Wieczór stawał się coraz bardziej chłodny przez lekki i zimny wietrzyk. Coraz więcej ludzi mijało Katherine i Marcusa, którzy skierowali się do domu dziewczyny.
Szatynka nie czuła się komfortowo. Zastanawiała się też dlaczego tak jest. Nie przeszkadzało jej, że kiedyś byli razem, bo ten etap zostawiła za sobą już dawno.
Wiedziała, że on aktualnie jest w związku z jej koleżanką i nie sądziła, że spodobałaby się jej ta cała sytuacja.
I ostatnim powodem było zachowanie chłopaka. Jego sposób w jaki szedł obok niej, blisko i ocierając się o nią. Mijając innych obejmował ją w pasie i przyciągał do siebie pozwalając aby ludzie mogli przejść.
Marcus zagadywał ją o różne błahostki oraz o jej rodzinę. Wymijała się od odpowiedzi na drugi temat ale on widocznie tego nie zauważał.
Przechodząc obok kina, zerknął na nią i wziął za rękę:
-Może zatrzymamy się i oglądniemy film na zakończenie wieczoru?
Spojrzała na jego dłoń, zabierając swoją i uprzejmie zaprzeczyła.
Minę miał zawiedzioną, ale posłusznie szedł obok niej.
-Jak tam u Twojego młodszego brata? Skończył w końcu gimnazjum? - Zapytała.
- Jasne. Dopiero za drugim razem mu się to udało, ale nawet nie wiesz jaka to ulga dla matki. Bała sie,że trafią z Kay do jednej klasy.
Kay była jego młodszą siostrą, dwa lata młodszą od Carla, również młodszego brata jej byłego chłopaka.
Z jego wszystkich sióstr, a miał ich jeszcze 3, to właśnie z Kay dogadywała się najlepiej.Czasami zabierała ją ze sobą na zakupy a pózniej organizowała jej różne atrakcje podczas których świetnie się bawiły.
Oczywiście nie widziały się już długo, ale jeszcze rok po zerwaniu z chłopakiem, jego siostra kontaktowała sie z nią.
- Co tam u Lucy? Chętnie bym się z nią zobaczył.
Naturalnie on również spotykał się z jej siostrą, ale nie pozwalała na kontakty inne niż w jej obecności. Może była przewrażliwiona na tym punkcie, ale nie Lucy była za mała na zostanie z mężczyzną sam na sam. Nie ważne,że był to Marcus, a wtedy mu ufała.
- W porządku, dziękuje. Jest w innym kraju z naszymi rodzicami. Nie wiem kiedy będzie mogła do mnie przyjechać.
Szturchnął ją w ramie uśmiechając się pod nosem:
- To może my odwiedzimy ją?
Tak, z Jake'em obok, zaśmiała się w duchu.
Nie odpowiedziała na to.
Byli już blisko domu, zza drzew było widać jej balkon. Zanim przeszli na drugą stronę, poczuła rękę na swoim ramieniu. Odwróciła się wcale nie zaskoczona. Podejrzewała taką sytuacje.
Ale podejrzewała też jakiegoś słowa lub przynajmniej niezręcznej ciszy, ale zanim to nastąpiło chłopak mocno ją przytrzymał i nachylił się w jej kierunku.
Kilka milimetrów od jej ust, odwróciła głowę tak, że pocałował jej policzek. Wyczuła jego uśmiech i sposób w jakim próbował jeszcze raz tego samego.
- Przestań.- Powiedziała krótko i stanowczo tonem, którego nawet on się przestraszył.
Puścił ją i popatrzył ze skruchą.
- Zmieniłaś się.
Skinęła głową i dziękując za spacer, przebiegła na drugą stronę przed jadącym samochodem. Pomachała mu jeszcze aby nie sądził, że się obraziła czy czegoś w tym rodzaju, i szybkim krokiem weszła schodkami do domu.
Było około północy kiedy drzwi wejściowe otworzyły się za pomocą klucza i do salony, gdzie świeciło się światło, wpadła Sara. Miała w rękach swoje szpilki a na ramionach czarną marynarkę, zapewne Rob'a.
- No dzień dobry kopciuszku. Jak tam?- powitała ją Katherine. Była przebrana w czarne luzne spodenki i koszulkę Jake'a, którą u niej zostawił. Czuła na niej jego perfumy wiec często przykładała ją do nosa, chociaż nie robiła tego świadomie.
