poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 2 cz.2

Nastawiając sobie budzik, Katherine zdawała sobie sprawę, że i tak zaśpi. Bardzo nie chciała się spóźnić w pierwszy dzień pracy. To byłoby niedorzeczne.
Obudziła się pół godziny później, niż nastawiała sobie alarm, jednak wciąż miała czas, aby zdążyć się przygotować. Niechętnie wstała, zbierając potrzebne rzeczy, ubrania i wyszła z pokoju. Zacisnęła zęby podczas gdy panele zaskrzypiały pod jej ciężarem. Nie chciała obudzić Sary. Wczoraj wróciła bardzo późno z przyjęcia, na którym przygotowywała świeże ciasta. Niemal zasypiała gdy ściąganiu katany.
Pobiegła do łazienki, gdzie zrzuciła z siebie piżamę i ubrała dżinsową spódniczkę oraz biały bralet.
Rozczesała ładnie włosy, pozostawiając je rozpuszczone. Delikatnie pomalowała oczy kredką, którą miała pod ręką, prawdopodobnie Sary, oraz pogrubiła rzęsy maskarą.
Błyszczyk poczeka do śniadania, pomyślała. Zabrała torebeczkę i wyszła. Zeszła prosto do przestronnej kuchni, rzucając się na lodówkę.
Wyciągnęła mleko oraz suszone owoce w plastikowym pudełeczku. Zgarnęła po drodze garnuszek i postawiła go na gazie. Z szafki nad sobą wyciągnęła ulubione płatki owsiane i odmierzając 70g, zalała mlekiem, dorzucając owoce.
Podeszła do lady gdzie leżały owoce i wyciągnęła banana i jabłko. Wkroiła żółtego owoca do równie żółtej miseczki, wyciągniętej z szafki obok lodówki, oraz starła tam jabłko. Czuła zapach płatków więc podeszła do garnuszka zerkając na śniadanie. Pomieszała jeszcze kilka razy i wyłączyła. Wlała wszystko do miski i zamieszała. Usiadła przy stole stole i zaczęła jeść.
Po niecałych dziesięciu minutach naczynie było puste a dziewczyna podniosła się i wstawiła je do zlewu. Zerknęła na zegarek. Powinna się już zbierać.
Wbiegła schodami do łazienki chwytając szczoteczkę. Wycisnęła na nią pastę i zanurzając pod wodę, przyłożyła do zębów. Szczotkowała szybko, zalała sobie wody do kubeczka i wypłukała usta.
Własnie teraz wyciągnęła błyszczyk z kosmetyczki i nałożyła go sobie dokładnie na usta. Sięgnęła na półkę obok lusterka i zgarnęła trzy pierścionki aby założyć je na palce prawej ręki. Gotowa zeszła na dół, odszukując wzrokiem swoich czerwonych obcasów. Leżały pod wieszakiem na kurtki. Podeszła do krzesła, zabierając torebkę, telefon i kluczyki do auta po czym podeszła do swoich butów, nakładając je na stopy. Wyprostowała się, robiąc pewne kroki w stronę drzwi.
**
Bree już krzątała się wokół dwóch zajętych stolików. Zobaczywszy ją, uśmiechnęła się uprzejmie i skinęła w stronę drzwi za barem. Katherine poszła w tamtym kierunku, wchodząc do jednych i pierwszych drzwi z trzech tam się znajdujących.
Nikogo tam nie było.
Podeszła do jednego z krzesła i usiadła na nim, czekając na Bree.
Nie czekała długo bo drzwi po niecałej minucie otworzyły się, przepuszczając pulchną dziewczynę.
Przywitała się z nią uprzejmie.
Zerknęła na jej króciutką, czarną spódniczkę. Była tak krótka, że praktycznie miała tyłek na wierzchu! Jej brzuch zakrywał prześwitujący i luźniejszy top. Całość nie wyglądała źle, ale nie przypominało to stroju służbowego.
Już miała to skomentować kiedy podobny materiał ukazał się w rękach dziewczyny.
