Niemal w połowie zmiany pojawiła się u boku Katherine inna kelnerka- Keith- która zastępowała Bree. Najwyraźniej zle zniosła wczorajszą mini imprezę.
Nie znała Keith na tyle aby wypowiadać sie na jej temat ale zaczynała sądzić, że nie za bardzo za nią przepada.
Przez cały dzień snuła się obok niej, zagadując ją i opowiadając historie z dzieciństwa tak jakby się znały od zawsze i wcale nie były w pracy. Bardzo irytował ją fakt, że musiała przypominać jej o gościach, którzy czekali na kelnerkę, która w tym czasie śmiała sie obok niej pijąc kawę. Była młoda- prawdopodobnie dopiero skończyła 16 lat- więc to było normalne zachowanie choć Katherine była utwierdzona w przekonaniu, że skoro starała się o tą pracę, to powinna się do niej przyłożyć.
- Wyglądasz na śpiącą. Masz chłopaka? Może to przez niego nie mogłaś spać, co? - mrugnęła porozumiewawczo. No i była bezpośrednia.
Popatrzyła na nią ostro, ale ta tylko mlasnęła gumą, którą miała w buzi i odwróciła się na pięcie, podchodząc do stolika i podając zamówione danie.
Kath również zabrała z okienka przygotowane danie dla osób z jej stolika, wiec ułożyła je na tacy i szybkim krokiem podeszła do tych osób.
Kobieta i mężczyzna w podeszłym wieku przerwali rozmowę w chwili gdy pojawiła się przy stoliku. Popatrzyli na nią spokojnie, czekając aż sobie pójdzie.
Uważajcie bo ogłoszę na ambonie o czym właśnie rozmawiacie, pomyślała.
Skarciła się za tą nieuprzejmość. Sama też by nie chciała aby ktoś słuchał o czym rozmawia z Jake'iem czy kimś innym.
- Rachunek poproszę! - odezwał się mężczyzna ze stolika obok którego przechodziła. Skinęła głową, szybko go podając. Uregulował przy niej rachunek, zostawiając jej napiwek i wyprowadził towarzyszkę.
- Szef Cię prosi. - Powiedziała Jessie, która właśnie- prawdopodobnie- od niego wracała. Miała szeroki uśmiech na twarzy i powiedziała, że przejmie jej klientów na ten czas.
Skinęła głową i poszła szybkim krokiem w tamtym kierunku. Zapukała dwa razy i słysząc głośne " Proszę " otworzyła drzwi i weszła powoli. Usiadła na wskazanym przez niego fotelu.
Szybko zajął miejsce na przeciwko niej uśmiechając sie tajemniczo. Raz, a potem drugi raz przyłapała go na przyglądanie sie jej nogom więc założyła jedną noge na nogę, unosząc brew i posyłając mu tym samym złe spojrzenie, gdy spojrzał w jej kierunku.
- Rozumiem. - mruczał.- Chciałem tylko powiedzieć,że jestem bardzo zadowolony z pani pracy. Tak jak sądziłem przyciąga pani dużo klientów mojej płci a to bardzo korzystne.
- Tak, to faktycznie podnosi na duchu.
Zaśmiał sie obierając wygodnie. Oparł podbródek na palcu wskazującym i kciuku oblizując powoli wargi.
- Może miałabyś ochotę spotkać się któregoś dnia po pracy?
Randka?
- Niestety muszę odmówić. Mam chłopaka i sądzę, że nie spodobałoby mu się to i mi także to nie odpowiada.
Jego twarz wyrażała rozbawienie. Trawił przez chwilę jej słowa a pózniej oznajmił tonem, jakby to było oczywiste:
- Masz chłopaka.
Przekrzywił głowę, nagle śmiejąc sie na głos.
- Mogę wiedzieć kim on jest?
- To nie jest informacja jako pan, czyli mój pracodawca, musi wiedzieć. - Spochmurniała.
On również nie wydawał się zadowolony z jej odpowiedzi. Zacisnął szczękę, prostując się bardzo powoli, wpatrując się w nią zimnym wzrokiem.
- Pracujesz u mnie i mam prawo pytać o co chce.
Uniosła brew rozweselona całą tą sytuacją. Wskazał jej gestem drzwi, dajac do zrozumienia, ze ma wyjść. Bez ociągania się zrobiła to i na wysokich obcasach podeszła do drzwi.
Sięgając po klamkę poczuła natarczywe łapska na jej pośladkach a potem na tali, które przyparły ja plecami do drzwi.
Wcale nie zaskoczona wymierzyła mu cios w szczękę czym go bardzo zaskoczyła.
Potarł ją z szeroko otwartymi oczami.
- Ty suko! Pracujesz dla mnie i masz robić to na co ja mam ochotę! - krzyczał przybliżając sie na nowo.
- W takim razie nasza współpraca dobiegła końca.- Odezwała sie stanowczo. Zatrzymał sie wpół kroku
- To ja będę o tym decydować.
- Chyba nie tym razem.
