- Jake oddaj mi to! - krzyknęła powstrzymując śmiech.
- Byłaś bardzo uroczym dzieckiem.- Po skończonym filmie, po którym Kath stwierdziła,że może uda jej się usnąć, chłopak postanowił pozwiedzać jej dom. Dotarł do albumu,który stał w małej biblioteczce i od razu zaczął go przeglądać. Znajdowały się tam stare zdjęcia,które robili jeszcze rodzice. Nie lubiła wracać do tamtych czasów dlatego też nigdy na niego nawet nie zerknęła przechodząc. Teraz leżał na kolanach jej towarzysza pod jego roześmianymi oczami.
Wyciągnął fotografie,na której znajdowała się mała dziewczynka w dwóch kucykach, różowej sukieneczce i kotkiem na rękach. Przypatrywał się chwile temu zdjęciu po czym stwierdził:
-Chciałbym zobaczyć Cię w takich dwóch kucykach.
-To nie jest koncert życzeń chłopczyku. A teraz oddaj mi łaskawie mój album!
Wstał podchodząc do szafki,którą wcześniej przejrzał, wyciągając z niej wsuwki i gumki do włosów. Dziewczyna przyjrzała mu się badawczo z przymrużonymi oczami. Chłopak uśmiechnął się do niej promiennie stając za nią i próbując unieruchomić. Ze śmiechem teraz ona wstała na przeciw niego tak by dzieliła ich kanapa
- I co,że mam Cię teraz wokół niej gonić? - prychnął.
- A co myślałeś,że sama do Ciebie przyjdę? - założyła ręce na piersi udając zdziwioną. Nie wiedząc kiedy przeskoczył kanapę i stanął bardzo blisko niej. Zrobiła mały krok w tył unosząc dumnie podbródek.
- Niech Ci będzie. Ale pod jednym warunkiem.
- Stawiasz mi jeszcze warunki? Dobrze, słucham.
- Ja też zrobię tobie takie kucyki. Chyba nie chcesz żebym sama wyglądała jak debil, prawda?- podeszła do szufladki wyciągając więcej gumek ciągnął chłopaka na kanapę. Usiadła do niego bokiem bawiąc się jego włosami. Położył jej ręce na biodrach,które zaraz przegoniła.
Po 10 minutach na jego głowie było ponad 15 malutkich kucyków. Wybuchła śmiechem widząc jego minę gdy przeglądał się w lustrze. Sięgnęła po telefon po czym zrobiła mu zdjęcie do której chętnie za pozował.
- Teraz twoja kolej. - Rozczesał jeszcze raz jej długie włosy rozdzielając je na dwie części. Jedną podtrzymując ręką wysoko upiął. Po chwili z drugą zrobił to samo. Odwrócił ją przodem do siebie i on też nie mógł się w tej chwili powstrzymać. Wyglądała jak duże dziecko. Sięgnęła przed lusterkiem przeglądając się i mamrocząc coś pod nosem.Gdy miała ściągać gumkę złapał ją za rękę uniemożliwiając jej to.
- Chyba nie myślałaś,że pozwolę Ci to zrobić zanim nie zrobię Ci zdjęcia.- Wyciągnął z kieszeni telefon kierując obiektyw na jej twarz. Oślepiła ją lampa,która włączyła się po zrobienia zdjęcia.
- Już? Zadowolony,że zrobiłeś ze mnie debila i jeszcze to uwieczniłeś?
- Skoro pytasz to byłbym bardziej szczęśliwy .. - zbliżył się do niej kładąc jej rękę na policzku - gdybyś pozwoliła mi, zrobić to .. - nachylił się nad nią, zmniejszając dzielącą ich przestrzeń.
W tej chwili usłyszała swój telefon. Dziękowała w duchu, że zadzwonił właśnie w tej chwili. Nie to, że nie chciała go pocałować. Wiedziała kim jest. Nie chciała zabawiać się z wrogiem.
Za to chłopak czuł sie naprawdę zawiedziony. Już drugi raz próbował ją pocałować i znów się nie udało. Miał ochotę rzucić ją na kanapę wpijając się w jej usta i czekając na jej ruch. Ale nie chciał być takim draniem. Nie chodziło mu tylko o seks. Od seksu miał Ally,która nie ważne gdzie była i z kim. Na każde jego pstryknięcie była u jego stóp.
Minęła go podchodząc szybko do stolika.
Caroline.
Na śmierć zapomniała,że poprosiła ją by go śledziła. A co jeśli teraz siedzi przed jej domem i wyobraża sobie co tutaj robią od 2 godzin? Niedobrze.
- Cześć. I jak tam?- odezwała się stając tyłem do chłopaka.
- Zaraz po tym jak zadzwoniłaś pojechał Bunker Hill. Spotkał się z jakimiś mięśniakami ale chyba tylko się kłócili. W każdym razie nic ciekawego. - Poczuła jego oddech na karku. Odwróciła sie przodem, kierując sie w stronę kuchni. Nie chciała żeby słyszał o czym rozmawiają.
-Była z nimi?
-Nie.- westchnęła.
-Dzięki Caroline. - Rozłączyła się, przeczesała dłonią wciąż wilgotne włosy powoli wracając do salonu. Chłopak siedział z łokciami opartymi na kolanach, badawczo jej się przyglądając. Żeby wybrnąć z tej sytuacji ziewnęła głośno ruszając ku niemu.
- Chyba powinienem się zbierać .. - Czyli jednak był mądry.
- Tak, to chyba dobry pomysł. Muszę się wyspać i takie tam ..- Wstał chowając telefon do tylnej kieszonki opinających go spodni. Zatrzymał sie przy drzwiach uśmiechając się do niej.
- Do jutra Katherine.
**
" Jeśli chcesz ją jeszcze zobaczyć, przyjedz nad rzekę o 22. Masz być sama "
Wpatrywała się w ekran telefonu delikatnie wystukując na nim rytm długimi czarnymi paznokciami.
Co miała zrobić? Przecież nie ma pewności,że ją mają. A tym bardziej,że ją uwolnią. Zagryzając wewnętrzną stronę policzka wybrała numer Peter'a.
Odebrał po drugim sygnale. Wytłumaczyła mu sytuacje, a on obiecał,że spotkają się już na miejscu za 15 minut. Weszła do kuchni, stanęła na palcach żeby dostać sie do szafki nad zlewem, wyciągnęła broń i amunicje. Chwyciła kilka noży i umieściła je w bucie oraz za paskiem spodni. Włosy na szybkiego związała w kucyka, aby nie przeszkadzały jej, w najgorszym razie, w walce. Wybiegła z domu prosto do garażu na przeciwko. Wyjechała autem na ulice kierując się w odpowiednią stronę.
Po 15 minutach wychodziła z auta rozglądając się czujnie na boki. Nie mogła sobie pozwolić na zaskoczenie. Zauważyła auto niedaleko kładki. Na jej widok mężczyźni wyciągnęli broń i wyszli z auta ustawiać się w półkolu. Przestąpiła z nogi na nogę. Gdzie do cholery są Caroline i Peter ?!
- Rzuć broń. - krzyknął blondyn celując w nią.
- Pokażcie mi ją ! - odkrzyknęła. Mężczyzna kiwną lekko w stronę kolegi po lewej stronie. Odwrócił się tyłem kierując się na tył dużego czarnego auta,którego wcześniej nie zauważyła. Usłyszała jej krzyk. To musiała być ona. Zrobiła krok w przód.
Młoda dziewczyna była teraz ciągnięta przed dwa razy większego faceta. Była ubrana w białe,krótkie spodenki i za dużą bokserkę, prawdopodobnie jednego z nich. Pod jej okiem widniał duży siniak,który był zauważalny nawet z tej odległości. Poczuła złość i bezsilność na widok swojej młodszej siostry w tym stanie.
Blondyn znów wydał to samo polecenie,które teraz spełniła. Podeszła bliżej czując łzy spływające po policzku.
- Czego chcecie?- odezwała się głośno i wyraźnie. I właśnie wtedy ich zobaczyła. Stali z obrzydliwym uśmiechem na ustach obserwując ją. Stali objęci, jej niby przyjaciele. Pokiwała głową nie wierząc w to co widzi. Uchyliła usta ale żaden dźwięk się z nich nie wydostał. Była w szoku. Ufała im. Jeszcze trochę a mogłaby zacząć traktować ich jak rodzinę. Pomagali sobie nawzajem. Przecież to oni wyznaczali jej akcję. O co tu do cholery chodzi?
- Podejdź. - zapiszczała swoim wysokim głosem Caroline jednak ta nie ruszyła się z miejsca.Blondynka nachmurzyła się widząc,że nie wykonuje jej polecenie. Nim się zorientowała wyciągnęła broń i w nią wymierzyła. Peter świadomy tego co towarzyszka chce zrobić rzucił się na nią co spowodowało, że teraz broń była wycelowana w jej nogę. Próbując uskoczyć, wystraszona dziewczyna nagłym ruchem ukochanego,wystrzeliła. Katherine krzyknęła głośno opadając na wilgotną, wysoką trawę. Jej ręce pokrywała teraz krew gdy odsunęła dłoń uda. Zacisnęła zęby starając się wstać.
Jej młodsza siostra zaniosła sie płaczem widząc siostrę w tym stanie ale uderzenie w twarz od mężczyzny obok odwrócił jej uwagę. Kilku mężczyzn podbiegło do niej łapiąc ją za ręce i brutalnie pchając w stronę zdrajców. Caroline z mordem w oczach i uśmiechem na ustach wpatrywała w nią intensywnie. Gdy tylko ją pchnęli w jej stronę, podeszła do Kath uderzając ją w twarz. Odczekała parę sekund. Tak, czuła wyskakującego już siniaka. Odwróciła się gotowa jej oddać jednak obok niej znów pojawili się Ci sami mężczyźni gotowi rzucić się na nią gdyby zrobiła coś nie tak. Więc stała na przeciwko nich, kątem oka wpatrując się w siostrzyczkę ,której nie widziała od kilku tygodni. Była wychudzona, miała podpite i podkrążone oczy oraz liczne siniaki na jej małym ciele. Starała się w tym jednym spojrzeniu przekazać jej jak bardzo ją kocha, i ze nie odpuści dopóki jej nie uwolni jednak nie była pewna czy to zrozumiała.
-Mogę już ją zabić?- zapytała zniecierpliwiona kochanka Peter'a.
Nienawidziła brunetki. Uważała ja za swoją konkurencje. Nie raz widziała spojrzenie Peter'a gdy właśnie ona przechodziła obok lub gdy się przebierała na jakąś akcje. Była po prostu zazdrosna o tą sukę. W tej chwili jej marzeniem było zlikwidowanie jej i to własnie przez nią.
-Katherine skarbie.. - zaczął zwracając sie do niej- Mam nadzieje, że nie masz mi tego za złe. Musiałem to zrobić i jestem pewien, że kiedyś mi to wybaczysz, a będzie jeszcze okazja- mrugnął do nie porozumiewawczo.
- Czego chcecie?- powtórzyła swoje pytanie.
- Ciebie. - Spojrzała na nich pytająco. Chcieli ją? Po co?
- Widzisz, ktoś kogo bardzo znasz i możliwe,że nawet kochasz ma z Tobą do wyjaśnienia pare spraw. Nie wątpliwie będzie chciał Cię usunąć. Jednakże przez te pare lat wykazałaś się niezwykłym talentem skarbie. Będę zmuszony Cię wykorzystać do swoich spraw ale oczywiście i ty na tym skorzystasz.
- Wypuśćcie Lucy - Traciła coraz więcej krwi. Jej skóra robiła się coraz to bledsza jednak zmusiła się by stać prosto i nie okazywać bólu. Bała się o nią. Nie chciała znów jej stracić.