  - To jest Twój strój. Przebierz się, zostawiając obecne ubrania w jednej z wolnych szafek tutaj - wskazała ręką na metalowe szafki po swojej lewej stronie- i wyjdź. Za chwilę będzie niezły ruch.
Brunetka otworzyła szeroko oczy, biorąc podawane jej ubranie. Koleżanka uśmiechnęła się tylko i wyszła z pokoju, zostawiając ją samą.
Odetchnęła głęboko zamieniając swoją spódniczkę, na służbową. Bralet zastąpiła topem, jednak szpilki zostawiła. Posłusznie schowała swoje rzeczy, łącznie z torebką do szafki. Ukryła telefon w fartuszku zawiązywanym na biodrach, który posiadał kieszonkę na samym jej środku.
Podeszła do lustra, kręcąc się.
  - Chyba sobie jaja robicie...- mruknęła. Nie było mowy o schylaniu się jeśli nie chce świecić tyłkiem przed klientami albo szefem.
Wyszła zamykając za sobą drzwi i wychodząc do lokalu.
W tym samym czasie weszła para, kierując sie do pierwszego stoliku. Wzrokiem nigdzie nie odnalazła Bree, więc postanowiła sama sie nimi zając. Schwyciła dwie sztuki menu, które leżały pod ladą i odeszła powoli do ich stolika, uśmiechając się grzecznie.
  - Dzień dobry. Proszę oto menu. Gdyby państwo się zastanowili na co mają ochotę to proszę kiwnąć.
  - Oczywiście.- odparł mężczyzna, uśmiechając się szeroko.
W tym czasie pojawiła się Bree niosąc tacę z dwiema kawami do stolika na końcu sali. Z uśmiechem położyła je przed klientami i odeszła. Podeszła do  niej.
  - Szef już jest. Pytał o ciebie i prosił abyś do niego przyszła.
  - Jasne,a gdzie jest jego gabinet?
  - Trzecie drzwi. Spokojnie, zajmę się tamtymi.- Wskazała na " jej" parę.
Obciągnęła sobie w dół spódniczkę po czym poszła za bar.
Znajdując się przed gabinetem, zapukała. Nie usłyszała odpowiedzi ale mimo tego weszła.
Kierownik siedział w stercie papierów popijać kawę z małej filiżanki. Jego wzrok sunął od nóg pracownicy po samą jej twarz, na której widniało pytanie. Nie chciała go mu zadać. Postanowiła zapytać o to koleżankę.
  - Witam.- powiedział z nieodgadnionym uśmiechem na ustach. Skinęła mu lekko głową, podchodząc do krzesła na przeciw biurka i usiadła na nim.
  - Chciał mnie pan widzieć..- zaczęła.
  - Tak. Jak już wczoraj mówiłem, to jest Twój dzień próbny.. Chyba nie przeszkadza Ci,że mówię na ty, prawda?
  - Ależ skąd.
Już sobie wyobrażała jak woła na nią ' pani Katherine". Jej usta uniosły się w małym śmiechu, kiedy na niego patrzyła.
  - Tak więc do Twoich obowiązków jest tylko podawanie to, na co klient ma ochotę. Palenie i picie alkoholu w godzinach pracy jest niedozwolone ale to chyba rozumiesz. Chciałbym żebyś przyszła do mnie po skończonej pracy czyli o godzinie  16.00 to porozmawiamy jak będzie nasza współpraca przebiegała dalej. - Uśmiechnął się miło, pokazując jej gestem, że może już wyjść. Bez słowa zrobiła to. Przystanęła z ręką na klamce kiedy usłyszała jego głos:
  - Wyjątkowo... kobieco wyglądasz w tym stroju.
Popatrzyła na niego z kamienną miną. Uśmiechał się do niej bezczelnie lustrując ją wzrokiem.
Wyszła lekko trzaskając drzwiami
**
Ta spódniczka zdecydowanie nie nadaje się do pracy! Tak jak mówiła Bree, po niecałej godzinie lokal był zapełniony, a one miały mnóstwo roboty. Przy każdym wykładaniu czegokolwiek z tacy na stół, narażała się na wystawianie tyłka przed gośćmi. To było zbyt krępujące. Po kilku takich rundkach miedzy stolikami wkurzona podeszła do koleżanki.
