Katherine rozłączyła się, rzucając telefon na łóżko, krzyżując ręce przez Jakiem, który wszedł do jej pokoju.
Miała nadzieje, że sobie odpuści zwłaszcza teraz, gdy wróciła jego była/obecna dziewczyna. Przekrzywiła głowę przyglądając się mu.
-Co Ty tu robisz?- spytała.
- W sumie mógłbym Cię spytać o to samo..- odparł mijając ją i układając się na hotelowym-jej-łóżku.
" Matko jak on mnie denerwuje! " pomyślała zaciskając szczękę. Wzięła kilka głębokie oddechów, które pozwoliły jej się uspokoić i odparła.
- Nie rozsiadaj się bo zaraz wychodzisz.
- A co się stanie jeśli nie będę chciał wyjść dobrowolnie?- zaśmiał się.
- Wtedy zawołam ochronę.- Jake uniósł jedną brew, wstając i podchodząc do niej, zakładając kosmyk włosów za ucho. Zbliżył się i szepnął:
- Czyżbyś sama nie umiała sobie już ze mną poradzić?- Tym razem to ona się zaśmiała.
- Po prostu nie chciałabym Ci zrobić krzywdy.
- Jesteś tylko dziewczyną. Jesteś niższa i lżejsza. Mógłbym Cię położyć tu i teraz. - Uśmiechnął się na widok jej miny. Był pewien, że co innego przeszło jej po myśli przy ostatnim zdaniu. Szybko jednak sie opanowała i na nowo patrzyła w jego zielone oczy.
- Mogę Cię tu położyć?- pokazał na podłogę.
- Nie. - odwróciła idąc do łazienki. Zamknęła za sobą drzwi na klucz i podeszła do umywalki. Popatrzyła na siebie w lusterku, które miała przed sobą i stwierdziła,że nie jest wcale brzydka. Wręcz przeciwnie.
Duże ciemne oczy przysłaniały długie rzęsy, które wyglądały jak pomalowane. Wystające kości policzkowe, mały zgrabny nos,na którym zauważyła kilka piegów i duże malinowe usta. Na dodatek długie, lekko falowane włosy dodawały jej jeszcze więcej uroku.
" Jestem zdecydowanie ładniejsza od Mileny". Tylko dlaczego aż tak ją to obchodziło? Ta dziewczyna od samego początku była tylko pustą lalą i pewnie już taką zostanie, więc dlaczego tak jej zależy aby być od niej ładniejszą?
Rozpuściła włosy, ponownie układając je w koka. Przebrała swoje dresy w krótkie spodenki i luzną,krótką koszulkę na ramiączkach po czym wyszła z łazienki.
Gasząc światło, poczuła ręce po swoich bokach i sekundę później dotykała się ciałem z Jakiem, który walczył z chęcią pocałowania jej.
Nie chciał zdradzić Mileny i tym samym skomplikować swoich relacji z Katherine.
Dziewczyna widać była zaskoczona ale nie poruszyła się.
" Cholera, pieprzyć to!"- przebiegło mu w myślach. Pochylił się, muskając nosem jej policzek.
Objął ją mocniej, przyciągając ja tym jeszcze bardziej. Dotknął wargami jej usta kosztując tym samym jej błyszczyka. Czuł jak się uśmiecha.
Nie dane było im na nic więcej przez telefon chłopaka, który rozdzwonił się w jego kieszeni.
Katherine oblizała wargi, wychodząc z objęć chłopaka i kierując się do kuchni. Chciała dać mu chwile prywatności. Podeszła do szafki, z której wyjęła płatki, po czym sięgnęła po mleko stojące na ladzie.
Wsypała smakołyk do miski, zalewając je z myślą czy nie poczęstować chłopaka. Tak z grzeczności. Jednak nie chciała żeby tutaj przychodził a tym bardziej aby zostawał na dłużej.
-Nie... wysili mi SMS-em co potrzebujesz a Ci to kupie. - usłyszała głos chłopaka.- Tak... Nie nie jestem. Dobrze.. Postaram się jak najszybciej. Cześć.
Widziała jak chowa telefon do kieszeni w spodniach i opiera się o ścianę. Uśmiechnął się do niej niepewnie, wskazując ruchem głowy na miskę.
-Mogę się przyłączyć?
Wzruszyła ramionami dając mu pozwolenie jednak nie zamierzała wstawać. Patrzyła jak chłopak otwiera i zamyka szafki, lodówkę i po chwili usiada na wprost niej. Włożył sobie pełną łyżeczkę jej ulubionych płatków do ust, spoglądając na dziewczynę.
-Ile jeszcze zamierzasz tu pomieszkiwać?-spytał po chwili.
- Tylko jeszcze jedną noc..- Wyciągnęła gazetę, która leżała na półce obok stołu i otworzyła na przypadkowej stronie. Udawała zainteresowanie w nadziei, że chłopak przestanie mówić jednak on nawet się tym nie przejął.
-To świetnie. Więc zmieniłaś zdanie i wracasz?- zapytał tak entuzjastycznie, że z samej ciekawości i z niedowierzania zerknęła w jego stronę.
- Oczywiście, że nie. Znajdę sobie inny hotel.
-A w czym to jest lepsze od mieszkania u mnie?- Z jednej strony podobało jej się to,że tak nalega aby wróciła lecz z drugiej nie mogła uwierzyć, że ktoś taki jak on, naraża i siebie i ją na niebezpieczeństwo.
- Powiedz mi, jak długo mam Ci to jeszcze tłumaczyć? Nie czuje się tam bezpiecznie.
Ku zaskoczeniu Jake'a, poczuł się z tym źle. Polubił Katherine i chce jej dobra. Nie spodobała mu się informacja, że nie czuje się z nim bezpiecznie, kiedy on robi wiele by czuła się z nim jak najlepiej.
- Nie mów tak..- odezwał się cicho.- A czy w hotelach jest bezpiecznie? Każdy może Cię tutaj namierzyć..
-Wygląda na to, że u Ciebie również.
W ciszy dokończyli śniadanie. Katherine wciąż przeglądała magazyn, bez zainteresowania wpatrując się w fikuśne stroje na obrazku.
Chłopak za to dyskretnie wpatrywał się w spokojny profil szatynki. Obserwował ruch jej ręki, gdy z pełną łyżeczką podnosiła ją do malinowych ust, po to by po sekundzie wyjąć ją pustą.Był zły i jednocześnie wdzięczny Milenie za telefon. Zle się czuł gdy pomyślał, że tym zdradza swoją dziewczynę, jednak kiedy był blisko Katherine to nie czuł, że robi coś złego. Wręcz przeciwnie. Czuł jakby wszystko było na swoim miejscu, co wydawało mu się absurdem.
Wstał odnosząc brudną miskę do zlewu, po chwili podchodząc do krzesła dziewczyny.
