaskocząc nosem jego szyje. Odetchnął głośno tuż nad jej uchem, przez co uśmiechnęła się wesoło.
-A więc jesteśmy parą, tak?- drażniła się z nim. Humor minimalnie mu się poprawił co widziała bo jego oczach.
Przekrzywił głowę oblizując wargę.
- Muszę się jeszcze nad tym zastanowić. - Pocałowała miejsce, gdzie gładził go jej nos, pnąc sie w górę. Doszła do jego szczęki, kiedy odsunął się tylko odrobinkę. Taką odrobinkę, że zrozumiała, że ma przestać. Spojrzała na niego pytająco, ale nie odezwała sie widząc jego pociemniałe oczy.
- Jestem na ciebie zły.
- Uwierz, że to zauważyłam tylko nie mam pojęcia dlaczego.
- A mi się to wydaje oczywiste. - W takim razie tylko Tobie.
- Powiedz mi.
Przez chwilę spoglądał na nią zastanawiając się co powiedzieć. Zamiast tego nachylił się i pocałował ją lekko, słodko a zanim zdążyła odwzajemnić pocałunek, odsunął się. Posłała mu pytające spojrzenie.
- Podobno, zaznaczam- podobno, jesteśmy razem. Więc tym samym podobno jesteś moja. Nie chce, żebyś spędzała czas z innymi mężczyznami.
To było takie słodkie! Wprawdzie wymazała by to słowo " podobno" ale i tak brzmiało to bardzo miło.
- Po prostu jesteś zazdrosny. - Przytuliła się do niego aby ukryć uśmiech.
- Chyba własnie o to chodzi. Przepraszam. Trochę przesadziłem.
- Nic nie szkodzi. Wejdziesz? - Wskazała na drzwi. Pokręcił głową.
- To nie jest najlepszy pomysł. Poza tym czuje od Ciebie alkohol. Wyśpij się, może uda mi się zobaczyć z Tobą jutro.
Może?
Miała ochotę mu powiedzieć, że w tym własnie momencie przesadza,ze nie wypiła więcej niż trzy drinki, ale nie chciała zaczynać kłótni, na którą nie miała ochoty.
- Jakieś plany?- Podniosła wzrok, wprost w jego intensywnie zielone oczy.
- Coś tak jakby. - Antonie? Skinęła tylko głową.
Pocałował ją w czoło, w momencie, w którym jej wargi dotknęły jego szyi. Wzmocniła uścisk wokół jego pasa, czując jego uśmiech na twarzy.
- Powinienem się zbierać. - Jęknęła. - No już, skarbie. Puść mnie.
Ociągając się spełniła jego prośbę. Stanęła na palcach i pocałowała go mocno, po czym odwróciła się i poszła w stronę domu. Wyciągnęła z kurtki klucz, wkładając go w zamek i przekręcając. Zapaliła światło w przedpokoju, odwracając się.
Szatyn dopiero szedł do auto, pewnie czekając aż bezpiecznie wejdzie do domu.
- Postaraj się znaleźć dla mnie czas, dobrze misiu? - powiedziała głośno. Posłał jej szeroki uśmiech wsiadając auta.
Przeszła przez próg i zamknęła za sobą drzwi na klucz. Przeszła przez kuchnie, widząc ciastka Sary na ladzie. Tak! Sięgnęła po jedno i wepchała sobie do ust. Ściągnęła buty i ułożyła je obok drzwi, po czym poszła schodami na górę, do swojego pokoju.
- Porozmawiamy sobie rano, koleżanko! - usłyszała krzyk z pokoju na końcu korytarza. Uśmiechnęła się.
- Tak mamo, dobranoc.
Weszła do pokoju i szybko zrzucając z siebie ubranie, narzuciła na siebie koszulkę i wślizgnęła się pod kołdrę.
czwartek, 11 grudnia 2014
Rozdział 10 cz.2
Zgodnie z planami Jake przyszedł do pracy Katherine o wyznaczonej godzinie. Jak zawsze wyglądał oszałamiająco, przyciągał wzrok klientek, które przyszły tu na lunch z chłopakiem albo z przyjaciółką lub siostrą. To była bardzo frustrujące i takie obce. Jake wydawał się tego nie zauważać i wpatrywał się z nią z łagodnością w oczach.
Trudno było nazwać ich obecną sytuacje. Czuła między nimi rezerwę ale wciąż było tak samo.
Tak, wie o tym, że przesadza skoro dopiero się pogodzili ale jednak..
