Katherine obudził deszcz uderzający o parapet jej okna. Powoli podniosła powieki i zaraz się skrzywiła. W całym pokoju było ciemno przez pogodę na zewnątrz.
Przewróciła się na drugi bok i natrafiła ręką na brzuch Sary, która spała obok niej. Lekkie uderzenie jednak potrafiło obudzić koleżankę i teraz ona również przyzwyczajała się do tego światła.
- Nie wierze, że obudziłaś mnie w nocy..- mruczała cicho wciąż zachrypniętym głosem. Takim samym tonem odpowiedziała jej Kath:
- Nie jest noc tylko ósma rano. Miło, że wstałaś.
Ale ona już nie odpowiedziała tylko przewróciła się przodem do niej, wtulając się w dużą i białą poduszkę i ponownie zapadając w sen.
Kilka godzin później pogoda nadal zostawała taka sama i w ten sam sposób co wcześniej Katherine, została obudzona Sara.
Przyjaciółki obok nie było a w łazience nie paliło się światło, więc tam pewnie też jej nie było.
Przeciągnęła się niechętnie wiedząc, że tym razem już nie uśnie. Podniosła się na łokciach i przetarła piąstkami oczy.
Chwile potem, kiedy stopy Sary dotknęły zimnej posadzki, w drzwiach pojawiła się Katherine.
- Dobrze, że nie śpisz. Telefon.
Wzięła od niej swoją własność i spojrzała na wyświetlacz.
Numer zastrzeżony.
Drzwi zamknęły się za dziewczyną i wtedy dotknęła zielonego przycisku.
- Cześć młoda.- To jej brat. Wiedziała, że jest na wyjedzie z pracy i że jest bardzo zajęty dlatego zdziwiło ją to,że do niej zadzwonił. Może się coś stało?
- Cześć, czy wszystko w porządku?- zapytała niepewnie.
- Jasne, a jak ma być? Znalazłem chwilę i pomyślałem, ze zadzwonię. Nie cieszysz się za bardzo. Przeszkadzam?
- Nie, no coś Ty. Katherine mówiła,że będziesz bardzo zajęty i żeby się z Tobą nie kontaktować. Dlaczego w ogóle chcesz gadać ze mną, skoro jest Katherine?
Sapnął mocno oburzony. Była przecież jego siostrą. Zle czuł się z tym, że przez taki długi czas ją ignorował ale tłumaczył to sobie tym, że to tylko dla jej własnego dobra. Teraz kiedy była przy niej jego piękna Katherine, miał pewność,że wszystko będzie dobrze.
- Jeśli tak to Cię ciekawi to już z nią rozmawiałem. Nie chce wykorzystać wszystkich tematów bo co będziemy robić jak wrócę? Użyj mózgu, młoda.
- Dzięki i nie, nie interesuje mnie to. Co tam?- zapytała opierając się wygodnie o miękką poduszkę. Poprawiła kosmyk, który opadł jej na policzek.
- Mam extra hotel wiesz? Ale coś mi się wydaje, że dla gejów.
- Hotel dla gejów?- zdumiała się wybuchając śmiechem. Natomiast Jake był spokojny i starał się wytłumaczyć o co mu chodzi.
- Zamówiłem sobie coś do jedzenia i wózek popychał młody chłopak. W recepcji klucz wydał mi mężczyzna. Sprzątaczki to mężczyźni w zielonych strojach i nawet nie wiesz jak się cieszę, że to kombinezony,a nie sukienki. Oprócz kobiet, które mają to pokoje to nie widziałem obsługi w płci przeciwnej. Tylko mi nie mów, że to nie dziwaczne.
-Pojechałeś do pracy czy zwiedzać hotele? Może doszli do wniosku,że kobiety mają za wysokie IQ i są za mądre,żeby sprzątać po tobie kibel. A o tym też myślałeś? - Zapytała unosząc jedną brew, świadoma tego,że jej nie widzi.
- Rozważam tylko pewne przypadki. - Podsumował i zapytał co u niej słuchać.
