poniedziałek, 24 listopada 2014

Rozdział 8 cz 2

Zajechali do domu po piętnastu minutach, w którym jeszcze w ciągu godziny był Jake. Piękne kwiaty, które rosły przed domem nadawały blasku na pierwszy rzut okna, jednak z tyłu domu, chociaż było wszystko ładnie urządzone, Katherine nie lubiła tam przesiadywać. Dwa stare pnie wiły się ponad domek rzucając cień za jego otoczenie. Podczas lata, kiedy temperatura sięgała 35 stopni, był to raj, zwłaszcza,że stał tam stół z krzesłami.
Była ciekawa czy jego właściciele darzą sympatią to miejsce czy ich myśli współgrają z niej.
Jake gestem ręki pokazał aby szła przed nim jednak ona zrównała się z nim i dotykając się z nim ramieniem, doszli pod drzwi. Sięgnął pod donice z kwiatkiem obok wyciągając mały kluczyk. Włożył go w jego miejsce wpuszczając ich do domu.
Miał na ustach lekki uśmiech co nie umknęło uwadze dziewczynie. Badawczo mu się przyglądała z ulgą. Cieszyła się,że jest w dobrym humorze.
Przekraczając próg zobczyła wielki napis na duzej bloku,przypiętego albo przyklejonego do deski blisko sufitu.
Nadal pudło. Gdzie Twój refleks dziewczyno?
Zachichotała dość głośno. Szatyn stanął obok też na niego zerkając z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Miała nadzieje, że daje sobie w twarz za to,że w nią zwątpił.
  - Mój refleks ma się dobrze, dziękuje,że pytasz. - Odparła. Mruknął coś niezrozumiałego i podszedł do okna. Chodził wzdłuż niego z rękami w kieszeni.
Ostrożnie stawiając nogi, tak jakby podłoga miała zaraz się zawalić, poszła w jego stronę. Kilka kroków i była obok przed nim, gdy wciąż chodził. Odetchnął głęboko i oparł się o okno, po chwili ona zrobiła to samo. Przylgnęła głową do zimnej ściany zerkając na chłopaka. On też na nią patrzył z lekkim uśmiechem, który raz pojawiał się na jego twarzy, a raz znikał.
  - Nie sądziłem, że będziesz próbowała się ze mną spotkać. Bardziej prawdopodobne by było, że to ja znów bym u Ciebie zawitał. - kręcił głową.
  -W normalnych okolicznościach by tak pewnie było. - odezwała się po chwili.
Chłopak uniósł brwi.
  - A te jakie są okoliczności?
  - Niecodziennie. - Przyznała.- I całkiem dla mnie obce.
Zamyśliła się, spoglądając na swoje buty, a zaraz znów w jego oczy, po czym dodała:
  - Ale w pewni satysfakcjonujące.
Uśmiechnął się do niej szeroko, ku jej zdumieniu przysunął się trochę w jej stronę. Oparła sie wygodniej o ścianę.
Założył ręce na pierś, stukając nogą o podłogę.
Jasna ściana, która była za nim idealnie kontrastowała z jego osobą. Automatycznie wyglądał na jeszcze ciemniejszego niż był w rzeczywistości. Ciemny, kilkudniowy zarost dodawał mu męskości a tym samym kusił ją aby go dotknęła.
Nim zdążyła pomyśleć co robi, stała przed na wyciągnięcie jego ręki i dotykała jego brody. Jego prawa brew uniosła się pytająco. Nie cofnął się, jednak z poważną miną odparł:
  - Chciałaś ze mną porozmawiać. Ubiegłaś się o to spotkanie i teraz gdy stoisz przede mną... nic nie mówisz.
Prawda była takim zaskoczeniem, że cofnęła rękę. Tym spotkaniem chciała coś uzyskać a mianowicie jego. Nawet jeśli nie udałoby się to, chciała naprawić tą relacje.
Siedząc obok w aucie i kierując sie do tego miejsca, rozmyślała co mu powie. Nic nie przychodziło jej do głowy, a przynajmniej nic odpowiedniego więc rozważała szansę, że on zacznie temat.
Ale dlaczego miałby? Powiedział jej co chciał powiedzieć i nie miał nic do dodania.