W każdym razie Jake pochyla się nad dziewczyną i całuje w czoło, reguluje rachunek i wychodzi.
Patrzy jeszcze chwile za nim po czym zbiera ich rzeczy i wraca na swoją zmianę.
Niedługo potem do restauracji wpadła Sara ciągnąc za sobą torebkę, która normalnie jest przewieszona przez ramie. Podbiega do lady, za którą stoi roześmiana i zdezorientowana Katherine. Ta wyciąga coś z torebki, zapakowane w sreberko i wręcza jej.
- Błagam Cię, spróbuj tego i powiedz mi co sądzisz.
Ta patrzy na nią z niedowierzaniem ale posłusznie odpakowuje to coś. W środku jest kilka ciasteczek w kształcie różnych cyfr i literek.
- Jesteś tu tylko dlatego, ze chcesz poznać moje zdanie? To takie słodkie.. - śmieje się.
Rzuca jej spojrzenie spod łba i patrzy jak przyjaciółka podnosi liczbę 3 do ust i bierze kęs. Z wyczekiwaniem próbuje czegoś dowiedzieć się z jej twarzy i szybko to zrobi.
- Pychota! Błagam powiedz, ze masz jeszcze.. - Ciasteczko było miekkie, z nadzieniem czekoladowym, udekorowany lukrem i różnymi jadalnymi koralikami. Jej było w kolorze zielonym.
- Masz szczęście,że ze mną mieszkasz. W kuchni zostawiłam ci kilka. Musze lecieć.
- Gdzie?
- Do pracy. Wyprawiam przyjecie dla kilku letniego chłopca i nie wiedziałam co przygotować. Chciałam zrobić coś nowego i koniecznie chciałam abyś to Ty zdecydowała czy się nadaje.
- To miłe.
- W końcu sama w głębi duszy jesteś dzieckiem.
Zamierzała kończyć pracę, kiedy u jej boku pojawiła się Bree.
- Może skończymy na drinka? Koniecznie muszę się komuś wyżalić, wiesz ..
Aha i przyszłaś z tym do kompletnie obcej osoby z pracy..
- Aha, jasne.- powiedziała na głos.
Lepiej obcej osobie niż zadręczać się tym,upomniała się Kath.
Wzruszyła mimowolnie ramiona, odpowiadając sobie samej na tą uwagę.
- Wszystko w porządku?- usłyszała. Odwróciła się spoglądając w niebieskie oczy koleżanki już w nieco lepszym nastawieniu do ich wyjścia. Skinęła głową.- To super. Chodź, przebierzemy się i spadamy. Obiecuje, że nie zajmę Ci dużo czasu.
Najbliższy bar mieścił się kilka budynków dalej i nie był bardzo zatłoczony. Oprócz nich była grupka facetów, którzy co jakiś czas wybuchali głośnym śmiechem, dwoma dziewczynami ( nie była pewna czy mają tyle lat ile powinny aby pić alkohol, w kazdym razie bardzo młodo wyglądały.. ) i dwóch kolesi, którzy co chwile rzucali na nią i Bree okiem.
Bree zauważyła ich od razu i z powiedziała mlaskając z niesmakiem:
- Mogliby to robić dyskretnie.. gówniarze..
Kąciki jej ust uniosły się nieznacznie słysząc te słowa. Dziewczyna na przeciwko, kóra własnie zamawiała sobie gin z tonikiem nie wyglądała na więcej niż 32 lata, a ci chłopacy nie więcej niż 25. '
- Wolisz starszych, co? - zaśmiała się.
- Tak sądzę, ale chyba po prostu wole mojego faceta. - Wzruszyła ramionami.
Och.
- I to właśnie o nim chciałam porozmawiać. To nie jest tak, że chce ci sie wyżalić, chociaż tak to wcześniej ujęłam.. - skrzywiła się.- po prostu nie chce tego trzymać w sobie.
- Mów śmiało. Może nie będę potrafiła tego jakoś odpowiednio skomentować, ale za to chętnie Cię wysłucham.
- Własnie Ci powiedziałam,że chyba wole starszych ale jestem z młodszym. - Zaśmiała się.- Nie lubię tego uczucia, które ciągle mi towarzyszy gdy jestem z nim w obecności różnych kobiet.
- Zazdrości?- podpowiedziała.