  - Mam dość! Czuje sie tutaj jak w jakimś barze. Jeszcze pasuje, żebym tańczyła na rurze! - oburzała się. Ta spojrzała tylko na nią współczująco.
  - Też mi sie wydaje, ze jest zbyt krótka. - Zamyśliła sie.- Idz zobacz, może w szafce jest jeszcze inna spódniczka. Może będzie dłuższa.
Z przyjemnością poszła w tamtym kierunku i ucieszyła się gdy faktycznie na małej półce leżały jeszcze dwa komplety stroju. Sięgnęła po pierwszy ale tamta była takiej samej długości jak obecna. Na szczęście druga była o kilka centymetrów poza jej pośladki. Przebrała się szybko. Podeszła jeszcze do lustra wiszącego na ścianie i okręciła się sprawdzając jak to wygląda.
Przyzwoicie,pomyślała.
*
Kilka godzin później jej zmiana skończyła się a ona już przebrana ze swoimi rzeczami ponownie już dzisiaj wchodziła do gabinetu. Tym razem siedział rozwalony na wielkim krześle z oparciem, przeglądając coś w telefonie.
Spojrzał na nią znów z uśmiechem, odstawiając urządzenie, opierając się łokciami na biurku.
  - Proszę śmiało wchodzić.
Usiadła na tym samym niewygodnym krześle, kładąc obok niego torebkę. Założyła nogę na nogę zakładając włosy za ucho.
  -Jak pierwszy dzień w pracy? Zmęczona?- dopytywał.
  - Nie było najgorzej. - Jej mina nie wyrażała żadnych emocji. Już czuła, ze nie polubi tego mężczyzny. Będzie starała się spotykać z nim jak najrzadziej to możliwe.
  - Według moich pracowników sprawujesz się całkiem dobrze. Jesteś miła dla klientów a to bardzo ważne. Cóż, nie mam żadnych zastrzeżeń. Będzie mi bardzo miło jak zaczniesz normalną pracę.
  - A ta jaka była?- odezwała się z grymasem żałując, że nie ugryzła się w język. Jednak ta uwaga nie rozzłościła go, lecz rozśmieszyła.
  - Zle się wyraziłem.Jestem zadowolony z Twojej dzisiejszej pracy i mam nadzieje, że będziesz się tak zachowywała dalej.Swoją drogą widzę, że pozmieniałaś coś w swoim stroju..-Nie patrzył na nią i ucieszyła się. Ręce ją świerzbiły, zacisnęła je na spódniczce.
  - W związku z tym,że to mój pierwszy dzień, nie chce zrobić sobie wrogów zwłaszcza w postaci szefa, ale nie zamierzam pokazywać swojego ciała klientom więcej niż uważam to za stosowne.
Uśmiechnął się pod nosem nie odzywając się. Cisza stała się krępująca. Słyszała swój własny oddech co zaczynało ją irytować.
  - Do zobaczenia jutro.- odezwał sie w końcu głośno i stanowczo.
  - Do zobaczenia. - niemal zatrzymała sie słysząc ton swojego tonu. Odwróciła się, jak sie spodziewała szef patrzył na nią z dziwnym wyrazem twarzy. Wyszła szybko z gabinetu.
Przy ladzie stała Jessie uśmiechając się na jej widok. Pomachała jej ręką kierując się stronę drzwi.
Szpilki zastukały o kostkę na chodniku. Auto miała zaparkowane za rogiem więc skierowała się w tamtą stronę. Auta poruszały się szybciej niż było to dozwolone, mijając ją, powodując przyjemny chłód na jej odkrytym ciele.
Mimo ruchu dostrzegła powoli jadące auto niedaleko niej z kierowcą w okularach, który zerkał w jej stronę. Nie przestawała iść ani nie zdradzała po sobie, ze cokolwiek zauważyła. Gdy chciała zerknąć w tamtą stronę, auto z piskiem opon wystrzeliło przed siebie.
Spojrzała w tamtą stroną. Wyczuwała kłopoty..