-Najpierw przejdziesz kilka prób. Z każdą Twoją porażką, siostrzyczka będzie bardzo cierpieć więc radze Ci się przyłożyć. - Odprawił ruchem głowy towarzyszy tak,że teraz stali za nim- Wyśpij się i bądz pod telefonem. Zaczynasz jutro.
wtorek, 27 maja 2014
sobota, 24 maja 2014
Rozdział 4
Dziewczyna oderwała się od ust blondyna by zaczerpnąć powietrza i po kilku sekundach znów do niego przywarła. Jeździła dłońmi po jego muskularnych barkach uśmiechając się lekko. Chłopak zakończył namiętny pocałunek, zszedł z łóżka zakładając bokserki oraz ubranie.Polecił dziewczynie zrobić to samo jednak ona udała,że tego nie słyszy mając nadzieje na powtórkę. Przytuliła się do jego pleców całym swoim nagim ciałem.
-Ubieraj się kotku, musimy wracać do roboty.- Odezwał się chłopak kończąc szamotaninę z paskiem.
-A co powiesz, żebyśmy powtórzyli to co dopiero skończyliśmy?- zaćwierkała.Była w nim bardzo zakochana.Nie zauważała tego,że mężczyzna wykorzystuje ją jako" laskę od szybkiego numerku tu i teraz". Nie zauważała też tego,że chłopak wymykał się szybciej z ich schadzek. Nie była w stosunku do tego podejrzliwa. Sądziła,że to coś związanego z pracą. Nie przeszkadzało jej nic kiedy byli razem.
- Dokończymy innym razem. Ubieraj się szybko - rzucił jej ubrania leżące koło jego nogi - i jedz zdaj jej raport. Zaraz może zadzwonić.
Dziewczyna z grymasem na twarzy zrobiła to o co prosił ją ukochany. Wstała przeczesując swoje krótkie,jasne włosy, sięgnęła po bieliznę. Zarzuciła dopasowane grafitowe jeansy podkreślające jej chude ciało i luźna białą bokserkę. Włosy związała w niedbały kok na środku głowy.
- Pamiętasz co masz mówić?
- Nie dajesz mi zapomnieć. Pojechał na Bunker Hill, spotkał się z kolegami bla bla bla. Po godzinie wyszedł i odjechał w ta stronę, którą przyjechał .. - przewróciła oczami. Blondyn podszedł do niej i złapał ją za ramiona lekko nią potrząsając.
- Nawet nie wiesz jakie to ważne,żeby wszystko poszło zgodnie z planem.
- Dlaczego nie możemy jej po prostu zabić?
- Jest za wcześnie. Mam plan i będziemy sie jego trzymać.
- Co tylko chcesz- uśmiechnęła się łącząc ich usta - Kocham Cię, Peter.
- Ja Ciebie też, Caroline.
**
Chciała otworzyć oczy. Naprawdę bardzo tego chciała ale przez ból w skroni miała ochotę tylko leżeć.
Przyciągnęła rękę do głowy lekko nią masując. Dochodziły do niej strzępy rozmów prawdopodobnie faceta,który ją tu zaciągnął z innym mężczyzną.
- .... pochwali nas,że ....
- .. zabawić się z nią?... bardzo przyjemnie - zaśmiał się.
Momentalnie otworzyła oczy próbując się dźwignąć na łokcie. Poczuła czyjeś ręce na swoich plecach, brutalnie pomagające jej wstać. Syknęła z bólu gdy poczuła uderzenie w brzuch. Mężczyźni śmiali się próbując ją rozebrać na przemian uderzając. Powoli w oczach dziewczynach zbierały się łzy ze strachu,że za chwile Ci faceci mogą ją zgwałcić,jak i z bezsilności.
Próbowała się bronić lecz mężczyzna, który stał za nią i całował ją po szyi trzymał ją za mocno by zdołała się wyrwać. Choć sie starała, nie widziała nadziei,że sobie z nimi poradzi.
**
Rozglądał sie za dziewczyną przez ostatnie 10 minut. Nie było jej na lekcji, a wątpił, że poszła do domu. Chętnie by sprawdził ale nawet nie wiedział gdzie mieszka. Żałował,że musiał ją zostawić i załatwić swoją sprawę. Wolałby olać lekcje i kontynuować " wycieczkę" spędzając z nią czas sam na sam.
Zaczepił chłopaka z ich klasy z pytaniem czy nie widział gdzieś Kath:
- Poszła w tamtą stronę - kiwnął chłopak na drzwi,które prowadziły do tunelu. Krew zastygła mu w żyłach a oczy szeroko się rozwarły.
- Sama?
- Nie jestem pewien. Zaraz za nią wszedł jakiś mężczyzna ..- Tyle mu wystarczyło. Rzucił się do drzwi, za którymi znikła dziewczyna. Zbiegł schodami najszybciej jak mógł. Znał typów,którzy mogli tutaj wejść i wiedział dobrze co mogli zrobić gdy zobaczyli śliczną brunetkę. Na samą myśl zacisnął szczękę. Obwiniał się,że przez to,że ją zostawił postanowiła sama przejść sie po szkole.
Słysząc jej krzyki wiedział,że sie nie pomylił co do oceny sytuacji. Stanął tak,że żadne z nich go nie widziało. Jeden mężczyzna, Andy, trzymał ją za ręce i próbując ściągnąć koszulkę. Drugi,Michael, uderzył ją w brzuch i korzystając z kilku sekund spokoju pomógł koledze. Teraz dziewczyna stała przez dwoma napalonymi debilami bez koszulki. Wyciągnął broń i z nieobecnym wzrokiem wystrzelił. Pierwszy padł na ziemie z otwartymi ustami. Zanim drugi zdążył sie zorientować co się stało, padł obok kolegi. Chowając broń podbiegł do dziewczyny,która patrzyła na niego szeroko otwartymi, załzawionymi oczami. Podniósł ją przytulając do siebie, podał jej koszulkę pozwalając by sie ubrała. Wiedział,że jeśli nadal stała by pół naga, pewnie zaraz zachowywałby się jak martwi koledzy.
Dziewczyna wystraszona była również zdezorientowana. Skąd wiedział,że tu jest? Tak,dziękowała mu w duchu, że nie została zgwałcona ale widząc go z bronią była pewna, że strzeli do niej. Czy on naprawdę nie wiedział kim była? Miała taką nadzieje.Ocierając łzy pozwoliła się wyprowadzić z tego miejsca. Przytulił ją do swojego boku ocierając jej ramiona swoimi dłońmi i mamrocząc jakieś, według niego, uspokajające słowa.
Mieli szczęście. Było po dzwonku więc bez problemu mogli skierować się do auta bez narażania się na spojrzenia a co dopiero pytania nauczycieli.Pokierował ją do swojego auta lecz ona zatrzymała się.
- Jake.. dziękuje że mnie uratowałeś - podniosła na niego wzrok.
- Chodź, odwiozę Cię, porozmawiamy w aucie. - Chciał złapać ją za rękę ale dziewczyna ją odsunęła robiąc krok w tył.
-Pojadę sama .. dziękuje jeszcze raz.
- Ale .. - zaciął sie widząc jak dziewczyna szybko odchodzi w stronę auta. Wsiadła, zapinając pasy i posyłając mu ostatnie spojrzenie ruszyła do swojego do domu.
**
Wychodząc spod prysznica złapała ręcznik,która zawiesiła obok. Wyszła na chodniczek wycierając mokre włosy. Wytarła resztę ciała, założyła bieliznę oraz piżamę kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Spojrzała na godzinę. Nie była w sumie taka pozna jak jej sie zdawało. Walczyła z pokusą pozostania w łazience i przeczekania aż ten ktoś sobie pójdzie.
Po 5 minutach wiedziała,że jeśli nie otworzy nie będzie miała spokoju. Powlokła sie schodami do salonu i do drzwi. Otwierając je zamrugała kilka razy w nadziei, ze oczy ją mylą. Przed nią stał Jake ubrany w błękitny sweter podkreślający jego błękitne oczy, czarne jeansy oraz czarna skórzaną kurtkę. Zdziwiona i z uchylonymi ustami dopiero po chwili oprzytomniała.
- Jake? Co ty tutaj robisz, skąd wiedziałeś gdzie mieszkam? - Stała tak wpatrując się w niego. Gdy jego wzrok przewinął sie przez jej ciało,które odsłaniała piżama, zobaczył rumieniec na jej policzkach. Uśmiechnął się do niej nieśmiało.
- Mam swoje źródła. - odparł tylko.
-Chcesz wejść? - Przepuściła go w drzwiach prowadząc do salonu. Usiedli na kanapie, nie ukrywając skrępowania. Obydwoje nie wiedzieli jak w tej sytuacji się zachować.Odchrząknął podnosząc na nią wzrok. Oparł sie łokciami na kolanach.
- Kath.. wiem, że to moja wina, że stało sie to co się stało. - Przycisnęła kolana do piersi oplatając je ramionami.- Gdybym Cię wtedy nie zostawił to pewnie inaczej by sie to skończyło ..
-Nie, to nie tak. Gdybym się nigdzie nie zapuszczała nie przytrafiło by mi się coś takiego..
- Nie zwalaj winy na siebie, proszę.
- A możemy po prostu przestaniemy o tym rozmawiać i zachowywać się jakby nic się nie stało? Po praktycznie na szczęście uratowałeś mnie od łapsk .. tych facetów. - Uśmiechnęła się do niego nieśmiało.Chłopak kiwnął lekko głową. - Przyszedłeś tylko po to,żeby mnie przeprosić?
- Właściwie to nie.. Chciałem zabrać Cię do kina.- Otworzyła szerzej oczy. Spojrzała na siebie i pokiwała głową dając mu do zrozumienia,że dzisiaj na pewno nigdy nie wyjdzie. Zamiast tego zaproponowała by obejrzeli jakiś film u niej na co chłopak bardzo się ucieszył.Pomogła mu wybrać jakiś film z szafki. Obydwoje zdecydowali się na egzorcyzmy chociaż dziewczyna miała obawy przed włączaniem tego filmy ponieważ nie wiedziała czy potem będzie w stanie usnąć. Poszła do kuchni po napoje i coś do zjedzenia. Przechodząc koło lustra stanęła jak wryta i dotykając swoich włosów otworzyła lekko usta. Chłopak widząc to zaśmiał się, wstając chwycił grzebień,który leżał na szafce nad telewizorem i podszedł do brunetki. Stając za nią tyłem ujął w dłonie jej długie i wilgotne włosy lekko je przeczesując. Dziewczyna patrząc w odbiciu na jego ruchy i na jego samego, przegryzła delikatnie wargę.Chłopak uśmiechnął się odwracając ją przodem do siebie, zakładając jej długie i rozczesane już włosy za ucho. Pierwszą rzeczą na jaką zwrócił uwagę gdy zobaczył ją pierwszy raz to właśnie te piękne, długie i lekko falowane włosy.Cieszył się,że mógł z nią tu teraz być. Przybliżył się do niej troszeczkę dając jej czas do namysłu.
Dziewczyna była zdezorientowana. Wiedziała,że nie powinna być z nim sam na sam bez broni. Nie wiedział czego się spodziewać. Położyła mu rękę na piersi lekko go odpychając. Chłopak na moment posmutniał jednak zaraz humor mu wrócił gdy mieli wracać do oglądania filmu. Usiedli w bezpiecznej pozycji od siebie. Nie wiadomo dlaczego dziewczyna czuła,że lepiej by było gdyby siedziała blisko niego a może nawet przytulona.. Jednak zdawała sobie sprawę,że to głupie i zbyt ryzykowne. A może on o wszystkim wie? Może w tym momencie robi to co ona jemu, testuje go?
Jake położył rękę na oparciu tak,że dotykał teraz delikatnie jej ramienia co nie ukrywał- nie wystarczało mu.