- Nie. - Pokręciła głową zamyślona. - Jest taki uroczy.. Inne kobiety też są urocze.. Takie jak Ty: młode, piękne. To nie jest zazdrość a przynajmniej tak mi się wydaje. Po prostu boje się, ze zostawi mnie dla młodszej.
- Kochasz go?
- Tak, wydaje mi się,że tak.
- A on kocha Ciebie? - Nie bądź wścibska!
Kelnerka przyniosła alkohol i teraz delektowały się nim pozwalając by to pytanie wisiało gdzieś nad nimi.
- Gdy jestem z nim na osobności to tak mi się własnie wydaje, ale gdy jesteśmy na jakimś przyjęciu.. sama nie wiem. Może po prostu tego nie dostrzegam bo jestem za bardzo skupiam się na wszystkich tych pięknych i młodych kobietach.. chyba tak.
- Więc przestań się nad tym użalać i po prostu pokaż mu,że ty go kochasz. Jeśli ty będziesz coraz bardziej sie nad sobą użalać, jego będzie to coraz bardziej denerwować aż w końcu spełnią sie Twojego najgorsze scenariusze.
Otworzyła szeroko oczy jakby własnie patrzyła na ducha, który wkłada do ust papierosa i uśmiechał sie złośliwie knując intrygę.
Zamrugała parę razy, garbiąc sie minimalnie. Wzięła głęboki oddech a z jej ust wydostał sie coś na rodzaj szlochu. Popatrzyła jej w oczy ale w nie zapowiadała sie na to aby miała się rozpłakać.
- Czułam,że powiesz mi to co potrzebuje usłyszeć.
Bree bełkotliwie kończyła opowiadać o przeżyciu wszystkich swoich chorób jak odra czy ospa. Zdążyła wypić kilka drinków, rozczulając się nad relacją z chłopakiem, zaraz po tym jak obiecała, że to ostatni taki dzień, kiedy o tym myśli.
W sumie nie była taka zła. Przynajmniej umiała się bawić. Poprosiła jedną z kelnerkę o puszczenie piosenki, co dziewczyna chętnie zrobiła. Była młoda, na pewno lubiła muzykę. Piosenka była bardzo rytmiczna, nogi same rwały się do tańca więc niebieskooka pijana z zawodu kelnerka wstała i zaczęła tańczyć, sunąć między stolikami, z rękami w powietrzy udając,że znajduje się w objęciach partnera. Byłą tot akie komiczne, że Katherine prawie płakała. Schowała twarz w dłoniach, cała się trzęsąc.
Musze cześciej się z nią umawiać na drinki.
- Mogę się przysiąść?- odezwał się niski głos, a razem z nim ładna buźka chłopaka, który wcześniej się jej przyglądał.
- W sumie zamierzam się już zbierać..- Nie, spadaj stąd.
Uśmiechnął się tylko i jakby nie słysząc jej odpowiedzi zajął miejsce jej koleżanki, opierając łokcie na stoliku.
Poprosił przechodzącą kelnerkę o dwa drinki- dla niego i dla niej. Szybko pojawiły się przed nimi.
Katherine patrzyła na niego beznamiętnie, chcąc dać mu do zrozumienia, że nie jest zainteresowana
- Jestem Issac. - odezwał się dość głośno, starając się przebić przez muzykę. - A Ty? Przedstawisz mi się?
- Nie spotkamy się więcej. Nie potrzebujesz mojego imienia.
- Może to przeznaczenie, ze własnie teraz siedzimy na przeciwko siebie, a ty próbujesz to zignorować. - Uśmiechnął się promiennie. Miał gadane.
- Nie, sądzę, że to przypadek, że moja przyjaciółka chciała potańczyć a ty się przysiadłeś.
Nie był aż tak pijany. Gdy wchodziła pił piwo, ale nie wyglądała na to,ze pił coś więcej. Przekrzywiła głowę, przyglądając mu się.
- Może wyjdziemy na dwór i porozmawiamy w ciszy, co ty na to?
Mocne dłonie zacisnęły się na jej ramionach przez co spięła się nieoczekiwanie. Dopiero gdy usłyszała tak znajomy i miękki głos rozluźniła się wciąż wpatrując się w chłopaka na przeciwko. Odchylił się na krześle, szczerząc się co osoby za nią. '
- Cześć kochanie, przepraszam za spóźnienie.- Usta dotykały jej ucha, uśmiech wpełzł na usta, a głowa mimowolnie się obróciła.
-Długo mi kazałeś czekać Jake.