-Wybieramy się na zakupy, cieszysz się?- wypalił. Spojrzała na niego pytająco, odwracając się.Wzruszył ramionami idąc w kierunku drzwi. Zdjął z wieszaka swoją skórzaną kurtkę, którą wcześniej tam zostawił i czekał az dziewczyna zbierze swoje rzeczy. Podeszła do niego z torebkę w ręce i z butami. Usiadła na małej sofie obok lustra i założyła je. Wstała sięgając po swoją ramoneskę, kiedy Jake uprzedził ją i pomógł jej ją założyć.
Niespodziewanie dla niej objął ją mocno w pasie, przyciągając do siebie i całując w skroń.
-To w drogę. - uśmiechnął się, otwierając drzwi.
środa, 27 sierpnia 2014
wtorek, 19 sierpnia 2014
Rozdział 22
-Kochanieee.. - usłyszał cichutko, radosny głos po swojej prawej stronie i poczuł palce błądzące po jego klatce piersiowej. Po kilku zachętach uchylił jedno oko zerkając na dziewczynę, która rozpromieniła się na ten widok. Z jękiem przyciągnął ją do siebie, zamykając oczy i chcąc wrócić do krainy snów, z której został wyrwany.
- O nie, nie mój dro.. Cholera, Jake. Dusisz mnie!- wykrzyczała w jego klatkę piersiową. Puścił dziewczynę, przekręcając się na brzuch i wtulając policzek w poduszkę.
- Błagam Cię, jeszcze pięć minut. Nie mam siły wstawać.
- Wiem, kotku i wierz mi,że nie budziłabym Cię gdyby to nie było konieczne.-Otworzył oczy, patrząc na nią pytająco.
- Dzwonił jakiś Antonii. - Momentalnie siły mu wróciły. Skoczył na nogi i podszedł do szafki, gdzie leżał telefon. - Odebrałam i powiedziałam,że śpisz. Pytał chyba o tą dziewczynę co tutaj wczoraj była ale powiedziałam,że się wyprowadziła. Chyba był zdziwiony tym, że ja odebrałam.- Zachichotała.- Ale tak czy siak, obiecałam, że zaraz Cię obudzę i po proszę abyś zadzwonił. Także jedną prośbę spełniłam, teraz czas na drugą.
Spojrzał na godzinę rozmowy. Niecałą godzinę temu. Przez prawie minute.
- Jesteś na mnie zły? - zapytała niepewnie wpatrując się w jego twarz.
Czy był zły? Jasne,że był. Ona nie ma pojęcia jakim zawodem się trudni i nie życzył sobie by odbierała jego telefonu albo w nim grzebała. Cenił sobie prywatność i zdawało mu się, że ona dobrze o tym wiem.
- Nie jestem..- skłamał.- Ale nie podoba mi się to, że obierasz moje telefony.
- Ale spałeś i nie chciałam,żeby dzwonek Cię obudził..- tłumaczyła się. Skierował się w stronę drzwi.
- Nic by mi się nie stało. Zaraz wracam. - Wyszedł. Zbiegł schodami, oglądając się czy dziewczyna nie idzie za nim. Kiedy upewnił się, że została w pokoju, przeszedł do kuchni, opierając się o blat. Nacisnął zielony guzik,łącząc się z pracodawcą.
Odebrał po kilku sygnałach.
- No wreszcie, Jake. Do cholery, co się z Wami dzieje?- zapytał.
- A co się ma dziać?
- Nie mogę się dodzwonić do Katherine.- zaczął.- Ta dziewczyna co odebrała... powiedziała, że się wyprowadziła. Co tam się dzieje? - podniósł ton głosu.
- Przyjechała moja dziewczyna i.. jakoś nie przypadły sobie do gustu. Kath stwierdziła, że to jest niebezpieczne, że ona jest z nami więc się spakowała i się wyniosła.
- Powiedziała Ci chociaż gdzie?
- Nie. Liczę na to,że się odezwie.
-Marnę nadzieje, chłopcze.- wyznał.- Spróbuje ją namierzyć i wyśle kogoś. Dam Ci znać jak ją znajdziemy.
-Ja po nią pojadę. W końcu jestem jej ochroniarzem.- zakpił, wymawiając z naciskiem ostatnie słowo. Antoni przytaknął, po chwili się rozłączając. Odetchnął głęboko, podchodząc do lodówki i otwierając ją na oścież. Zakupy, które zrobił z Lucy i Katherine znacznie znikły i już najwyższy czas aby znów się wybrać. Tak, zrobi to jak będzie wracał z dziewczyną do domu.
Nie wyobrażał sobie takiej sytuacji jaka miała miejsce wczoraj i jaka panuje dzisiaj.
- Milena! Masz ochotę na jajka?!- krzyknął, spoglądając za produkty przed sobą. Nie czekając na odpowiedz zabrał się za przygotowywanie posiłku. Sięgnął po patelkę na górną półkę i gdy ułożył ją na gazie, poczuł dłonie oplatające go w pasie od tyłu.
- I jak?- zapytała przytulając się do jego pleców.
- Będę musiał skoczyć na zakupy. Te co zrobiłem z Katherine już się skończyły..- Poczuła niesmak na myśl, że będzie jadła jajka, które kupił Jake z brunetką.
- To może wybiorę się z Tobą..- zaproponowała.
- Nie, wiesz, zaraz i tak będę musiał jechać więc to żaden problem kupić przy okazji parę rzeczy.
- Zostawisz mnie tutaj samą?- zrobiła smutną minę, siadając na blacie przed nim.- Na jak długo?
- Naprawdę nie wiem. Mam parę spraw do załatwienia..
- A może pojadę z Tobą, nie będę Ci przeszkadzała.. Posiedzę w aucie albo coś..
Pokręcił głową chociaż był bardzo ciekawy reakcji Mileny gdyby wyszedł z Katherine z jednego z hoteli.
" Nie bądz egoistą.. "- upomniał się.
-Będzie lepiej jak zostaniesz tutaj. Masz tu basen, telewizor, tablet. Wrócę pewnie wieczorem i coś porobimy, dobrze?- Trochę udobruchana poniosła kącik ust. Nachyliła się i dotknęła ustami warg chłopaka.
**
Twarz zaczęła ją palić przez ciepłe promienie słoneczne padające na jej twarz. Odwróciła się na drugi bok, tak, by słońce grzało jej gołe plecy. Było jej tak przyjemnie, że nie wiedziała jak zmusić się aby wstać.
- Kochanie, wstawaj bo spóźnisz się do szkoły!- mówił tata.- Nie zamierzam kolejny raz przychodzić i zastawać Cię w tej samej pozycji. A już na pewno nie będę Cię odwoził do szkoły, zapomnij moja panno.
- Zle się czuje.. Na pewno poczuję się lepiej gdy jeszcze chwile pośpię.- mruknęła mocniej tuląc się do poduszki. Zniecierpliwiony rodzic podniósł kołdrę przez co dziewczyna poczuła zimne powietrze na gołych nogach i ramionach, co momentalnie ją obudziło.