środa, 22 października 2014

Rozdział 1 cz.2

Ubrana w krótką a zarazem elegancką sukienkę oraz wysokie szpilki, Katherine weszła do restauracji, gdzie wcześniej widziała kartkę, z ogłoszeniem o pracę. Kilka par ciekawskich oczu spojrzało na nią, gdy jej buty uderzyły o posadzkę.
Kelnerka, która akurat stała za ladą, zlustrowała ją wzrokiem z prawie niewidocznym grymasem na twarzy, by z wielkim uśmiechem  na twarzy powitać klientkę, gdy dojdzie do lady.
  -Dzień dobry, co podać?
  - Cześć, szukaj kierownika. - Dziewczyna spojrzała na nią z uniesioną brwią.
  - Przykro mi, ale szef jest bardzo zajęty i prosił aby mu nie przeszkadzać..
Kath uśmiechnęła się najładniej jak potrafiła.
  - To ja tutaj na niego poczekam i przy okazji, poproszę cappuccino.
Usiadła przy najdalszym stoliku tuż przy oknie. Sięgnęła do torebki po magazyn, który kupiła kilka chwil wcześniej oraz telefon i ułożyła je na blacie, po czym założyła nogę na nogę odwieszając torebkę na krzesło.
Otworzyła gazetę na pierwszej stronie, przyglądając się modelce, która miała dość oryginalną kreacje. Przechyliła lekko głowę, chcąc to zobaczyć z każdej strony. Zdecydowanie z każdej strony wyglądało to niecodziennie więc przewróciła stronę, gdzie był pokazany strój na jesienną randkę. Długonoga modelka ubrana w zwiewną sukienkę w kolorze butelkowej zieleni oraz długimi czarnymi obcasami do kolan. Na sukienkę był zarzucony czarny płaszczyk ze złotymi elementami oraz kapelusz. Całość zdaniem dziewczyny wyglądało o dziwo ładnie ale zdecydowanie lepiej by wyglądało gdyby modelka miała długie włosy, zamiast fryzurę za ucho.
W całym lokalu rozniósł się dźwięk jej ulubionej piosenki, która wydobyła się z jej telefonu. Szybko wzięła go do ręki, odblokowując i odbierając.
To była Sara,
  - Już po wszystkim?- zapytała od razu.
  - Czekam na cappuccino oglądając magazyn modowy..
  - Jeju Katherine zrozum, nie zdobędziesz pracy nie przykładając się do tego! - wtrąciła.
  - Spokojnie, czekam na kierownika. Kelnerka powiedziała, że jest zajęty więc czekam na niego przy stoliku.
  - Aż mi ulżyło. Muszę wracać do pracy. Byłam tylko ciekawa czy już coś wiesz, ale skoro nie to zadzwoń po rozmowie. Cześć.
**
Brunetka przeglądała zdjęcia w telefonie, kończąc drugą kawę.
Czym on może być jaki zajęty? pomyślała.
Docierała do zdjęć z ponad pół roku, gdy uważała Caroline, za swoją koleżankę. Jeździły wtedy na zakupy i często na życzenie blondynki, robiły sobie zdjęcia z ubraniami, za które płacił Antoni. W tej chwili brzydziła się wszystkimi chwilami, które razem spędziły. Usunęła z nią wszystkie zdjęcia. Mimo tego, ze to nic nie zmieniło, jej było lepiej.
Zobaczyła dwóch mężczyzn wychodzących zza drzwi za barem, podali sobie ręce, jeden wyszedł. Kelnerka podeszła do drugiej coś do niego mówić, dyskretnie pokazała na Katherine. On skinął głową, podchodząc do niej.
 -Witam. Słucham, o co chodzi?- zaczął grzecznie mężczyzna. Niebieskie bystre oczy patrzyły na nią gdy siadał na wprost niej, garnitur ładnie przylegał do ciała.
  - Przyszłam tutaj,ponieważ niedawno widziałam ogłoszenie, że szuka pan pracownicy...- zaczęła.
 -Ach, tak. No cóż, szczerze powiedziawszy idealnie pani trafiła. Dzisiaj musiałem zwolnić jedną kelnerkę wiec jest wolne miejsce. - Wyciągnął kartkę i długopis.- Powiedz mi jeszcze jak się nazywasz i ile masz lat.
 - Katherine Night i mam 20 lat. - Usłyszała ciszą aprobatę pod nosem swojego przyszłego pracodawcy.
  - Idealnie. No więc jeśli chcesz możesz zacząć nawet od jutra. Zaczynamy o 8.00 a kończymy około 16.00 i od 16.00 do 24.00  chyba, ze mamy jakąś imprezę, to zostajemy no cóż dłużej.
  - Rozumiem.- Nie mogła nie powstrzymać uśmiechu na myśl, że od jutra będzie żyła jak normalna dwudziestolatka.
  - Chodź za mną. - Mężczyzna wstał, czekając aż dziewczyna zabierze swoje rzeczy. Poprowadził ją za drzwi, z których wcześniej wyszedł z innym panem.
Krył się za nimi korytarz i trzy inne drzwi. Zapukał do jednych z nich, po czym nacisnął klamkę  wszedł. Były w nich dwie dziewczyny, starsze od Kath, zakładające na siebie buty na obcasie.
  - Witam dziewczyny. Przedstawiam Wam nową pracownice, Katherine. - Spojrzał na nią. - To jest Bree, - Wskazał na pulchną dziewczynę na obrotowym krześle, machającą w jej stronę z uśmiechem na ustach. - a to jest Jessie. - Skinął w stronę dziewczyny z ognisto czerwonymi włosami. - Mam nadzieję, że będzie Was się dobrze razem pracowało. Dobrze, możemy iść. - Otworzył drzwi, pozwalając aby wyszła pierwsza. W drugich drzwiach także ja przepuścił, dopiero przy barze ponowił temat.
  - Jutrzejszy dzień, będzie dniem próbnym i mam nadzieje,że wszystko będzie okej. Jeśli tak, to po pracy porozmawiamy o pieniążkach, dobrze?
  - Jasne. Nie ma problemu.- Podała mu rękę. - W takim razie do zobaczenia jutro.
Uścisnął lekko jej wyciągnięta rękę, odwrócił się i poszedł do pani przy osobnym stoliku.
Szczęśliwa niemal wybiegła z restauracji. Wyciągnęła telefon wybierając numer Sary.Odebrała od razu:
  - Udało się!