Trudno było nazwać ich obecną sytuacje. Czuła między nimi rezerwę ale wciąż było tak samo.
Tak, wie o tym, że przesadza skoro dopiero się pogodzili ale jednak..
W każdym razie Jake pochyla się nad dziewczyną i całuje w czoło, reguluje rachunek i wychodzi.
Patrzy jeszcze chwile za nim po czym zbiera ich rzeczy i wraca na swoją zmianę.
Niedługo potem do restauracji wpadła Sara ciągnąc za sobą torebkę, która normalnie jest przewieszona przez ramie. Podbiega do lady, za którą stoi roześmiana i zdezorientowana Katherine. Ta wyciąga coś z torebki, zapakowane w sreberko i wręcza jej.
- Błagam Cię, spróbuj tego i powiedz mi co sądzisz.
Ta patrzy na nią z niedowierzaniem ale posłusznie odpakowuje to coś. W środku jest kilka ciasteczek w kształcie różnych cyfr i literek.
- Jesteś tu tylko dlatego, ze chcesz poznać moje zdanie? To takie słodkie.. - śmieje się.
Rzuca jej spojrzenie spod łba i patrzy jak przyjaciółka podnosi liczbę 3 do ust i bierze kęs. Z wyczekiwaniem próbuje czegoś dowiedzieć się z jej twarzy i szybko to zrobi.
- Pychota! Błagam powiedz, ze masz jeszcze.. - Ciasteczko było miekkie, z nadzieniem czekoladowym, udekorowany lukrem i różnymi jadalnymi koralikami. Jej było w kolorze zielonym.
- Masz szczęście,że ze mną mieszkasz. W kuchni zostawiłam ci kilka. Musze lecieć.
- Gdzie?
- Do pracy. Wyprawiam przyjecie dla kilku letniego chłopca i nie wiedziałam co przygotować. Chciałam zrobić coś nowego i koniecznie chciałam abyś to Ty zdecydowała czy się nadaje.
- To miłe.
- W końcu sama w głębi duszy jesteś dzieckiem.
Zamierzała kończyć pracę, kiedy u jej boku pojawiła się Bree.
- Może skończymy na drinka? Koniecznie muszę się komuś wyżalić, wiesz ..
Aha i przyszłaś z tym do kompletnie obcej osoby z pracy..
- Aha, jasne.- powiedziała na głos.
Lepiej obcej osobie niż zadręczać się tym,upomniała się Kath.
Wzruszyła mimowolnie ramiona, odpowiadając sobie samej na tą uwagę.
- Wszystko w porządku?- usłyszała. Odwróciła się spoglądając w niebieskie oczy koleżanki już w nieco lepszym nastawieniu do ich wyjścia. Skinęła głową.- To super. Chodź, przebierzemy się i spadamy. Obiecuje, że nie zajmę Ci dużo czasu.
Najbliższy bar mieścił się kilka budynków dalej i nie był bardzo zatłoczony. Oprócz nich była grupka facetów, którzy co jakiś czas wybuchali głośnym śmiechem, dwoma dziewczynami ( nie była pewna czy mają tyle lat ile powinny aby pić alkohol, w kazdym razie bardzo młodo wyglądały.. ) i dwóch kolesi, którzy co chwile rzucali na nią i Bree okiem.
Bree zauważyła ich od razu i z powiedziała mlaskając z niesmakiem:
- Mogliby to robić dyskretnie.. gówniarze..
Kąciki jej ust uniosły się nieznacznie słysząc te słowa. Dziewczyna na przeciwko, kóra własnie zamawiała sobie gin z tonikiem nie wyglądała na więcej niż 32 lata, a ci chłopacy nie więcej niż 25. '
- Wolisz starszych, co? - zaśmiała się.
- Tak sądzę, ale chyba po prostu wole mojego faceta. - Wzruszyła ramionami.
Och.
- I to właśnie o nim chciałam porozmawiać. To nie jest tak, że chce ci sie wyżalić, chociaż tak to wcześniej ujęłam.. - skrzywiła się.- po prostu nie chce tego trzymać w sobie.
- Mów śmiało. Może nie będę potrafiła tego jakoś odpowiednio skomentować, ale za to chętnie Cię wysłucham.
- Własnie Ci powiedziałam,że chyba wole starszych ale jestem z młodszym. - Zaśmiała się.- Nie lubię tego uczucia, które ciągle mi towarzyszy gdy jestem z nim w obecności różnych kobiet.
- Zazdrości?- podpowiedziała.