- Zachowujesz się jak kot. Najlepiej żebyś wstawała co parę godzin coś przekąsić i znów wracać do łóżka. Niedoczekanie Twoje...
Zaśmiała się przypominając sobie zawsze te same słowa ojca kiedy nie mógł ją dobudzić rano. Powoli przekręciła się na plecy, jedną ręką zgarniając swoje włosy, które opadły jej na policzek.
Dawno nie kontaktowała się z ojcem. Z nikim się ostatnio nie kontaktowała, a już zwłaszcza z Lucy.
Nie zwlekając złapała telefon z szafki nocnej i wyszukała w kontaktach siostry. Nacisnęła zieloną słuchawkę, przyciskając telefon do ucha, a drugą ręką bawiąc się kołdra.
Po kilku sekundach usłyszała zaspany, delikatny głos siostry.
- Cześć skarbie. Obudziłam Cię?- zapytała uśmiechając się.
- Katherine? Czemu dzwonisz dopiero teraz? Kiedy przyjedziesz?- dopytywała siostra. Dziewczyna zaśmiała się.
- Wierz mi, że najchętniej przyjechałabym już dzisiaj.
-Więc w czym problem? Wsiadaj w samolot, a my po Ciebie wyjedziemy. Wez sobie urlop w pracy i po sprawie.
- W mojej pracy nie ma czegoś takiego słońce. Obiecuje, że przyjadę najszybciej jak to będzie ..
Przerwało jej pukanie do drzwi. Postanowiła je zignorować. W końcu mogłaby jeszcze spać.
- Najszybciej jak to będzie możliwe.- dokończyła szeptem.
- Co się dzieje? Dlaczego szepczesz? Gdzie jesteś?- ponowiła pytania Lucy. Siostra uspokoiła ją wyjaśniając sytuacje. Już miała zapytać o rodziców kiedy ktoś po drugiej stronie drzwi znów dał o sobie znać.
- Katherine.. wiem, że tam jesteś. Nie każ mi wywarzać drzwi..
" Błagam... " - pomyślała. Dobrze wiedziała do kogo należy ten głos i w tym momencie nie była zadowolona, że go słyszy.
Podniosła się schodząc z łóżka idąc w kierunku drzwi. Rzuciła okiem na lusterko koło drzwi i zamarła. Była w skąpej bieliźnie i krótkim T-shircie. Nie pokaże mu się w tym stroju!
Zawróciła biegiem do walizki przeszukując ją.
- Lucy..
Odwróciła się słysząc jak ktoś odchrząka zaraz za nią. Nie dowierzała, że jednak to zrobił...że włamał sie do jej pokoju.
-Zadzwonię później dobrze?- odezwała się po chwili do telefonu.
- Stało się coś?
- Nie. Jake przyjechał.
_______________
zapraszam na drugiego bloga :
edzia-lifestyle.blogspot.com
- O nie, nie mój dro.. Cholera, Jake. Dusisz mnie!- wykrzyczała w jego klatkę piersiową. Puścił dziewczynę, przekręcając się na brzuch i wtulając policzek w poduszkę.
- Błagam Cię, jeszcze pięć minut. Nie mam siły wstawać.
- Wiem, kotku i wierz mi,że nie budziłabym Cię gdyby to nie było konieczne.-Otworzył oczy, patrząc na nią pytająco.
- Dzwonił jakiś Antonii. - Momentalnie siły mu wróciły. Skoczył na nogi i podszedł do szafki, gdzie leżał telefon. - Odebrałam i powiedziałam,że śpisz. Pytał chyba o tą dziewczynę co tutaj wczoraj była ale powiedziałam,że się wyprowadziła. Chyba był zdziwiony tym, że ja odebrałam.- Zachichotała.- Ale tak czy siak, obiecałam, że zaraz Cię obudzę i po proszę abyś zadzwonił. Także jedną prośbę spełniłam, teraz czas na drugą.
Spojrzał na godzinę rozmowy. Niecałą godzinę temu. Przez prawie minute.
- Jesteś na mnie zły? - zapytała niepewnie wpatrując się w jego twarz.
Czy był zły? Jasne,że był. Ona nie ma pojęcia jakim zawodem się trudni i nie życzył sobie by odbierała jego telefonu albo w nim grzebała. Cenił sobie prywatność i zdawało mu się, że ona dobrze o tym wiem.
- Nie jestem..- skłamał.- Ale nie podoba mi się to, że obierasz moje telefony.
- Ale spałeś i nie chciałam,żeby dzwonek Cię obudził..- tłumaczyła się. Skierował się w stronę drzwi.
- Nic by mi się nie stało. Zaraz wracam. - Wyszedł. Zbiegł schodami, oglądając się czy dziewczyna nie idzie za nim. Kiedy upewnił się, że została w pokoju, przeszedł do kuchni, opierając się o blat. Nacisnął zielony guzik,łącząc się z pracodawcą.
Odebrał po kilku sygnałach.
- No wreszcie, Jake. Do cholery, co się z Wami dzieje?- zapytał.
- A co się ma dziać?
- Nie mogę się dodzwonić do Katherine.- zaczął.- Ta dziewczyna co odebrała... powiedziała, że się wyprowadziła. Co tam się dzieje? - podniósł ton głosu.
- Przyjechała moja dziewczyna i.. jakoś nie przypadły sobie do gustu. Kath stwierdziła, że to jest niebezpieczne, że ona jest z nami więc się spakowała i się wyniosła.
- Powiedziała Ci chociaż gdzie?
- Nie. Liczę na to,że się odezwie.
-Marnę nadzieje, chłopcze.- wyznał.- Spróbuje ją namierzyć i wyśle kogoś. Dam Ci znać jak ją znajdziemy.
-Ja po nią pojadę. W końcu jestem jej ochroniarzem.- zakpił, wymawiając z naciskiem ostatnie słowo. Antoni przytaknął, po chwili się rozłączając. Odetchnął głęboko, podchodząc do lodówki i otwierając ją na oścież. Zakupy, które zrobił z Lucy i Katherine znacznie znikły i już najwyższy czas aby znów się wybrać. Tak, zrobi to jak będzie wracał z dziewczyną do domu.
Nie wyobrażał sobie takiej sytuacji jaka miała miejsce wczoraj i jaka panuje dzisiaj.
- Milena! Masz ochotę na jajka?!- krzyknął, spoglądając za produkty przed sobą. Nie czekając na odpowiedz zabrał się za przygotowywanie posiłku. Sięgnął po patelkę na górną półkę i gdy ułożył ją na gazie, poczuł dłonie oplatające go w pasie od tyłu.
- I jak?- zapytała przytulając się do jego pleców.