Sara rzuciła się na sofę, kładąc głowę na jej kolanach.
- Albo dobrze zrobiłam,że cię poznałam z tym typem albo jesteś pijana.
- Matko on jest świetny! Zapomniałam spojrzeć na zegarek a jak już to zrobiłam.. BUM. Prawie północ. A co najśmieszniejsze, on też nazwał mnie kopciuszkiem.- Przegryzła wargę wnosząc oczy do sufitu i zaraz chowając twarz w kanapę.
- Co robiliście?- Sięgnęła po pilot i przyciszyła lekko rozmowę prowadzącą w jedynym ciekawym serialu jaki w tym momencie leciał w telewizji.
- W sumie cały czas gadaliśmy. Zamówiliśmy sobie jedzenie i się po prostu zasiedzieliśmy.
Skinęła głową na znak, że zrozumiała. Chyba własnie takiej odpowiedzi się spodziewała.
Wzruszyła ramionami zmieniając temat.
- Oglądamy coś ciekawego czy idziemy spać?- Wstała, wygładzając sukienkę i sięgając do zamka z boku.
- Chyba chodźmy spać. W telewizji i tak nic nie ma ciekawego.
Kliknęła przycisk na pilocie i obraz zgasł. Odłożyła przedmiot na szklany stolik i wstała mijając rozbierającą sie przyjaciółkę, idąc prosto do lodówki.
Wyciągnęła sok bananowy i napiła sie prosto z kartonu.
- Ide się wykąpać. Przyjadę potem do Ciebie. Mam jeszcze jedną sprawę. - Powiedziała Sara i skierowała się na schody w samej bieliźnie.
Katherine leżała wygodnie w swoim łóżku z kołdrą naciągniętą pod samą szyję. Jej przyjaciółka przyszła do niej chwile wcześniej i teraz wycierała włosy ręcznikiem przed lustrem. W tle grała spokojna melodia płynąca z radia, która powoli usypiała Kath. Ułożyła sie na boku żeby móc patrzeć na Sare.
- Co to za sprawa? - zapytała.
- Mogę dzisiaj spać z Tobą?- przerwała swoją czynność i popatrzyła na nią śmiejąc się wesoło.
Skinęła głową.
- No to dobrze. Ten chłopak z którym wyszłaś..
- To Marcus. Mój były chłopak.- przerwała jej.
Włosy dziewczyny były na tyle suche,że przeczesała je jeszcze grzebieniem i związała w koka. Podeszła do łóżka z drugiej strony i wsunęła się pod kołdre dotykając lodowatymi stopami nóg przyjaciółki.
- Nie dotykaj mnie!- syknęła.
Przez chwilę Sara śmiała się i próbowała jej dokuczyć ale po chwili opanowała się, powracając do tematu.
- Co robiliście?
- A co mogliśmy robić? Odprowadził mnie do domu.
Obydwie wzruszyły ramionami.
- Jake jest strasznym zazdrośnikiem, uwierz mi. Nie będzie zadowolony kiedy się o tym dowie.
A zamierzasz mu o tym powiedzieć? pomyślała kwaśno.
Odkąd wie o ich związku, przez cały czas ją upomina co do tego jak powinna się zachowywać. Przecież go nie zdradziła, a nawet o tym nie pomyślała.
- Dobranoc.- Usłyszała jeszcze, kiedy blada twarz dziewczyny ułożyła się na poduszce obok jej głowy.
wtorek, 10 lutego 2015
poniedziałek, 2 lutego 2015
Rozdział 18 cz2
Brunetka leżała ze zgiętymi nogami w kolanach i czytała książkę. Tanie romansidło, które niemal ją bawiło. Nawilżyła sobie palec wskazujący i kciuk śliną i przyłożyła je do kartki przewracając ją.
Drugą godzinę przeznaczyła na czytanie nieskończoną książkę, na podstawie ulubionego filmu Jake'a- Ojciec chrzestny.
Na dole, w kuchni, siedziała Sara ze swoją klientką, którą chciała aby zajęła się cateringiem na urodzinach jej trzeciego męża.