- Nie. - Pokręciła głową zamyślona. - Jest taki uroczy.. Inne kobiety też są urocze.. Takie jak Ty: młode, piękne. To nie jest zazdrość a przynajmniej tak mi się wydaje. Po prostu boje się, ze zostawi mnie dla młodszej.
- Kochasz go?
- Tak, wydaje mi się,że tak.
- A on kocha Ciebie? - Nie bądź wścibska!
Kelnerka przyniosła alkohol i teraz delektowały się nim pozwalając by to pytanie wisiało gdzieś nad nimi.
- Gdy jestem z nim na osobności to tak mi się własnie wydaje, ale gdy jesteśmy na jakimś przyjęciu.. sama nie wiem. Może po prostu tego nie dostrzegam bo jestem za bardzo skupiam się na wszystkich tych pięknych i młodych kobietach.. chyba tak.
- Więc przestań się nad tym użalać i po prostu pokaż mu,że ty go kochasz. Jeśli ty będziesz coraz bardziej sie nad sobą użalać, jego będzie to coraz bardziej denerwować aż w końcu spełnią sie Twojego najgorsze scenariusze.
Otworzyła szeroko oczy jakby własnie patrzyła na ducha, który wkłada do ust papierosa i uśmiechał sie złośliwie knując intrygę.
Zamrugała parę razy, garbiąc sie minimalnie. Wzięła głęboki oddech a z jej ust wydostał sie coś na rodzaj szlochu. Popatrzyła jej w oczy ale w nie zapowiadała sie na to aby miała się rozpłakać.
- Czułam,że powiesz mi to co potrzebuje usłyszeć.
Bree bełkotliwie kończyła opowiadać o przeżyciu wszystkich swoich chorób jak odra czy ospa. Zdążyła wypić kilka drinków, rozczulając się nad relacją z chłopakiem, zaraz po tym jak obiecała, że to ostatni taki dzień, kiedy o tym myśli.
W sumie nie była taka zła. Przynajmniej umiała się bawić. Poprosiła jedną z kelnerkę o puszczenie piosenki, co dziewczyna chętnie zrobiła. Była młoda, na pewno lubiła muzykę. Piosenka była bardzo rytmiczna, nogi same rwały się do tańca więc niebieskooka pijana z zawodu kelnerka wstała i zaczęła tańczyć, sunąć między stolikami, z rękami w powietrzy udając,że znajduje się w objęciach partnera. Byłą tot akie komiczne, że Katherine prawie płakała. Schowała twarz w dłoniach, cała się trzęsąc.
Musze cześciej się z nią umawiać na drinki.
- Mogę się przysiąść?- odezwał się niski głos, a razem z nim ładna buźka chłopaka, który wcześniej się jej przyglądał.
- W sumie zamierzam się już zbierać..- Nie, spadaj stąd.
Uśmiechnął się tylko i jakby nie słysząc jej odpowiedzi zajął miejsce jej koleżanki, opierając łokcie na stoliku.
Poprosił przechodzącą kelnerkę o dwa drinki- dla niego i dla niej. Szybko pojawiły się przed nimi.
Katherine patrzyła na niego beznamiętnie, chcąc dać mu do zrozumienia, że nie jest zainteresowana
- Jestem Issac. - odezwał się dość głośno, starając się przebić przez muzykę. - A Ty? Przedstawisz mi się?
- Nie spotkamy się więcej. Nie potrzebujesz mojego imienia.
- Może to przeznaczenie, ze własnie teraz siedzimy na przeciwko siebie, a ty próbujesz to zignorować. - Uśmiechnął się promiennie. Miał gadane.
- Nie, sądzę, że to przypadek, że moja przyjaciółka chciała potańczyć a ty się przysiadłeś.
Nie był aż tak pijany. Gdy wchodziła pił piwo, ale nie wyglądała na to,ze pił coś więcej. Przekrzywiła głowę, przyglądając mu się.
- Może wyjdziemy na dwór i porozmawiamy w ciszy, co ty na to?
Mocne dłonie zacisnęły się na jej ramionach przez co spięła się nieoczekiwanie. Dopiero gdy usłyszała tak znajomy i miękki głos rozluźniła się wciąż wpatrując się w chłopaka na przeciwko. Odchylił się na krześle, szczerząc się co osoby za nią. '
- Cześć kochanie, przepraszam za spóźnienie.- Usta dotykały jej ucha, uśmiech wpełzł na usta, a głowa mimowolnie się obróciła.