- Będę musiał skoczyć na zakupy. Te co zrobiłem z Katherine już się skończyły..- Poczuła niesmak na myśl, że będzie jadła jajka, które kupił Jake z brunetką.
- To może wybiorę się z Tobą..- zaproponowała.
- Nie, wiesz, zaraz i tak będę musiał jechać więc to żaden problem kupić przy okazji parę rzeczy.
- Zostawisz mnie tutaj samą?- zrobiła smutną minę, siadając na blacie przed nim.- Na jak długo?
- Naprawdę nie wiem. Mam parę spraw do załatwienia..
- A może pojadę z Tobą, nie będę Ci przeszkadzała.. Posiedzę w aucie albo coś..
Pokręcił głową chociaż był bardzo ciekawy reakcji Mileny gdyby wyszedł z Katherine z jednego z hoteli.
" Nie bądz egoistą.. "- upomniał się.
-Będzie lepiej jak zostaniesz tutaj. Masz tu basen, telewizor, tablet. Wrócę pewnie wieczorem i coś porobimy, dobrze?- Trochę udobruchana poniosła kącik ust. Nachyliła się i dotknęła ustami warg chłopaka.
**
Twarz zaczęła ją palić przez ciepłe promienie słoneczne padające na jej twarz. Odwróciła się na drugi bok, tak, by słońce grzało jej gołe plecy. Było jej tak przyjemnie, że nie wiedziała jak zmusić się aby wstać.
- Kochanie, wstawaj bo spóźnisz się do szkoły!- mówił tata.- Nie zamierzam kolejny raz przychodzić i zastawać Cię w tej samej pozycji. A już na pewno nie będę Cię odwoził do szkoły, zapomnij moja panno.
- Zle się czuje.. Na pewno poczuję się lepiej gdy jeszcze chwile pośpię.- mruknęła mocniej tuląc się do poduszki. Zniecierpliwiony rodzic podniósł kołdrę przez co dziewczyna poczuła zimne powietrze na gołych nogach i ramionach, co momentalnie ją obudziło.
- Zachowujesz się jak kot. Najlepiej żebyś wstawała co parę godzin coś przekąsić i znów wracać do łóżka. Niedoczekanie Twoje...
Zaśmiała się przypominając sobie zawsze te same słowa ojca kiedy nie mógł ją dobudzić rano. Powoli przekręciła się na plecy, jedną ręką zgarniając swoje włosy, które opadły jej na policzek.
Dawno nie kontaktowała się z ojcem. Z nikim się ostatnio nie kontaktowała, a już zwłaszcza z Lucy.
Nie zwlekając złapała telefon z szafki nocnej i wyszukała w kontaktach siostry. Nacisnęła zieloną słuchawkę, przyciskając telefon do ucha, a drugą ręką bawiąc się kołdra.
Po kilku sekundach usłyszała zaspany, delikatny głos siostry.
- Cześć skarbie. Obudziłam Cię?- zapytała uśmiechając się.
- Katherine? Czemu dzwonisz dopiero teraz? Kiedy przyjedziesz?- dopytywała siostra. Dziewczyna zaśmiała się.
- Wierz mi, że najchętniej przyjechałabym już dzisiaj.
-Więc w czym problem? Wsiadaj w samolot, a my po Ciebie wyjedziemy. Wez sobie urlop w pracy i po sprawie.
- W mojej pracy nie ma czegoś takiego słońce. Obiecuje, że przyjadę najszybciej jak to będzie ..
Przerwało jej pukanie do drzwi. Postanowiła je zignorować. W końcu mogłaby jeszcze spać.
- Najszybciej jak to będzie możliwe.- dokończyła szeptem.
- Co się dzieje? Dlaczego szepczesz? Gdzie jesteś?- ponowiła pytania Lucy. Siostra uspokoiła ją wyjaśniając sytuacje. Już miała zapytać o rodziców kiedy ktoś po drugiej stronie drzwi znów dał o sobie znać.
- Katherine.. wiem, że tam jesteś. Nie każ mi wywarzać drzwi..
" Błagam... " - pomyślała. Dobrze wiedziała do kogo należy ten głos i w tym momencie nie była zadowolona, że go słyszy.
Podniosła się schodząc z łóżka idąc w kierunku drzwi. Rzuciła okiem na lusterko koło drzwi i zamarła. Była w skąpej bieliźnie i krótkim T-shircie. Nie pokaże mu się w tym stroju!
Zawróciła biegiem do walizki przeszukując ją.
- Lucy..
Odwróciła się słysząc jak ktoś odchrząka zaraz za nią. Nie dowierzała, że jednak to zrobił...że włamał sie do jej pokoju.
-Zadzwonię później dobrze?- odezwała się po chwili do telefonu.
- Stało się coś?
- Nie. Jake przyjechał.
_______________
zapraszam na drugiego bloga :
edzia-lifestyle.blogspot.com
niedziela, 10 sierpnia 2014
Rozdział 21
Rozdział niesprawdzony. Przepraszam,że krótki ale nie mam dużego dostępu do internetu jak na ta chwile więc z następnym postem możecie chwile poczekać :)
http://edzia-lifestyle.blogspot.com/#_=_
Przez czas,w którym Katherine zbierała swoje rzeczy i chowała do małej walizki, leżącej na łóżku, Jake starał się jak mógł aby zatrzymać ją w tym domu.
Szczerze powiedziawszy, że wyobrażał sobie mieszkania z nią i Mileną pod jednym dachem, ale nie chciał pozbywać się ani jednej, ani drugiej.
- Przemyśl to jeszcze.. - nalegał. Spojrzała na niego ostro, na chwile przerywając czynność.
- O Twoim domu wiedzą inni, co tym samym stwarza niebezpieczeństwo! Ty rozumiesz co to znaczy? Rozumiesz kim jesteśmy? To nie jest zabawa Jake. Nie przeszkadzałaby mi gdybym pracowała w sklepie za kasą, albo w nieruchomościach, ale do cholery, żyje z zabijania. Zdajesz sobie z tego sprawę?- Krzyknęła. Ostatnie czego jej było, to kolejna akcja z przestępcami.Nie mogła uwierzyć, że jest taki nieostrożny.
- Jak zwykle przeszkadzasz. Nie każdy kogo mijasz na drodze jest zabójcą albo szpiegiem czy kogo Ty masz tak w głowie. Chociaż raz sobie odpuść i się zabaw. - Patrzyła na niego z niedowierzaniem. Powróciła do pakowania się, idąc do łazienki po kosmetyczkę. Chłopak cały czas deptał jej po piętach.
- I gdzie zamierzasz mieszkać? Chyba nie polecisz do Polski..
- Jeszcze nie. Musze skończyć to co zaczęłam.- mruknęła. Poczuła dłonie na swoich ramionach, a sekundę później stała przodem do chłopaka, przyciśnięta do jego piersi.
