niedziela, 28 września 2014

Rozdział 28

Czuła głaskanie po dolnej części pleców, lecz na zewnątrz było zimno i ciemno, wiec nie miała ochoty nawet się obudzić. Zignorowała to, przyciągając leniwym ruchem dłoń do swojej skroni. Gdy i to nie pomagało, zmusiła się,żeby powoli podnieść powieki. Zrobiła to z wielkim wysiłkiem i niezadowoleniem.
Pierwsze co zobaczyła, to szeroka i goła klatka piersiowa, która unosiła się przy oddechu, a na której leżała. Podniosła głowę, napotykając intensywnie zielone oczy chłopaka. 
Nie wiedziała jak do tego doszło, że śpią teraz w jednym łóżku i nie chciała wiedzieć co robili wczoraj, że nic nie pamięta. 
  -Dzień dobry.- szepnął. 
Zerknęła na swoje ciało, przyciśnięte do niego, oddychając z ulgą, że ma na sobie dresy i koszulkę. 
Wstała z chłopaka u ułożyła się na poduszce obok, wpatrując się w sufit.
  -Czy my..?- zapytała zażenowana. Jakie miała szanse,że powie prawdę? Katherine zaczęła kręcić głową, usiłując coś sobie przypomnieć.
  - Było bardzo przyjemnie .. - zaczął. Otworzyła oczy, by po sekundzie przykryć twarz poduszką. - Oglądać z Tobą filmy.- zakończył.
Wybuchnął śmiechem, widząc zażenowanie dziewczyny, przez co oberwał poduszką, którą miała w dłoni. Odparł się na jednym boku, nachylając się na nią.
  - Miałabyś mi za złe gdybym inaczej dokończył zdanie?
  - Zważywszy na to,że niczego nie pamiętam, to tak. Miałabym Ci za złe wszystko co zrobiliśmy. - Uśmiechnął się, pochylając się coraz niżej. Dotknął lewą ręką jej policzka, tym samym przytrzymując jej głowę, by nie mogła się odwrócić, po czym dotknął delikatnie jej ust. Nie sprzeciwiła się. Nie chciała. Nie mogła.
Niepewnie wplotła palce we włosy chłopaka, co wyraźnie mu się podobało. Przejechał dłonią wzdłuż jej ciało, zatrzymując się na biodrze, lekko go ściskając. Uniósł jej obcisnął koszulkę, masując płaski brzuch i łaskocząc tym samym dziewczynę.
Uśmiechnęła się przez pocałunek.

- Jak możesz być taką suką i uwodzić czyjegoś chłopaka?! 

Dziewczyna odskoczyła od Jake'a, przypominając sobie swoje własne słowa. Poprawiła koszulkę, wstając i przeczesując twarz ciepłymi dłońmi.
Chłopak wstał również, obchodząc łóżko i wstając przed dziewczyną.
  - Hej, co jest? Zrobiłem coś nie tak?- zapytał. Pokręciła głową, wymijając go i idąc w kierunku łazienki.
  -Zagalopowaliśmy się, wiesz? Nie powinno tak być.. jak jest teraz..- rzuciła przez ramię.
 - Nie przeszkadzało Ci to jeszcze minute temu!- wyrzucił z siebie. Katherine rzuciła szybkie " przepraszam" i wbiegła do łazienki zamykając za sobą drzwi.
Słyszała jak przeklął pod nosem i trzasnął drzwiami, wychodząc. '
Podeszła do umywalki, odkręcając wodę i ochlapując nią sobie twarz.
  - Co Ty dziewczyno wyprawiasz?- zapytała spoglądając w swoje żałosne odbicie w lustrze.
**
Milena i jej najlepsza przyjaciółka siedziały na skórzanej kanapie, pijąc kawę. Blondynka miała dość czekania na swojego chłopaka w samotności, więc podała adres przyjaciółce, która zjawiła się błyskawicznie.
  - Na twoim miejscu, zajęłabym się tym.. Powinnaś go trzymać krótko! - zdecydowała po wysłuchaniu przypuszczeń Mileny.
  - Łatwiej mówić, trudniej zrobić. Myślisz, że nie próbuje? Nie pozwoliłabym mu jechać na tej wyjazd służbowy z nią gdybym wiedziała,że coś takiego się szykuje! Zadzwoniłam wieczorem, gdy zrobiłam kolacje, wystroiłam się, a on co? Nie wróci na noc.
Przerwały na chwilę, zastanawiając się nad usłyszanymi słowami. Po chwili przyjaciółka odezwała się niepewnie.
  - Myślisz się,że oni mają romans?
  - Właśnie tego się obawiam..
**
Powoli zeszła schodami, słysząc jedynie odgłos swoich nóg tupiących po drewnianych schodach.
  - Jake? - zawołała, nie usłyszała odpowiedzi. Ostatnie schodki pokonała już pewniej, trzymając się barierki. Zatrzymała się na samym dole, rozglądając się.
Nigdy go nie było.
Jego skórzana kurtka wisiała na wieszaku, a buty leżały obok drzwi więc musiał gdzieś tu być. Przeszła przez kuchnie i salon gdzie nie było nikogo, a potem przeszła na taras. Tam też go nie zastała. Spróbowała jeszcze raz.
  - Jake?!
Wyciągnęła telefon, wybierając jego numer i starając się dodzwonić. Usłyszała jego dzwonek na szafce obok drzwi. Podeszła w tamtą stronę i zobaczyła obok telefonu kartkę z jego własnoręcznym napisem:
  Poszedłem się przewietrzyć. Będę za godzinę. Jake
Odetchnęła z ulgą. Będzie miała czas, by sobie wszystko przemyśleć. Podeszła do stolika, na którym leżało winogrono. Złapała kiść, po czym założyła botki na obcasie i kurtkę. Chwyciła torebkę i kluczki, po czym wyszła z domu, zamykając klucz i chowając go za kwiatkiem.
Ku jej niezadowoleniu było coraz bliżej do jej wyprawy, na którą musiała się przygotować. Miała nadzieje,że potowarzyszy jej przy tym Jake, ale nie byłby to chyba dobry pomysł.
Wsiadła na miejsce kierowcy, swojego auta, wyciągając telefon i wyszukując trasę do najbliższego centrum handlowego..