-Długo mi kazałeś czekać Jake.
czwartek, 4 grudnia 2014
Rozdział 9 cz2
Poranne promienie słońca paliły ją w twarz oraz powoli wybudzały ze snu. Zamrugała powoli oczami, przymrużając je kiedy ją oślepiło. Zasłoniła je ręką.
PO kilku sekundach z jękiem podniosła się do pozycji siedzącej i podrapała się po karku. Był mokry. Równie mokre było jej czoło. Nie zdziwiła się tym, W końcu całą noc wtulała się poduszkę, owinięta kołdrą wyobrażając sobie, że przytula się do piersi Jake'a.
Chociaż wczoraj się pogodzili to nie spędzili nocy razem. Katherine postanowiła pojechać do domu, by rano wstać do pracy, co było prawie prawdopodobne, że przy nim by tego nie zrobiła. Uzgodnili to po tym jak obudziła się, siedząc mu na kolanach z ustami dotykającymi jego szyję.
Obudziła się pierwsza. Nie była pewna czy Sara nawet jest w domu. Spojrzała na zegar, który stal na nocnej szafce. Miała jeszcze dużo czasu żeby zbierać się do pracy.
Opadła na miękką poduszkę wiedząc,że już nie zaśnie jednak mimo to zamknęła powieki.
Czym mogłabym się do tego czasu zająć? pomyślała. Nie wytrzymałaby do tego czasu. Nie chciała też leżeć bezczynnie. Sięgnęła po pilota wciskając guzik i włączając telewizor.
W telewizorze zobaczyła trójkę ludzi- kobietę i dwóch mężczyzn, siedzących przy wielkim stole, na którym opierały się ich łokcie, oraz stały ich kubki z napojem. Rozmawiali o wydarzeniach, które miały miejsce w ciągu tego tygodnia i nie zawsze mówili o sytuacjach z ich kraju.
Kliknęła dalej i obraz zmienił się na jakiś film.
Dziewczyna stała przy zagrodzie gdzie dalej pasły się dwa konie. Przyglądała się im opierając podbródek na łokciu. Zaraz za nią pojawił się chłopak, bardzo wysoki i patyczkowaty. Jego długie blind włosy sięgały karku, dłonie oplotły talię dziewczyny. Ta odepchnęła go,powracając do swojego zajęcia.
- Proszę Cię, nie bądź już za mnie zła. Wiesz, że nie mam na to wpływu! - powiedział patrząc na jej profil.
Zaczekała z odpowiedzią i po chwili odezwała się cichym i łamiącym się głosem.
- Nie jestem zła na Ciebie. Po prostu jest mi smutno.
- I to dlatego mnie odtrącasz?- Wiedział,że nie o to chodziło, i to coś ma wspólnego z nim jednak dziewczyna tylko skinęła głową.
- Posłuchaj mnie. Wiesz,ze ja też nie chce żeby ojciec sprzedał tą stadninę ale to jedyne wyjście. Nowy właściciel na pewno lepiej sie nimi zaopiekuje, będzie je odwiedzał weterynarz, posiłki bedą dostawały regularnie.. nie martw się. - prosił i tłumaczył. Odwróciła głowę w jego stronę patrząc na niego smutno przez parę chwil a potem znów odwróciła sie wbijając spojrzenie w zwierzęta.
- Nie wiesz tego. A co jeśli się okaże takim człowiekiem jak Ben? Nic nie wiemy o nowym właścicielu.
- Tak, bo jeszcze go nie ma.
- Ale będzie!
Odetchnął zrezygnowany. Odwrócił ją w swoją stronę, każąc patrzeć sobie w oczy.
- Ale na tą chwile nie ma i na tym się skupmy, okej? Dopóki nikt sie nie znajdzie, właścicielem jest mój ojciec i jest wszystko w porządku. Będziemy tu codziennie przychodzić i sprawdzić co jest z naszymi końmi. To nie jest problem, a oni nam tego nie zabronią.
- W najgorszym razie przewieziemy je gdzieś indziej. - dokończyła. Skinął głową uśmiechając się. Ona też powoli się uśmiechnęła i wzięła go za rękę prowadząc w stronę polnej drogi.
Nieco znudzona Katherine, wcisnęła cyfry na pilocie i pojawił się program muzyczny, w którym leciała piosenka Ariany Grande. Uśmiechnęła cicho podśpiewując pod nosem.