Kobieta ta była wbrew pozorom młoda. Zauważyła to, kiedy otwierała jej drzwi. Była wysoką blondynką, która miała lekką nadwagę ale nie przeszkadzało jej to aby ubrać się w obcisłą sukienkę i wysokie, bardzo wysokie szpilki.
- Pani Sara Walker? - zapytała piskliwym głosem.
A jej przyjaciółka słysząc swoje imię podeszła szybko do drzwi przedstawiając się i zapraszając do środka.
- Napije sie Pani kawy albo herbaty? Może soku? - Usłyszała jeszcze kiedy wchodziła schodami do góry.
Z szafki nocnej odezwała się Nelly Furtado w kawałku Try. Był to dzwonek przeznaczony tylko dla jej chłopaka i to on sam ją sobie ustawił.
Pamięta sytuacje, w której pierwszy raz usłyszał tą piosenkę i stwierdził, że idealnie ich opisuje. Oczywiście miał wytłumaczyć ich " zerwanie" a jej odejście i moment, w którym się wtedy znajdowali.
Sięgnęła po komórkę i przesunęła po zielonej słuchawce.
- Cześć, doleciałeś już?- zaczęła.
Czuła, że sie uśmiecha. Była zachwycona tym,że potrafiła to rozpoznać nawet kiedy dzieliło ich kilka tysięcy kilometrów i ich jedynym źródłem kontaktu był telefon. Przycisnęła go ramieniem fo ucha i wolną ręką podrapała sie po łokciu, czekając aż odpowie.
- Własnie wsiadam do taksówki i jadę do hotelu. Co dziś robiłaś?
Nie mów mu. Opowiesz mu wszystko jak się zobaczycie.
- Nic ciekawego. W sumie to kręcę młynka palcami, a w tym momencie czytam książkę.
Ewidentnie go to zainteresowało i zapytał z ciekawością w głosie o tytuł.
- Może jednak coś z Ciebie będzie. To świetna książka. - powiedział tylko.
Westchnęła tłumiąc śmiech.
- Nie da się przyśpieszyć Twojego powrotu? Trochę się za Tobą stęskniłam.
- Tylko trochę. - W jego głowie było słychać udawaną urazę i oburzenie. - Ja się za Tobą stęskniłem trochę więcej niż trochę.
- Bardzo miło mi to słyszeć. - Chichotała.
Zrobił chwilę przerwy czekając aż sie uspokoi i w końcu powiedział:
- To chyba jest nasza pierwsza i ostatnia rozmowa. - mruknął niechętnie. Znieruchomiała. - Nie chce ryzykować, że gdyby coś później poszło nie tak, wykorzystaliby by Ciebie. Wiesz o czym mówię.
Wiedziała.
Gdyby wpadł, szybko przeszukaliby jego telefon i tego typu. Zaczęliby od ostatniego połączenia i szybką by ja namierzyli. Razem z nią również jego siostrę, wiec Jake chciał pozbyć sie prywatnego telefonu. Rozumiała to, to było normalne.
- Dobrze.
- Bardzo Cię kocham księżniczko. - mruczał a ona niemal się rozpływała.
- Kocham Cię.
- Do zobaczenia za trzy dni. Dam Ci znać jak będę w samolocie.
- Uważaj na siebie. - Poprosiła i on zrobił to samo pozostawiając po sobie pojedyncze sygnały.
Pod wieczór Sara zawołała Katherine na dół z propozycją kolacji na mieście. Nie daleko był Chińczyk, do którego nie miały jeszcze okazji zajrzeć. Ubrały się ładnie, w sukienki i obcasy, i szły chodnikiem miedzy wystawami.
Sara była w świetnym humorze i przyjaciółka sądziła, że to przez tą dzisiejszą panią. Wsunęła jej ręką pod ramię stukając butami o chodnik.
- Na pewno ta restauracja jeszcze istnieje?- zapytała Katherine.
- Przejeżdżałam wczoraj obok niej i była otwarta. Raczej z dnia na dzień ją nie zamknął.
Kilka minut później wybierały stolik zaraz obok wielkiego okna. Usiadły wygodnie, pozwalając aby młoda dziewczyna zabrała ich okrycia. Dostały menu i złożyły zamówienia.
- Jadłaś kiedykolwiek chińszczyznę? - zapytała Sara, widząc jak przyjaciółka bawi się pałeczkami w ręce.
- Nie. Nie wiem jak tym można jeść.- Podniosła je w górę, próbując je jakoś ułożyć w ręce.