Siostra opowiedziała mu o pracy i rzeczach, które ostatnio miały tam miejsce jednak czuła,że nie o to mu chodziło. Żeby go nie upokorzyć delikatnie zmieniła temat na sytuacje w domu.
Nie chciała kablować na Kath, o nie. Nie chciała też się wygadać jeśli chodzi o Marcusa, ale czuła się w obowiązku poinformowania brata, że prawdopodobnie ma rywala.
Podniosła głowę aby sprawdzić czy drzwi są zamknięte. Były, więc spokojnie zaczęła:
- Dzisiaj spałam z Katherine, wiesz? Strasznie mnie kopała.
- Szczęściara- mruknął cicho.- Mnie nigdy nie kopała.- Dodał głośniej przez co wydawało jej się,tego przymiotnika miała nie usłyszeć.
- Może to dlatego,że wczoraj dużo rozmawiałyśmy i trochę jej nagadałam. Chyba chciała się zemścić. A tak w ogóle, poznałam super chłopaka jak byłam z Kath na kolacji! Dzisiaj też z nim wychodzę.- chichotała.
- Już przyjeżdżam i zrobię mu manto.
- Ha ha ha. Chcesz usłyszeć jak go poznałam? - zapytała mając nadzieje,że odpowie tak. Chciała wspomnieć niewinnie o byłym przyjaciółki.
- No skoro już musisz..I tak to mnie nie ominie.- Westchnął
- Dzięki braciszku. No więc poszłam z Kath do takiej restauracji niedaleko nas i niedaleko siedział własnie Rob. Nawet nie wiesz jakie z niego ciacho. Jeszcze większe od Ciebie tylko nie jest tak zbudowany. No ale to nie jest najważniejsze,prawda? Siedział sam na szczęście, ale wydawało mi sie,że na kogoś czeka. Po jakieś godzine Katherine chciała iść do łazienki i przechodząc podeszła do Rob'a i coś mu powiedziała i wiesz co zrobił? Przysiadł sie do mnie. Tak po prostu. Siedziałam i jedyne co robiłam to myślałam o tym jak zabije Katherine.
- Szybciej ona by cie zabiła niż gdybyś zdążyła się odwrócić po nóż.- zaśmiał się, ale ją przebiegły ciarki. Zmrużyła oczy i kontynuowała.
- Jak wróciła to tylko zabrała swoją torebkę i powiedziała, że źle się czuje, ale ja wiem,że chciała mnie z nim zostawić. Wtedy akurat byłam jej wdzięczna. Nie chciałam zostawić jej tak samą, chyba rozumiesz, przyszłyśmy razem więc chciałam ją odprowadzić ale do restauracji wszedł Marcus. To jej były chłopak, tak powiedziała, i widziałam,że przytrzymał dla niej drzwi a potem wyszli. No i później Rob...
- Wyszła z Marcusem, tak?- Jego ton nadal był spokojny tylko nie przypominał jego głosu. Był niższy i zimny.
- No tak, ale tylko ją odprowadził do domu. Mówiła,że nic sie nie działo.
- A miało się coś dziać,Saro?- ironia była aż nadto wyczuwalna.
- Daj spokój. Tak się mówi. Nie denerwuj się na mnie.
Przez chwile nie powiedział ani słowa, a w tle usłyszała męski głos.
- Już schodzę. Niech poczeka.- Odezwał się Jake, ale nie do niej tylko prawdopodobnie do tego mężczyzny.
- Przepraszam, ale muszę już kończyć.- To było do niej. - Wracam jutro albo pojutrze, więc zadzwonię jeszcze raz jak znajdę czas. - Zawahał się przez chwilę zanim znów się odezwał.- Ciesze się,że mi powiedziałaś o byłym Kath i proszę Cię, przyglądaj się temu dopóki nie wrócę. On mi się jakoś nie podoba, a z pewnością teraz jeszcze bardziej.
- Jasne, ale nie chce,żeby się o tym dowiedziała.
- Wiesz,że w końcu będę musiał z nią porozmawiać, ale zobaczymy. Pogadamy jak wrócę. Cześć młoda.