- Jestem Twoim ochroniarzem czy tego chcesz czy nie. Musisz być blisko mnie.- Przybliżał do niej twarz, czekając na reakcje.
Zanim ich usta się spotkały, dziewczyna odepchnęła chłopaka i znów weszła do pokoju. Ułożywszy kosmetyczkę, zamknęła walizkę i podniosła ją, ustawiając na podłodze.
- Może pożyczyć jeden z Twoich samochodów?- zapytała wpatrując się w dywan, na którym stała.
- Zawiozę Cię. Chce wiedzieć gdzie jesteś.
- Będę potrzebowała auta, żeby się przemieszczać. Nie zamierzam korzystać z taksówek. - minęła go, wychodząc i schodząc na dół. Drzwi otworzyły się i weszła Milena, z dwiema walizkami w rękach.
- Pomyślałam,że mogłabym tu chwile z Tobą pomieszkać.. Skoro znów jesteśmy razem.. - odezwała się, gdy już do nich podeszła. Jake podrapał się zakłopotany po karku, przez chwile się nie odzywając.
Katherine również na niego spojrzała z rozbawieniem, chcąc widzieć jego reakcje. Przyniósł ciężar na jedną nogę, kiedy się odezwał.
- Jasne.. Jak się okazuje pokój gościnny jest wolny.
- Głuptasku. Przecież będziemy spać razem!- roześmiała się blondynka, wtulając się w pierś chłopaka, by po chwili pocałować go namiętnie w usta.
Troszeczkę obrzydzona odwróciła głowę, ciągnąć za sobą bagaż. Wyszła, zamykając za sobą ciężkie drzwi i kierując się w stronę garażu. Pociągnęła za klamkę, wchodząc.
Niedaleko drzwi, na haczykach wisiały klucze do aut, więc bez wahania sięgnęła po pierwszy lepsze. Auto zapiszczało, gdy próbowała go odblokować, podchodząc do niego. Bardzo się cieszyła, że chłopak zna się na autach. Usiadła na miejscu kierowcy, wkładając kluczyk do stacyjki. Gdy podjechała bliżej drzwi garażowych, nacisnęła guzik czy kluczykach dzięki czemu automatycznie się otworzyły. Ku jej zaskoczeniu, po otwarciu zobaczyła Jake'a z założonymi na piersi rękami. Niemal rozbawiony podszedł do niej, usadawiając się na miejscu pasażera.
-Naprawdę sądziłaś, że dam Ci odjechać samej? Nie na tym polega moja praca..
- W takim razie Cię zwalniam. Od teraz, nie jesteś moim ochroniarzem, tylko typem od którego byłam zmuszona pożyczyć wóz. Lepiej?
- Sądzę, że znalazłoby się ładniejsze określenie, ale wszystko w swoim czasie.- uśmiechnął się.Przewróciła oczami.
- Okej, wysiadaj.
- Nie możesz mnie wyrzucić z własnego auta skarbie..
- Chcesz się przekonać?- Sięgnęła ręką do jego drzwi, otwierając je na oścież i wypychając go ręką. Chłopak zaśmiał się, krępując jej nadgarstki.
-Chwilami masz świetne poczucie humoru. Daj mi znać jak dojedziesz, dobrze?- Pochylił się, całując ją w czoło. Nie ukrywając, odrobinę ją to zaskoczyło przez co znieruchomiała.
Obserwowała jak chłopak zamyka drzwi i odwraca się w stronę domu.
" Ty dupku..."- pokazując środkowy palec jego plecom, odjechała z piskiem opon.
**
Podjeżdżając pod odległy pensjonat, zastanawiała się czy nie zadzwonić do Jake'a i powiedzieć mu, że szczęśliwie dojechała, i że nie musi się martwić. Chociaż w sumie nic mu się nie stanie jak zrobi to jutro, ewentualnie za dwa dni.
Zaparkowała na parkingu, blisko drzwi. Chwyciła walizkę wysiadając i kierując się w stronę obrotowych drzwi. Przechodząc przez nie, podeszła do recepcji, za którą stała ładna dziewczyna, w służbowym stroju i idealnie ułożonych włosach.
- Witamy w naszym hotelu, w czym mogę pomóc? - " Chciałam popływać" - zadrwiła w duchu Katherine.
- Chciałam wynająć jednoosobowy pokój.
- Na noc, czy może na kilka dni?
- Na trzy noce. - Odpowiadając na resztę pytań o rozmieszczenie i widok, recepcjonistka podała dziewczynie kartę z numerem, pozwalając się jej oddalić.
Weszła do windy, wciskając 8 piętro. Gdy po chwili usłyszała charakterystyczny dźwięk, drzwi otworzyły się, uwalniając brunetkę z ciasnego pomieszczenia. Ruszyła wąskim, ciemnym korytarzem, mijając się z parą, która akurat wychodziła z jednego z pokoi.
Podeszła pod drzwi, przeciągając przez nie kartą i wchodząc do środka. Rzuciła w kąt swoje rzeczy, od razu kierując się do pokoju, gdzie rzuciła się na łóżko, pozwalając sobie na krótką drzemkę.
http://edzia-lifestyle.blogspot.com/#_=_
Przez czas,w którym Katherine zbierała swoje rzeczy i chowała do małej walizki, leżącej na łóżku, Jake starał się jak mógł aby zatrzymać ją w tym domu.
Szczerze powiedziawszy, że wyobrażał sobie mieszkania z nią i Mileną pod jednym dachem, ale nie chciał pozbywać się ani jednej, ani drugiej.
- Przemyśl to jeszcze.. - nalegał. Spojrzała na niego ostro, na chwile przerywając czynność.
- O Twoim domu wiedzą inni, co tym samym stwarza niebezpieczeństwo! Ty rozumiesz co to znaczy? Rozumiesz kim jesteśmy? To nie jest zabawa Jake. Nie przeszkadzałaby mi gdybym pracowała w sklepie za kasą, albo w nieruchomościach, ale do cholery, żyje z zabijania. Zdajesz sobie z tego sprawę?- Krzyknęła. Ostatnie czego jej było, to kolejna akcja z przestępcami.Nie mogła uwierzyć, że jest taki nieostrożny.
- Jak zwykle przeszkadzasz. Nie każdy kogo mijasz na drodze jest zabójcą albo szpiegiem czy kogo Ty masz tak w głowie. Chociaż raz sobie odpuść i się zabaw. - Patrzyła na niego z niedowierzaniem. Powróciła do pakowania się, idąc do łazienki po kosmetyczkę. Chłopak cały czas deptał jej po piętach.
- I gdzie zamierzasz mieszkać? Chyba nie polecisz do Polski..
- Jeszcze nie. Musze skończyć to co zaczęłam.- mruknęła. Poczuła dłonie na swoich ramionach, a sekundę później stała przodem do chłopaka, przyciśnięta do jego piersi.