sobota, 20 września 2014

Rozdział 27

Jake załatwił Katherine domek letniskowy rodziców kumpla, gdzie własnie jechali. Dziewczyna usypiała na przednim fotelu jego samochodu, podczas gdy jej autem w druga stronę jechał kolega z pracy.
Wyciągnął swój telefon, włączając aparat i wyłączając flesza. Zerkając na drogę, wyciągnął rękę, robiąc zdjęcie śpiącej dziewczynie. Po kilku sekundach uśmiechnął się, patrząc na zdjęcie. Położył telefon desce rozdzielczej, skupiając się na prowadzeniu.
*
Wjechali za ogrodzenie pięknego, drewnianego domu w środku lasu. Podjechał pod drzwi parkując. Dziewczyna zdążyła już się obudzić, mrugając by całkowicie się rozbudzić. Wysiadł obchodząc auto dookoła i otwierając przed nią drzwi. Obcasy stuknęły o chodnik, gdy zrobiła kilka kroków do przodu, rozglądając się dookoła.
Wokół domu rosły różnorodne kwiaty o różnorodnej barwie i w dużej ilości. Po bokach rosły duże drzewa, zasłaniając dom swoimi konarami. Zielona trawa była idealnie skoszona, co go zastanawiało.
" Może są tu jacyś sąsiedzi.. "- pomyślał. Podszedł do bagażnika, wciskając guzik na pilocie, przez co drzwi otworzyły się. Chwycił rączkę małej walizki Katherine.
  - I jak Ci się podoba?- zapytał podchodząc do niej i obejmując ją w pasie.
  - Jest okej. - mruknęła, wyplatając się z jego uścisku i podchodząc do drzwi. Poczekała tam przed nimi na niego,aż wyciągnie klucz i wpuści ich do środka. Gdy już to zrobił, odebrała grzecznie swoją walizkę, kierując się z nią na piętro.
Tak jak się spodziewała dom był wielki. Masywne schody pokrywał ładny ciemny włochaty dywan. Już z nich widziała ładnie zdobione drzwi do sypialni i łazienki. Skierowała się do pierwszych z nich i trafiła na pokój w kolorze różowym.
Stanęła osłupiała. To zdecydowanie nie było dla niej. Wycofała się, otwierając następne drzwi. Pokój umalowany był na biało z dużym również białym łóżkiem, na którym znajdowały się kolorowe poduszki. Samo łóżko już zachęcało do spania więc upuściła walizkę i rzuciła się na nie.
Zapadła się w kocach, chowając twarz w poduszki.
Usłyszała pukanie do drzwi, ale nawet nie podniosła głowy. Drzwi od razu otworzyły się, a w nich pojawił się Jake.
Słyszała jak idzie w jej stronę i przełknęła ślinę. Ułożył się obok niej na plecach, patrząc się w sufit i marszcząc czoła.
Katherine podparła się po chwili na łokciu spoglądając na niego.
  -Dziękuje Jake. To miłe, że załatwiłeś mi ten domek.- powiedziała.Nie usłyszała odpowiedzi. Chłopak zacisnął zęby.Spojrzała na niego pytająco. Po chwili ciszy przemówił wściekłym głosem:
  -Że ja mam niby spać w różowym pokoju?!
Dziewczyna wybuchła śmiechem na reakcje chłopaka na ten mały szczegół. Chwyciła się za brzuch i starła łzy śmiechu, które spływały po jej policzku, kiedy zanalizowała to co przed chwilą powiedział.
  - Masz zamiar tu spać? - spojrzał na nią jakby to była rzecz oczywista a ona palnęła jakąś głupotę.
  - A chyba nie sądziłaś,że przez trzy dni będziesz tutaj sama.
  - Nie będę sama. W dzień będę na zakupach. - mruknęła.- Nie możesz tutaj nocować..
  - Tak?- spojrzał na nią. - A to niby dlaczego?
  - Bo co na to wszystko powie Milena?- wyskoczyła z jej ust zanim zdążyła to przemyśleć.Uśmiechnął się.
  - Zaczynam się zastanawiać czy nie jesteś zazdrosna..
Prychnęła, opadając na jedną z poduszek. Wcale nie była zazdrosna. Cieszyło ją to, ze nie będzie tutaj sama, i żałowała, że nie zobaczy reakcji tej blondynki, gdy Jake powie jej, ze następne trzy dni spędzi z nią w jednym w domku letniskowym.
W tym czasie chłopak przybliżył się do niej, kładąc swoją dłoń na jej karku. Podniosła się odruchowo napotykając dwa centymetry od swoich ust, usta szatyna. Spojrzała w jego zielone oczy, a potem na jego malinowe usta, które kilka godzin temu ją całowały.
Mimo to powstrzymała się i odepchnęła go, wstając. Podeszła do okna pocierając rękami twarz. Jake również wstał i zmierzał w jej stronę. Wystawiła rękę, nie dając mu tej możliwość.
  - Nie waż się tego robić!- rozkazała, jednak nie przekonała go stanowczość w jej głosie. Odepchnął jej rękę robiąc krok w jej stronę, stajać przed nią.
Spróbował ją dotknąć jednak poczuł pieczenie na policzku. Spojrzał na opuszczającą się rękę Katherine i jej niepewną minę.
Bez ostrzeżenia chwycił jej policzki w swoje ręce i wpił się w jej usta. Zaskoczona z początku nie odepchnęła go, pozwalając mu na to.
Ułożyła dłonie na jego barkach i zaciskając na jego koszulce, tak, jakby chciała go odepchnąć jednak nie zrobiła tego. Po chwili wahania odwzajemniła pocałunek. Wsunęła palce we włosy chłopaka, wywołując tym samym cichy jęk chłopaka.