  - To jest trudniejsze niż się Tobie wydaje. - zaczęła. Odetchnęła głęboko odwracając wzrok. - Zdradź mi powód, ten prawdziwy, dla którego tak się wściekłeś.
Zaskoczenie rozszerzyło jego źrenice, stłumiły głos. Otwierał usta kiedy dodała :
  - Wiesz, co mam na myśli. Nie gniewasz się na mnie dlatego, że tak po prostu uciekłam. Sądzę,że tu chodzi o coś innego.
  - Doprawdy? Nawet nie wiesz jak zaciekawiłaś mnie tym. No słucham, powiedz mi. - Jego uczucia wahały się miedzy złością i irytacją, a ciekawością. - Patrz na mnie jak będziesz to mówiła.- Poprosił ostro.
Nie zrobiła tego od razu, ale w momencie w którym jej usta otworzyły się, spojrzała w jego stronę. Nie patrzyła w jego oczy, tylko po prostu na twarz. Nigdzie nie zatrzymywała na długo wzroku, nie chcąc aby to ja rozproszyło.
  - Ile minęło czasu odkąd poznałeś mnie od zerwania z Mileną?
Zmarszczył brwi.
  - Dobrze ponad rok. Co to ma naszej sprawy?
  - Wydaje mi się, że ma dużo.
Zastanowiła się nad doborem odpowiednich słów.
  - Przez krótki moment.. Nie kierowała tobą samotność? To, że ... nie wiem jak to ująć, żeby dobrze zabrzmiało..
  - Nie musisz dobierać słów, po prostu powiedz o co chodzi. - rzucił.
 - Wszystko to co było od momentu naszego poznania, było spowodowane Twoją samotnością. Jesteś przystojny, to fakt, dlatego nie rozumiem dlaczego zdecydowałeś się własnie, żeby być przy mnie. I jeszcze powrót Mileny.. Nie tęskniłeś za nią?
  - Tęskniłem. - przyznał. Przegryzła mocno wargę.
  - Więc dlaczego ją zostawiłeś?
  - Nie wiem.. może moja samotność wolała zostać z Tobą. - odparł zirytowany.
Popatrzyła na niego błagalnie, zaciskając dłonie na jego koszulce. Objął mocno jej nadgarstki, jakby chciał ja odepchnąć ale nie zrobił tego. Po prostu patrzył na nią z błyskiem w oku.
  - Proszę powiedz, że wszystko co powiedziałam to moje wymysły..
  - Czy to Twoja taktyka aby mnie zmiękczyć i tym samym się pogodzić?
Uważnie analizowała jego jak i swoje słowa przez kilka chwil. Uśmiech na nowo rozjaśniał jego twarz wiec odparła niepewnie:
  - Jeśli powiem, że tak to się zdenerwujesz?
  - Nie. Będę pod podziwem Twojego przekrętu.
  - A jeśli powiem,że nie?
  - Nie chce tego usłyszeć, a tym samym uznać Cię za głupiutką.
Zaśmiała sie szczerze. Coś jej podpowiadało, ze on w pewnej części tak o niej myśli. Postanowiła wytknąć mu to innym razem i żeby się upewnić, zapytała:
  - Więc jak?- Cofnęła się o dwa kroki i rozchyliła ramiona. Jake uśmiechnął się szeroko a po chwili było to słychać w jego głosie.
  - Wygląda na to, ze na nowo jest w porządku.- Podszedł do niej, oplatając ją w pasie. Pocałował ją w szyje, chowając tam swoją twarz. Czuł jak dziewczyna zadrżała przez ten pocałunek, jednak nie wiedział czy to przez sam fakt, że ją pocałował czy przez to, że ma tam łaskotki.
Pociągnął ją w stronę fotela, pozwalając aby usiadła mu na kolanach i oparła się o jego pierś.
Siedzieli tak pół godziny, ciesząc się samym faktem, że wszystko jest w porządku. Chłopak gładził jej nogę, która była oparła bok foteli. Przez cały czas przytrzymywał usta przy jej czole, od czasu do czasu muskając jej szyje.
Dziewczyna trzymała go jedną ręką za kark, drugą trzymała na jego ręce, która gładziła jej udo. Ta pozycja była tak dla niej wygodna, że niemal usypiała w jego cieple od ciała.
Zanim jednak faktycznie do tego doszło, usłyszała głos chłopaka nad swoich uchem.
  - Nigdy nie czułem się samotny Katherine. Nigdy dopóki nie spotkałem Ciebie i nie dowiedziałem się jak to naprawdę jest kochać.



poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozdział 7 cz.2

Czekała już kilka minut na poboczu ruchliwej, w tym momencie nie tak bardzo, drogi na znajomy albo przynajmniej sportowy samochód z Jake'iem za kierownicą. Większość aut, które obserwowała, włóczyły się powoli, może czterdzieści na godzinę przy ograniczeniu do siedemdziesięciu. Denerwowała by się z pewnością, gdyby się śpieszyła, a jechała za jednym z tych aut. Rozglądnęła się nerwowo. Nigdy nie było śladu, tego czego szukała. Miała pewność, że się nie myli, i że zaraz go spotka. Ale dlaczego to trwało tak długo?! Nie lubiła czekać, nie miała cierpliwości. Bawiła się palcem serdecznym drugiej ręki, szczypiąc skórę, masując.
W końcu przycisnęła palcem guzik przy radiu dzięki czemu w aucie rozbrzmiała piosenka Rihanny- Olny Girl. Rozluźniła się na chwilę opierając wygodniej głowę.
Dzieci mijały jej auto, z wielkimi plecakami na plecach, przez które niemal plecy dotykały chodników. Zastanawiała się czy znajdują się tam same książki.
Pamiętała swojego  kolegę z gimnazjum, który ukradł swojemu ojcu kilka puszek piwa, przez co jego plecak był dużo cięższy i gdy jego mama przyszła na wywiadówkę, na której jej towarzyszył, zwróciła uwagę nauczycielce, że uczniowie za bardzo przemęczając swoje kręgosłupy. Oburzona nauczycielka wyznała, że mieli wyjątkowo mało lekcji, wiec potrzebny były jedynie zeszyty. Podejrzliwe rozsunęły jego plecak, obserwując jak panika wchodzi na twarz chłopaka. Wtedy nie miał miło w domu, ale spotykając go kiedyś w sklepie śmiali się z tego przez dobre pięć minut.
Może z dzisiejszą młodzieżą jest tak samo. Nie wiedziała. Patrzyła za nimi jak rozdzielają się i w parach lub pojedynczo idą w kierunku swoich domów.
Jej uwagę przykuło szybkie auto, które wydawało głośny dźwięk. Uruchomiła swoje auto, czekając na okazje, kiedy będzie mogła pojechać za nim. Auto minęło ją i sekundy później było już dużo przed nia. Szybko ruszyła, przykuwając spojrzenia innych gdy zapiszczały opony.
Wydawało jej się, ze Jake także spojrzał w luterko i zobaczył, ze za nim jedzie. Przyśpieszała instynktownie próbując się z nim równać, ale na próżno. Wciąż był przed nią. Wyczuwała jego uśmiech. Auta rozsuwały się obawiając się wypadku. Wiedziała, ze pewnie kierują w jej, jak i w chłopaka stronę obraźliwe słowa, spanikowani.
Nie bardzo wiedziała co robić. Co z tego, ze za nim jedzie? Przecież może jechać daleko, testując ją, a jej w najmniej odpowiednim momencie zabraknie benzyny i straci go z oczu.
Postanowiła próbować go wyminąć jednak na darmo. Lekko podenerwowana uderzyła dłonią w kierownicę, jednak widząc, ze chłopak odwrócił się w jej stronę ze zdzwionym wyrazem twarzy, uśmiechnęła się powoli.
Próbując znów go wyminąć, ogłuszyło ją uderzenie i jego siła, kiedy jedno z aut wjechało w jej bok.
Samochód okręcił się, a po chwili sunął dalej na boku. Mimo wolnie dziewczyna krzyknęła, czując pulsowanie na czole, kiedy uderzyła w kierownicę.
Auto zatrzymało się,a jej wydawało się, ze wszyscy ucichli. Żadne auto nie wydało jakiegokolwiek dźwięku, jakby nikogo wokół nie było.
I nagle wszystko powróciła z dwojoną siła. Ludzie krzyczeli, jedni odjeżdżali. Słyszała w oddali wycie syren.
Chciała się wydostać z auta ale nie mogła, ciało odmówiło jej posłuszeństwo, pozostając w tej jednej pozycji. Zacisnęła zęby, kryjąc przed sobą ból w lewej ręce oraz na głowie.
Ktoś rozbił przednią szybę- cudem odłamki nie poleciały na jej twarz- i wyciągnął w jej stronę dłonie. Zauważając, ze ta nie podaje mu ręki, wszedł do połowy do auta, próbując ją wyciągnął. Udało się przyciągnąć na tyle, że można było podnieść ją pod kolanami więc w końcu wydostała się z auta. Oślepiło ją światło, ktoś podbiegł i stanął na nią, dając ukojenie jej oczom.
  - Karetka już jedzie. Matko, co ja narobiłam, co z nią? Mogę coś zrobić? - Kobieta. Głos miała spanikowany i niemal oczami wyobraźni widziała jak ciągnie za końcówki włosów. Sądząc po tym wszystkim , pewnie to ona w nią wjechała.
  - Proszę się odsunąć. - odezwał się chrapliwy głos. Znów została uniesiona i ułożona na czymś miękkim i wąskim. Sądząc po odgłosie zamykanych drzwi, leżała w aucie.
Oczy nie chciały jej się otworzyć jednak uniosła rękę próbując dać znać, ze wszystko z nia w porządku.
 - Chyba zasłużyłaś na chwile rozmowy..
I wtedy poznała głos  i zadrżała mimowolnie. Czy musiała mieć wypadek, żeby ten chłopak chciał się z nią spotkać?
 - Cieszę się, że to Ty. - wychrypiała.
*
Wiedział, że to nie ładnie, ale mimowolnie śmiał się z Katherine, która leżała na plecach, mamrocząc coś pod nosem. W większości były to detale z jej dzieciństwa i kłótnie z Isabelle, która zawsze zajmowała jej ulubioną huśtawkę. Chciał ją o to później spytać i miał nadzieje, że nie zapomni.
Fakt,że mówi przez sen był dobry, ponieważ miał pewność, że nie straciła przytomności czy coś w tym rodzaju.
Zawiózł ją do najbliżej przychodzi, w której się już obudziła i gdzie sprawdzili czy nic jej nie jest. Kobieta, która ja przyjęła nie podejrzewała wstrząsu, ręka też nie wydawała jej się złapana. zdezynfekowała ranę na czole, zakleiła ją i na wszelki wypadek poleciała jechać do szpitala i sprawdzić wszystko dokładnie.
Jake sam to jej zaproponował, ale dziewczyna uparła się, że nie chce robić z tego większej afery i że mogą jechać do domu.
Chłopak dzięki kontaktom podzwonił gdzie trzeba i wyjaśnił wypadek. Powiedział, ze zabrał dziewczynę do szpitala, i że wszystko z nią okej. Pani, która w nią wjechała została wezwana na komendę i na razie nie wiedział jak to się skończy, nie była pijana ani pod wpływem żadnych środków. To była po części jego wina i Katherine. On uciekał a ona go goniła.
W końcu oparł się dziewczynie i tak jak obiecał pojechali porozmawiać.
Zastanawiał się czy nie lepiej by było w jednej restauracji ale chwilę później usta mu drżały próbując ukryć uśmiech. Co mieli do ukrycia? Mieli tylko rozmawiać. Nie chciał w razie konieczności krzyczeć na środku głupiej knajpy. Chciał to załatwić szybko i skutecznie.
Modlił się żeby tylko tego nie przedłużyli w nieodpowiedni sposób.