Przysuwał się do niej stopniowo aż w końcu dotykali się bokami. Zerknęła na niego kątem oka i dostrzegła uśmiechniętą twarz chłopaka. Sama też przyłapała się na tym,że jej usta unoszą się w uśmiechu.
Och, jak ona chciała zachowywać sie jak najnormalniejsza dziewczyna. Mieć problemy z chłopakiem, kłócić się z rodzicami o zabezpieczenia podczas wypadów z ukochanym i bić się rodzeństwem o to,kto teraz ogląda telewizje. Ale też nie żałowała,że ma takie życie jakie ma. Chociaż żałowała tego co się przez to wszystko stało. To teraz było jej życie. Nie miała rodziny. Nie chciała jej mieć. Była typem samotnika i bardzo jej to odpowiadało.
Niestety teraz, siedząc prawie przytulona do chłopaka,którego prawdopodobnie będzie musiała niedługo zabić, czuła,że chyba tego jej brakowało. Westchnęła głośno. Szatyn posłał jej pytajace spojrzenie, które zignorowała i oparła głowę na jego ramieniu ..
-Ubieraj się kotku, musimy wracać do roboty.- Odezwał się chłopak kończąc szamotaninę z paskiem.
-A co powiesz, żebyśmy powtórzyli to co dopiero skończyliśmy?- zaćwierkała.Była w nim bardzo zakochana.Nie zauważała tego,że mężczyzna wykorzystuje ją jako" laskę od szybkiego numerku tu i teraz". Nie zauważała też tego,że chłopak wymykał się szybciej z ich schadzek. Nie była w stosunku do tego podejrzliwa. Sądziła,że to coś związanego z pracą. Nie przeszkadzało jej nic kiedy byli razem.
- Dokończymy innym razem. Ubieraj się szybko - rzucił jej ubrania leżące koło jego nogi - i jedz zdaj jej raport. Zaraz może zadzwonić.
Dziewczyna z grymasem na twarzy zrobiła to o co prosił ją ukochany. Wstała przeczesując swoje krótkie,jasne włosy, sięgnęła po bieliznę. Zarzuciła dopasowane grafitowe jeansy podkreślające jej chude ciało i luźna białą bokserkę. Włosy związała w niedbały kok na środku głowy.
- Pamiętasz co masz mówić?
- Nie dajesz mi zapomnieć. Pojechał na Bunker Hill, spotkał się z kolegami bla bla bla. Po godzinie wyszedł i odjechał w ta stronę, którą przyjechał .. - przewróciła oczami. Blondyn podszedł do niej i złapał ją za ramiona lekko nią potrząsając.
- Nawet nie wiesz jakie to ważne,żeby wszystko poszło zgodnie z planem.
- Dlaczego nie możemy jej po prostu zabić?
- Jest za wcześnie. Mam plan i będziemy sie jego trzymać.
- Co tylko chcesz- uśmiechnęła się łącząc ich usta - Kocham Cię, Peter.
- Ja Ciebie też, Caroline.
**
Chciała otworzyć oczy. Naprawdę bardzo tego chciała ale przez ból w skroni miała ochotę tylko leżeć.
Przyciągnęła rękę do głowy lekko nią masując. Dochodziły do niej strzępy rozmów prawdopodobnie faceta,który ją tu zaciągnął z innym mężczyzną.
- .... pochwali nas,że ....
- .. zabawić się z nią?... bardzo przyjemnie - zaśmiał się.
Momentalnie otworzyła oczy próbując się dźwignąć na łokcie. Poczuła czyjeś ręce na swoich plecach, brutalnie pomagające jej wstać. Syknęła z bólu gdy poczuła uderzenie w brzuch. Mężczyźni śmiali się próbując ją rozebrać na przemian uderzając. Powoli w oczach dziewczynach zbierały się łzy ze strachu,że za chwile Ci faceci mogą ją zgwałcić,jak i z bezsilności.
Próbowała się bronić lecz mężczyzna, który stał za nią i całował ją po szyi trzymał ją za mocno by zdołała się wyrwać. Choć sie starała, nie widziała nadziei,że sobie z nimi poradzi.
**
Rozglądał sie za dziewczyną przez ostatnie 10 minut. Nie było jej na lekcji, a wątpił, że poszła do domu. Chętnie by sprawdził ale nawet nie wiedział gdzie mieszka. Żałował,że musiał ją zostawić i załatwić swoją sprawę. Wolałby olać lekcje i kontynuować " wycieczkę" spędzając z nią czas sam na sam.
Zaczepił chłopaka z ich klasy z pytaniem czy nie widział gdzieś Kath:
- Poszła w tamtą stronę - kiwnął chłopak na drzwi,które prowadziły do tunelu. Krew zastygła mu w żyłach a oczy szeroko się rozwarły.
- Sama?
- Nie jestem pewien. Zaraz za nią wszedł jakiś mężczyzna ..- Tyle mu wystarczyło. Rzucił się do drzwi, za którymi znikła dziewczyna. Zbiegł schodami najszybciej jak mógł. Znał typów,którzy mogli tutaj wejść i wiedział dobrze co mogli zrobić gdy zobaczyli śliczną brunetkę. Na samą myśl zacisnął szczękę. Obwiniał się,że przez to,że ją zostawił postanowiła sama przejść sie po szkole.
Słysząc jej krzyki wiedział,że sie nie pomylił co do oceny sytuacji. Stanął tak,że żadne z nich go nie widziało. Jeden mężczyzna, Andy, trzymał ją za ręce i próbując ściągnąć koszulkę. Drugi,Michael, uderzył ją w brzuch i korzystając z kilku sekund spokoju pomógł koledze. Teraz dziewczyna stała przez dwoma napalonymi debilami bez koszulki. Wyciągnął broń i z nieobecnym wzrokiem wystrzelił. Pierwszy padł na ziemie z otwartymi ustami. Zanim drugi zdążył sie zorientować co się stało, padł obok kolegi. Chowając broń podbiegł do dziewczyny,która patrzyła na niego szeroko otwartymi, załzawionymi oczami. Podniósł ją przytulając do siebie, podał jej koszulkę pozwalając by sie ubrała. Wiedział,że jeśli nadal stała by pół naga, pewnie zaraz zachowywałby się jak martwi koledzy.
Dziewczyna wystraszona była również zdezorientowana. Skąd wiedział,że tu jest? Tak,dziękowała mu w duchu, że nie została zgwałcona ale widząc go z bronią była pewna, że strzeli do niej. Czy on naprawdę nie wiedział kim była? Miała taką nadzieje.Ocierając łzy pozwoliła się wyprowadzić z tego miejsca. Przytulił ją do swojego boku ocierając jej ramiona swoimi dłońmi i mamrocząc jakieś, według niego, uspokajające słowa.
Mieli szczęście. Było po dzwonku więc bez problemu mogli skierować się do auta bez narażania się na spojrzenia a co dopiero pytania nauczycieli.Pokierował ją do swojego auta lecz ona zatrzymała się.
- Jake.. dziękuje że mnie uratowałeś - podniosła na niego wzrok.
- Chodź, odwiozę Cię, porozmawiamy w aucie. - Chciał złapać ją za rękę ale dziewczyna ją odsunęła robiąc krok w tył.
-Pojadę sama .. dziękuje jeszcze raz.
- Ale .. - zaciął sie widząc jak dziewczyna szybko odchodzi w stronę auta. Wsiadła, zapinając pasy i posyłając mu ostatnie spojrzenie ruszyła do swojego do domu.
**
Wychodząc spod prysznica złapała ręcznik,która zawiesiła obok. Wyszła na chodniczek wycierając mokre włosy. Wytarła resztę ciała, założyła bieliznę oraz piżamę kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Spojrzała na godzinę. Nie była w sumie taka pozna jak jej sie zdawało. Walczyła z pokusą pozostania w łazience i przeczekania aż ten ktoś sobie pójdzie.
Po 5 minutach wiedziała,że jeśli nie otworzy nie będzie miała spokoju. Powlokła sie schodami do salonu i do drzwi. Otwierając je zamrugała kilka razy w nadziei, ze oczy ją mylą. Przed nią stał Jake ubrany w błękitny sweter podkreślający jego błękitne oczy, czarne jeansy oraz czarna skórzaną kurtkę. Zdziwiona i z uchylonymi ustami dopiero po chwili oprzytomniała.
- Jake? Co ty tutaj robisz, skąd wiedziałeś gdzie mieszkam? - Stała tak wpatrując się w niego. Gdy jego wzrok przewinął sie przez jej ciało,które odsłaniała piżama, zobaczył rumieniec na jej policzkach. Uśmiechnął się do niej nieśmiało.
- Mam swoje źródła. - odparł tylko.
-Chcesz wejść? - Przepuściła go w drzwiach prowadząc do salonu. Usiedli na kanapie, nie ukrywając skrępowania. Obydwoje nie wiedzieli jak w tej sytuacji się zachować.Odchrząknął podnosząc na nią wzrok. Oparł sie łokciami na kolanach.
- Kath.. wiem, że to moja wina, że stało sie to co się stało. - Przycisnęła kolana do piersi oplatając je ramionami.- Gdybym Cię wtedy nie zostawił to pewnie inaczej by sie to skończyło ..
-Nie, to nie tak. Gdybym się nigdzie nie zapuszczała nie przytrafiło by mi się coś takiego..
- Nie zwalaj winy na siebie, proszę.
- A możemy po prostu przestaniemy o tym rozmawiać i zachowywać się jakby nic się nie stało? Po praktycznie na szczęście uratowałeś mnie od łapsk .. tych facetów. - Uśmiechnęła się do niego nieśmiało.Chłopak kiwnął lekko głową. - Przyszedłeś tylko po to,żeby mnie przeprosić?
- Właściwie to nie.. Chciałem zabrać Cię do kina.- Otworzyła szerzej oczy. Spojrzała na siebie i pokiwała głową dając mu do zrozumienia,że dzisiaj na pewno nigdy nie wyjdzie. Zamiast tego zaproponowała by obejrzeli jakiś film u niej na co chłopak bardzo się ucieszył.Pomogła mu wybrać jakiś film z szafki. Obydwoje zdecydowali się na egzorcyzmy chociaż dziewczyna miała obawy przed włączaniem tego filmy ponieważ nie wiedziała czy potem będzie w stanie usnąć. Poszła do kuchni po napoje i coś do zjedzenia. Przechodząc koło lustra stanęła jak wryta i dotykając swoich włosów otworzyła lekko usta. Chłopak widząc to zaśmiał się, wstając chwycił grzebień,który leżał na szafce nad telewizorem i podszedł do brunetki. Stając za nią tyłem ujął w dłonie jej długie i wilgotne włosy lekko je przeczesując. Dziewczyna patrząc w odbiciu na jego ruchy i na jego samego, przegryzła delikatnie wargę.Chłopak uśmiechnął się odwracając ją przodem do siebie, zakładając jej długie i rozczesane już włosy za ucho. Pierwszą rzeczą na jaką zwrócił uwagę gdy zobaczył ją pierwszy raz to właśnie te piękne, długie i lekko falowane włosy.Cieszył się,że mógł z nią tu teraz być. Przybliżył się do niej troszeczkę dając jej czas do namysłu.
Dziewczyna była zdezorientowana. Wiedziała,że nie powinna być z nim sam na sam bez broni. Nie wiedział czego się spodziewać. Położyła mu rękę na piersi lekko go odpychając. Chłopak na moment posmutniał jednak zaraz humor mu wrócił gdy mieli wracać do oglądania filmu. Usiedli w bezpiecznej pozycji od siebie. Nie wiadomo dlaczego dziewczyna czuła,że lepiej by było gdyby siedziała blisko niego a może nawet przytulona.. Jednak zdawała sobie sprawę,że to głupie i zbyt ryzykowne. A może on o wszystkim wie? Może w tym momencie robi to co ona jemu, testuje go?