- Jak możesz być tak zimnokrwistą suką i uwodzić czyjegoś chłopaka?!

W jednej sekundzie oprzytomniała.Odepchnęła od siebie zaskoczonego chłopaka, po czym ominęła go nie patrząc na niego i skierowała się do łazienki. Zamknęła drzwi na klucz, podchodząc do zlewu, okręciła kran i ochlapała sobie twarz zimną wodą.
  - Katherine.. - usłyszała miękki głos Jake'a.
 - Chyba.. wezmę prysznic. Zejdź na dół. Zaraz przyjdę,
Niechętnie się zgodził, wychodząc i zamykając za są drzwi. Słysząc charakterystyczny dźwięk, otworzyła swoje drzwi i znów weszła do sypialni. Otworzyła swoją walizkę i wyjęła bieliznę oraz dresy i koszulkę, po czym wróciła do łazienki ponownie zamykając za sobą drzwi. Rozebrała się, układając rzeczy na koszu do prania i weszła pod prysznic. Puściła ciepłą wodą, pozwalając by ją otrzeźwiło.
Jak ja spędzę tę noc?... - zastanawiała się. Po tym co przed chwilą się wydarzyło, zapowiadało się bardzo ciekawie.
Schwyciła myjkę, który była zawieszona na kranie i nalała do niej płynu, przykładając i rozprowadzając na swoje ciało.
Odkręciła szampon, wylewając odrobinę na dłoń, po czym wtarła go we włosy. Spłukała go gdy już wystarczająco się spienił. Wystawiła rękę, chwyciwszy ręcznik i przykryła nim ciało, wychodząc na zimne kafelki. Zgarnęła z oparcia wanny drugi ręcznik i zarzuciła go na mokre włosy, pocierając je. Po chwili odwiesiła oby dwa na duży grzejnik i założyła bieliznę na suchą już skórę. Wciągnęła szare dresy i zarzuciła sobie obcisnął czarną koszulkę nocną, po czym rozczesała i wysuszyła włosy. Gotowa, zeszła na dół, gdzie siedział w ciszy Jake'a. Siedział na kanapie z łokciami na kolanach.
Usłyszawszy jej kroki, poniósł głowę.
  - Oglądniemy coś?- zapytał.Pokiwała przecząco.
  - Jak chcesz to oglądaj, zacznę szukać jakiś ubrań w internecie. Może coś mi przypadnie do gustu.- Kiwnął głową, posłusznie włączając telewizor.
Usiadła po jego drugiej stronie z laptopem w na kolanach, zagłębiając się w czynności.
*
Chłopak podniósł się słysząc swój dzwonek. Pobiegł do pokoju gdzie leżała jego komórka i odebrał ją.
 - Halo?
 - Cześć, kotku. Za ile będziesz? Zrobiłam kolacje..- Zmarszczył brwi, dotykając palcami skroni.
  -Nie przyjadę dzisiaj.. jestem w pracy i nie wiem kiedy będę mógł wrócić. - Chwila ciszy.
 - W pracy z Katherine?
Oderwana od zajęcia Katherine, podniosła głowę, słysząc rozmowę chłopaka. Żałowała, ze nie słyszała odpowiedzi dziewczyny, na wieść, ze chłopak nie przyjedzie na noc.
  - Tak, jestem z Katherine. Nie mogę rozmawiać. Przyjadę popołudniu i jakoś Ci to wynagrodzę, dobrze?
Brunetka na dole uśmiechnęła się kwaśno. Nie podobało jej się to, że obiecuje jej spotkanie. Nie obchodziło ją nawet to, ze to jego dziewczyna. To ją szczególnie denerwowało.Ale wiedziała jak zając tego chłopaka przez cały następny dzień...