niedziela, 19 października 2014

Prolog cz.2

** rok później **
Katherine rzuciła swoją torebkę na łóżko, opadając obok niej. Warknęła pod nosem ze zdenerwowania, zakrywając oczy dłońmi. Drzwi otworzyły się i stanęła w nich niewysoka brunetka z okularami na małym i zgrabnym nosku.
  - Znów Cię wywali z roboty?- prychnęła. Była to Sara, jej współlokatorka. Poznała ją kilka miesięcy temu i bardzo spodobała jej się jej niewinność. W wbrew pozorom dobrze sie dogadywały.
Katherine nic nie powiedziała jej swojej pracy. Nadal była podwładną Antoniego, jednak teraz tylko na większe akcje. Chciała zacząć normalnie żyć, wiec praca również jej się przyda. Jednak nikt nie nauczył ją jak zachowywać się na rozmowie kwalifikacyjnej przez co oferty pracy nie wlatywały drzwiami i oknami.
Dzisiaj była w dużej firmie odzieżowej, ponieważ własnie Sara ją do tego namówiła. W rezultacie musiała zapłacić za naprawdę drogą koszulkę, na którą wylała kawę.
  -To nie jest dla mnie.. - mamrotała. Podparła sie na łokciach, spoglądając na dziewczynę. - Może nie nadaje się do pracy..
  - Nie przesadzaj. Masz dwadzieścia lat, czas najwyższy aby na siebie zarabiać. Nie wykorzystuj swojego ojca!- nakazała. Tak, kolejne kłamstewko. Nie mogła jej powiedzieć ,że jest baardzo bogata bo zabija ludzi. Wymyśliła historyjkę o ukochanym ojcu, który co miesiąc wpłaca jej porządną sumę pieniędzy na konto, przez co było ją stać na to duże mieszkanie, wszystkie drogie ubrania i sportowe auto.
Przerzuciła gęste włosy na jedną stronę, myśląc.
 - Może sprawdziłabym się jako kelnerka.. Co o tym sądzisz?
 - Ciesze się, że w końcu wpadłaś na dobry pomysł.- zaćwierkała współlokatorka. - Zejdź na kawę, dobrze? - rzuciła i wybiegła z pokoju.
Zsunęła się z łóżka, na czworaka podchodząc do szafy i wyciągając z niej spodenki i krótką koszulkę. Rozebrała się, odwieszając ubrania na wieszak, a ubierając wcześniej przygotowane ubranie. Związała włosy nisko na karku po czym wyszła z pokoju. Schodziła schodami, ocierając butami o panele. Już stad czuła zapach kawy i świeżo upieczonym ciastek. Jedną z zalet mieszkania z brunetką było to, że była wyśmienitą piekarką i wszystko co zrobiła smakowało obłędnie.
Wślizgnęła się na miękkie krzesło, przyciskając prawą nogę do piersi. Uśmiechnięta Sara postawiła kubek z kawą przed nią, a po chwili dołączyły na stół ciastka i drugi kubek z napojem.
  - Była dzisiaj u nas pani Evans. - zaczęła opowiadać dziewczyna, Poprawiła okulary, nasuwając je mocniej na nos, biorąc łyk kawy. Pani Evans była tutejszymi oczami i uszami. Wszystko widziała i słyszała, nawet z odległości kilku kilometrów. Wiecznie narzekała na młodych osobników przejeżdżających przez tą okolicę. Stare babsko, które z całego serca Katherine nie lubiła.
  - Znów miauczała, że za późno wróciłyśmy?- Wczoraj wybrały się na imprezę firmową Sary,ale przedłużyły pobyt do czwartej nad ranem. Widziała ją w oknie, jak stała i kręciła głową z grymasem na twarzy. Mimo tego, ze była pijana, korciło ją aby pokazać jej środkowy palec.
  -Przeczuwałam,że to powiesz, ale nie. Wpadła na kawę. Wypytywała o Ciebie..
 - Co takiego?!
  - No tak. Była ciekawa tego gdzie mieszkałaś wcześniej, co robią Twoi rodzice, czy masz chłopaka..- zaczęła ostrożnie wymawiając ostatnie słowo.
Katherine poprawiła się na krześle,skupiając spojrzenie na łyżeczce, pływającą w kawie.
  - Tak? I co jej powiedziałaś?
  - Nic.- Wzruszyła ramionami. - Oczywiście jej się to nie spodobało, ale nie obchodzi mnie to. Stare babsko nie powinno mieć w ogóle wstępu do tego domu a co dopiero interesować się takimi sprawami.. - Nie usłyszała aprobaty lecz zobaczyła zamyśloną minę brunetki. Dotknęła jej dłoni.
  - Nie przejmuj się. Jeszcze wszystko się ułoży.
 Powiedz mi tylko kiedy, bo wiem czy wytrzymam do tego czasu, pomyślała.
Skinęła głową, lekko się uśmiechając. Sięgnęła po jedno ciasto, które niemal rozpłynęło się w jej dużych, malinowych ustach. Wytarła palcem kącik ust, w której pojawiła się czekolada.
  - Przysięgam,że chcesz mnie utul.. - powiedziała z pełnymi ustami Katherine. Koleżanka tylko machnęła dłonią, śmiejąc się.
  - Powiedz mi czy dobre, bo chce je podać na przyjęciu pani Clark.
  -Pani Clark?
  - Tak. Kojarzysz ją chyba.. Mieszka dwa domy dalej. To ta, która przyniosła nam owoce, gdy wnosiłyśmy rzeczy do mieszkania.
 - A tak, równa babka z niej.
  - Właśnie. Wyprawia urodziny swojej najmłodszej córce i poprosiła mnie, czy nie zajęłabym się jedzeniem. - Uśmiechnęła się.
  - No to super. Będą zadowoleni. I co do odpowiedzi na Twoje pytanie, to niebo w gębie.
  - Cieszę się. - Dokończyła swoją kawę, chowając kubek do zmywarki. - Teraz wybacz ale muszę lecieć do sklepu. Potrzebujesz czegoś?
  - Nie.
 - Okej. Gdybyś zmieniła zdanie to jestem pod telefonem. To narazie.- Wyszła z mieszkania, trochę głośno zamykając drzwi, zostawiając przyjaciółkę sam na sam z ciszą, której tak bardzo nienawidziła..