Pod głosiła o kilka stopni, odrzucając kołdrę i stawiając gołe nogi na ciepłych panelach.
Słonko grzało niemiłosiernie, czuła kropelki potu za koszulką. Zdjęła ją zostając w samych majtkach i poszła do łazienki, gdzie brudne ubranie rzuciła do kosza na pranie, a sama weszła pod prysznic. Mydliła się, nucąc wciąż lecącą piosenkę.
Po dobrych trzydziestu minutach wyszła owinięta ręcznikiem, z wysuszonymi włosami, związanego wysoko na głowie. Podeszła do szafki gdzie wyciągnęła bieliznę i zakładając ją , pozwoliła opaść ręcznikowi a tym samym aby ciepłe powietrze owiało jej pół nagie ciało. Ułożyła się tak na łóżku, sięgając po telefon chcąc sprawdzić godzinę.
Odblokowała go widząc nową wiadomość i kątem oka zerkając na czas. Jeszcze mogła poleżeć.
Nacisnęła na wiadomość, która była od Jake'a. W sumie się tego spodziewała ale i tak było jej z tego powodu miło.
Wiem,że już nie śpisz dlatego życzę Ci miłego dnia skarbie :)
Wspólny lunch?
Skarbie.....Skarbie....Skarbie.
Uśmiechnęła się szeroko. Takiego typu z jego ust brzmiały wyjątkowo, a wiadomość, w którym nazwał ją skarbem była równie wyjątkowa.
W ciągu dnia w pracy miała godzinę przerwy, w której dalszą i podwójną robotę odwalały pozostałe dwie dziewczyny. Dzisiaj jadłaby lunch z Jessie, ale perspektywa obiadu z " przyjacielem" była zbyt kusząca aby z niej nie skorzystać.
Wpadniesz po mnie do pracy około 13? Możemy albo zjeść w tej restauracji albo skoczyć gdzieś dalej.
Miała nadzieje,że będzie chciał jechać gdzieś indziej. Czuła by się dziwnie gdyby była obserwowana przez którąś z pracownic albo szefa. To ona mogła obserwować a nie na odwrót.
Odpowiedz przyszła szybko, i była taka, że faktycznie chciał gdzieś pojechać.
Zapytała czy wie gdzie przyjechać, co potwierdził więc wstała i zarzucając na siebie spódniczkę i krótki top zeszła na dół na śniadanie, nie mogąc sie doczekać następnego posiłku.
PO kilku sekundach z jękiem podniosła się do pozycji siedzącej i podrapała się po karku. Był mokry. Równie mokre było jej czoło. Nie zdziwiła się tym, W końcu całą noc wtulała się poduszkę, owinięta kołdrą wyobrażając sobie, że przytula się do piersi Jake'a.
Chociaż wczoraj się pogodzili to nie spędzili nocy razem. Katherine postanowiła pojechać do domu, by rano wstać do pracy, co było prawie prawdopodobne, że przy nim by tego nie zrobiła. Uzgodnili to po tym jak obudziła się, siedząc mu na kolanach z ustami dotykającymi jego szyję.
Obudziła się pierwsza. Nie była pewna czy Sara nawet jest w domu. Spojrzała na zegar, który stal na nocnej szafce. Miała jeszcze dużo czasu żeby zbierać się do pracy.
Opadła na miękką poduszkę wiedząc,że już nie zaśnie jednak mimo to zamknęła powieki.
Czym mogłabym się do tego czasu zająć? pomyślała. Nie wytrzymałaby do tego czasu. Nie chciała też leżeć bezczynnie. Sięgnęła po pilota wciskając guzik i włączając telewizor.
W telewizorze zobaczyła trójkę ludzi- kobietę i dwóch mężczyzn, siedzących przy wielkim stole, na którym opierały się ich łokcie, oraz stały ich kubki z napojem. Rozmawiali o wydarzeniach, które miały miejsce w ciągu tego tygodnia i nie zawsze mówili o sytuacjach z ich kraju.
Kliknęła dalej i obraz zmienił się na jakiś film.
Dziewczyna stała przy zagrodzie gdzie dalej pasły się dwa konie. Przyglądała się im opierając podbródek na łokciu. Zaraz za nią pojawił się chłopak, bardzo wysoki i patyczkowaty. Jego długie blind włosy sięgały karku, dłonie oplotły talię dziewczyny. Ta odepchnęła go,powracając do swojego zajęcia.