Jake położył rękę na oparciu tak,że dotykał teraz delikatnie jej ramienia co nie ukrywał- nie wystarczało mu.
Przysuwał się do niej stopniowo aż w końcu dotykali się bokami. Zerknęła na niego kątem oka i dostrzegła uśmiechniętą twarz chłopaka. Sama też przyłapała się na tym,że jej usta unoszą się w uśmiechu.
Och, jak ona chciała zachowywać sie jak najnormalniejsza dziewczyna. Mieć problemy z chłopakiem, kłócić się z rodzicami o zabezpieczenia podczas wypadów z ukochanym i bić się rodzeństwem o to,kto teraz ogląda telewizje. Ale też nie żałowała,że ma takie życie jakie ma. Chociaż żałowała tego co się przez to wszystko stało. To teraz było jej życie. Nie miała rodziny. Nie chciała jej mieć. Była typem samotnika i bardzo jej to odpowiadało.
Niestety teraz, siedząc prawie przytulona do chłopaka,którego prawdopodobnie będzie musiała niedługo zabić, czuła,że chyba tego jej brakowało. Westchnęła głośno. Szatyn posłał jej pytajace spojrzenie, które zignorowała i oparła głowę na jego ramieniu ..
poniedziałek, 19 maja 2014
Rozdział 3
Idąc z nim ramie w ramie zauważyła kątem oka pistolet za paskiem jego spodni. Czy on naprawdę jest taki głupi, żeby nosić broń w spodniach? W każdej chwili ktoś go może zobaczyć i na niego donieść. Chyba, że przewidział taką sytuację i nie zrezygnowałby z okazji użycia jej.To też jakaś myśl. Ona swoją trzymała obecnie w torebce w najbliższej kieszonce ale tylko w razie nieprzewidzianej sytuacji. Sama nie wiedziała jaka mogłaby to być sytuacja ale wiedziała, że będzie czuła,że musi ją użyć.
-Mieszkasz gdzieś niedaleko szkoły?- odezwała się swoim aksamitnym głosem. Gdy była młodsza uwielbiała śpiewać i według jej nauczycieli muzyki, miała talent. Talent po swojej zmarłej już mamie.czasu Lubiły wieczorami usiąść na tarasie z gitarą i śpiewać stare piosenki,ale gdy jej zabrakło- przestała. Wszystko to kojarzyło jej sie z rodzicielką,a czas,w którym umarła była dla niej bardzo trudnym okresem.
- Dziesięć minut drogi autem. Można powiedzieć, że nie daleko.
- Mieszkasz sam czy z rodzicami? A może z dziewczyną bądź kolegami? No wiesz.. męski dom. Pełno lasek i te sprawy.- Chłopak zaśmiał się przepuszczając ją w drzwiach widny. Oparł się tyłem o wielkie lustro z dłońmi schowanymi w przednich kieszeniach.
- Czy jest jeszcze jakiś dwudziestolatek,który mieszka z rodzicami? Nie wydaje mi się. Wyprowadziłem się parę lat temu. Nie podobało mi sie to,że wiecznie mnie kontrolowali: " Jake dlaczego wracasz pijany z imprezy?" , " Jake posprzątałbyś w końcu pokój!", " Idz się ogól bo wyglądasz jak małpa "- przedrzeźniał ich. Nie wytrzymała i wybuchła śmiechem zakrywając dłońmi oczy. - Mam własny domek. Tam przynajmniej nikt sie nie czepia,że mam porozrzucane skarpetki czy bokserki. Ale spokojnie. Mam w zwyczaju sprzątanie domu gdy kogoś zapraszam. - Puścił jej oczko.Drzwi rozsunęły sie wypuszczając ich,a wpuszczając młodszych uczniów. Skręcili w lewo gdzie biegł długi korytarz pokryty licznymi fotografiami uczniów z różnych okazji.Szatyn stanął za nią przypatrując się jej przez chwile. Uważał,że była piękna. Inna od tych wszystkich snobek,które tu uczęszczały. Dla których liczyła się marka ubrania niż osoba.Ona była inna i podziwiał ją za to. Wiedział, że inni chłopacy chcą ją zaliczyć.Sam też tego chciał ale szanował ją. To było dla niego całkowicie odmienne doznanie. Nie przywykł do tego,że to on musiałby się starać o dziewczynę. Zawsze gdy przyjeżdżał do domu wieczorami, jakaś laska już tam leżała z rozłożonymi nogami.
- Nasza nauczycielka - zaczął - Pani Collins wpadła kiedyś na pomysł abyśmy udokumentowali każdą wycieczkę, akcje, dyskotekę. Uważa, ze fajną sprawą będzie przyjść za np.30 lat i po wspominać. To tutaj- dotknął zdjęcia,na której stała grupka osób licząca dziewięć osób na tle wieży Eiffela- to fotografia zrobiona podczas wymiany między szkolnej.Ogólnie fajna sprawa taka wymiana ale jedynym minusem chyba jest to, że trzeba mieć najlepsze stopnie.
- Nie lubisz się uczyć? Nie widzę, Cie na fotografii wiec zakładam,że nie brałeś w niej udziału.
- A kto lubi się uczyć ?- Odwrócił się do niej twarzą- Wolałabyś kuć do jedenastej w nocy zamiast iść na imprezę czy do kina z chłopakiem?
- Coś racji w tym masz ale chyba motywowało by mnie takie coś aby mieć wysoką średnią.
- Motywowało by mnie możliwość pojechania tam z Tobą. - Odwróciła twarz przyglądając się pozostałym fotografiom. Jeśli myśli, że jest na tyle głupia, ze słysząc taki tani tekst wyląduje z nim w łóżku, to się zdziwi.
- Pracujesz gdzieś?
- Dorabiam czasami ale nie muszę. Mam bogatych rodziców,którzy chętnie spełniają moje zachcianki.
- Czym dorabiasz? Jeśli oczywiście mogę wiedzieć. - dodała sztucznie nieśmiałym głosem.
- To w sumie nie jest interesujące - odpowiedział wymijająco. Nie drążyła tematu w obawie, że nabierze podejrzeń. Wziął ją pod rękę i poprowadził dalej.
*
Wychodząc z biblioteki, w której wypożyczyła resztę potrzebnych książek, skierowali się w stronę jej szafki. Opowiadali sobie różne,zabawne historie,które im się przytrafiły jak byli mali. Dziewczynę bolał już brzuch, a nawet uroniła kilka łez ze śmiechu. Karciła się za to w duchu. Wiedziała kim jest i co ona musi z tym zrobić a zamiast tego szła tu teraz z nim i się śmiała. Wmawiała sobie, że robi to tylko po to by zdobyć jego zaufanie, co bardzo poprawiało jej humor.
- Raz jechałem z kolegami pociągiem i nie zauważyliśmy naszej stacji. Pociąg zaczął ruszać a my pobiegliśmy do drzwi. Koledzy zdążyli wysiąść jak ludzie, a ja byłem zmuszony skakać. Nie powiem, że trochę sie cykałem, ze zahaczę nogą o tor i coś sobie zrobię a nie miałem zamiaru czekać do następnej stacji by potem biec z niej na ta właściwą. Zamknąłem oczy i skoczyłem. Niestety nie zauważyłem stopnia więc zahaczyłem o nią nogą, powodując,że wylądowałem praktycznie na twarzy. Więc można powiedzieć,że moje obawy się sprawdziły.Miło, ze się ze mnie śmiejesz podczas kiedy ja opowiadam Ci dramatyczną sytuację,w której zostałem ranny. - Zrobił urażoną minę, kiedy dziewczyna próbowała zakryć swoje usta by stłumić śmiech.
Podeszli do jej szafki, otworzyła ją a on podał jej książki, które niósł przez cała drogę. Spojrzał na zegarek i stwierdził,że nie ma szans by zdążyli jeszcze coś zobaczyć wiec poprosił ją by usiedli przez chwile na ławce obok. Kierując się na nią chłopak poczuł wibracje w prawej kieszonce spodni. Zdenerwowany,że ktoś przeszkadza mu w tej chwili włożył tam ręke wyciągając najnowszy model telefonu. Po przeczytaniu esemesa cały się spiął . Spojrzał na dziewczynę,która już mu się przypatrywała z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Stanęli w miejscu.
-Przepraszam Kath, ale chyba skończę dzisiaj zajęcia wcześniej. Zle się poczułem...- łgał.
- Może odwiozę Cię do domu? Nie było by przyjemnie gdybyś zemdlał podczas jazdy.- Udała zmartwioną. Chciała wiedzieć gdzie mieszka. Peter nie mógł znaleźć takich informacji w jego kartotece, a wydawało jej sie,że to może być pomocne.
- Nie, nie martw sie, dojadę. Dziękuje,że mogłem Cie oprowadzić -dotknął jej dłoni przybliżając ją do swoich ust po czym lekko ją musnął nie odrywając wzroku od jej oczu. - Mam nadzieje, że dokończymy ja jutro. Na razie.- odszedł szybkim krokiem w stronę auta.
Brunetka wybrała numer Caroline, która kręciła się autem nie daleko szkoły. Po kilku sygnałach czekania dziewczyna odebrała gotowa do działania.
-Jedz za nim.- usłyszała. Schowała telefon do tylnej kieszonki spodni i darując sobie ostatnie lekcje postanowiła sama się oprowadzić po szkole.
**
Wyszła kolejnymi schodami w górę i znów napotkała biegnący korytarz prowadzący do jednych drzwi.Podeszła do nich szybkim krokiem, pociągając za klamkę. Zamknięte. Wyciągnęła jedną wsuwkę,która podtrzymywała jej kapelusz. Włożyła główkę w otwór do klucza parę razy przekręcając dopóki drzwi nie ustąpiły. Obeszła chyba całą piwnice, przeszukała drzwi w drzwi ale żadne nie były zamknięte. Tu musi coś znaleźć.
Na ścianie na przeciwko stał regał ze środkami czystości. Niedaleko obok wiaderko z mopem i miotłą. Po prawej stronie od drzwi stało biurko. Podeszła do niego przeszukując szuflady.Puste. Przeczesała dłonią włosy rozglądając się za czymś co dałoby jej jakiś znak. Przecież kto zamyka drzwi na klucz pokój ze środkami czystości? Te snoby tutaj możliwe,że nawet nie wiedziały, że jest tu jakaś piwnica wiec nikt nie powinien się bać,że ukradną im płyny.Podeszła do ściany uciskając ją wewnętrzną stroną dłoni w różnych miejscach. Czy ona naprawdę myślała, że znajdzie tajemnicze miejsce? Zaśmiała się,że swojej głupoty. Chcąc wychodzić zauważyła pod regałem jakąś szmatę. Odepchnęła przeszkodę. To nie była szmata tylko stary mały dywanik. Pod regałem? Poderwała go od ziemi odsłaniając żelazną klapę. A więc jednak sprawdzają się hollywoodzkie scenariusze. Schyliła się by mieć lepiej ją podnieść ale zrobiła to z trudem. Klapa wygląda na ciężką ale według niej nie tak ciężką, jaka była naprawdę. Otworzyła ją na oścież najciszej jak potrafiąc odkładając klapę na drugą stronę. Sięgnęła po latarkę,która stała koło płynu do szyb. Wepchnęła ją do środka włączając ją. Schyliła się by lepiej zobaczyć co jest w środku ale tego widoku każdy by się spodziewał znajdując klapę w podłodze. Schody. Wstała z zamiarem zejścia na dół kiedy usłyszała dźwięk odbezpieczającej broni tuż za jej głową. Nie odwróciła się,ponieważ poczuła ja przyciśniętą do skroni.
-No proszę, kogo ja tu mam.. - odezwał się gruby,niski głos wybuchając śmiechem.