Starsza kobieta- Chinka zresztą- podeszła z zamówieniem i postawiła je przed dziewczynami. Sara od razu zabrała się za jedzenie doskonale posługując się pałeczkami.
Jej przyjaciółka za to, wzruszając ramionami wbiła przedmiot w jedzenie i podniosła do ust.
Nie było to takie złe na jakie wyglądało.
- Obrzydliwe.- Skwitowała Katherine Sara patrząc na to jak je.
- Ciesz się, że nie jem rękami. -
Zapewniła ją,ze bardzo się cieszy po czym odwróciła wzrok na otwierające się drzwi.
Stanął w nich młody mężczyzna w garniturze, z przydługimi włosami. Rozejrzał się szybko i zajął miejsce kilka stolików od nich, przodem do Sary.
Och, widać było, że jej się spodobał.
Przestała jeść i patrzyła jak zmierza w kierunku stolika. Gdy usiadł i spojrzał w jej stronę- prawdopodobnie wyczuwając jej wzrok- uśmiechnęła się lekko odwracając zawstydzona wzrok.
Katherine również sie na niego oglądnęła ale z czystej ciekawości. Zaśmiała sie widząc rumieńce na twarzy towarzyszki.
- No ładnie. - szepnęła tylko pod nosem.
Przez następne 15 minut rozmawiały o różnych babskich rzeczach, np. o zakupach. Co kilka chwil Sara odwracała wzrok na mężczyznę z boku, który robił to samo.W końcu Katherine nie wytrzymała i powiedziała;
- Po prostu się do niego dosiądź.
Posłała jej oburzone spojrzenie kręcąc głową.
- Ty chyba nie rozumiesz. On na pewno na kogoś czeka. Raczej nie przyszedł by sobie od tak w garniaku do restauracji.
- Podejdź i się dowiedz.
Zaprzeczyła. Uniosła resztę jedzenia do ust i odsunęła od siebie talerz.
- To może jeszcze na kawę?
Katherine skinęła głową. Zanim podniosła się, szepnęła:
- Muszę iść do łazienki. Jakby coś to jest tutaj Twój były, którego się boisz.
- Co?- Była wyraźnie zdezorientowana tymi słowami i przekrzywiła głowę, patrząc jak jej przyjaciółka wstaje i podchodzi szybko do mężczyzny.
TEGO mężczyzny, który uśmiechnął się do niej grzecznie wyraźnie zaskoczony. Ta powiedziała mu coś, wymachując rękami i patrząc w kierunku Sary, która siedziała patrząc na nich.
Skinął głową i podszedł do dziewczyny, siadając na krześle gdzie wcześniej siedziała Katherine.
- Cześć. Jestem Rob. Mogę się przysiąść?
Wstała szybko aby przyjaciółka nie mogła ją zatrzymać. Obcasy zastukały gdy dotknęły posadzki i zaprowadziły ją do przystojnego mężczyzny w garniturze.
Był wyraźnie zaskoczony gdy usiadła na wprost niego, jednak starał sie to ukryć grzecznym uśmiechem.
- Cześć. Jestem Katherine.
- Rob. - Nie był zainteresowany i nawet się tym ucieszyła.
- Mam mały problem. Jestem tutaj z koleżanką, Sarą.- Skinęła głową w jej stronę patrząc w jej zabawnie przerażoną twarz. Wiedziała co sie świeci?- Chodzi o to,że muszę wyjsć do łazienki a nie chce zostawić ją tutaj samej. Jest tutaj jej były chłopak, który tylko czeka na okazję żeby pogadać z nią na sam ale ona tego nie chce. - Trajkotała. Skinął głową powoli rozumiejąc o co chce go poprosić? - Mógłbyś potowarzyszyć jej przez kilka minut? Będę Ci bardzo wdzięczna.
- Nie ma problemu.
Wstał równo z nią i minął ją idąc w kierunku Sary. Uśmiechnęła się grzecznie gdy siadł przed nią i podała mu rękę lekko nią potrząsając.
Bo dosłownie pięciu minutach siedzenia na umywalce, w końcu zdecydowała sie wyjść z łazienki. Pchnęła drzwi i zobaczyła śmiejącą się Sarę i Rob'a rozpinającego marynarkę.