wtorek, 16 września 2014

Rozdział 26

Jake otwierał właśnie drzwi swojego domu, widząc zapalone światło w salonie. Rzucił kluczyki na szafkę obok, zamykając drzwi.
  -Cześć, już jestem. - krzyknął.Wszedł głębiej w mieszkanie, podchodząc do fotela, w którym leżała Milena. Spojrzała na niego z uśmiechem na ustach, podciągając się i całując go w usta.
  -Zerwałeś się rano wcześnie, bez pożegnania, wiec może mi powiesz co robiłeś?- objęła go za szyję, patrząc mu w oczy,
  - Miałem sprawę do załatwienia..
  - Wiecznie masz przede mną jakieś tajemnice.
  - Wiecznie, musisz wszystko wiedzieć. - Zdjął jej ręce ze swojej szyi i podszedł do sofy, na którą rzucił się tyłem, opadając na miękkie poduszki. Milena podeszła do niego, siadając obok. Zaczęła błądzić paznokciami po jego barkach.
  - No proszę, powiedz mi..- Westchnął, zakrywając oczy ręką.
  - Byłem z Katherine.
Dziewczyna wytrzeszczyła oczy, wstając po woli i podchodząc do okna. Nie wiedziała kim jest ta dziewczyna i bała się, że odbije jej chłopaka. Bardzo go kochała i nie chciała, żeby spędzał czas z Katherine.
Chłopak wyczuł zdenerwowanie swojej dziewczyny więc podszedł do niej, oplatając ją ramionami w pasie. Oparł brodę na ramieniu Mileny, masując go.
  -Co się stało? Jesteś zazdrosna?- mruknął.Odepchnęła go delikatnie, przez co chłopak puścił ją i stanął obok.
  - Co w niej takiego jest, że ciągle Cię do niej ciągnie? - zapytała po chwili. Zaskoczyło go to pytanie. Wpatrywał się w oczy dziewczyny, próbując coś wymyślić.- Gdy się tutaj pojawiłam, wy.. ona.. była tutaj, był wieczór. Czy wy..?
  -Nie. - Odparł zgodnie z prawdą. Odetchnęła z ulgą.
 - Naprawdę nie chce żebyś się z nią spotykał i tak, jestem zazdrosna. Jesteś mój i nie chce,żeby to się zmieniło.
  -Milena, ja z nią pracuje. Nie mogę iść do szefa i poprosić go o przeniesienie bo Ty o to prosisz. Przykro mi.
  - To chociaż ogranicz to.- poprosiła. Skinął głową, wyciągając ramiona. Blondynka wtuliła się  jego pierś, oplatając go ramionami.
Chłopak zamyślił się.
Nie chciał ograniczać widzeń z Katherine. Wręcz przeciwnie. Chciał więcej.
*
Katherine kończyła pakować swoją walizkę.
Znów przenosiła się do innego hotelu i wciąż nie miała chęci informować o tym chłopaka.
Zle czuła się z nowym zleceniem. Nie była w tym amatorką ale nie lubiła tego typu zadań. Ostatnim razem przydzielili ją do 52-latka, który chciał ją wziąć siłą, przez co o mało nie wybuchła i się nie zdemaskowała. Na szczęście dla niej jak i dla Antoniego, zdążyli w samą porę i zabrali mężczyznę.
Zabrała walizkę i skierowała się do drzwi. Przewiesiła sobie torebkę przez ramię, zakładając kurtkę jeansową i obcasy. Chwyciła klamkę i nacisnęła ją wychodząc na korytarz. Podeszła do windy, nacisnęła guzik i czekała. Chwile później drzwi rozszerzyły się, wpuszczając ją do środka, gdzie stał starszy mężczyzna w garniturze, lustrując ją wzrokiem. Weszła do środka, opierając się o ścianę. Drzwi zamknęły się, a winda ruszyła, osuwając się w dół.
  - Cześć mała, może poszłabyś ze mną na kawę?- odezwał sie niski głos niedaleko niej. Odwróciła się w tamtą stronę i zobaczyła żółte zęby, których przyczyną najprawdopodobniej są papierosy, które wystawały z jego kieszeni. Popatrzyła na niego z niesmakiem.