Chwyciła za klamkę patrząc na niego kątem oka. Był zły. Bardzo zły. Ruszył w jej kierunku ale ona zdążyła już wyjść i trzasnąć drzwiami przebiegając do " garderoby".
No jasne! Jak ona wróci do domu? Przecież nie przyjechała swoim samochodem. Wzięła do ręki telefon i wystukała wiadomość do Jake'a czy mógłby po nią przyjechać. Dostała szybką wiadomość, ze nie da rady ale za kilka minut ktoś po nią przyjedzie.
Zsunęła z siebie spódniczkę, wchodząc w sobie jeansy i naciągając je na tyłek. Dotknęła guzika w momencie, w którym drzwi otworzyły się i ukazały spokojnie stojącego byłego juz szefa. Zamknął drzwi na klucz i schował go do tylnej kieszonki spodni.
Uśmiechnął się do niej, dumnie unosząc brodę.
Ta również się uśmiechnęła, odrzucając włosy do tyłu i zapinając guzik spodni. Przez cały czas patrzyła na niego ukradkiem obserwując jego ruchy. Minę miał zaskoczoną jak i niepewną, może tym,że sie do niego uśmiechnęła. I myśląc o tym uśmiech znów pojawił sie na jej ustach bo było oczywiste, ze ten mężczyzna wyobrażał sobie całkiem co innego. Zrobił dwa kroki w jej stronę i zatrzymał się patrząc na nią uważnie. Ta z kolei wciągała na stoję stopy niskie trampki i zarzucając na siebie skórzaną kurtkę oraz przewieszając torebkę, odwróciła w jego kierunku.
- Sądzę, że nie potrzebnie się ubierałaś.- wymruczał.
- Sądzę,że nie potrzebnie tutaj wchodziłeś.
Znów zrobił kilka kroków jej stronę, stojąc na wyciągnięcie ręki. Nie odsunęła się, tylko patrzyła mu wyzywająco w oczy, i własnie chyba to go zachęciło. Uniósł rękę i wierzchem dłoni spróbował pogłaskać ją po policzku. Zanim to zrobił, złapała go mocno za rękę i wykrzywiła ją, sprawiając,że odwrócił się do niej tyłem, boleśnie przyciskając rękę do swoich pleców.
- A więc tak się chcesz zabawiać. Czemu nie. - Zaśmiał się cicho i ignorując ból odwrócił się i wymierzył jej w policzek. Zachwiała sie delikatnie ale korzystając z chwili, w której jego ręka nie dotknęła jego boku, wymierzyła mu celny cios w brzuch a po chwili mocno w nogę przez co upadł niechętnie pozwalając aby jego twarz wyraziła emocje.
Oj był wściekły. Zanim zdążył wstać przeszła szybko i sprawnie wyciągnęła klucz z jego spodni i podbiegła do drzwi otwierając je. Krzycząc i wyzywając ją podniósł się i biegiem pokonał dzielącą ich odległość. Na nieszczęście dla niego, Katherine szarpnęła mocno drzwiami przez co uderzyły go prosto w nos. Chwile później popłynęła z niego krew przez co odpuścił dalszy atak.
Wyszła, wchodząc do sali pełnej gości.
W drzwiach stanęła Bree, uśmiechając się nieśmiało. Podeszła do niej.
- Cześć. Bardzo narozrabiałam?- zapytała.
- Robisz się bardzo rozrywkowa po alkoholu. Nie, spokojnie. Po prostu tańczyłaś.- Dodała widząc jej minę. Przeprosiła ją i skierowała się w stronę drzwi.
- Gdzie idziesz? Przecież masz zmianę.
- Miałam. Rzuciłam tą robotę..
Zaśmiała się cicho.
- Cóż, zaskoczysz tym resztę dziewczyn. Dawało Ci dużo więcej.
- Jak miło być obiektem zakładu. Musze lecieć. Do zobaczenia.
Poprawiła torebkę i pchnęła drzwi znajdujące się za nią. Padał deszcz. Drobny ale jednak deszcz, a na dodatek wiał zimny wiatr. Zmrużyła oczy, rozglądając się i ucieszyła się, gdy z zaparkowanego obok krawężnika wyszedł chłopak, pytając ją czy to Katherine.
Zajęła miejsce pasażera, uśmiechając się miło do chłopaka.
- Będziesz musiała mną kierować bo nie mam pojęcia gdzie jechać.
poniedziałek, 29 grudnia 2014
wtorek, 23 grudnia 2014
Rozdział 12 cz2
Poranek nie zależał do jej najprzyjemniejszych. Sara z rana krzątała się, zrzucając jakieś drobiazgi, które oddawały echo w jej sypialni. Towarzyszyły temu wulgaryzmy, które wydobywały się z ust koleżanki.
Bez zastanowienia Katherine ubrała spodenki i zeszła schodami na dół widząc Sarę pochyloną nad stołem i zbierając płyny do szyb oraz do kurzów.
- Co to za zamierzanie?-zapytała od wejścia. Stanęła obok niej niezauważona przez co podskoczyła odwracając się.
- Nie denerwuj mnie.- syczała przez zaciśnięte zęby.