A co jeśli by ich tutaj zostawić?
Podeszła powoli do nich, uśmiechając się niewinnie.
- Już jestem. Dzięki Rob. Mam nadzieje, że nie czekaj teraz na ciebie jakaś kobieta i nie wydrapie mi oczów za to, o co Cię poprosiłam. - Błagam powiedz,że nikt na Ciebie nie czeka.
- Tak sie składa,że nie byłem z nikim umówiony. Zahaczyłem tutaj bo jestem leniem i nie chciało mi się robić kolacji w domu.- Wzruszył ramionami, śmiejąc sie szeroko. Miał ładny uśmiech.
- W każdym razie ja muszę lecieć. Sara jeśli chcesz to zostań, masz klucze.
Och wiedziała,że jej sie za to oberwie. To było tak banalne, że Kath musiała sie powstrzymać żeby nie wybuchnąć śmiechem. Z pomocą przyszedł jej Rob:
- Jeśli nie masz planów to może faktycznie teraz ty z kolei mogłabyś mi potowarzyszyć? Co ty na to? - Przyjaciółka energicznie skinęła głową. Pożegnała szatynkę posyłając jej wdzięczne spojrzenie.
Wychodząc minęła się z Marcusem, który złapał ja za ramię i właśnie wtedy go zauważyła.
- Cześć Kath. Co ty tutaj robisz? Wyglądasz ślicznie.- Szczerzył się do niej wesoło lustrując ją wzrokiem.
- Byłam na kolacji z przyjaciółką. Własnie wychodzę.
- Może zjesz teraz coś ze mną? Masz ochotę?- Widziała w jego oczach, że chciał żeby z nim została ale jednak nie miała ochotę na jedzenie.
- Jestem już pełna. Będę się zbierać w takim razie.
- Więc Cię odprowadzę. - Nie czekając na zgodę lub odmowę, otworzył drzwi i kładąc dłoń na jej plecach, wyprowadził ją z restauracji.
Drugą godzinę przeznaczyła na czytanie nieskończoną książkę, na podstawie ulubionego filmu Jake'a- Ojciec chrzestny.
Na dole, w kuchni, siedziała Sara ze swoją klientką, którą chciała aby zajęła się cateringiem na urodzinach jej trzeciego męża.
Kobieta ta była wbrew pozorom młoda. Zauważyła to, kiedy otwierała jej drzwi. Była wysoką blondynką, która miała lekką nadwagę ale nie przeszkadzało jej to aby ubrać się w obcisłą sukienkę i wysokie, bardzo wysokie szpilki.
- Pani Sara Walker? - zapytała piskliwym głosem.
A jej przyjaciółka słysząc swoje imię podeszła szybko do drzwi przedstawiając się i zapraszając do środka.
- Napije sie Pani kawy albo herbaty? Może soku? - Usłyszała jeszcze kiedy wchodziła schodami do góry.
Z szafki nocnej odezwała się Nelly Furtado w kawałku Try. Był to dzwonek przeznaczony tylko dla jej chłopaka i to on sam ją sobie ustawił.
Pamięta sytuacje, w której pierwszy raz usłyszał tą piosenkę i stwierdził, że idealnie ich opisuje. Oczywiście miał wytłumaczyć ich " zerwanie" a jej odejście i moment, w którym się wtedy znajdowali.
Sięgnęła po komórkę i przesunęła po zielonej słuchawce.
- Cześć, doleciałeś już?- zaczęła.
Czuła, że sie uśmiecha. Była zachwycona tym,że potrafiła to rozpoznać nawet kiedy dzieliło ich kilka tysięcy kilometrów i ich jedynym źródłem kontaktu był telefon. Przycisnęła go ramieniem fo ucha i wolną ręką podrapała sie po łokciu, czekając aż odpowie.
- Własnie wsiadam do taksówki i jadę do hotelu. Co dziś robiłaś?
Nie mów mu. Opowiesz mu wszystko jak się zobaczycie.
- Nic ciekawego. W sumie to kręcę młynka palcami, a w tym momencie czytam książkę.
Ewidentnie go to zainteresowało i zapytał z ciekawością w głosie o tytuł.
- Może jednak coś z Ciebie będzie. To świetna książka. - powiedział tylko.
Westchnęła tłumiąc śmiech.
- Nie da się przyśpieszyć Twojego powrotu? Trochę się za Tobą stęskniłam.