czwartek, 9 października 2014

Epilog

Katherine szybko wychodziła ze swoimi walizkami z domu letniskowego przyjaciela Jake'a. Zapakowała je do bagażnika, zamykając go.
Wyciągnęła z auta list, który pisała w postoju na czerwonych światłach, i położyła go na ladzie w kuchni.
Zapłakana, wyszła, zamykając dom na klucz. Wsiadła do auta i odjechała, nie oglądając się w lusterka.
**
Otwierając drzwi domu, Jake'owi nie schodził uśmiech z twarzy. W końcu mógł byś z Katherine. Miał pewność, że ona też tego chce.
Została mu jeszcze jedna sprawa. Korzystając z tego, że nie ma jeszcze Katherine, wybrał numer do Mileny.
Odebrała po kilku sygnałach.
  - W końcu. Nie mogłeś zadzwonić wcześniej? Ja tu tęsknie Jake. Kiedy wrócisz?- zapytała.
Nie chciał robić tego przez telefon, ale nie chciał w dalszym ciągu zdradzać dziewczyny. Lubił ją i szanował dlatego zasługiwała na prawdę.
  - Nie wiem kiedy wrócę. Posłuchaj..Nie chce Ci tego dalej robić. Zasługujesz na kogoś lepszego..- Cisza. W oddali słyszał szloch dziewczyny.
  - Chodzi o nią, prawda?
  - Tak, Milena, chodzi o Katherine, ja..
  -Spałeś z nią? - przerwała mu.
  - Tak..
Znów cisza a po chwili szloch dziewczyny.
  - Ja Ci to wybaczę, słyszysz? Tylko proszę cię wróć. Kocham Cię..
  - Przepraszam, ale nie mogę. Nie chciałem robić tego przez telefon ale zrozum. Zobaczymy się jeszcze nie długo. Przepraszam, Milena. - Rozłączyła się.
Trochę smutny już chłopak oparł kark o kanapę, przymykając oczy.
Nie mógł się doczekać kiedy wróci brunetka. Wstał i zaczął chodzić po domu.
Wbiegł schodami do pokoju, przebierając się w dresy, po czym zszedł ponownie na dół.
 " Może zrobię coś do jedzenia.. " - pomyślał. Poszedł do kuchni i natknął się na zmiętą karkę z jego imieniem.
Już czuł,że to coś nieprzyjemnego. Zanim ją otworzy, chciał zadzwonić do Katherine i upewnić się, że wszystko jest w porządku.
Kliknął na jej zdj, które zrobił gdy spała, i nacisnął zieloną słuchawkę. Po trzech sygnałach rozłączyła się. Przeczesał rękami włosy, biorąc skrawek papieru do ręki i siadając z nim na krześle..

Jake
przepraszam jeśli teraz na mnie czekasz i zastanawiasz się co mnie zatrzymało. Mam nadzieje,że czytasz to od razu po wejściu do domu, tak było by lepiej. 
nie wrócę Jake. 
to był ostatni dzień, jutro wyjeżdżam na misje, pamiętasz? To naprawdę trudne, bo takie misję przeważnie są samobójcze, a ja nie chce mieć niczego na sumieniu. 
To co powiedziałam Ci dzisiaj obok auta to prawda. Kocham Cię.
Nie chce jednak rozdzielać Ciebie i Mileny. 
Naprawdę się cieszę, że Cię poznałam i wciąż mam uśmiech na ustach, na pamięć o wszystkich naszych spędzonych chwilach. 
Proszę Cię, zrozum mnie. Nie chciałabym dopuścić do takiej sytuacji, gdzie musiałbyś stracić życie, a dobrze wiesz,ze w naszym zawodzie to nieuniknione. 
Myślę,że jeszcze się zobaczymy. Mam nadzieje,  że nie będziesz miał mi niczego za złe. 
Skończ z tym Jake. Rzuć tą pracę w cholerę i wyjedz. Nie chce usłyszeć, że coś ci się stało, dobrze? uważaj na siebie.
Katherine