- Proszę Cię, nie bądź już za mnie zła. Wiesz, że nie mam na to wpływu! - powiedział patrząc na jej profil.
Zaczekała z odpowiedzią i po chwili odezwała się cichym i łamiącym się głosem.
- Nie jestem zła na Ciebie. Po prostu jest mi smutno.
- I to dlatego mnie odtrącasz?- Wiedział,że nie o to chodziło, i to coś ma wspólnego z nim jednak dziewczyna tylko skinęła głową.
- Posłuchaj mnie. Wiesz,ze ja też nie chce żeby ojciec sprzedał tą stadninę ale to jedyne wyjście. Nowy właściciel na pewno lepiej sie nimi zaopiekuje, będzie je odwiedzał weterynarz, posiłki bedą dostawały regularnie.. nie martw się. - prosił i tłumaczył. Odwróciła głowę w jego stronę patrząc na niego smutno przez parę chwil a potem znów odwróciła sie wbijając spojrzenie w zwierzęta.
- Nie wiesz tego. A co jeśli się okaże takim człowiekiem jak Ben? Nic nie wiemy o nowym właścicielu.
- Tak, bo jeszcze go nie ma.
- Ale będzie!
Odetchnął zrezygnowany. Odwrócił ją w swoją stronę, każąc patrzeć sobie w oczy.
- Ale na tą chwile nie ma i na tym się skupmy, okej? Dopóki nikt sie nie znajdzie, właścicielem jest mój ojciec i jest wszystko w porządku. Będziemy tu codziennie przychodzić i sprawdzić co jest z naszymi końmi. To nie jest problem, a oni nam tego nie zabronią.
- W najgorszym razie przewieziemy je gdzieś indziej. - dokończyła. Skinął głową uśmiechając się. Ona też powoli się uśmiechnęła i wzięła go za rękę prowadząc w stronę polnej drogi.
Nieco znudzona Katherine, wcisnęła cyfry na pilocie i pojawił się program muzyczny, w którym leciała piosenka Ariany Grande. Uśmiechnęła cicho podśpiewując pod nosem.
Pod głosiła o kilka stopni, odrzucając kołdrę i stawiając gołe nogi na ciepłych panelach.
Słonko grzało niemiłosiernie, czuła kropelki potu za koszulką. Zdjęła ją zostając w samych majtkach i poszła do łazienki, gdzie brudne ubranie rzuciła do kosza na pranie, a sama weszła pod prysznic. Mydliła się, nucąc wciąż lecącą piosenkę.
Po dobrych trzydziestu minutach wyszła owinięta ręcznikiem, z wysuszonymi włosami, związanego wysoko na głowie. Podeszła do szafki gdzie wyciągnęła bieliznę i zakładając ją , pozwoliła opaść ręcznikowi a tym samym aby ciepłe powietrze owiało jej pół nagie ciało. Ułożyła się tak na łóżku, sięgając po telefon chcąc sprawdzić godzinę.
Odblokowała go widząc nową wiadomość i kątem oka zerkając na czas. Jeszcze mogła poleżeć.
Nacisnęła na wiadomość, która była od Jake'a. W sumie się tego spodziewała ale i tak było jej z tego powodu miło.
Wiem,że już nie śpisz dlatego życzę Ci miłego dnia skarbie :)
Wspólny lunch?
Skarbie.....Skarbie....Skarbie.
Uśmiechnęła się szeroko. Takiego typu z jego ust brzmiały wyjątkowo, a wiadomość, w którym nazwał ją skarbem była równie wyjątkowa.
W ciągu dnia w pracy miała godzinę przerwy, w której dalszą i podwójną robotę odwalały pozostałe dwie dziewczyny. Dzisiaj jadłaby lunch z Jessie, ale perspektywa obiadu z " przyjacielem" była zbyt kusząca aby z niej nie skorzystać.
Wpadniesz po mnie do pracy około 13? Możemy albo zjeść w tej restauracji albo skoczyć gdzieś dalej.
Miała nadzieje,że będzie chciał jechać gdzieś indziej. Czuła by się dziwnie gdyby była obserwowana przez którąś z pracownic albo szefa. To ona mogła obserwować a nie na odwrót.
Odpowiedz przyszła szybko, i była taka, że faktycznie chciał gdzieś pojechać.
Zapytała czy wie gdzie przyjechać, co potwierdził więc wstała i zarzucając na siebie spódniczkę i krótki top zeszła na dół na śniadanie, nie mogąc sie doczekać następnego posiłku.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)