- Tylko trochę. - W jego głowie było słychać udawaną urazę i oburzenie. - Ja się za Tobą stęskniłem trochę więcej niż trochę.
- Bardzo miło mi to słyszeć. - Chichotała.
Zrobił chwilę przerwy czekając aż sie uspokoi i w końcu powiedział:
- To chyba jest nasza pierwsza i ostatnia rozmowa. - mruknął niechętnie. Znieruchomiała. - Nie chce ryzykować, że gdyby coś później poszło nie tak, wykorzystaliby by Ciebie. Wiesz o czym mówię.
Wiedziała.
Gdyby wpadł, szybko przeszukaliby jego telefon i tego typu. Zaczęliby od ostatniego połączenia i szybką by ja namierzyli. Razem z nią również jego siostrę, wiec Jake chciał pozbyć sie prywatnego telefonu. Rozumiała to, to było normalne.
- Dobrze.
- Bardzo Cię kocham księżniczko. - mruczał a ona niemal się rozpływała.
- Kocham Cię.
- Do zobaczenia za trzy dni. Dam Ci znać jak będę w samolocie.
- Uważaj na siebie. - Poprosiła i on zrobił to samo pozostawiając po sobie pojedyncze sygnały.
Pod wieczór Sara zawołała Katherine na dół z propozycją kolacji na mieście. Nie daleko był Chińczyk, do którego nie miały jeszcze okazji zajrzeć. Ubrały się ładnie, w sukienki i obcasy, i szły chodnikiem miedzy wystawami.
Sara była w świetnym humorze i przyjaciółka sądziła, że to przez tą dzisiejszą panią. Wsunęła jej ręką pod ramię stukając butami o chodnik.
- Na pewno ta restauracja jeszcze istnieje?- zapytała Katherine.
- Przejeżdżałam wczoraj obok niej i była otwarta. Raczej z dnia na dzień ją nie zamknął.
Kilka minut później wybierały stolik zaraz obok wielkiego okna. Usiadły wygodnie, pozwalając aby młoda dziewczyna zabrała ich okrycia. Dostały menu i złożyły zamówienia.
- Jadłaś kiedykolwiek chińszczyznę? - zapytała Sara, widząc jak przyjaciółka bawi się pałeczkami w ręce.
- Nie. Nie wiem jak tym można jeść.- Podniosła je w górę, próbując je jakoś ułożyć w ręce.
Starsza kobieta- Chinka zresztą- podeszła z zamówieniem i postawiła je przed dziewczynami. Sara od razu zabrała się za jedzenie doskonale posługując się pałeczkami.
Jej przyjaciółka za to, wzruszając ramionami wbiła przedmiot w jedzenie i podniosła do ust.
Nie było to takie złe na jakie wyglądało.
- Obrzydliwe.- Skwitowała Katherine Sara patrząc na to jak je.
- Ciesz się, że nie jem rękami. -
Zapewniła ją,ze bardzo się cieszy po czym odwróciła wzrok na otwierające się drzwi.
Stanął w nich młody mężczyzna w garniturze, z przydługimi włosami. Rozejrzał się szybko i zajął miejsce kilka stolików od nich, przodem do Sary.
Och, widać było, że jej się spodobał.
Przestała jeść i patrzyła jak zmierza w kierunku stolika. Gdy usiadł i spojrzał w jej stronę- prawdopodobnie wyczuwając jej wzrok- uśmiechnęła się lekko odwracając zawstydzona wzrok.
Katherine również sie na niego oglądnęła ale z czystej ciekawości. Zaśmiała sie widząc rumieńce na twarzy towarzyszki.
- No ładnie. - szepnęła tylko pod nosem.
Przez następne 15 minut rozmawiały o różnych babskich rzeczach, np. o zakupach. Co kilka chwil Sara odwracała wzrok na mężczyznę z boku, który robił to samo.W końcu Katherine nie wytrzymała i powiedziała;
- Po prostu się do niego dosiądź.
Posłała jej oburzone spojrzenie kręcąc głową.
- Ty chyba nie rozumiesz. On na pewno na kogoś czeka. Raczej nie przyszedł by sobie od tak w garniaku do restauracji.
- Podejdź i się dowiedz.
Zaprzeczyła. Uniosła resztę jedzenia do ust i odsunęła od siebie talerz.