**
Katherine ocierała łzy z policzka, odchylając głowę do tyłu. Nie chciała żeby to tak się skończyło. Wręcz przeciwnie - to miało rozkwitać. Ona miała taką nadzieję.
Poprawiła swój idealnie umalowany makijaż patrząc w lusterko, które znajdowało sie w przesadnie drogiej torebce.
Musiała być piękna.
Auto zatrzymało się. Słyszała jak kierowca otwiera swoje drzwi i okrąża samochód by otworzyć przed nią drzwi.
Była na miejscu.
Nie ma już odwrotu.
Drzwi otworzyły się, przepuszczając oślepiające światło, które nakazało jej zmrużyć oczy.Westchnęła, wychodząc i pozwalając sobie na myśl, że aby spotkać Jake'a, musi być silna.
Musi spełnić misje.

_________________________________________________

No cóz. Sama się tego nie spodziewałam. Liczyłam na większą ilość rozdziałów i na drugą cześć tego wszystkiego ale jak widać brak jakiegokolwiek zainteresowania już. Mam nadzieje, że do tej pory Wam się podobało :) Opinie możecie zostawiać w kom :)


niedziela, 5 października 2014

Rozdział 29

 -Dziękujemy za zakup w naszym sklepie i zapraszamy ponownie!- powiedziała,znudzona powtarzaniem tego samego tekstu co kilka minut, ekspedientka. Katherine odebrała od niej spakowane już zakupy i wyszła przez szklane drzwi. Przechodziła obok wstaw sklepowym od których aż ślinka jej leciała. To wszystko było takie piękne, a ona cieszyła się się, że ma nieograniczony budżet.
Śmignęła do sklepu, na której wystawie była piękna błękitna sukienka. Od razu skierowała się do dziewczyny za biurkiem z prośbą o podanie jej tej sukienki w odpowiednim rozmiarze. Uczyniła to chętnie i w miarę szybko. Podała brunetce to o co prosiła i odprowadziła do przymierzalni zasuwając za nią zasłonę.
Katherine ściągnęła swoją kurkę odwieszając ją na haczyk, po chwili dokładając tam resztę garderoby. Wsunęła na siebie przyjemny materiał, poprawiając ją aby dobrze leżała. Odsunęła zasłonę:
  - Pomogłaby mi pani to zasunąć?- spytała. Oczywiście spełniła jej prośbę.
  - Proszę poczekać do tego są buty.. - uśmiechnęła się, że może pomóc po czym zniknęła za jakimiś drzwiami.
Brunetka podeszła do lusterka, przeglądając się ze szczegółami. Krótka i minimalnie rozkloszowana sukienka odsłaniała jej długie zgrabne nogi. Kolor podkreślał opaleniznę, a głęboki dekolt eksponował biust.
Już wiedziała, że ta sukienka będzie jej.
Po chwili pojawiła się dziewczyna z pudełkiem w ręku. Pozwoliła klientce otworzyć i uświadomić sobie, że bez tych butów nie wyjdzie.
Były na bardzo wysokim obcasie z paseczkiem na kostce w kolorze takim samym jak sukienka. Obcas był wysadzany kryształkami.
Ubrała je natychmiast, przekonując się, że wbrew pozorom są bardzo wygodne jak i stabilne. Przeszła kawałek sprawdzając czy czasami się nie potknie ale na szczęście nic takiego się nie stało.
  - I jak? Podobają się Pani? - zapytała sprzedawczyni.
  - A Pani się nie podobają?- odparła.
W tym samym momencie drzwi otworzyły się i nie mogą w to uwierzyć, Katherine zobaczyła Jake'a.
Uśmiechnął się do niej promiennie, będąc w swoim wyśmienitym humorze, po czym zlustrował ją wzrokiem. Zacisnął pięść. Była taka idealna.
  -Co Ty tutaj robisz?- zapytała otwierając szeroko oczy.
  - Śledziłem Cię, a co mogłem robić?- uśmiechnął się. Spojrzał na dziewczynę obok niej, przestraszonej tym co usłyszała, nie wiedząc czy wziąć to na poważnie.
  - Proszę się nie przejmować. Jestem jej chłopakiem.- odparł wesoło, kiwając się z pięt na palce.Skinęła głową,skupiając uwagę na brunetce.
  - Więc jak? Decyduje się Pani?- zapytała ją.
  - Oczywiście. Proszę spakować buciki - ściągnęła je podając jej - i zaraz przyniosę sukienkę.