   -Nie w tym świecie. - mruknęła, w momencie, w którym drzwi otworzyły się wypuszczając ją.
 Przeszła obok recepcji, za którą stał młody mężczyzna i z uśmiechem na twarzy pożegnał ją, zapraszając ponownie.
Portier otworzył przed nią drzwi, za którymi świeże powietrze owiało jej twarz. Odetchnęła głęboko wdychając wszelakie spaliny, po czym skierowała się do swojego nowego auta.
Wrzuciła walizkę do bagażnika, obchodząc auto i wsiadając na miejsce kierowcy. Włożyła kluczyk do stacyjki, wyjeżdżając z miejsca.
Zastanawiała się gdzie pojechać. Nie chciała jakiegoś znanego hotelu, tylko mały pensjonacik, na dwie, trzy noce góra. Po kilkunastu minutach zjechała z drogi, wyciągając telefon i wyszukując nazwy mało znanych hoteli.
W tym samym czasie zobaczyła na ekranie zdjęcie Jake'a, dźwięk ulubionej piosenki i dwie możliwość. Przeklęła szybko z uśmiechem na ustach, klikając na zieloną słuchawkę. Przyłożyła telefon bliżej ucha.
  - Cześć. Co robisz?- odezwał sie wesołym tonem.
  -Jestem w drodze. - odparła cicho. Wiedziała, że szybko by się sam tego dowiedział, a wtedy byłby na nią zły. Rozbawiłoby to ją ale nie chciała go prowokować.
  -Gdzie jesteś?- w jego głosie nie było już radości tylko bardziej irytacje, że go nie posłuchała.
  - Przecież powiedziałam, ze w drodze..
  - Katherine, wiesz o co mi chodzi.
  - Na północ od hotelu. Chcesz wpaść?- zaśmiała się jednak odpowiedz ją zaskoczyła.
  - Już jadę.
Rozłączył się, pozostawiając ją na wpół zszokowaną, na wpół szczęśliwą.
*
Widziała w tylnym lusterku jak wysiada ze swojego auta i podchodzi do drzwi pasażera. Spojrzała na niego gdy zajął miejsce.
  - Antoni wie, ze znów znikasz?- zapytał od razu.
  -Co Ty tak nagle się Antonim przejmujesz?
  - No cóż. Przydzielił mnie na Twojego ochroniarza za co jestem mu wdzięczny. W tej sprawie, obchodzi mnie jego zdanie.
  - Nie musi o wszystkim wiedzieć.- mruknęła.
  - Jeszcze się przekonamy. - Wysiadł z auta, wyciągając telefon i wybierając numer mężczyzny.
Odebrała jego sekretarka więc poprosił aby go z nim połączyła.Odebrał po sygnale.
  - Coś się stało Jake? - zapytał.
  - O co chodzi z tymi przeprowadzkami Katherine? Może ty ją jakoś przekonasz, żeby została w jednym miejscu, albo zamieszkała na ten okres ze mną.- nawijał. Szef odchrząknął.
 -To nie jest głupi pomysł chłopcze, ale narazie się to nie sprawdzi. Za trzy dni Katherine ma zlecenie, ale pewnie o tym wiesz...
  - Jakie zlecenie? - spojrzał na dziewczynę, która wysiadała własnie z auta. Jej buty na obcasie zastukały o asfalt gdy do niego podchodziła.
  - Niech ona Ci opowie, muszę kończyć. Skontaktuje się z Tobą później.
Rozłączyli się. Chłopak schował telefon do kieszeni kurtki, spoglądając wyczekująco na dziewczynę.
  - No co?- zapytała zdziwiona.
  -Co to za misja?- Odetchnęła, opierając się o auto.
  -Będziesz za mna tęsknił? - dopytywała. Spojrzał na nią pytająco.- Wyjeżdżam. Daleko. Na długo.
Podszedł do niej, łapiąc jej twarz w dłonie.
  -Nie.
 - To nie jest Twoja sprawa. Już postanowione. Jadę uwieść miliardera.
__________________
Nawet nie wiecie jak cudownie sie czyta wasze niecierpliwe komentarze. Przynajmniej wiem,że ktoś nie może się doczekać ciągu. W następnym będę chciała wysłać Katherinę na misję i rozbudować rozdział także mam nadzieje, że się nie zawiedziecie. :)