-Mieszkasz gdzieś niedaleko szkoły?- odezwała się swoim aksamitnym głosem. Gdy była młodsza uwielbiała śpiewać i według jej nauczycieli muzyki, miała talent. Talent po swojej zmarłej już mamie.czasu Lubiły wieczorami usiąść na tarasie z gitarą i śpiewać stare piosenki,ale gdy jej zabrakło- przestała. Wszystko to kojarzyło jej sie z rodzicielką,a czas,w którym umarła była dla niej bardzo trudnym okresem.
- Dziesięć minut drogi autem. Można powiedzieć, że nie daleko.
- Mieszkasz sam czy z rodzicami? A może z dziewczyną bądź kolegami? No wiesz.. męski dom. Pełno lasek i te sprawy.- Chłopak zaśmiał się przepuszczając ją w drzwiach widny. Oparł się tyłem o wielkie lustro z dłońmi schowanymi w przednich kieszeniach.
- Czy jest jeszcze jakiś dwudziestolatek,który mieszka z rodzicami? Nie wydaje mi się. Wyprowadziłem się parę lat temu. Nie podobało mi sie to,że wiecznie mnie kontrolowali: " Jake dlaczego wracasz pijany z imprezy?" , " Jake posprzątałbyś w końcu pokój!", " Idz się ogól bo wyglądasz jak małpa "- przedrzeźniał ich. Nie wytrzymała i wybuchła śmiechem zakrywając dłońmi oczy. - Mam własny domek. Tam przynajmniej nikt sie nie czepia,że mam porozrzucane skarpetki czy bokserki. Ale spokojnie. Mam w zwyczaju sprzątanie domu gdy kogoś zapraszam. - Puścił jej oczko.Drzwi rozsunęły sie wypuszczając ich,a wpuszczając młodszych uczniów. Skręcili w lewo gdzie biegł długi korytarz pokryty licznymi fotografiami uczniów z różnych okazji.Szatyn stanął za nią przypatrując się jej przez chwile. Uważał,że była piękna. Inna od tych wszystkich snobek,które tu uczęszczały. Dla których liczyła się marka ubrania niż osoba.Ona była inna i podziwiał ją za to. Wiedział, że inni chłopacy chcą ją zaliczyć.Sam też tego chciał ale szanował ją. To było dla niego całkowicie odmienne doznanie. Nie przywykł do tego,że to on musiałby się starać o dziewczynę. Zawsze gdy przyjeżdżał do domu wieczorami, jakaś laska już tam leżała z rozłożonymi nogami.
- Nasza nauczycielka - zaczął - Pani Collins wpadła kiedyś na pomysł abyśmy udokumentowali każdą wycieczkę, akcje, dyskotekę. Uważa, ze fajną sprawą będzie przyjść za np.30 lat i po wspominać. To tutaj- dotknął zdjęcia,na której stała grupka osób licząca dziewięć osób na tle wieży Eiffela- to fotografia zrobiona podczas wymiany między szkolnej.Ogólnie fajna sprawa taka wymiana ale jedynym minusem chyba jest to, że trzeba mieć najlepsze stopnie.
- Nie lubisz się uczyć? Nie widzę, Cie na fotografii wiec zakładam,że nie brałeś w niej udziału.
- A kto lubi się uczyć ?- Odwrócił się do niej twarzą- Wolałabyś kuć do jedenastej w nocy zamiast iść na imprezę czy do kina z chłopakiem?
- Coś racji w tym masz ale chyba motywowało by mnie takie coś aby mieć wysoką średnią.
- Motywowało by mnie możliwość pojechania tam z Tobą. - Odwróciła twarz przyglądając się pozostałym fotografiom. Jeśli myśli, że jest na tyle głupia, ze słysząc taki tani tekst wyląduje z nim w łóżku, to się zdziwi.
- Pracujesz gdzieś?
- Dorabiam czasami ale nie muszę. Mam bogatych rodziców,którzy chętnie spełniają moje zachcianki.
- Czym dorabiasz? Jeśli oczywiście mogę wiedzieć. - dodała sztucznie nieśmiałym głosem.
- To w sumie nie jest interesujące - odpowiedział wymijająco. Nie drążyła tematu w obawie, że nabierze podejrzeń. Wziął ją pod rękę i poprowadził dalej.
*
Wychodząc z biblioteki, w której wypożyczyła resztę potrzebnych książek, skierowali się w stronę jej szafki. Opowiadali sobie różne,zabawne historie,które im się przytrafiły jak byli mali. Dziewczynę bolał już brzuch, a nawet uroniła kilka łez ze śmiechu. Karciła się za to w duchu. Wiedziała kim jest i co ona musi z tym zrobić a zamiast tego szła tu teraz z nim i się śmiała. Wmawiała sobie, że robi to tylko po to by zdobyć jego zaufanie, co bardzo poprawiało jej humor.
- Raz jechałem z kolegami pociągiem i nie zauważyliśmy naszej stacji. Pociąg zaczął ruszać a my pobiegliśmy do drzwi. Koledzy zdążyli wysiąść jak ludzie, a ja byłem zmuszony skakać. Nie powiem, że trochę sie cykałem, ze zahaczę nogą o tor i coś sobie zrobię a nie miałem zamiaru czekać do następnej stacji by potem biec z niej na ta właściwą. Zamknąłem oczy i skoczyłem. Niestety nie zauważyłem stopnia więc zahaczyłem o nią nogą, powodując,że wylądowałem praktycznie na twarzy. Więc można powiedzieć,że moje obawy się sprawdziły.Miło, ze się ze mnie śmiejesz podczas kiedy ja opowiadam Ci dramatyczną sytuację,w której zostałem ranny. - Zrobił urażoną minę, kiedy dziewczyna próbowała zakryć swoje usta by stłumić śmiech.
Podeszli do jej szafki, otworzyła ją a on podał jej książki, które niósł przez cała drogę. Spojrzał na zegarek i stwierdził,że nie ma szans by zdążyli jeszcze coś zobaczyć wiec poprosił ją by usiedli przez chwile na ławce obok. Kierując się na nią chłopak poczuł wibracje w prawej kieszonce spodni. Zdenerwowany,że ktoś przeszkadza mu w tej chwili włożył tam ręke wyciągając najnowszy model telefonu. Po przeczytaniu esemesa cały się spiął . Spojrzał na dziewczynę,która już mu się przypatrywała z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Stanęli w miejscu.
-Przepraszam Kath, ale chyba skończę dzisiaj zajęcia wcześniej. Zle się poczułem...- łgał.
- Może odwiozę Cię do domu? Nie było by przyjemnie gdybyś zemdlał podczas jazdy.- Udała zmartwioną. Chciała wiedzieć gdzie mieszka. Peter nie mógł znaleźć takich informacji w jego kartotece, a wydawało jej sie,że to może być pomocne.
- Nie, nie martw sie, dojadę. Dziękuje,że mogłem Cie oprowadzić -dotknął jej dłoni przybliżając ją do swoich ust po czym lekko ją musnął nie odrywając wzroku od jej oczu. - Mam nadzieje, że dokończymy ja jutro. Na razie.- odszedł szybkim krokiem w stronę auta.
Brunetka wybrała numer Caroline, która kręciła się autem nie daleko szkoły. Po kilku sygnałach czekania dziewczyna odebrała gotowa do działania.
-Jedz za nim.- usłyszała. Schowała telefon do tylnej kieszonki spodni i darując sobie ostatnie lekcje postanowiła sama się oprowadzić po szkole.
**
Wyszła kolejnymi schodami w górę i znów napotkała biegnący korytarz prowadzący do jednych drzwi.Podeszła do nich szybkim krokiem, pociągając za klamkę. Zamknięte. Wyciągnęła jedną wsuwkę,która podtrzymywała jej kapelusz. Włożyła główkę w otwór do klucza parę razy przekręcając dopóki drzwi nie ustąpiły. Obeszła chyba całą piwnice, przeszukała drzwi w drzwi ale żadne nie były zamknięte. Tu musi coś znaleźć.
Na ścianie na przeciwko stał regał ze środkami czystości. Niedaleko obok wiaderko z mopem i miotłą. Po prawej stronie od drzwi stało biurko. Podeszła do niego przeszukując szuflady.Puste. Przeczesała dłonią włosy rozglądając się za czymś co dałoby jej jakiś znak. Przecież kto zamyka drzwi na klucz pokój ze środkami czystości? Te snoby tutaj możliwe,że nawet nie wiedziały, że jest tu jakaś piwnica wiec nikt nie powinien się bać,że ukradną im płyny.Podeszła do ściany uciskając ją wewnętrzną stroną dłoni w różnych miejscach. Czy ona naprawdę myślała, że znajdzie tajemnicze miejsce? Zaśmiała się,że swojej głupoty. Chcąc wychodzić zauważyła pod regałem jakąś szmatę. Odepchnęła przeszkodę. To nie była szmata tylko stary mały dywanik. Pod regałem? Poderwała go od ziemi odsłaniając żelazną klapę. A więc jednak sprawdzają się hollywoodzkie scenariusze. Schyliła się by mieć lepiej ją podnieść ale zrobiła to z trudem. Klapa wygląda na ciężką ale według niej nie tak ciężką, jaka była naprawdę. Otworzyła ją na oścież najciszej jak potrafiąc odkładając klapę na drugą stronę. Sięgnęła po latarkę,która stała koło płynu do szyb. Wepchnęła ją do środka włączając ją. Schyliła się by lepiej zobaczyć co jest w środku ale tego widoku każdy by się spodziewał znajdując klapę w podłodze. Schody. Wstała z zamiarem zejścia na dół kiedy usłyszała dźwięk odbezpieczającej broni tuż za jej głową. Nie odwróciła się,ponieważ poczuła ja przyciśniętą do skroni.
-No proszę, kogo ja tu mam.. - odezwał się gruby,niski głos wybuchając śmiechem.
sobota, 17 maja 2014
Rozdział 2
Wychodząc od Peter'a uśmiechała się w duchu, ze udało się rozpracować kamery.Nie było najmniejszego problemu z odgadnięciem,który z tych wszystkich klientów to ten,którego szuka.Łysy, tatuaż w kształcie krzyża, szybkie auto.To musiał być on.Najzabawniejsze dla niej było to,że nie wiedziała kogo szuka.Nie chodziło o mężczyznę ze kamery, bo w tym czasie kolega go sprawdzał, ale o jego szefa.Nie miała pojęcia jak wygląda,jak się nazywa i najważniejsze-dlaczego to robi. Ciągle zastanawiała się o jakich porachunkach mówili Ci faceci w piwnicy.Może to rodzina jednego z wielu ludzi,których zabiła,i którzy teraz chcą się zemścić?
Zauważyła ładną,wysoką blondynkę o krótkich włosach,która właśnie do niej podchodziła.Była ubrana w obcisłe jeansy oraz bokserkę a do tego brązowe botki.Zupełne przeciwieństwo do czarnych skórzanych spodni,równie czarnej i obcisłej bluzki i ciemnych butów,które miała na sobie Katherine.Dziewczyna stanęła obok niej, przywitała się i dodała z lekkim uśmiechem:
- No więc od czego zaczynamy.- Znała się z Caroline od 6 lat, czyli od początku 'pracy'. Od zawsze ją lubiła chociaż czasami jej pesymizm doprowadzał ją do szału. Podała jej zdjęcie Jake'a.- Ładniusi. To jego szukamy?
-Nie musimy go szukać. Chodzę z nim do klasy.Ale nie,to nie jego szukamy. Jest po prostu jednym z jego ludzi. Ściga mnie. Jedyny plus to taki, że nie wie jak się nazywam i jak wyglądam.
-Chcesz go zwabić w jakieś ustronne miejsce, by go torturować aż zmięknie i wszystko wyśpiewa?
-Mam lepszy pomysł-uśmiechnęła się pod nosem prowadząc koleżankę do auta- Mam zamiar się do niego zbliżyć. Chce się dowiedzieć jak najwięcej nie robiąc mu przy tym krzywdy. Po prostu udam zagubioną uczennice,której ktoś musi pokazać szkołę.