- To może jeszcze na kawę?
Katherine skinęła głową. Zanim podniosła się, szepnęła:
- Muszę iść do łazienki. Jakby coś to jest tutaj Twój były, którego się boisz.
- Co?- Była wyraźnie zdezorientowana tymi słowami i przekrzywiła głowę, patrząc jak jej przyjaciółka wstaje i podchodzi szybko do mężczyzny.
TEGO mężczyzny, który uśmiechnął się do niej grzecznie wyraźnie zaskoczony. Ta powiedziała mu coś, wymachując rękami i patrząc w kierunku Sary, która siedziała patrząc na nich.
Skinął głową i podszedł do dziewczyny, siadając na krześle gdzie wcześniej siedziała Katherine.
- Cześć. Jestem Rob. Mogę się przysiąść?
Wstała szybko aby przyjaciółka nie mogła ją zatrzymać. Obcasy zastukały gdy dotknęły posadzki i zaprowadziły ją do przystojnego mężczyzny w garniturze.
Był wyraźnie zaskoczony gdy usiadła na wprost niego, jednak starał sie to ukryć grzecznym uśmiechem.
- Cześć. Jestem Katherine.
- Rob. - Nie był zainteresowany i nawet się tym ucieszyła.
- Mam mały problem. Jestem tutaj z koleżanką, Sarą.- Skinęła głową w jej stronę patrząc w jej zabawnie przerażoną twarz. Wiedziała co sie świeci?- Chodzi o to,że muszę wyjsć do łazienki a nie chce zostawić ją tutaj samej. Jest tutaj jej były chłopak, który tylko czeka na okazję żeby pogadać z nią na sam ale ona tego nie chce. - Trajkotała. Skinął głową powoli rozumiejąc o co chce go poprosić? - Mógłbyś potowarzyszyć jej przez kilka minut? Będę Ci bardzo wdzięczna.
- Nie ma problemu.
Wstał równo z nią i minął ją idąc w kierunku Sary. Uśmiechnęła się grzecznie gdy siadł przed nią i podała mu rękę lekko nią potrząsając.
Bo dosłownie pięciu minutach siedzenia na umywalce, w końcu zdecydowała sie wyjść z łazienki. Pchnęła drzwi i zobaczyła śmiejącą się Sarę i Rob'a rozpinającego marynarkę.
A co jeśli by ich tutaj zostawić?
Podeszła powoli do nich, uśmiechając się niewinnie.
- Już jestem. Dzięki Rob. Mam nadzieje, że nie czekaj teraz na ciebie jakaś kobieta i nie wydrapie mi oczów za to, o co Cię poprosiłam. - Błagam powiedz,że nikt na Ciebie nie czeka.
- Tak sie składa,że nie byłem z nikim umówiony. Zahaczyłem tutaj bo jestem leniem i nie chciało mi się robić kolacji w domu.- Wzruszył ramionami, śmiejąc sie szeroko. Miał ładny uśmiech.
- W każdym razie ja muszę lecieć. Sara jeśli chcesz to zostań, masz klucze.
Och wiedziała,że jej sie za to oberwie. To było tak banalne, że Kath musiała sie powstrzymać żeby nie wybuchnąć śmiechem. Z pomocą przyszedł jej Rob:
- Jeśli nie masz planów to może faktycznie teraz ty z kolei mogłabyś mi potowarzyszyć? Co ty na to? - Przyjaciółka energicznie skinęła głową. Pożegnała szatynkę posyłając jej wdzięczne spojrzenie.
Wychodząc minęła się z Marcusem, który złapał ja za ramię i właśnie wtedy go zauważyła.
- Cześć Kath. Co ty tutaj robisz? Wyglądasz ślicznie.- Szczerzył się do niej wesoło lustrując ją wzrokiem.
- Byłam na kolacji z przyjaciółką. Własnie wychodzę.
- Może zjesz teraz coś ze mną? Masz ochotę?- Widziała w jego oczach, że chciał żeby z nim została ale jednak nie miała ochotę na jedzenie.
- Jestem już pełna. Będę się zbierać w takim razie.
- Więc Cię odprowadzę. - Nie czekając na zgodę lub odmowę, otworzył drzwi i kładąc dłoń na jej plecach, wyprowadził ją z restauracji.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)