wtorek, 9 września 2014

Rozdział 25

Chłopak przyśpieszył mijając z dużą prędkością przechodniów i większość aut, prowadzonych przez starsze osoby.
  -Aż tak mi się nie śpieszy! - wyrzuciła dziewczyna, kiedy przejechali na czerwonym świetle.
  -Boisz się, ze nas złapią?
  -Mam wystarczająco dużo problemów.
  -Jeśli to Ci poprawi humor to nie mam nawet prawa jazdy.- Popatrzyła na niego dziwnym wzrokiem, którego nie mógł rozszyfrować. Roześmiał się, kładąc ręke na jej kolanie. - Żartuje. Nie martw się, dowiozę Cię bezpiecznie.
Po jeszcze dwóch przejechanych czerwonych światłach, dojechali pod same drzwi biura Antoniego.
Spojrzała na te wielkie oszklone drzwi, które tak bardzo zmieniły jej życie. Wróciła wzrokiem do chłopaka, który patrzył na nia łagodnie i wyczekująco.
  - Tak, tak. Już mnie nie ma. - rzuciła zabierając mały plecaczek i torbę z zakupami.
  - Poczekam tutaj na Ciebie.- oświadczył. Pokręciła przecząco głową.
  - Wezmę auto Antoniego. Nie będę przecież jeździła taksówkami, albo liczyła na Ciebie. Tak czy inaczej, dziękuje, że wybawiłeś mnie z hotelu.
  - Zobaczymy się jutro tak?  Przyjadę rano.
  - Nie musisz. Możliwe, że znów się przeniosę, może nawet dzisiaj.
  - Jeśli postanowisz coś takiego, chce żebyś dała mi znać. - Skinęła głową, wysiadając. Jej buty na delikatnym obcasie zadudniły o szary chodnik. Zamknęła za sobą drzwi, napotykając wzrok chłopaka.
Odczekała aż auto zniknie jej z pola widzenia i dopiero wtedy weszła do budynku.
Podeszła do sekretarki, wręczając jej reklamówkę na przechowanie. Skinęła głową ze sztucznym uśmiechem. Nigdy się nie lubiły. Gdyby Kamila, sekretarka, nie wiedziała czym się zajmuje, pewnie mogłaby się spodziewać śliny na owocach i warzywach albo co lepsze, dostałaby pustą reklamówkę od brunetki z wrednym wyrazem twarzy.
Ruszyła truchtem schodami, na ostatnie piętro.
Gdy pierwszy raz tutaj była z matką, zdziwiła się, że zamiast jechać winda ona biega po schodach. Na szczęście, pozwoliła jej użyć windy, więc poczekała chwilkę na kobietę ,po której nie było widać zmęczenia.
Gdy po którymś treningu, Antoni kazał jej biec do jego gabinetu schodami, sądziła, że zwariował.
Patrząc z tej perspektywy czasu, wiedziała, że to poprawia jej kondycje i przy okazji samopoczucie. W miarę szybko dotarła na sama górę i szła długim korytarzem do drzwi pracodawcy. Stanęła przed nimi,uderzając kostkami w nie dwa razy.
  - Proszę. - usłyszała, wiec nacisnęła klamkę i pchnęła. Antoni pochylał się nad swoim laptopem z okularami na nosie. Ujrzawszy ją, przerwał czynność, wstając i pokazując jej ręką fotel na przeciwko biurka.
  - Cieszę się, że tak szybko dotarłaś. - zaczął.
  -Nie ode mnie to zależało.. - mruknęła. Spojrzał pytająco. - Potrzebuje auta.
  - A co sie stało z tamtym?
  - Wybuchł. - Otworzył szeroko oczy po chwili śmiejąc się. Ta dziewczyna zaskakuje go z każdą wizytą.
  - Dobrze. Gdy już skończymy zejdziesz na parking i wybierzesz sobie który będziesz chciała. - Skinęła głową usatysfakcjonowana. - Przejdźmy do rzeczy. - Przycisnął guzik na pilocie, dzięki czemu pojawił sie krótki film za jego plecami.
Pierwsze co się pojawiło to zdjęcie mężczyzny. Bruneta, lekko otyłego z zarostem na twarzy. Był ubrany w mundur więzienny z plakietką w rękach.
  - Wyszedł z pierdla kilka miesięcy temu. Zanim tam trafił był miliarderem...
  - A za co tam trafił?- wtrąciła.
  - Trudnił się prostytucją.
  - Czyli alfons.- mruknęła.
  - Nie do końca. Jest bardzo szanowanym obywatelem naszego kraju jak i paru innych. Prostytucja to lewy interes, który odkryli przypadkiem. Niestety nie zniechęciło to jego wspólników do zmiany zdania co do niego i odtrącenia go.Wręcz przeciwnie. Zbiera coraz więcej ludzi. Nie dawno ukradł cenny obraz, który musimy mieć.
  - Dlaczego?
  - Zlecili nam to. Zaproponowali tez wysoką sumę za jego odnalezienie i dostarczenie im.
  - Rozumiem, że to ja mam go odebrać, tak?
  - Zgadza się. Przydzielimy Ci paru ludzi, którzy Ci w tym pomoże.
  - Jak mam się tam dostać? - zapytała. Skoro człowiek miał ludzi i był miliarderem, to nie sadziła, ze tak od tak ją wpuszczą.
  - Za niedługo odbędzie się zamknięty bal, na którym będzie i on. I będziesz i Ty. - Spojrzał na nią ostrożnie. - Chce żebyś go uwiodła i zebrała wszystkie potrzebne informacje. - Westchnęła, stukając paznokciami o oparcie fotela.
 - Bal jest za trzy dni. - uprzedził jej pytanie. Nie odszywając się wstała i ruszyła w stronę drzwi. - Spotkamy się jeszcze przed akcją. Do zobaczenia Katherine.
Musiała się spotkać z Jake'iem.