-Ryzykowne.-mruknęła-Co jeśli go nie doceniamy? Jeśli zorientuje się w tym wszystkim i to on wykorzysta Ciebie a potem zabije?
- W takim razie będziemy wiedzieć, że to był zły plan.- zaśmiała sie bez humoru.
- Pomogę Ci-rzekła otwierając drzwi od strony pasażera-Ale pozwól, ze trochę zmienimy Twój styl. Śliczna buźka to nie wszystko. Musisz też seksownie wyglądać ..
**
Zanim wysiadła, poprawiła swoją krótką, czarną, rozkloszowaną spódniczkę oraz sweterek, pod którym widniała dżinsowa koszula.Swoje ocieplacze odkryła na tyle, żeby wystawały nad glanami. Nie spodziewała się,że Caroline pozwoli jej je ubrać. Sądziła, że da jej obcasy i bez słowa dyskusji będzie musiała w nich paradować ale dziewczyna uznała, że te buty dodadzą jej pazurka. W ten sposób wygląda jak seksowna ale i niewinna uczennica. Poprawiła jeszcze kapelusz by nie nachodził za bardzo na czoło ale też aby nie spadł po czym przerzuciła sobie torbę przez ramie i wyszła z auta.
Przechodząc obok auta, wokół którego stała grupka futbolistów zauważyła jak oblizują wargi i mierzą ją wzrokiem od stóp do głów. Uśmiechnęła się do nich przelotnie i szybko odeszła w stronę swojej szafki.Wpisując szyfr rozglądała się na boki w poszukiwaniu chłopaka. Udawała jeszcze przez jakieś 2 minuty,że czegoś w niej szuka ale nadal się nie zjawił. Skierowała się do klasy gdzie siedziały cztery dziewczyny poprawiające makijaż. Pierwsza, która ją zobaczyła posłała jej złe spojrzenie i szturchnęła drugą. Po chwili wszystkie na nią patrzyły i nie wyglądało, że chcą sie z nią zaprzyjaźnić.Przeszła obok nich do ostatniej ławki mając nadzieje,że będzie wolna.Wyciągając potrzebne książki zauważyła ładną blondynkę o długich nogach,która stanęła przed jej ławką.Skrzyżowała ręce na piersiach i uśmiechnęła się kwaśno:
-Jeśli sądzisz, ze ubierając się jak ladacznica jakiś chłopak na Ciebie spojrzy, to grubo się mylisz.
- Jeju, a myślałam, że będę miała najlepiej widoczne nogi ale widać, przebiłaś mnie- zrobiła smutną minę patrząc na jej bardzo krótką sukienkę, która prawie odsłaniała jej pośladki.Blondynka otwierała już usta by się odgryźć ale do sali weszli inni uczniowie z nauczycielem,a po chwili rozbrzmiał dzwonek. Spojrzała na grupkę chłopaków koło ławek i zauważyła tego którego szukała. Został obwieszony przez 'klasowe piękności'. Trudno było z jego miny odgadnąć czy mu się to podobało, czy marzył by być dla nich niewidzialnym.Uśmiechnęła się na tą myśl. On też ją zauważył. Uśmiechnął się do niej łobuzersko, opędził się od dziewczyn i podszedł do niej.
- Można? - zapytał, nie czekając na odpowiedz usiadł obok niej i odwrócił się do niej przodem.
- Jestem Jake.- wystawił w jej stronę dłoń,która uścisnęła- Nie zauważyłem Cię tu wcześniej. Pierwszy dzień?
- Katherine. Można tak powiedzieć. Zapisana jestem od wczoraj i byłam już na dwóch lekcjach, ale uznajmy, ze to mój pierwszy dzień.- Zaśmiał się.
- Skąd jesteś?
- Aktualnie stąd.
- A wcześniej? Gdzie chodziłaś do szkoły, gdzie mieszkałaś?
- Ostatnie parę lat mieszkałam w Londynie, często się przenoszę.
- To znaczy, ze niedługo nas opuścisz?
- Tego jeszcze nie wiem- uśmiechnęła się.
-Czy ja Wam nie przeszkadzam ?! - Odwrócili się w stronę nauczyciela, który przerwał robienie notatek i wpatrywał się w nich z surową miną.
- Przepraszam, chciałem przywitać nową uczennice. Chyba powinienem zrobić to na przerwie.. - rzekł szatyn przesłodkim głosem. Nauczyciel skarcił go,że na lekcji powinien się uczyć zamiast zapoznawać się z dziewczynami ale po chwili wrócił do swojego poprzedniego zajęcia. Kath postanowiła wykorzystać okazje:
- Chciałbyś oprowadzić mnie po szkole?Nie bardzo wiem co gdzie się znajduje a trochę trudno jest mi kierować się przez cały czas mapką.
- Z przyjemnością. Spotkajmy się na długiej przerwie pod fontanną, dobrze? - uśmiechnął się do niej szeroko.
- Idealnie.- Odwróciła się w stronę tablicy z tajemniczym uśmiechem na ustach.
Zauważyła ładną,wysoką blondynkę o krótkich włosach,która właśnie do niej podchodziła.Była ubrana w obcisłe jeansy oraz bokserkę a do tego brązowe botki.Zupełne przeciwieństwo do czarnych skórzanych spodni,równie czarnej i obcisłej bluzki i ciemnych butów,które miała na sobie Katherine.Dziewczyna stanęła obok niej, przywitała się i dodała z lekkim uśmiechem:
- No więc od czego zaczynamy.- Znała się z Caroline od 6 lat, czyli od początku 'pracy'. Od zawsze ją lubiła chociaż czasami jej pesymizm doprowadzał ją do szału. Podała jej zdjęcie Jake'a.- Ładniusi. To jego szukamy?
-Nie musimy go szukać. Chodzę z nim do klasy.Ale nie,to nie jego szukamy. Jest po prostu jednym z jego ludzi. Ściga mnie. Jedyny plus to taki, że nie wie jak się nazywam i jak wyglądam.
-Chcesz go zwabić w jakieś ustronne miejsce, by go torturować aż zmięknie i wszystko wyśpiewa?
-Mam lepszy pomysł-uśmiechnęła się pod nosem prowadząc koleżankę do auta- Mam zamiar się do niego zbliżyć. Chce się dowiedzieć jak najwięcej nie robiąc mu przy tym krzywdy. Po prostu udam zagubioną uczennice,której ktoś musi pokazać szkołę.
-Ryzykowne.-mruknęła-Co jeśli go nie doceniamy? Jeśli zorientuje się w tym wszystkim i to on wykorzysta Ciebie a potem zabije?
- W takim razie będziemy wiedzieć, że to był zły plan.- zaśmiała sie bez humoru.
- Pomogę Ci-rzekła otwierając drzwi od strony pasażera-Ale pozwól, ze trochę zmienimy Twój styl. Śliczna buźka to nie wszystko. Musisz też seksownie wyglądać ..
**
Zanim wysiadła, poprawiła swoją krótką, czarną, rozkloszowaną spódniczkę oraz sweterek, pod którym widniała dżinsowa koszula.Swoje ocieplacze odkryła na tyle, żeby wystawały nad glanami. Nie spodziewała się,że Caroline pozwoli jej je ubrać. Sądziła, że da jej obcasy i bez słowa dyskusji będzie musiała w nich paradować ale dziewczyna uznała, że te buty dodadzą jej pazurka. W ten sposób wygląda jak seksowna ale i niewinna uczennica. Poprawiła jeszcze kapelusz by nie nachodził za bardzo na czoło ale też aby nie spadł po czym przerzuciła sobie torbę przez ramie i wyszła z auta.
Przechodząc obok auta, wokół którego stała grupka futbolistów zauważyła jak oblizują wargi i mierzą ją wzrokiem od stóp do głów. Uśmiechnęła się do nich przelotnie i szybko odeszła w stronę swojej szafki.Wpisując szyfr rozglądała się na boki w poszukiwaniu chłopaka. Udawała jeszcze przez jakieś 2 minuty,że czegoś w niej szuka ale nadal się nie zjawił. Skierowała się do klasy gdzie siedziały cztery dziewczyny poprawiające makijaż. Pierwsza, która ją zobaczyła posłała jej złe spojrzenie i szturchnęła drugą. Po chwili wszystkie na nią patrzyły i nie wyglądało, że chcą sie z nią zaprzyjaźnić.Przeszła obok nich do ostatniej ławki mając nadzieje,że będzie wolna.Wyciągając potrzebne książki zauważyła ładną blondynkę o długich nogach,która stanęła przed jej ławką.Skrzyżowała ręce na piersiach i uśmiechnęła się kwaśno:
-Jeśli sądzisz, ze ubierając się jak ladacznica jakiś chłopak na Ciebie spojrzy, to grubo się mylisz.
- Jeju, a myślałam, że będę miała najlepiej widoczne nogi ale widać, przebiłaś mnie- zrobiła smutną minę patrząc na jej bardzo krótką sukienkę, która prawie odsłaniała jej pośladki.Blondynka otwierała już usta by się odgryźć ale do sali weszli inni uczniowie z nauczycielem,a po chwili rozbrzmiał dzwonek. Spojrzała na grupkę chłopaków koło ławek i zauważyła tego którego szukała. Został obwieszony przez 'klasowe piękności'. Trudno było z jego miny odgadnąć czy mu się to podobało, czy marzył by być dla nich niewidzialnym.Uśmiechnęła się na tą myśl. On też ją zauważył. Uśmiechnął się do niej łobuzersko, opędził się od dziewczyn i podszedł do niej.
- Można? - zapytał, nie czekając na odpowiedz usiadł obok niej i odwrócił się do niej przodem.
- Jestem Jake.- wystawił w jej stronę dłoń,która uścisnęła- Nie zauważyłem Cię tu wcześniej. Pierwszy dzień?
- Katherine. Można tak powiedzieć. Zapisana jestem od wczoraj i byłam już na dwóch lekcjach, ale uznajmy, ze to mój pierwszy dzień.- Zaśmiał się.
- Skąd jesteś?
- Aktualnie stąd.
- A wcześniej? Gdzie chodziłaś do szkoły, gdzie mieszkałaś?
- Ostatnie parę lat mieszkałam w Londynie, często się przenoszę.
- To znaczy, ze niedługo nas opuścisz?
- Tego jeszcze nie wiem- uśmiechnęła się.
-Czy ja Wam nie przeszkadzam ?! - Odwrócili się w stronę nauczyciela, który przerwał robienie notatek i wpatrywał się w nich z surową miną.
- Przepraszam, chciałem przywitać nową uczennice. Chyba powinienem zrobić to na przerwie.. - rzekł szatyn przesłodkim głosem. Nauczyciel skarcił go,że na lekcji powinien się uczyć zamiast zapoznawać się z dziewczynami ale po chwili wrócił do swojego poprzedniego zajęcia. Kath postanowiła wykorzystać okazje:
- Chciałbyś oprowadzić mnie po szkole?Nie bardzo wiem co gdzie się znajduje a trochę trudno jest mi kierować się przez cały czas mapką.
- Z przyjemnością. Spotkajmy się na długiej przerwie pod fontanną, dobrze? - uśmiechnął się do niej szeroko.
- Idealnie.- Odwróciła się w stronę tablicy z tajemniczym uśmiechem na ustach.
Rozdział 1
Idąc długim korytarzem,wpatrywała się w punkt przed siebie. Czuła na sobie wzrok innych uczniów. Nowa uczennica. Obiekt zainteresowania.Musiała znaleźć informacje na temat osób wspólnych z jej zaginięciem.Musiała sie zachowywać jak normalna dziewczyna.