czwartek, 13 listopada 2014

Rozdział 6 cz.2

Podjechała pod piękny drewniany dom, z wielkim tarasem. Zanim wysiadła, wyciągnęła kluczyki ze schowka auta. Podeszła do drzwi, wkładając do dziurki klucz, przekręcając. Drzwi ustąpiły a ona powoli weszła do domu.
Była w domu Jake.
Zastanawiała się czy on tu jeszcze mieszka, lecz po stanie w jakim go zastała, wydawało się, że nie. Nigdzie nie walały się jego ubrania tak jak to było kiedyś. Nigdzie też nie było rzeczy Mileny więc pewnie też tutaj nie mieszka.
Nagle poczuła się jak włamywacz. Wzruszyła ramionami, pewnie i głośno stawiając kroki. Pobiegła na górę sprawdzając pokoje. Zero ślady kogokolwiek. Posmutniała. Sądziła, że zastanie tutaj chłopaka.
Poszła do jego pokoju, sprawdzając szafę. Jego ubrania wciąż były, więc musiał tu od czasu do czasu pomieszkiwać. Dotknęła jednej z jego koszul. Przyjemny materiał sprawił, że wzięła ją do ręki. Usiadła z nią na skraju łóżka. Pogładziła kołnierzyk.
Co się z Tobą dzieje?!,pomyślała i nagle jej ręce zatrzymały się.
Nic z tego co przez ostatnie dni robi, nie było normalne. Nie uganiała się nigdy za chłopakiem. Nie przyjeżdżała do jego domu  by po dotykać jego rzeczy, nie wydzwaniała do niego z błaganiem o spotkanie. Nigdy się chłopakowi nie tłumaczyła! Nie twierdziła, ze się jej to nie podoba, ale też tego nie pochwalał.
Jej matka by na zawał padła gdyby widziała jak się zachowuje.
Mimo to dobrze się czuła ze świadomością, że Jake wie, a przynajmniej miała taką nadzieję, że jej zależy.
Dlaczego ona to w ogóle ujawniała? Przecież w końcu by zapomniała. Zajęła by się pracą i wszystko byłoby w porządku.
Zielonooki chłopak zupełnie zawrócił jej w głowie. Lepiej niż sądziła, a sądziła, że to lekka fascynacja. Pewnie nadal by tak sądziła, dopóki nie zrobiliby tego w przebieralni a potem rozstali się na dwa miesiące.
To był trudny okres. Telefon grał, kiedy przychodziły połączenia ale zawsze je odrzucała. Po kilku tygodniach dał sobie spokój co ją uraziło. Ale co ona oczekiwała? Jest młodym, pięknym mężczyzną, który nie będzie uganiał się przez cały czas za jedną.
Położyła się na łóżku wciąż trzymając koszulę. Przymknęła powieki zastanawiając się. Analizując jego SMS'a.
Wiedziała, ze nie spotka się z nią. To ona musiała spotkać jego, nie ważne  jak dziwnie to brzmi.
Ekscytowało ją to. Otworzyła oczy...
Wybuchła śmiechem, przekręcając głowę.
Patrzyła na kartkę a4 przyklejoną do sufitu, z wielkim napisem " Próbuj dalej".
Do oczu napłynęły jej łzy, brzuch zaczął boleć. Chłopak jest niemożliwy.
I sprytniejszy niż się spodziewała.
Wyciągnęła telefon, wybierając jego numer. W ostatniej chwili cofnęła palec, by nie nacisnął zielonej słuchawki. Wiedziała, że nie odbierze.
Ale może napisze.
Jak pomyślała tak zrobiła.szybko SMS'a :
Skąd wiedziałeś, że będę w tym miejscu, w tej pozycji żeby to przeczytać?
Wstała oddychając głośno. Rozejrzała się jeszcze raz. Przeszła korytarzem do "swojego" pokoju.
Otworzyła szeroko oczy. Pościel była odrzucona na jeden bok, jakby ktoś przed nią tutaj spał. Była pewna, że to nie była Milena..
Jednak nie dopuszczała do siebie myśli, że to chłopak spałby w " jej" łóżku. Nie zastanawiała się nad tym dłużej gdyż telefon jej zadzwonił powiadamiając ją o nowej wiadomości.
Ręce jej drżały, nie wiedząc czemu. Chwyciła mocno telefon bojąc się aby nie wypadł. Założyła kosmyk włosów za ucho, otwierając wiadomość:
Nie zapominaj, że już trochę Cię znam..
Ale czy naprawdę ja znał? Skąd mógł wiedzieć, że położy się u niego na łóżko, patrząc w sufit, pod tym kątem, że bez potrzeby przekrzywiania głowy odczyta napis.
Zastanowiła się nad tym. Doskonale wiedział, że tutaj przyjedzie. Musiał przyjechać tu jeszcze dzisiaj zanim wysłał jej wiadomość, albo w trakcie pobytu tutaj, aby to zrobić.
Może wciąż jest w okolicy.
Chciała go przechytrzyć.
Gramy dalej? Jak Cię znajdę to będziesz musiał ze mną porozmawiać, napisała.
Odpowiedz przyszła twierdząca.
Skupiła się na miejscach, gdzie mogła  spotkać Jake'a. Przychodziły jej różne myśli miejsca na myśl, jednak nie takie, na które była pewna w 101%.
Chociaż nie. Jeden wydawał się jej bardziej niż prawdopodobny.
Niemal sfrunęła ze schodów w kierunku auta. Dokładnie zamknęła jego dom, ponownie wkładając kluczyki do schowka, tam gdzie jego miejsce. Wycofała z jego podjazdu, wyjeżdżając na zakorkowaną drogę, wtapiając się w otoczenie.
Analizowała szanse na zastanie tam jeszcze Jake'a. Sprawdziła godzinę od otrzymania wiadomości. Minęły dokładnie 4 minuty. Nie miał szans aby tam dotrzeć przed nią. Chyba, ze był na tyle blisko aby zdążyć zostawić jej wskazówkę i ujechać kawałek drogi w przeciwnym kierunku.
Dokąd mógł jechać chłopak?
Antonii, dom, jego poprzednia praca, centrum handlowe. Wszystko łączyło się tylko z jedną drogą.
I postanowiła to wykorzystać.















wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział 5 cz 2

Po wyjściu Jake'a, Katherine nie mogła pozbierać niczego do kupy. Czuła się zle przez atmosferę w jakiej przebiegła jej rozmowa z chłopakiem, a już szczególnie przez słowa jakie zostały podczas niej wypowiedziane.
Sądziła, że wszystko będzie w porządku. Skoro od progu wziął ją w ramiona, była pewna, że jego uczucia nie zmieniły się. Sama nie miała odwagi się z nim skontaktować po tym co się miedzy nimi wydarzyło. Nie lubiła siebie za to, ale uważała to za słuszność.
Teraz kiedy pokazał jej swoją drugą stronę,ciemniejsza, nawet względem niej, stwierdziła, że pociąga ją jeszcze bardziej.
Niemal jęknęła kiedy to sobie uświadomiła. A zrobiła to kiedy po raz pierwszy ją od siebie odepchnął.
Po jego wyjściu była smutna co zauważyła Sara, wracając do domu. Oczywiście jako przyjaciółka starała się z niej coś wydobyć, pomóc jej, pocieszyć.
Ta z kolei zamknęła się w pokoju, nie wychodząc przez całą noc, a próbując uspokoić dziewczynę przez drzwi.
Rano czuła jakby miała piasek w oczach. Przetarła je piąstkami.
Odrzuciła ciepłą kołdrę pozbawiając jej gołe nogi ciepła. Wstała spoglądając na zegarek.
Za godzinę musiała być w pracy. Na pewno zdąży. Ubrała na siebie obcisnął sukienkę zbierając z szafy kapelusz.
Po skończonych czynnościach w toalecie zeszła na dół. Nie było tam Sary. Zauważyła kartkę z jej charakterem pisma więc podeszła do niej, wzięła ją do ręki i przeczytała na głos:
 
Musiałam wyjść wcześniej ale za to będę również wcześniej. Upiekę Ci coś dobrego. Przygotuj się na rozmowę... buziaki!


Przynajmniej miała z tego pyszne wypieki dziewczyny. Zrobiła sobie na szybkiego śniadanie w postaci bułki i biorąc ją w rękę wyszła z domu, zamykając go na klucz.
Wsiadła do auta zaparkowanego obok garażu. Wsiadła, zamknęła drzwi, wsadziła kluczyk, przekręciła i wyjechała.
Sprawdziła czas.
Miała jeszcze 15 minut do rozpoczęcia zmiany. Zdąży.
Mimo, że próbowała zająć się czymś innych, wciąż myślała o wczorajszym dniu. Postanowiła, że po pracy spróbuje się dowiedzieć gdzie może znaleźć chłopaka i do niego pojedzie.
Gdyby nie to, ze to dopiero jej drugi dzień w pracy, zadzwoniłaby do szefa, albo poszła bo nie ma jego numeru, i poprosiła o dzień wolnego. Zatrzymała się na czerwonym świetle, opijając bordowym, długim paznokciem o kierownicę. Oparła głowę o szybę, czekając.
Westchnęła głośno kiedy przypomniała sobie ich relacje dwa miesiące temu. Gdyby ktoś jej wtedy powiedział, że za ten czas zdąży go w sobie rozkochać a później od niego uciec...- nie zdziwiłaby się.
Ale gdyby ktoś jej powiedział, ze go w sobie rozkocha, sama też się w to angażując, a później od niego ucieknie...- w to byłoby trudno uwierzyć.
Jednak siedząc w aucie, wrzucając bieg, gdy zaświeciło zielone światło, uśmiech malował się na jej bordowych ustach.
Jake był zdecydowaniem kimś, kogo nie wyobrażała sobie w jej życiu. Pojawił się z nie wiadomo skąd i już został. Nie chciał odejść i wbrew pozorom ona również tego nie chciała.
Zajeżdżała na parking niedaleko restauracji. Zaparkowała obok miejsca dla inwalidów. Zebrała rzeczy, założyła kapelusz i wyszła z auta, zamykając go.



Minęła kilka pań w podeszłym wieku, wychodzące  z jednej z kamienic. Przepuściła je, idąc za nimi.
Panie również weszły z nią do restauracji, siadając przy najbliższym stoliku. Roześmiane podjęły się rozmowy.
Przeszło obok widząc kucającą za ladą Bree. Przywitała się z nią niedbale wchodząc do pokoju. Założyła swój strój służbowy, zostawiając resztę w szafce.
Wychodząc koleżanka wciąż czegoś szukała. Zauważyła, że babcie nie mają przed sobą menu. Szybko podeszła do nich, wręczając im karty z prośbą o zawołanie ją gdy się na coś zdecydują a sama wróciła do lady gdzie zaczęła zajmować się pracą.
**
Zebrała brudne naczynia po ostatnim swoim kliencie, powoli kierując się do drzwiczek, za którymi stała pani, która miała to pozmywać. Ułożyła wszystko obok sterty brudnych naczyń. Pożegnała się życząc powodzenia.
Migiem przebrała się i w towarzystwie Bree wyszła przed lokal.
Ta chwyciła ją za ramię, zanim otworzyła usta.
  - Czy wszystko jest okej? Wiem, ze to nie moja sprawa ale wydaje mi się, że coś jest nie tak..
Zaskoczona nie odezwała się przez chwile.
Tak coś jest nie tak!, wrzeszczała w środku.
  - Wszystko jest okej. - odparła.- Nie wyspałam się i może o to chodzi. No nic, muszę już lecieć. To do jutra.
Wyczytała z jej twarzy, że jej nie wierzy ale mimo to uśmiechnęła się, machając jej.
Idąc w kierunku auta Katherine wyciągnęła telefon wybierając numer Jake'a..
*
Zdenerwowany na dzwoniący telefon, podszedł do parapety, o który oparł się plecami. Zacisnął pięści powstrzymując się aby go odebrać. Czy ona nie rozumiała, że on nie chciał z nią rozmawiać?
Kogo Ty oszukujesz... jasne, że chcesz z nią rozmawiać, pomyślał.
Mimo to nie zrobił kroku do przodu, lecz stał z kamienną miną.
Po kilku sekundach telefon ucichł.
Krótki dzwonek sygnalizował nową wiadomość. Podszedł do niego.
Katherine.
Zawahał się, ale w końcu odczytał wiadomość:




Obierz ten cholerny telefon i porozmawiaj ze mną. Albo przynajmniej się ze mną spotkaj.
Musimy sobie wszystko wyjaśnić! Proszę..