czwartek, 4 września 2014

Rozdział 24

Po kilkunastu minutach drogi do najbliższego supermarketu dotarli na parking, gdzie nie było problemu ze znalezieniem miejsca. Dokładnie powiedziawszy oprócz Jake'a samochodu były jeszcze cztery inne.
Wysiadł szybko z samochodu, by otworzyć drzwi dziewczynie obok. Wyszła, poprawiając sobie bluzkę i nie patrząc na chłopaka ruszyła w stronę drzwi do supermarketu.
Było jej tak przyjemnie. W samochodzie gdy byli już nie daleko, zrobiło jej się gorąco przez temperaturę tam panującą lecz teraz idąc, czuła świeże powietrze odbijające się od jej policzków. Rozsunęła swoją kurtkę  aby powietrze również owiało jej brzuch i dekolt przez cienki materiał bluzki.
Poczuła czyjąś rękę na swojej, ułożonej wzdłuż swojego boku i spojrzała na nią zaskoczona.
To była dłoń Jake'a. Spojrzała na niego próbując się wyrwać. Uśmiechnął się do niej promiennie mocniej ściskając jej małą, ciepłą dłoń.
  - To tylko tak w ramach ochrony. - mruknął. Przestała się wyrywać pozwalając mu na ten czyn.
Drzwi przed nimi automatycznie się rozsunęły pozwalając im wejść do środka. Tak jak się okazało sklep świecił pustkami a sprzedawczyni oparła się wygodnie na dłoniach.
Chłopak sięgnął po czerwony koszyk, a po chwili dziewczyna powtórzyła jego czyn. Przechadzali się miedzy półkami co jakiś czas wrzucając coś do koszyka. Zerknęła w jego stronę:
  - Będziesz miał straszny cholesterol jak tyle tego zjesz.
Spojrzał na nią pytająco a potem na zawartość swojego koszyka.
  - Nie przesadzaj. Mięso jest potrzebne, zwłaszcza mężczyźnie. Jeśli tak się o mnie martwisz możesz pomóc mi to wszystko zjeść. - uśmiechnął się wkładając jeszcze jedno opakowanie ud kurczaka.
  - Pewnie jakby mnie to nie obrzydzało... to nie zmieniłoby tego, że bym Ci nie pomogła.
Minęła go przechodząc do działu z warzywami. Sięgnęła po woreczek, który leżał obok i schowała w nim kilka rzodkiewek, cebule. Sięgnęła po następny i wpakowała w niego dużą główkę sałaty.
  - Dieta składająca się z sałatek?- zapytał tuż przy jej uchu Jake.
 - Nie ale choćby nawet to to dużo lepsze niż opychanie się mięsem.
 - Ty sądzisz, że żywię się tylko takimi tłustymi rzeczami? Na jakim świecie ty dziewczyno żyjesz.. - sięgnął do koszyka.- Jest jeszcze coś takiego jak chipsy, które wcinam leżąc na kanapie- pokazał jej paczkę paprykowych chipsów- oraz piwo,- wyciągnął puszkę- którym popije to wszystko.
Zaśmiała się, kontynuując robienie zakupów. Przechadzała się między tymi wszystkimi niezdrowymi rzeczami czekając aż chłopak zdecyduje się co jeszcze wrzucić do koszyka.
  - Powinieneś robić sobie listę co Ci brakuje i wszystko pójdzie dużo szybciej.- mruknęła znudzona. Podszedł do niej powoli i niespodziewanie.
  - Bardzo mi brakuje Ciebie, w moim domu. Nadal jesteś pewna, że tak będzie szybciej?- zanim zdążyła odpowiedzieć pocałował ją szybko, smakując tym samym jej błyszczyka co zmieszało dziewczynie.
Nie podobało jej się to, że bez skrupułów ją całuje ale z drugiej strony- to Jake.
Sama nie wiedziała czemu, ale to było dla niej coś normalnego. Zdążyła go trochę polubić i gdyby nie ich sytuacja, która panowała teraz, może coś by się wydarzyło.
Nie chciała o tym myśleć. Naburmuszona ruszyła w drugą stronę, jak najdalej od chłopaka. Wykorzystała okazję, że jest odwrócony tyłem więc wymknęła się za półki i przeszła na sam koniec. Sięgnęła po paluszki i łapnęła czekoladę idąc po bułki. Obok, stała tabliczka z zdjęciem bułki i nazwą. Zdziwiła się bardzo tą różnorodnością i tymi dziwnymi nazwami.