Weszła do sekretariatu szukając wzrokiem nie jaką Panią Marks. Zauważyła ją. Siedziała spokojnie wpatrując się w nią swoimi zielonymi oczami. Podeszła do niej z dumnie podniesionym podbródkiem.
- Nie sądziłam, że naprawdę to zrobisz. Zamierzasz grać idealną uczennice? - odezwała się starsza kobieta unosząc jedną brew.
-To nie Twoja sprawa co tutaj zamierzam robić. Masz mi tylko pomóc tu się dostać. Takie masz zadanie. A teraz rób co do Ciebie należy. - kobieta podała jej rozkład zajęć na dzień dzisiejszy oraz plik o informacjach według niej podejrzanych osób. Jeszcze jedno spojrzenie na kobietę i już jej nie było.Znów szła korytarzem szukając na rozkładzie jaką ma obecnie lekcje. Znalazła. Matematyka. Kierując się do klasy zahaczyła o szafkę gdzie zostawiła zbędne książki oraz broń. Usłyszała głośny, drażniący uszy dzwonek na lekcje. Spojrzała na mapkę szkoły. Z grymasem na twarzy stwierdziła, że jest na drugim końcu budynku.Przyśpieszając kroku skierowała się do sali. Po paru minutach zapukała do drzwi po czym energicznym ruchem otworzyła je i weszła.
Uczniowie, którzy robili notatki w tej chwili byli wpatrzeni w nieznajomą stojącą w drzwiach. Chłopaki, którzy cieszyli sie powodzeniem u dziewczyn już po cichu robili zakład kto ją zaliczy. Dziewczyny patrzyły na nią z nienawiścią w oczach. Przejechała po nich wzrokiem z łobuzerskim uśmiechem. Pewnym krokiem podeszła do biurka nauczyciela rzucając kartkę z danymi i podpisem, ze od dziś będzie uczęszczać do tej klasy. Nauczyciel spojrzał przelotnie na kartkę, spodziewał się nowej uczennicy:
- Przywitajcie Waszą nową koleżankę. Katherine Night. Proszę usiądź z Alicją i zacznij robić notatki - rzekł po czym odwrócił się do tablicy zaczynając rozwiązywać kolejne działania. Podeszła do ławki, w której siedziała piegowata dziewczyna o krótkich blond włosach. Uśmiechnęła sie do niej nieśmiało jednak nie doczekała się tego samego. Przesunęła się robiąc miejsce nowej koleżance po czym wróciła do poprzedniego zajęcia.
Kończąc notatki skorzystała z chwili nieuwagi Alicji i zaczęła przeglądać folder ze zdjęciami. Przeszukiwała osób podobnych do tych na zdjęciach. Nic. Zrezygnowana opadła na krzesło przeczesując dłonią włosy opadające na jej plecy. W tej chwili do klasy wszedł spóźniony uczeń. Jake Miller. Bingo.
**
Zeszła za nim ciemnym korytarzem, o którym na mapce szkoły w ogóle nie pisze. Wzdrygnęła się gdy niedaleko przed nią przebiegł szczur. Rozglądając się na boki szukała wzrokiem wysokiego blondyna. Skręciła w prawo, stanęła przed drzwiami z napisem " Piwnica". Przysunęła się bliżej chcąc wychwycić jakiś ruch.Tak, ktoś tam zdecydowanie był.Schyliła się i zerkając przez dziurkę od klucza zobaczyła go z jakąś dziewczyną w dość dwuznacznej sytuacji. No cóż, nie tego się spodziewała. Sama do końca nie wiedziała co może się tu spodziewać ale przez jej umyśl taka scena nie przeszła.
Usłyszała kroki na schodach. Schowała się za szafkę niedaleko drzwi w nadziei, że nikt nie będzie się rozglądał. Po głosach rozpoznała, że to na pewno mężczyźni. Po chwili zza roku wyłonili się z surowymi wyrazami twarzy i tatuażami na przedramieniu w kształcie krzyża. Podeszli do drzwi,w których nastolatkowie się zabawiali i energicznym ruchem wyciągnęli ich oboje. Ten co miał dziewczynę pchnął ją na schody i kazał wyjść. Ten drugi złapał Jake i rzucając nim o ścianę ryknął :
- Miałeś się zając robotą a nie się zabawiać!
- Można łączyć jedno z drugim. To, że Ty żadnej nie pociągasz nie znaczy, że ja mam nie korzystać- Jake nie wyglądał na wystraszonego. Wręcz przeciwnie, był spokojny, można by powiedzieć że nawet znudzony. Odepchnął go od siebie i schował kieszenie w spodnie. Tym razem drugi zabrał głos:
- To nie przelewki. Złapała Nathana. Depcze nam po piętach. Musimy sie dowiedzieć kim ona jest i ją zabić zanim nas znajdzie.
- To zwykła gówniara nie rozumiem dlaczego robimy z tego taką aferę.Nas jest parunastu a ona jedna.
- Tego nie wiemy. Ta gówniara paraduje z bronią przy sobie i nie zawaha się nas pozabijać jeśli nie oddamy jej dziewczyny. Nie zamierzam umierać za ich porachunki. Dowiedz się kim ona jest i zabij ją zanim my zabijemy Ciebie. - Pierwszy pchnął go ostatni raz na drzwi po czym zniknęli z oczu. Chłopak przez chwile jeszcze tkwił w tej samej pozycji po czym cały się spiął uderzając pięścią w drzwi.
**
Jechała ulicami Los Angeles swoim ferrari z zawrotną prędkością. Zostały dwie ulice. Modliła się w duchu by coś znaleźć. Coś co jej podpowie gdzie ona jest. Jedna ulica. Skręciła w lewo. Zaparkowała przed czerwonym budynkiem. Odtworzyła drzwi, wyszła po czym zamknęła auto i ruszyła z bronią w ręku. Mogła się spodziewać że wybiorą odludzie. Nie chcieli by najazdu policji gdyby ktoś usłyszał strzały.
Wyjęła sprzęt z kieszeni i zajęła się kłódką. Raz dwa i kłódka leżała obok na ziemi. Weszła. Niedaleko pod oknem stał stół a wokół pare krzeseł. Przechadzając się po budynku zauważyła ślady opon na betonie, drobinki narkotyku oraz zaschniętą krew. Weszła przez drzwi do ponurego pomieszczeni, bardziej skojarzyło się to jej z celą już z pokojem. Miała przed sobą prycz oraz toaletę, nad nią wisiała kamerę. Wycelowała i strzeliła. Tak na wszelki wypadek gdyby była włączona. schyliła się widząc papierki niedaleko posłania. Był to podarty rachunek za paliwo z przed trzech dni. Schowała go do kieszeni po czym wyszła z budynku znów kierując się do auta. Siedząc, wybrała numer telefonu Petera.
-Cześć Kath. Masz coś? - spytał trochę zaspanym głosem.
- Byłam w tym budynku, znalazłam rachunek za paliwo z przed 3 dni. Sądzisz że udałoby sie włamać do monitoringu?
- Możemy spróbować.W razie czego zagrasz policjantkę, która poszukuje materiału do śledztwa. Nie wiele będzie kłamstwem.- zaśmiał się
- Zrób dla mnie coś jeszcze. Sprawdź mi kogoś. Jake Miller.- streściła mu incydent w piwnicy.
- Kath, uważaj na siebie.Wiem, że chcesz ją odnalezc ale nie pomożesz jej będąc martwą.
- Nic mi nie będzie. Nie pierwszy raz ktoś mnie ściga - tym razem to ona sie zaśmiała opierając głowę o siedzenie - Usunę się gdy tylko rozwiąże tą sprawę.
- Odchodzisz?
- Nie wiem - westchnęła- Jeśli znajdę ją żywą, będę chciała się nią opiekować. Nie chce jej więcej narażać. Może tylko przeniosę się w inne miejsce i zajmę sie łatwiejszą robotą. Nie wiem jeszcze.
- Dobrze. Pamiętaj, ze możesz na mnie liczyć. Póki co to przyjeżdżaj tutaj i spróbujemy się podłączyć do kamer.
- Do zobaczenia. - rzuciła rozłączając się.Jutro koniecznie będzie musiała zając się Jakiem. Lepiej będzie jak go zlikwiduje zanim odkryje kim jest.
Weszła do sekretariatu szukając wzrokiem nie jaką Panią Marks. Zauważyła ją. Siedziała spokojnie wpatrując się w nią swoimi zielonymi oczami. Podeszła do niej z dumnie podniesionym podbródkiem.
- Nie sądziłam, że naprawdę to zrobisz. Zamierzasz grać idealną uczennice? - odezwała się starsza kobieta unosząc jedną brew.
-To nie Twoja sprawa co tutaj zamierzam robić. Masz mi tylko pomóc tu się dostać. Takie masz zadanie. A teraz rób co do Ciebie należy. - kobieta podała jej rozkład zajęć na dzień dzisiejszy oraz plik o informacjach według niej podejrzanych osób. Jeszcze jedno spojrzenie na kobietę i już jej nie było.Znów szła korytarzem szukając na rozkładzie jaką ma obecnie lekcje. Znalazła. Matematyka. Kierując się do klasy zahaczyła o szafkę gdzie zostawiła zbędne książki oraz broń. Usłyszała głośny, drażniący uszy dzwonek na lekcje. Spojrzała na mapkę szkoły. Z grymasem na twarzy stwierdziła, że jest na drugim końcu budynku.Przyśpieszając kroku skierowała się do sali. Po paru minutach zapukała do drzwi po czym energicznym ruchem otworzyła je i weszła.
Uczniowie, którzy robili notatki w tej chwili byli wpatrzeni w nieznajomą stojącą w drzwiach. Chłopaki, którzy cieszyli sie powodzeniem u dziewczyn już po cichu robili zakład kto ją zaliczy. Dziewczyny patrzyły na nią z nienawiścią w oczach. Przejechała po nich wzrokiem z łobuzerskim uśmiechem. Pewnym krokiem podeszła do biurka nauczyciela rzucając kartkę z danymi i podpisem, ze od dziś będzie uczęszczać do tej klasy. Nauczyciel spojrzał przelotnie na kartkę, spodziewał się nowej uczennicy:
- Przywitajcie Waszą nową koleżankę. Katherine Night. Proszę usiądź z Alicją i zacznij robić notatki - rzekł po czym odwrócił się do tablicy zaczynając rozwiązywać kolejne działania. Podeszła do ławki, w której siedziała piegowata dziewczyna o krótkich blond włosach. Uśmiechnęła sie do niej nieśmiało jednak nie doczekała się tego samego. Przesunęła się robiąc miejsce nowej koleżance po czym wróciła do poprzedniego zajęcia.
Kończąc notatki skorzystała z chwili nieuwagi Alicji i zaczęła przeglądać folder ze zdjęciami. Przeszukiwała osób podobnych do tych na zdjęciach. Nic. Zrezygnowana opadła na krzesło przeczesując dłonią włosy opadające na jej plecy. W tej chwili do klasy wszedł spóźniony uczeń. Jake Miller. Bingo.
**
Zeszła za nim ciemnym korytarzem, o którym na mapce szkoły w ogóle nie pisze. Wzdrygnęła się gdy niedaleko przed nią przebiegł szczur. Rozglądając się na boki szukała wzrokiem wysokiego blondyna. Skręciła w prawo, stanęła przed drzwiami z napisem " Piwnica". Przysunęła się bliżej chcąc wychwycić jakiś ruch.Tak, ktoś tam zdecydowanie był.Schyliła się i zerkając przez dziurkę od klucza zobaczyła go z jakąś dziewczyną w dość dwuznacznej sytuacji. No cóż, nie tego się spodziewała. Sama do końca nie wiedziała co może się tu spodziewać ale przez jej umyśl taka scena nie przeszła.