Weszła do przymierzalni, ku niezadowoleniu chłopakowi, zaciągnęła kotarę. Nie przejął się tym. Po prostu podszedł i wsunął się za nia, stając przed dziewczyną.
Popatrzyła na niego krzywo.
  - Zaraz Cie wygonie, ale skoro juz tu jesteś, to rozsuń mi to. - Odwróciła się do niego tyłem, zbierając włosy na bok.
Jake rozsunął zamek do końca i położył ręce na jej biodrach, całując ją w kark. Czuł jak zadrżała pod jego dotykiem, jednak nie odwróciła się.
  - Wyjdź, chce się ubrać.
  - Nie chce żebyś się ubierała.
Odwrócił ją przodem do siebie, opierając czoło o jej czoło i czekał.
Po kilku chwilach namysłu pocałowała go łapczywie, łapiąc go za kurtkę. To mu wystarczyło aby posunąć się dalej.
Złapał dół jej sukienki, ciągnąc w górę, i przekładając przez jej głowę. Sam ściągnął sobie kurtkę razem z koszulką.
Uniósł Katherine, oplatając się jej nogami w pasie. Ułożył ręce na jej żebrach, masując je. Po niedługiej chwili jego dłonie zjechały na jej pośladki, ściskając je mocno, wywołując jęk z jej ust. Uśmiechnął się mimowolnie, odpinając jej biustonosz.
Dziewczyna odsunęła się na chwilę, dysząc.
  - Nie możemy.. nie możemy naprawdę.- Nie zważając na to co powiedziała, przywarła usta znów do jego ust, nadając im poprzednie tempo.
Szybko pozbyli się resztę ubrań, błądząc dłońmi po nagich ciałach.
*
Po kilkunastu minutach przyjemności  w przebieralni, odsunęli się od siebie zdyszani i spoceni. Po paru chwilach drżącymi rękami sięgnęła po bieliznę, nasuwając ją na siebie, patrząc jak chłopak robi to samo ze swoimi częściami garderoby, tyle że szybciej.
Szczęśliwy, pomógł założyć dziewczynie kurtkę oraz buty. Zabrali sukienkę i wyszli. On z wielkim uśmiechem na ustach, ona z czerwonymi policzkami.
Napotkali wesołe spojrzenie ekspedientki, która dokładnie wiedziała co zajęło im tyle czasu, ale nie odezwała się słowem.
Chłopak wyciągnął swoją kartę kredytową, wkładając ja w czytnik.
Ubrana już Katherine podeszła do niego, kładąc mu rękę na ramieniu.
Szybko odzyskał własność wraz z ubraniami dziewczyny, po czym odprowadzeni wesołym uśmiechem, wyszli ze sklepu.
Śmiało wziął towarzyszkę za rękę, ściskając ja delikatnie, skierowali się w stronę wyjścia z centrum handlowego. Zeszli schodami, wychodząc na podziemny parking, gdzie stały ich samochody. Mocny uścisk Jake'a pociągnął ją do jego samochodu, jednak zaparła się i stanęła przed nim.
  -Przyślemy kogoś po auto..- zaczął. Pokręciła głową, czując łzy w kącikach oczu. Mrugała nimi dyskretnie aby nic nie zobaczył.
  - Pojadę sama.- Objął ją w pasie głaskając po dolnej części pleców.
  - Posłuchaj. To co zrobiliśmy przed chwilą było cudowne i.. ty byłaś cudowna. Nawet nie masz pojęcia jak sie cieszę, że kroczę tą drogą, i że ty stanęłaś na samej jej środku. Jesteś cudowną osobą, z którą chce być.. - Spojrzała na niego miękko. Nigdy nie chciała się do tego przyznać, nawet przed samą sobą, ale ona też chciała z nim być. Czuła do niego coś, czego jeszcze nigdy nie doświadczyła i co sprawiało, że wstawała radosna. Ale to nie miało przyszłości. Nawet jeśli, wymagało by to dużego poświęcenia od ich obojga. Dotknęła ręką jego policzka, czując jak słona łza spływa po jej policzku.
  -Kocham Cię, Jake. - Oczy chłopaka otworzyły się, usta rozciągnęły się w tak szerokim uśmiechu, jakiego jeszcze nigdy nie wiedziała. Pocałował ją mocno, przytulając jeszcze mocniej. Rozkoszowała się smakiem jego ust, tej ostatni raz..
Minute później odsunął się od niej, spoglądając w jej mokre oczy.
  - Ja też Cię kocham Katherine.
Przymknęła oczy, układając czoło na jego ramieniu.
  - Spotkajmy się w domu, dobrze? - poprosiła.Westchnął.
  - Dobrze. Do zobaczenia za pół godziny.