- Pa.
Rozłączyła się i położyła telefon na szafce. Wstała i podeszła do lusterka. Pod oczami miała rozmazany tusz, co świadczy o tym, że nie zmyła się albo nie zmyła się dokładnie.
Na pocieszenie stwierdziła, że nawet tak wygląda ładnie. Sięgnęła po mleczko do demakijażu i wacik i zaraz przyłożyła go do oka. Pocierała delikatnie, wpatrując się w siebie jednym okiem.
Chyba zle zrobiłam,że wydałam Katherine.. myślała- Może powinnam pozwolić jej zrobić to samej.
Cholera, na pewno powinna. Ale przecież nie miała pewności. Co Kath jej wczoraj powiedziała? Według niej to nie jest niz złego i Marcus niczego nie osiągnie takim zachowaniem,ale nie powiedziała,że zamierza pogadać z Jake'em.
Zmyła również drugie oko i wyszczotkowała włosy. Pozostawiając je rozpuszczone zeszła na dół.Przyjaciółka siedziała przed telewizorem z płatkami owsianymi. Własnie wkładała łyżeczkę do buzi kiedy Sara zaczaiła się i od tyłu nią potrząsnęła. Cała miska upadła na ziemie, a przyjaciółka nie była zadowolona.
Spojrzała na nią spod łba:
- Zgadnij co.
- Tak, wiem. Ja sprzątam.- Ale nic nie mogła poradzić na to,że łzy same leciały jej z kącików oczu.
Będąc w swoim pokoju Katherine przeglądała papiery, które dostała od Antoniego. Całkiem prawdopodobne było,że wróci do pracy. Nie wiedziała czy to bezpieczne, ale zaczynała za tym tęsknić. Teczkę, którą miała przed sobą przyniósł jej jeden z jej kumpli, który nie ukrywał niechęci do niej. Nigdy się nie lubili, ale co mogła na to poradzić.
- Mam nadzieje,że zrezygnujesz. - Powiedział tylko i odszedł, a ona dokończyła swoją kawę i poszła do auta.
Teraz korzystając z chwili samotności, otworzyła ją i zaczęła czytać.
Zadanie było do wykonania we Włoszech. Piękny i spokojny kraj, gdzie miała złapać starszego pana.
Ciekawiło ją czym tak zawinił, ale takich rzeczy jej nie mówiono. Miała zaufanie do firmy i jesli ten człowiek byłby niewinny, to z pewnością nie dawaliby jej tą robotę.
Sprawdziła datę. Za tydzień.
Za tydzień też przyjeżdża jej młodsza siostra Lucy. Pięknie. Nie mogła jej rozczarować i napisać, że nie da rady. Okej, to było do załatwienia.
Wykręciła numer do Antoniego.
Odebrała jego sekretarka, która zaraz ją przełączyła do szefa. Nie był zdziwiony nie dzwoni. On nigdy niczemu się nie dziwił i zawsze był spokojny. Lubiła go i on ją też, nawet bardzo. Ten straszy mężczyzna czasami zachowywał sie jak jej wujek chrzestny i czuł w obowiązku się nią zajmować. Nie wiedziała czy ze względu na mamę czy na jej mody wiek.
- O co chodzi Katherine? Zapoznałaś się ze zleceniem?- Była pewna, że się uśmiecha.
- Tak i właśnie w tej sprawie dzwonie. Nie dam rady za tydzień. Przyjeżdża moja siostra. Nie można tego przyśpieszyć?
- Jak przyśpieszyć?- wysapał. Nie był zadowolony. - Wiesz,że nie możemy czegoś takiego. Wszystko ma termin.
- W takim razie zleć to komuś innemu. - Powiedziała stanowczo wiedząc, że jej szef traci cierpliwość. Wysłuchała wiązankę przekleństw i stukot jego grubych palców na klawiaturze.
Po niespełna minucie odezwał się znowu i to był koniec dyskusji:
- O 19.00 masz samolot. Nie spóźnij się.