- Jestem Twoim ochroniarzem czy tego chcesz czy nie. Musisz być blisko mnie.- Przybliżał do niej twarz, czekając na reakcje.
Zanim ich usta się spotkały, dziewczyna odepchnęła chłopaka i znów weszła do pokoju. Ułożywszy kosmetyczkę, zamknęła walizkę i podniosła ją, ustawiając na podłodze.
- Może pożyczyć jeden z Twoich samochodów?- zapytała wpatrując się w dywan, na którym stała.
- Zawiozę Cię. Chce wiedzieć gdzie jesteś.
- Będę potrzebowała auta, żeby się przemieszczać. Nie zamierzam korzystać z taksówek. - minęła go, wychodząc i schodząc na dół. Drzwi otworzyły się i weszła Milena, z dwiema walizkami w rękach.
- Pomyślałam,że mogłabym tu chwile z Tobą pomieszkać.. Skoro znów jesteśmy razem.. - odezwała się, gdy już do nich podeszła. Jake podrapał się zakłopotany po karku, przez chwile się nie odzywając.
Katherine również na niego spojrzała z rozbawieniem, chcąc widzieć jego reakcje. Przyniósł ciężar na jedną nogę, kiedy się odezwał.
- Jasne.. Jak się okazuje pokój gościnny jest wolny.
- Głuptasku. Przecież będziemy spać razem!- roześmiała się blondynka, wtulając się w pierś chłopaka, by po chwili pocałować go namiętnie w usta.
Troszeczkę obrzydzona odwróciła głowę, ciągnąć za sobą bagaż. Wyszła, zamykając za sobą ciężkie drzwi i kierując się w stronę garażu. Pociągnęła za klamkę, wchodząc.
Niedaleko drzwi, na haczykach wisiały klucze do aut, więc bez wahania sięgnęła po pierwszy lepsze. Auto zapiszczało, gdy próbowała go odblokować, podchodząc do niego. Bardzo się cieszyła, że chłopak zna się na autach. Usiadła na miejscu kierowcy, wkładając kluczyk do stacyjki. Gdy podjechała bliżej drzwi garażowych, nacisnęła guzik czy kluczykach dzięki czemu automatycznie się otworzyły. Ku jej zaskoczeniu, po otwarciu zobaczyła Jake'a z założonymi na piersi rękami. Niemal rozbawiony podszedł do niej, usadawiając się na miejscu pasażera.
-Naprawdę sądziłaś, że dam Ci odjechać samej? Nie na tym polega moja praca..
- W takim razie Cię zwalniam. Od teraz, nie jesteś moim ochroniarzem, tylko typem od którego byłam zmuszona pożyczyć wóz. Lepiej?
- Sądzę, że znalazłoby się ładniejsze określenie, ale wszystko w swoim czasie.- uśmiechnął się.Przewróciła oczami.
- Okej, wysiadaj.
- Nie możesz mnie wyrzucić z własnego auta skarbie..
- Chcesz się przekonać?- Sięgnęła ręką do jego drzwi, otwierając je na oścież i wypychając go ręką. Chłopak zaśmiał się, krępując jej nadgarstki.
-Chwilami masz świetne poczucie humoru. Daj mi znać jak dojedziesz, dobrze?- Pochylił się, całując ją w czoło. Nie ukrywając, odrobinę ją to zaskoczyło przez co znieruchomiała.
Obserwowała jak chłopak zamyka drzwi i odwraca się w stronę domu.
" Ty dupku..."- pokazując środkowy palec jego plecom, odjechała z piskiem opon.
**
Podjeżdżając pod odległy pensjonat, zastanawiała się czy nie zadzwonić do Jake'a i powiedzieć mu, że szczęśliwie dojechała, i że nie musi się martwić. Chociaż w sumie nic mu się nie stanie jak zrobi to jutro, ewentualnie za dwa dni.
Zaparkowała na parkingu, blisko drzwi. Chwyciła walizkę wysiadając i kierując się w stronę obrotowych drzwi. Przechodząc przez nie, podeszła do recepcji, za którą stała ładna dziewczyna, w służbowym stroju i idealnie ułożonych włosach.
- Witamy w naszym hotelu, w czym mogę pomóc? - " Chciałam popływać" - zadrwiła w duchu Katherine.
- Chciałam wynająć jednoosobowy pokój.
- Na noc, czy może na kilka dni?
- Na trzy noce. - Odpowiadając na resztę pytań o rozmieszczenie i widok, recepcjonistka podała dziewczynie kartę z numerem, pozwalając się jej oddalić.
Weszła do windy, wciskając 8 piętro. Gdy po chwili usłyszała charakterystyczny dźwięk, drzwi otworzyły się, uwalniając brunetkę z ciasnego pomieszczenia. Ruszyła wąskim, ciemnym korytarzem, mijając się z parą, która akurat wychodziła z jednego z pokoi.
Podeszła pod drzwi, przeciągając przez nie kartą i wchodząc do środka. Rzuciła w kąt swoje rzeczy, od razu kierując się do pokoju, gdzie rzuciła się na łóżko, pozwalając sobie na krótką drzemkę.
niedziela, 3 sierpnia 2014
Rozdział 20
-No dalej, rusz się i odbij tą piłkę!- krzyknął z końca boiska Jake, zirytowany i na wpół zmęczony. Z zwieszonymi ramionami Katherine podbiegła do piłki, z trudem ją podnosząc.
-Cholera, Jake. Nie mam już siły. Męczysz mnie już od ponad dwóch godzin,a ja naprawdę jestem wykończona. - Ułożyła piłce na boisku, siadając na nią i zakładając ręce na piersi. Wyglądała jak małe dziecko, które na zakupach z mamą usłyszało, że nie dostanie zabawki, którą chce mieć. Chłopak założył ręce na biodra, spuszczając na parę sekund głowę. Po chwili podniósł ją i podszedł do dziewczyny, kucając przed nią i opierając dłonie na jej udach, co nie umknęło uwadze dziewczynie. Spojrzała na niego ostro, odpychając jego łapska, co rozśmieszyło go.
Odetchnął, zanim się odezwał.
- Nie wiedziałem,że jesteś taka słaba.. Jakbym wiedział, to wybrałbym inny sposób na spędzanie tego pięknego dnia. Co powiesz na warcaby?- spytał ironicznie. Kath posłała mu złe spojrzenie, ale czuła, że kąciki jej ust zaczynają się unosić. Przewróciła oczami, wstając, co dało znak chłopakowi by również się podnieść.
- Idę się napić, przynieść Ci coś?- zapytała powoli się oddalając, ale wciąż na niego patrząc.
- Piwo jakbyś mogła.- Odwrócił się do niej tyłem, idąc w kierunku basenu, po drodze ściągając z siebie koszulkę i buty. Patrzyła uśmiechem na ustach jak wskakuje do wody, by po chwili wypłynąć i przeczesać mokre włosy.
Spojrzał na nią z grymasem.