Usłyszała kroki na schodach. Schowała się za szafkę niedaleko drzwi w nadziei, że nikt nie będzie się rozglądał. Po głosach rozpoznała, że to na pewno mężczyźni. Po chwili zza roku wyłonili się z surowymi wyrazami twarzy i tatuażami na przedramieniu w kształcie krzyża. Podeszli do drzwi,w których nastolatkowie się zabawiali i energicznym ruchem wyciągnęli ich oboje. Ten co miał dziewczynę pchnął ją na schody i kazał wyjść. Ten drugi złapał Jake i rzucając nim o ścianę ryknął :
- Miałeś się zając robotą a nie się zabawiać!
- Można łączyć jedno z drugim. To, że Ty żadnej nie pociągasz nie znaczy, że ja mam nie korzystać- Jake nie wyglądał na wystraszonego. Wręcz przeciwnie, był spokojny, można by powiedzieć że nawet znudzony. Odepchnął go od siebie i schował kieszenie w spodnie. Tym razem drugi zabrał głos:
- To nie przelewki. Złapała Nathana. Depcze nam po piętach. Musimy sie dowiedzieć kim ona jest i ją zabić zanim nas znajdzie.
- To zwykła gówniara nie rozumiem dlaczego robimy z tego taką aferę.Nas jest parunastu a ona jedna.
- Tego nie wiemy. Ta gówniara paraduje z bronią przy sobie i nie zawaha się nas pozabijać jeśli nie oddamy jej dziewczyny. Nie zamierzam umierać za ich porachunki. Dowiedz się kim ona jest i zabij ją zanim my zabijemy Ciebie. - Pierwszy pchnął go ostatni raz na drzwi po czym zniknęli z oczu. Chłopak przez chwile jeszcze tkwił w tej samej pozycji po czym cały się spiął uderzając pięścią w drzwi.
**
Jechała ulicami Los Angeles swoim ferrari z zawrotną prędkością. Zostały dwie ulice. Modliła się w duchu by coś znaleźć. Coś co jej podpowie gdzie ona jest. Jedna ulica. Skręciła w lewo. Zaparkowała przed czerwonym budynkiem. Odtworzyła drzwi, wyszła po czym zamknęła auto i ruszyła z bronią w ręku. Mogła się spodziewać że wybiorą odludzie. Nie chcieli by najazdu policji gdyby ktoś usłyszał strzały.
Wyjęła sprzęt z kieszeni i zajęła się kłódką. Raz dwa i kłódka leżała obok na ziemi. Weszła. Niedaleko pod oknem stał stół a wokół pare krzeseł. Przechadzając się po budynku zauważyła ślady opon na betonie, drobinki narkotyku oraz zaschniętą krew. Weszła przez drzwi do ponurego pomieszczeni, bardziej skojarzyło się to jej z celą już z pokojem. Miała przed sobą prycz oraz toaletę, nad nią wisiała kamerę. Wycelowała i strzeliła. Tak na wszelki wypadek gdyby była włączona. schyliła się widząc papierki niedaleko posłania. Był to podarty rachunek za paliwo z przed trzech dni. Schowała go do kieszeni po czym wyszła z budynku znów kierując się do auta. Siedząc, wybrała numer telefonu Petera.
-Cześć Kath. Masz coś? - spytał trochę zaspanym głosem.
- Byłam w tym budynku, znalazłam rachunek za paliwo z przed 3 dni. Sądzisz że udałoby sie włamać do monitoringu?
- Możemy spróbować.W razie czego zagrasz policjantkę, która poszukuje materiału do śledztwa. Nie wiele będzie kłamstwem.- zaśmiał się
- Zrób dla mnie coś jeszcze. Sprawdź mi kogoś. Jake Miller.- streściła mu incydent w piwnicy.
- Kath, uważaj na siebie.Wiem, że chcesz ją odnalezc ale nie pomożesz jej będąc martwą.
- Nic mi nie będzie. Nie pierwszy raz ktoś mnie ściga - tym razem to ona sie zaśmiała opierając głowę o siedzenie - Usunę się gdy tylko rozwiąże tą sprawę.
- Odchodzisz?
- Nie wiem - westchnęła- Jeśli znajdę ją żywą, będę chciała się nią opiekować. Nie chce jej więcej narażać. Może tylko przeniosę się w inne miejsce i zajmę sie łatwiejszą robotą. Nie wiem jeszcze.
- Dobrze. Pamiętaj, ze możesz na mnie liczyć. Póki co to przyjeżdżaj tutaj i spróbujemy się podłączyć do kamer.
- Do zobaczenia. - rzuciła rozłączając się.Jutro koniecznie będzie musiała zając się Jakiem. Lepiej będzie jak go zlikwiduje zanim odkryje kim jest.
piątek, 16 maja 2014
Prolog
Czuła, ze to koniec. Wiedziała,że to ryzykowne. Chciała udowodnić, że da sobie rade, że potrafi.
Patrząc w pistolet skierowany między jej oczy nagle nabrała niepewności co do swoich przekonań.Może się przeliczyła? Może warto było posłuchać Peter'a? Nie. Tego była pewna. Jest świetna w tym co robi. Od małego była uczona walki, sztuki przetrwania. Nie zginie od strzału z pistoletu. Nie teraz. Nie dzisiaj.
Uśmiechnęła sie szeroko, odwróciwszy się do przeciwka plecami, złapała jego rękę po czym wykręciła ją aż broń upadła. Łokciem drugiej ręki uderzyła go w klatkę piersiową dzięki czemu dostała parę sekund przewagi. Szybkie przykucnięcie i podcięcie mu nóg dało jej czas na złapanie broni i tym razem to ona celowała w niego.
Był zaskoczony, wystraszony ale też pełen podziwu.Taka młoda i drobna dziewczyna wyłożyła 35-letniego byłego policjanta. Tak, był zachwycony i oczarowany jej urodą. Jej długie, ciemne włosy w tej chwili były rozwiewane przez wiatr. Pełne,różowe usta rozciągnięte w lekkim uśmiechu,a piękne czarne oczy szeroko otwarte. Jego rozmyślenia w tej niekorzystnej dla niego sytuacji przerwał dźwięk odbezpieczanej broni.
-Wiem, że ją przetrzymujecie. Chce wiedzieć gdzie.- odezwała się głosem ostrym jak brzytwa. Wiedział o kogo chodzi ale nie śmiałby pisnąć słówkiem. Nie chciał mu się narażać. Wolał by zabiła go śliczna dziewczynka niż jego szef.
- Nigdy się nie dowiesz gdzie jest. Odpuść sobie. Dobrze wiesz, ze równie dobrze może być już martwa, a ty tracisz tylko swój czas.
- Choćby nawet- przykucnęła obok niego z jedną nogą na jego piersi- chce mieć jej ciało. Gadaj gdzie jest albo trochę sie tu pomęczysz. Rozejrzyj się na boki. Nikogo tu nie ma. Istne pustkowie. Nikt Cię nie usłyszy.- w odpowiedzi usłyszała tylko basowy śmiech mężczyzny. Skierowała broń na jego ramie. Huk. Jęk. Mężczyzna złapał sie na krwawiące ramie patrząc na nią oczami pełnymi nienawiści.
- Ty suko! Zabije Cię!
- Trudno będzie Ci to zrobić jedną ręką- znów wycelowana ale tym razem w jego ręke. Strzeliła. Krew spływała od leżącego ciała.
- Więc jak? - zapytała- Współpracujesz czy chcesz mieć dziurę np. w kolanie?- wycelowała.
- Dobra, powiem tyle co wiem- pisnął przerażony zwijając sie z bólu.- Wiem o kogo Ci chodzi. Jesteście bardzo do siebie podobne.
- Do rzeczy.
- Nie wiem gdzie są teraz. Często się przenosimy. Zanim wyruszyłem za Tobą zatrzymaliśmy się w dużym czerwonym budynku na Bunker Hill.
- Świetnie. Jeśli przeżyjesz,a dojdziesz do niej, powiedz jej że przyjdę po nią..
- O ile żyje, albo o ile Ty przeżyjesz -przerwał jej.
- A swojemu panu przekaż, że niedługo się zobaczymy - Uśmiechając kopnęła go w brzuch po czym podeszła do Ferrari zaparkowane niedaleko i ruszyła z piskiem opon.
Nareszcie miała jakiś trop. Znajdzie ją. Zabije tego sukinsyna,który ją zabrał. I zemści się za zabicie Chrisa.
Patrząc w pistolet skierowany między jej oczy nagle nabrała niepewności co do swoich przekonań.Może się przeliczyła? Może warto było posłuchać Peter'a? Nie. Tego była pewna. Jest świetna w tym co robi. Od małego była uczona walki, sztuki przetrwania. Nie zginie od strzału z pistoletu. Nie teraz. Nie dzisiaj.
Uśmiechnęła sie szeroko, odwróciwszy się do przeciwka plecami, złapała jego rękę po czym wykręciła ją aż broń upadła. Łokciem drugiej ręki uderzyła go w klatkę piersiową dzięki czemu dostała parę sekund przewagi. Szybkie przykucnięcie i podcięcie mu nóg dało jej czas na złapanie broni i tym razem to ona celowała w niego.
Był zaskoczony, wystraszony ale też pełen podziwu.Taka młoda i drobna dziewczyna wyłożyła 35-letniego byłego policjanta. Tak, był zachwycony i oczarowany jej urodą. Jej długie, ciemne włosy w tej chwili były rozwiewane przez wiatr. Pełne,różowe usta rozciągnięte w lekkim uśmiechu,a piękne czarne oczy szeroko otwarte. Jego rozmyślenia w tej niekorzystnej dla niego sytuacji przerwał dźwięk odbezpieczanej broni.
-Wiem, że ją przetrzymujecie. Chce wiedzieć gdzie.- odezwała się głosem ostrym jak brzytwa. Wiedział o kogo chodzi ale nie śmiałby pisnąć słówkiem. Nie chciał mu się narażać. Wolał by zabiła go śliczna dziewczynka niż jego szef.
- Nigdy się nie dowiesz gdzie jest. Odpuść sobie. Dobrze wiesz, ze równie dobrze może być już martwa, a ty tracisz tylko swój czas.
- Choćby nawet- przykucnęła obok niego z jedną nogą na jego piersi- chce mieć jej ciało. Gadaj gdzie jest albo trochę sie tu pomęczysz. Rozejrzyj się na boki. Nikogo tu nie ma. Istne pustkowie. Nikt Cię nie usłyszy.- w odpowiedzi usłyszała tylko basowy śmiech mężczyzny. Skierowała broń na jego ramie. Huk. Jęk. Mężczyzna złapał sie na krwawiące ramie patrząc na nią oczami pełnymi nienawiści.
- Ty suko! Zabije Cię!
- Trudno będzie Ci to zrobić jedną ręką- znów wycelowana ale tym razem w jego ręke. Strzeliła. Krew spływała od leżącego ciała.
- Więc jak? - zapytała- Współpracujesz czy chcesz mieć dziurę np. w kolanie?- wycelowała.
- Dobra, powiem tyle co wiem- pisnął przerażony zwijając sie z bólu.- Wiem o kogo Ci chodzi. Jesteście bardzo do siebie podobne.
- Do rzeczy.
- Nie wiem gdzie są teraz. Często się przenosimy. Zanim wyruszyłem za Tobą zatrzymaliśmy się w dużym czerwonym budynku na Bunker Hill.
- Świetnie. Jeśli przeżyjesz,a dojdziesz do niej, powiedz jej że przyjdę po nią..
- O ile żyje, albo o ile Ty przeżyjesz -przerwał jej.
- A swojemu panu przekaż, że niedługo się zobaczymy - Uśmiechając kopnęła go w brzuch po czym podeszła do Ferrari zaparkowane niedaleko i ruszyła z piskiem opon.
Nareszcie miała jakiś trop. Znajdzie ją. Zabije tego sukinsyna,który ją zabrał. I zemści się za zabicie Chrisa.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)