Odczytując ostatnie słowo, uśmiech pojawiał się na jego ustach.
Ta dziewczyna nigdy nie prosiła. Ona żądała, a świadomość, że to jego o coś prosiła, no cóż.. cieszył się. Wczoraj też usłyszał od niej to słowo, ale wczorajszy dzień nie był powodem do uśmiechów.
Dzisiaj tez nie jest taki dzień, ale widząc, że ona próbuje coś zrobić z tą sytuacją, sama niosła uśmiech.
Zastanawiał się chwilę po czym odłożył telefon na biurku. Spoglądając na niego usiadł na fotelu, opierając się o oparcie.
Myślał o tym, co by było gdyby się jednak spotkali?
Długo nie główkował bo wiedział, że wystarczy chwila, by wziął ją w ramiona, a to nie mogło tak wyglądać. Chciał jej pokazać, ze on również może być wobec niej obojętny.
Nie ważne, że będzie to trwało tylko chwilę, ale musiał.
W końcu wziął telefon do ręki, odblokowując go.
*
Jechała do domu co kilka sekund spoglądając na telefon, w którym czaiła się nadzieja.
Wjechała do domu, przez otwartą bramę. Sara musiała być w domu. Zaparkowała przed drzwiami, czując, że jeszcze auto będzie jej dziś potrzebne.
I właśnie w jej chwili odezwał się jej telefon. Złapała go w dłonie.
Wstrzymała oddech widząc od kogo dostała SMS'a.
otworzyła odpowiedz na jej prośbę, czytając głośno:
 
Najwyższa pora abyś Ty zaczęła sobie biegać Daj znać jak to jest.





Nie mogła się nie uśmiechnąć. Koleś był cudowny.
Należało jej się to, ale nie zaprzątała sobie tym głowy. Za nim mogła sobie pobiegać.
W końcu to zrozumiałaś, pomyślała.
W końcu jakieś dobre wieści. Nawróciła samochód i ponownie wyjechała, przynajmniej domyślając się gdzie.
_______________________________________________


Pozdrowienia dla tych, którzy " odpadli":)
Trzecia klasa gimnazjum zobowiązuję do czegoś innego niż dodawania co drugi dzień rozdziału, bardzo mi przykro. Pozdrowienia dla tych, którzy czekali :)