- Dzięki za piwo, maleńka. - Pokazała mu środkowego palca, ale posłusznie poszła do kuchni. Otworzyła lodówkę ale nigdzie piwa nie znalazła. Przyszło jej na myśl, że chłopak może przechowywać zapasy w spiżarni więc tam też sie udała. Otworzyła drzwi, które się znajdowały koło schodów i zeszła nimi powoli. Tak jak się spodziewała, kawałek dalej leżała zgrzewka zimnego piwa.
Podłoga zadudniła nad nią jakby ktoś chodził po niej na szpilkach.
" Może Jake przyszedł po piwo"
Chwyciła w dłonie dwa piwa i szybko wbiegła po schodach.
Zamknęła za sobą drzwi , odwracając się i .. zastygła.
Miała przed sobą plecy jakiejś blondynki z długimi włosami.
" To chyba jakiś żart !" Niemal krzyczała w swojej głowie.
Dziewczyna jakby wyczuła czyjąś obecność i z piskiem odwróciła sie, stając twarzą w twarz z Katherine.
Gdy zorientowała się, że to ta osoba, którą szuka, uśmiech spełzł z jej ust, rozciągając je w grymas. Zlustrowała brunetkę od stóp do głów, prychając pod nosem i zarzucając włosy za ramię.
-Gdzie jest Jake?- zapytała od razu blondynka.
Jak na zawołanie w drzwiach pojawił się mokry chłopak, mierzwiąc sobie włosy. Gdy podniósł wzrok i zobaczył pytający i groźny wzrok Katherine, oraz rozpromienioną twarz swojej byłej dziewczyny Mileny, poczuł się nieswojo.
Jednym słowem- miał przechlapane.
- Milena, cześć.. Co ty tutaj robisz?- zapytał zdezorientowany. Podekscytowana z piskiem szczęścia podbiegła do niego, zarzucając mu ręce na szyje i wpijając się w jego usta.
Katherine czując się speszona, oddaliła się w stronę kuchni. Usiadła na blacie, układając obok siebie piwa. Wyciągnęła z szafki nad sobą, swoje ulubione ciastka, odpakowując je. Po paru chwilach w drzwiach pojawił się czerwony Jake i rozanielona Milena, trzymająca go za rękę.
- Katherine.. to jest..
- Milena, jego dziewczyna.- Przerwała mu, posyłając jej znaczące spojrzenie, któro znaczyło " On jest mój, nie waż się go dotykać".
Spojrzała na wyciągniętą dłoń blondynki i z prychnięciem, podniosła ciastko do ust, kosztując je.Dziewczyna niezadowolona, że ta ją zignorowała, postanowiła zmienić temat.
Wyciągnęła dłoń w kierunku piwa obok brunetki.
- Co Ty na to Jake abyśmy się napili w basenie?- Chłopak przystał na tą propozycje, zapraszając do tego Katherine.
- Nie, dzięki. Możemy porozmawiać? - niemal warknęła.
- My z Jake'iem nie mamy przed sobą tajemnic więc możesz śmiało mówić.- zachichotała dziewczyna, przyciśnięta do jego boku.
" Daje słowo- jeszcze raz się wtrąci a ją zabije"
- Nalegam. - spojrzała na niego znacząco. Chłopak wyplątał się z obięć kobiety, prowadząc dziewczynę do sypialni.
- Co to do cholery ma znaczyć? Jakim cudem ona się tu pojawiła?! - wybuchła gdy już zamknął za nimi drzwi. Brunet podszedł do niej prosząc ją, by mówiła ciszej.
- Nie waż się mnie uciszać.- zagroziła mu palcem.
- Okej, przepraszam. Nie miałem pojęcie, że przyjedzie.. - zaczął się tłumaczyć, chodząc po pokoju.
Było mu trochę niezręcznie gościć w domu swoją byłą/ aktualną dziewczynę, oraz piękną Katherine, której względy chciał dostać.
- Skąd ona wie, że ten dom istnieje. Mówiłeś,że nikt o nim nie wie a tu jednego dnia, otwieram drzwi, za którymi są moi rodzice, a następnego Twoja laska!- Zabrakło jej tchu, więc odetchnęła głęboko, głównie po to by się uspokoić.
-Daj spokój, Milena jest niegroźna.
- Nie boje się jej jeśli o to chodzi, ale nie chce się zastanawiać kto jutro zapuka do tych głupich drzwi!
- Przestań tak się drzeć i odczep się już o niej.- wyrzucił ręce w powietrze. Nie mogła uwierzyć, ze bronił tej tlenionej blondynki.
- Dobrze. Okej. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem - ukłoniła się, drwiąc z niego. Odwróciła się tyłem, podnosząc swoją walizkę i pakując swoje rzeczy.
- Co Ty robisz? - zapytał chłopak podchodząc do niej łapiąc ją za nadgarstki. - Nie wygłupiaj się i chodz ze mną na dół.
Objął ją od tyłu, podnosząc do góry i ciągnąć w stronę drzwi.
Zdenerwowana,że nie reaguje na jej sprzeciwy, wymierzyła mu cios w brzuch, dzięki czemu puścił ją chociaż nie poczuł bólu.
- Postanowiłam. Wyjeżdżam. - mruknęła, nie patrząc na niego.
______________
http://edzia-lifestyle.blogspot.com/ - zapraszam również tutaj :)
-Cholera, Jake. Nie mam już siły. Męczysz mnie już od ponad dwóch godzin,a ja naprawdę jestem wykończona. - Ułożyła piłce na boisku, siadając na nią i zakładając ręce na piersi. Wyglądała jak małe dziecko, które na zakupach z mamą usłyszało, że nie dostanie zabawki, którą chce mieć. Chłopak założył ręce na biodra, spuszczając na parę sekund głowę. Po chwili podniósł ją i podszedł do dziewczyny, kucając przed nią i opierając dłonie na jej udach, co nie umknęło uwadze dziewczynie. Spojrzała na niego ostro, odpychając jego łapska, co rozśmieszyło go.
Odetchnął, zanim się odezwał.
- Nie wiedziałem,że jesteś taka słaba.. Jakbym wiedział, to wybrałbym inny sposób na spędzanie tego pięknego dnia. Co powiesz na warcaby?- spytał ironicznie. Kath posłała mu złe spojrzenie, ale czuła, że kąciki jej ust zaczynają się unosić. Przewróciła oczami, wstając, co dało znak chłopakowi by również się podnieść.
- Idę się napić, przynieść Ci coś?- zapytała powoli się oddalając, ale wciąż na niego patrząc.
- Piwo jakbyś mogła.- Odwrócił się do niej tyłem, idąc w kierunku basenu, po drodze ściągając z siebie koszulkę i buty. Patrzyła uśmiechem na ustach jak wskakuje do wody, by po chwili wypłynąć i przeczesać mokre włosy.
Spojrzał na nią z grymasem.