Zdecydowała się na wybieranie przez patrzenie na obrazki, ponieważ tylko garstkę nazw kojarzyła. Reszta była jej zupełnie obca.
  - Na Twoim miejscu skusiłbym się na tą - odezwał się nieznajomy głos blisko niej. Odwróciła się nerwowo i ujrzała chłopaka, niewiele starszego od niej, uśmiechającego się do niej przyjaźnie. Spojrzała na jego palec, który wskazywał francuski rogal z nadzieniem wiśniowym.
  - Raczej nie przepadam za tymi owocami.. - odezwała się po krótkiej chwili.
  - W takim razie czekolada. Czekoladę lubi każdy.  - Uśmiechnęła się. Ku jego zaskoczeniu sięgnęła po wskazanego przez niego rogala i schowała go do koszyka.
  - Może teraz moja kolej.- Rozejrzała się po tablicy i wskazała najładniej wyglądającą bułkę. - Spróbuj tę, a jak się spotkamy następnym razem, powiesz mi czy była dobra.
  - A może sprawdzimy to teraz? - zapytał unosząc brwi. Sięgnął po bułkę, oderwał kawałek i przyblizył się wkładając go dziewczynie do ust. Zgodnie z jej nadziejami okazała się bardzo dobra, co powiedziała zadowolonemu chłopakowi.
Kątem oka zerknęła w bok i zobaczyła Jake'a,który również ją zauważył i szedł w jej stronę szybkim krokiem z zaciśniętą szczęką.
  - Teraz Ty.- również urwała kawałek i kazała otworzyć chłopakowi usta. Spełnił jej prośbę więc wsunęła mu kawałek. Czekała na reakcje chłopaka, kiedy czyjeś ręce oplotły ją w tali.
  -Wszędzie Cię kochanie szukałem.. - zaczął Jake słodkim głosem, patrząc na jej profil. Gdy nie doczekał się reakcji pociągnął ją delikatnie ale stanowczo w swoją stronę.- Chyba już wszystko kupiliśmy, możemy jechać do domu.
  - Tak... Ja też się zbieram. - wtrącił się zdezorientowany chłopak. Spojrzał na dziewczynę. -Mam nadzieje, że się jeszcze spotkamy i skonsumujemy inne bułeczki.- Puścił do niej oko i odszedł.
Gdy tajemniczy chłopak, którego imienia Katherine nie zdążyła poznać zniknął za rogiem, odwróciła się w stronę szatyna , sprawiając, że jego ręce spoczywały na dole jej pleców.
Widziała w jego oczach złość, która powoli się ulatniała gdy na nią patrzył.
  -Co to miało być?- zapytała.
  - Komunikat. Możemy się zbierać jeśli wszystko już spakowałaś do koszyka.
  - Dobrze wiesz, ze nie oto mi chodzi.. - Uniósł brwi zaciekawiony. Wiedział o czym mówi, ale chciał sie z nią trochę podroczyć. - Po co odstawiłeś tą całą szopkę?
  - Nie rozumiem o co Ci chodzi.. Podszedłem do Ciebie powiedzieć Ci, że jeśli jesteś gotowa możemy kończyć zakupy.
  - I tym samym przeszkodziłeś mi w rozmowie. Kochanie? Co to miało znaczyć?- warknęła. Przewrócił oczami łapiąc ją za rękę, którą po chwili puściła i skrzyżowała na swojej piersi.
Podeszli w ciszy do pustej kasy. Pozwolił aby dziewczyna pierwsza kupiła swoje zakupy a po chwili kasjerka zajęła się nim. Gdy i on zapłacił za wszystko, wziął torbę od Katherine i wyszli na zewnątrz.
Podeszli do auta, otworzył bagażnik wkładając rzeczy, zamknął go. Podszedł do dziewczyny i otworzył jej drzwi. Nie patrząc na niego wsiadła i zapięła pasy. Odetchnął przechodząc koło maski i otwierając sobie drzwi. Usiadł na miejscu kierowcy wkładając kluczyki do stacyjki i przekręcając. Auto zawyło gdy nacisnał gaz i po chwili ruszył w stronę wyjazdu.
  - Nie denerwuj się na mnie... - odezwał się po 10 minutach jazdy w ciszy. Dziewczyna prychnęła.
  - Więc przestań się mieszać w moje sprawy.
" Chciałbym.." - pomyślał.
Zanim odpowiedział, dziewczynie zaczął dzwonić telefon. Wyciągnęła go z kieszonki w kurtce i odebrała.
  -Coś się stało?- zaczęła.
  -Przyjedz do biura. Mam dla Ciebie robotę. - usłyszała.