wtorek, 4 listopada 2014

Rozdział 4 cz.2

Katherine wtuliła się mocniej w wyperfumowaną kurtkę Jake'a. Chłopak przez chwile masował dolną część jej pleców, po chwili położył jej dłonie na ramionach i delikatnie odepchnął.
  -Ale..- jęknęła próbując wrócić do tamtej pozycji.Uciszył ją.
 - Chyba należą mi się wyjaśnienia. - Przypatrywał jej się na tyle intensywnie, że zaczynało ją to peszyć. W końcu pokiwała głową i pokierowała go do kuchni.
  - Napijesz się czegoś?
  - Nie zostanę tak długo.
Zatrzymała się w połowie drogi do kuchenki, podeszła do niego kładąc mu dłonie na ramionach. Z kamienną miną podsunął jej krzesło, prosząc aby usiadła. Zrobiła to niechętnie. Pocierała dłońmi o gołe nogi.
Jake oparł łokcie na kolanach. Nastała krępująca cisza, która właśnie on przerwał:
  - Nic mi nie powiesz? Będziemy tak siedzieć, tak?
  - Nie wiem co mam Ci powiedzieć. Nie wiem co chcesz ode mnie usłyszeć. Wiesz dlaczego wyjechałam. Byłam w pracy.
  - Dwa tygodnie! - wstał z krzesła chodząc obok niej.- Dwa tygodnie rozumiesz? A dzisiaj minęły dwa miesiące! Co robiłaś przez ten czas? Nie mogłaś wrócić do domu? Przecież wszystko było by dobrze. - krzyczał.
  - A co jeśli coś poszłoby źle, co? Pomyślałeś o tym co by było gdyby wydało się kim jestem?! Nie chciałam takiej sytuacji. Nie chciałam rozbijać Ci związku z Mileną. Moje odejście miało dla ciebie być najlepszym rozwiązaniem. - tłumaczyła.Zaśmiał się ironicznie.
  - Ty chyba nie słyszysz, co mówisz. Z Mileną zerwałem w chwili, w której na Ciebie czekałem, a w którym wyjechałaś.
  - Nie kochasz jej.- powiedziała bardziej do siebie niż do niego, jednak opowiedział jej:
  - I nie kochałem. Nie wiem dlaczego do niej wróciłem, kiedy miałem Ciebie obok.
Wstała podchodząc do niego. Tak bardzo chciała się do niego przytulić jednak on wyminął ją i oparł się o ladę, patrząc pod siebie.
  - Ja.. przepraszam.- wyjąkała. Znów próbowała do niego podejść ale nie pozwolił jej na to. Zrezygnowana oparła się obok niego, stykając się z nim ramionami.Czuła ciepło bijące od niego przez co uśmiech skradał się jej na usta.
Nie sądziła, ze to wszystko tak na niego wpłynie. A tym bardziej nie spodziewała się, że przez to wszystko czuła do niego coś dużo większego.
   - Nie sądzę, żeby ' przepraszam' wystarczyło.
Uśmiech znikł jej z ust. Spojrzała na jego profil. Zaciskał szczękę.
Był piękny.
I kiedyś był jej. Nie wiedziała jak teraźniejsza sytuacja między nimi się potoczy ale żałowała by bardzo gdyby swoimi obawami to zepsuła.
Przegryzła wargę czekając aż powie coś więcej.
Nie myślała, że Jake aż tak bardzo ją lubi. Nie miała pojęcia, że ona też go lubi dopóki nie wszedł wtedy do sklepu, a później do jej przebieralni. To chyba wszystko zmieniło. Podobał jej się od początku. Komu mógłby się nie podobać?! Idealne ciało, piękne zielone oczy, interesujące rysy twarzy, prosty nos, pełne malinowe usta. Ideał.
Jej ideał.
  - Dlaczego nie odezwałaś się przez te dwa miesiące?- zapytał cicho po kilku minutach. Ręce założone miał na piersi, wzrok utkwiony w swoich butach.
  - Tłumaczyłam Ci to. Nie chciałam mieszać ci w życiu swoimi problemami. Kiedy.. kiedy wyjeżdżałam, kiedy doszło między nami do czego doszło.. byłeś z kimś. I może wciąż byś był. Nie chciałam psuć Ci tego co miałeś.
  - Wtedy w przebieralni byłem szczęśliwy, wiesz?- spojrzał na nią.- Nie dlatego, ze w końcu TO zrobiliśmy, tylko dlatego, ze pozwoliłaś mi na to. Otworzyłaś się na mnie. I to było cudowne, wiesz? Sądziłem, że teraz będzie wszystko dobrze, że nareszcie między nami sie ułoży.
  - Może się ułożyć...
  - Nie może Katherine. Nie będę się przed Tobą ośmieszał. Nie ukrywam, że na początku za Tobą nie przepadałem i wpakowałbym Ci kulkę w głowę, ale coś mnie w Tobie intrygowało i ciesze się, że pomogłem Tobie i Lucy. Dzięki temu bliżej Cię poznałem.. i się w Tobie zakochałem.
  - Jake, ja..
  - Teraz ja mówię! - przerwał jej.
  -Ale ja Ci to chce powiedzieć!
  - Ja nie chce tego usłyszeć. Przyszedłem aby Ci to wszystko powiedzieć i teraz to zrobie nie wywarzając czy w tym czasie będziesz mówiła Ty. - Podniósł głos, stając przed nią. Nie odezwała się więc kontynuował. - Mam dość latania za Tobą. Przez cały czas to ja próbowałem się do Ciebie zbliżyć, a Ty mnie ignorowałaś.
  - Nie ignorowałam..
  - Katherine, do cholery!- wyrzucił ręce w powietrze, wkurzony, ze po raz kolejny mu przerywa.
Ona również była zdenerwowana jak i zdumiona tym co mówi.
Odetchnęła pocierając dłońmi twarz.
  - Dobrze, dokończ.- powiedziała.
  - Zgrywałaś dumną z siebie, piękną dziewczynę, skupionej wyłącznie na pracy. Obydwoje wiemy, ze tak nie jest. Jesteś normalną dziewczyną, którą bardzo polubiłem, a których przez cały czas mnie odrzucała. Mimo wszystko nie poddawałem się i zawsze byłem obok Ciebie. Starałem się Ci pomóc we wszystkim co robiłaś. A mimo to trzymałaś mnie na dystans. Najlepsze jest to, że kiedy przełamaliśmy lody i coś zaiskrzyło- puf! Ciebie nie ma. Uciekasz. Zostawiasz mnie samego z wyrzutami sumienia. Teraz pewnie myślisz: " Jakie ten koleś może mieć wyrzuty sumienia? ". Nie wiesz co mi chodziło po głowie. Sam bym tego nie chciał wiedzieć i najlepiej o tym zapomnieć.
  - Powiedz mi.- poprosiła cicho. Przerwał wyglądając przez okno.
 - Sadziłem, ze ten seks był tylko z litości. Myślałaś, ze dzięki temu dam Ci spokój bo tylko na to liczyłem.
  - Nie zrobiłam tego z litości. Darze Cię wieloma uczuciami ale nie ma w nich litości.
  - Jak miałbym Ci wierzyć? Chciałabym Kath, chciałbym.
  - To uwierz. Jeszcze nie dawno wierzyłeś mi we wszystko, stałeś po mojej stronie, proszę, niech będzie jak dawniej. - Łzy zgromadziły się w jej kącikach oczu. Złapała go za koszulę. Objął jej nadgarstki swoimi dłońmi, zaciskając.
  - Nic nie będzie jak dawniej. Nie tylko ja jestem od tego by walczyć. Sama wybrałaś drogę i teraz sama będziesz musiała przez nią iść. Zostawiłaś mnie. Nie będę się kolejny raz narzucał. - Przysunął się blisko, chcąc zapamiętać jej zapach, smak. Przywarł ustami do jej czoła, przymknęli powieki.
  - Kocham Cię. - wyszeptał, brutalnie odsuwając się od niej , pozbawiając jej jego ciepłem.
  - Jake!- Próbowała złapać go ponownie ale odsunął się jeszcze dalej, wycofując się do drzwi. Przez cały czas patrzył na nią gdy szła w jego kierunku, z łzami spływającymi po policzku, uchylonymi i suchymi ustami. - Proszę, daj teraz mi wszystko wytłumaczyć.
Pokręcił głową, odwracając się i wychodząc za drzwi. Podszedł szybko do auta, wsiadł i wyjechał z jej mostku.
Stała w drzwiach patrząc na niego błagalnie. Odwrócił wzrok skupiając się na drodze.
Teraz to on ją zostawiał..


niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 3 cz.2

Wyciągnęła klucz z drzwi,chwytając i zaciskając klamkę. Ustąpiły wpuszczając ją do środka. Słychać było wyraźnie piosenki wydobywające się z radia w kuchni. Ślinka napłynęła jej do ust czując zapach świeżych słodkości.
  - Jestem! - krzyknęła zdejmując buty. Odwiesiła torebkę w podskokach kierując się do kuchni. Sara stała do niej byłem, wyciągając tace z piekarnika. 
  - Cholera.- mruczała pod nosem. 
  - Coś poszło nie tak?- odezwała się głośno obok jej ucha. Wystraszona podskoczyła prawie wysypując tace z babeczkami. 
  - Jeszcze Ciebie mi teraz brakowało.. Udusiłabym Cię gdybym coś z nimi przed ciebie zrobiła!- odburknęła. Katherine złapała się za serce i teatralnie odparła:
  - Dlaczego tak mówisz? Uraziłaś mnie tym. Co to ma znaczyć Sara, moja ukochana przyjaciółko? 
Zaśmiała sie sama z siebie zabierając babeczkę z tacy. Dostała za to po dłoniach od koleżanki, ale przez to zaśmiała się jeszcze bardziej. Wpakowała pół babeczki do ust. 
  - Pyszna.. - przymknęła powieki delektując się smakiem.
  -Zjedz jeszcze jedną a obiecuje, że nic już nigdy Ci nie upiekę.
Przewróciła oczami, opierając się wygodnie o oparcie krzesła.
  -Coś Ty taka nie w humorze, co? - zapytała.
  - Dostałam zlecenie na wieczór. Mam upiec tort i ponad dwieście babeczek. Dwieście! Oczywiście muszę być tam min. godzinę wcześniej, żeby wszystkiego dopilnować. Ja nie wiem jak sobie z tym poradzę.- paplała.
  -Może Ci pomogę?
  - Tylko byś mi coś zepsuła. Wole to zrobić sama ale dzięki za chęci. Wez sobie za to jeszcze jedna babeczkę.
Katherine wybuchła śmiechem posłusznie i z chęcią wzięła sobie wypiek i poszła schodami do góry. Rzuciła się na łóżko sięgając po pilot do telewizora. Dotknęła go długimi palcami, przyciągając na tyle, by chwycić go w dłoń. Ułożyła pod plecami poduszki aby było jej wygodnie. Kliknęła czerwony guzik i na ekranie pokazały się obrazki.
Pierwsze co jej wyskoczyła to starsza prezenterka siedząca z biurkiem a tuż za nią był pokazany film, na którym motorzysta wjechał w auto. Obydwaj kierowcy nie żyją.
Przełączyła kanał.
Na ekranie ukazała się jej rodzina Kardiashianów w ich rodzinnym serialu. Choć uważała to za głupoty, zostawiła.
Zazdrościła urody tym kobietom. Były przepiękne chociaż figury nie miały korzystne. Jedyne czego nie rozumiała to ich matki. Kiedyś ją spotkała na prawdę. Przez jedną noc miała być jej ochroniarzem. W rezultacie okazało się, że była jedną na dwadzieścia jej ochroniarzy!
Głupia starucha.-pomyślała wtedy.
Nie była aż taką gwiazdą, która by potrzebowała tylu ochroniarzy.
Zapatrzyła się w ekran próbując się skupić na serialu.
*
Mężczyzna pchnął drzwi wchodząc do wielkiego pomieszczenia. Na samym jego końcu siedzieli dwaj mężczyźni. Jeden siedział za biurkiem na skórzanym krześle a drugi stał obok pokazując mu coś na tablecie.
Gdy usłyszeli jego kroki podnieśli oczy. Ten co stał, odszedł w stronę drugich drzwi zostawiając go sam na sam z drugim mężczyzną.
Jego zielone oczy patrzyły na niego śmiał i wyczekująco. Podał mu rękę na powitanie, o dziwo uścisnął ją.
  - Miałeś racje. Wróciła.
Jego twarz nie zmieniła się jednak w jego oczach wyraźnie było widać nadzieje. Podniósł się, zabierając kartkę z adresem i prawie wybiegł z pomieszczenia.
Nie było wątpliwości.
Jechał do niej.
*
Nawet nie wiedziała kiedy usnęła. Oczy miała jakby sklejone, nie mogła ich otworzyć. Przewróciła się na brzuch zakładając dłonie na głowę.
  - Wychodzę!- usłyszała głos z dołu. Mimowolnie podniosła się, zmuszając się do otworzenia powiek. Czuła jakby miała w nich piasek. Potarła je piąstkami.
Z jękiem opadła na poduszki.
  - Miłego dnia.- powiedziała pod nosem do Sary. Nie miała siły aby powiedzieć tego głośniej. Drzwi wejściowe trzasnęły co znaczyło,że Sary już w domu nie ma. Wstała idąc do łazienki. Spojrzała w lustro z grymasem. Tusz rozmazał się i widniał pod okiem. Nalała mleczka do demakijażu na wacik i przetarła nim oczy, Kilka minut później schodziła już na dół wciąż zaspana.
Chociaż miała ochotę się walnąć na sofę, to wiedziała, że nie ma szans aby znów zasnęła.
Czas najwyższy wrócić do formy, pomyślała. Chciała iść pobiegać albo pobiec na siłownie. Jeszcze nie wiedziała na co się zdecyduje. Miała z powrotem iść  na górę, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
Przeszło jej przez myśl,że to może wścibska sąsiadka, przyszła popytać o życiu prywatnym Sary,przez co miała ochotę udawać,że nikogo nie ma w domu. Odczekała chwilę, ale gość za drzwiami nie przestawał się dobijać.
Podeszła wolnym krokiem do drzwi, Chwyciła klamkę i otworzyła na oścież.
Zamarła. Stała nieruchomo z wielkimi oczami, w których powoli zaczynała się kręcić łza. Gość patrzył na nią swoimi intensywnie zielonymi oczami. Widziała w nich radość. Podszedł do niej pewnie przytulając ją do siebie, pocałował ją mocno w czoło.
  - Jake.- wydyszała. To był już koniec, Czuła, że nie potrafi już przed nim uciec.