- Dzięki za piwo, maleńka. - Pokazała mu środkowego palca, ale posłusznie poszła do kuchni. Otworzyła lodówkę ale nigdzie piwa nie znalazła. Przyszło jej na myśl, że chłopak może przechowywać zapasy w spiżarni więc tam też sie udała. Otworzyła drzwi, które się znajdowały koło schodów i zeszła nimi powoli. Tak jak się spodziewała, kawałek dalej leżała zgrzewka zimnego piwa.
Podłoga zadudniła nad nią jakby ktoś chodził po niej na szpilkach.
" Może Jake przyszedł po piwo"
Chwyciła w dłonie dwa piwa i szybko wbiegła po schodach.
Zamknęła za sobą drzwi , odwracając się i .. zastygła.
Miała przed sobą plecy jakiejś blondynki z długimi włosami.
" To chyba jakiś żart !" Niemal krzyczała w swojej głowie.
Dziewczyna jakby wyczuła czyjąś obecność i z piskiem odwróciła sie, stając twarzą w twarz z Katherine.
Gdy zorientowała się, że to ta osoba, którą szuka, uśmiech spełzł z jej ust, rozciągając je w grymas. Zlustrowała brunetkę od stóp do głów, prychając pod nosem i zarzucając włosy za ramię.
-Gdzie jest Jake?- zapytała od razu blondynka.
Jak na zawołanie w drzwiach pojawił się mokry chłopak, mierzwiąc sobie włosy. Gdy podniósł wzrok i zobaczył pytający i groźny wzrok Katherine, oraz rozpromienioną twarz swojej byłej dziewczyny Mileny, poczuł się nieswojo.
Jednym słowem- miał przechlapane.
- Milena, cześć.. Co ty tutaj robisz?- zapytał zdezorientowany. Podekscytowana z piskiem szczęścia podbiegła do niego, zarzucając mu ręce na szyje i wpijając się w jego usta.
Katherine czując się speszona, oddaliła się w stronę kuchni. Usiadła na blacie, układając obok siebie piwa. Wyciągnęła z szafki nad sobą, swoje ulubione ciastka, odpakowując je. Po paru chwilach w drzwiach pojawił się czerwony Jake i rozanielona Milena, trzymająca go za rękę.
- Katherine.. to jest..
- Milena, jego dziewczyna.- Przerwała mu, posyłając jej znaczące spojrzenie, któro znaczyło " On jest mój, nie waż się go dotykać".
Spojrzała na wyciągniętą dłoń blondynki i z prychnięciem, podniosła ciastko do ust, kosztując je.Dziewczyna niezadowolona, że ta ją zignorowała, postanowiła zmienić temat.
Wyciągnęła dłoń w kierunku piwa obok brunetki.
- Co Ty na to Jake abyśmy się napili w basenie?- Chłopak przystał na tą propozycje, zapraszając do tego Katherine.
- Nie, dzięki. Możemy porozmawiać? - niemal warknęła.
- My z Jake'iem nie mamy przed sobą tajemnic więc możesz śmiało mówić.- zachichotała dziewczyna, przyciśnięta do jego boku.
" Daje słowo- jeszcze raz się wtrąci a ją zabije"
- Nalegam. - spojrzała na niego znacząco. Chłopak wyplątał się z obięć kobiety, prowadząc dziewczynę do sypialni.
- Co to do cholery ma znaczyć? Jakim cudem ona się tu pojawiła?! - wybuchła gdy już zamknął za nimi drzwi. Brunet podszedł do niej prosząc ją, by mówiła ciszej.
- Nie waż się mnie uciszać.- zagroziła mu palcem.
- Okej, przepraszam. Nie miałem pojęcie, że przyjedzie.. - zaczął się tłumaczyć, chodząc po pokoju.
Było mu trochę niezręcznie gościć w domu swoją byłą/ aktualną dziewczynę, oraz piękną Katherine, której względy chciał dostać.
- Skąd ona wie, że ten dom istnieje. Mówiłeś,że nikt o nim nie wie a tu jednego dnia, otwieram drzwi, za którymi są moi rodzice, a następnego Twoja laska!- Zabrakło jej tchu, więc odetchnęła głęboko, głównie po to by się uspokoić.
-Daj spokój, Milena jest niegroźna.
- Nie boje się jej jeśli o to chodzi, ale nie chce się zastanawiać kto jutro zapuka do tych głupich drzwi!
- Przestań tak się drzeć i odczep się już o niej.- wyrzucił ręce w powietrze. Nie mogła uwierzyć, ze bronił tej tlenionej blondynki.
- Dobrze. Okej. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem - ukłoniła się, drwiąc z niego. Odwróciła się tyłem, podnosząc swoją walizkę i pakując swoje rzeczy.
- Co Ty robisz? - zapytał chłopak podchodząc do niej łapiąc ją za nadgarstki. - Nie wygłupiaj się i chodz ze mną na dół.
Objął ją od tyłu, podnosząc do góry i ciągnąć w stronę drzwi.
Zdenerwowana,że nie reaguje na jej sprzeciwy, wymierzyła mu cios w brzuch, dzięki czemu puścił ją chociaż nie poczuł bólu.
- Postanowiłam. Wyjeżdżam. - mruknęła, nie patrząc na niego.
______________
http://edzia-lifestyle.blogspot.com/ - zapraszam również tutaj :)
piątek, 1 sierpnia 2014
Kominikat
Cześć wszystkim :)
Piszę z informacją, że prawdopodobnie zawieszę na jakiś czas bloga. Jak sami widzicie , jest was coraz mniej a szkoda się produkować dla nikogo. Możliwe,że to tylko taka myśl na tydzień, dwa. Zmianę decyzji zakomunikuje Wam tutaj bądź na asku :)
Póki co, założyłam innego bloga, nie z opowiadaniami. Na dole dodam do niego linka także jak ktoś będzie zainteresowany może wejść, poczytać. Jest możliwość anonimowego komentowania także można śmiało oceniać wszystko.
To nie jest reklama!
To jest moja informacja dla Was.
Miłego wieczoru wszystkim :)
http://edzia-lifestyle.blogspot.com/#_=_
Piszę z informacją, że prawdopodobnie zawieszę na jakiś czas bloga. Jak sami widzicie , jest was coraz mniej a szkoda się produkować dla nikogo. Możliwe,że to tylko taka myśl na tydzień, dwa. Zmianę decyzji zakomunikuje Wam tutaj bądź na asku :)
Póki co, założyłam innego bloga, nie z opowiadaniami. Na dole dodam do niego linka także jak ktoś będzie zainteresowany może wejść, poczytać. Jest możliwość anonimowego komentowania także można śmiało oceniać wszystko.
To nie jest reklama!
To jest moja informacja dla Was.
Miłego wieczoru wszystkim :)
http://edzia-lifestyle.blogspot.com/#_=_
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)