- Lewa nóżka?- Chciała ją jakoś rozchmurzyć ale jak widać tylko pogorszyła sytuację wiec szybko ją przeprosiła.- Mogę ci jakoś pomóc?
Podeszła do schodów i odwróciła się na moment, w czasie którym rzuciła:
- Chce żebyś była dzisiaj na kolacji, dobrze?
Skinęła energicznie głową wiedząc, że jeśli by się sprzeciwiła, była by baaardzo zła.
Kiedy doszło do tego, ze Katherine przejmuje się takimi drobiazgami?
Poszła powoli w ślady brunetki i wróciła na górę, tym razem omijając swój pokój i kierując się do łazienki. Ta już zaczęła myć wielkie lustro nad umywalką i spojrzała na nią gdy weszła.
- Na którą masz dziś do pracy?- Nie miała ochoty rozmawiać, było to widać. Była zła? A może zdenerwowana?
- Wszystko w porządku?- zapytała ją nie odpowiadając na wcześniejsze pytanie.
Skinęła głową.
- Dlaczego mam być na kolacji?- Ściereczka zatrzymała się na lustrze, a oczy osoby, która ją trzymała były zwrócone ku niej.
- A masz już coś zaplanowanego? Może z Twoim chłopakiem?
O kurcze! No jasne. Przecież Sara nic nie wie na temat Jake'a, ani tego, że się znowu spotykają. Posłała jej przepraszające spojrzenie.
- Naprawdę nie miałam kiedy. Sama wiesz,że cały czas w sumie spędzam w pracy. Nawet nie myślałam o tym,że ci nie powiedziałam. Wydawało mi się,że o tym wiesz, ale masz racje. Przepraszam za to.
Ale tu nadal nie chodzi o to. Nie czujesz tego? Mówiło jej coś w głowie.
- No więc? Dlaczego moja obecność jest taka ważna?
Jej twarz złagodniała i opierając się tyłem o umywalkę, ciągnęła nerwowo za swoje palce.
- Rodzice z bratem przyjeżdżają na kolacje.
Rodzice? Rodzice Sary? Jaki brat? Cofnęła się myślami do chwil, w których opowiadała o sobie ale ona nigdy nie wspominała o rodzicach. Sama ją w sumie nie pytała- nawet nie zauważyła, że nie zna tego rozdziału z jej życia.
Teraz patrząc na nią taką poddenerwowaną wiem,że niezbyt się z tego cieszy.
- To źle czy dobrze?
- Nie wiem mam mieszane uczucia.
Wzięła ją za rękę i oby dwie usiadły na ziemi, opierając się o wannę. Kath zachęcała ją aby opowiedziała jej o rodzicach, na co skinęła głową.
- Kilka miesięcy zanim się poznałyśmy i wspólnie zamieszkałyśmy byłam przejazdem u rodziców na obiedzie. Bo widzisz, mój tata jest prawnikiem i bardzo chciał-nalegał- abym poszła w jego ślady. Było okej, wybrałam ten kierunek na studiach..
Sara była na studiach?!
-.. a potem je rzuciłam. Poznałam fajnego chłopaka, o którym ci zresztą już opowiadałam a poza tym nie czułam tego wszystkiego. To nie był zawód dla mnie. Nie powiedziałam o tym rodzicom bo nie chciałam ich martwić.
- Jak się dowiedzieli?- zapytała.
- No własnie podczas obiadu tata powiedział mi, że wie co zrobiłam. Wściekł się o to, że marnuje swoje życie i szanse, którą otrzymałam.
- A mama co na to?
- Moja mama.. cóż.. nie udziela się aż tak. Woli aby to ojciec zabierał głos i nie chce mu się sprzeciwiać. Siedziała i patrzyła na mnie z łzami w oczach. Byłam i wciąż jestem ciekawa dlaczego płakała ale to nie było wtedy ważne. W każdym razie od tego momentu się z nimi nie widziałam, po tym jak wyprosili mnie z domu.
Otworzyła lekko usta. Czy oni zwariowali?
- Wyrzucili Cię dlatego, że nie chcesz być prawnikiem?
- Coś w tym rodzaju.
- Masz dziwną rodzinę. - Westchnęła.- A więc jak doszło do tego, że dzisiaj będą na kolacji?
- Jako na dziwną rodzinę przystało, wprosili się a jak wiesz- nie potrafię odmawiać.
*
Sara uparła się,że to ona posprząta to co uzna za potrzebne a Katherine ma nie ruszać niczego. Oby dwie wiedziały dlaczego. Po prostu nie chciała po niej poprawiać gdyby coś pominęła a poza tym to całe zamieszanie odwracało jej uwagę od dzisiejszego wieczoru.
Na ostatni ogień poszła jadalnia, gdzie brunetka na kolanach szorowała podłogę. Przyjaciółka za to nie odstępowała ją i siedziała w drzwiach opierając się plecami o framugę i obierając jabłka do woreczka na kolanach. Częstowała ją gdy tylko robiła sobie kilku sekundową przerwę.
- Wiesz co zamierzasz ugotować? - zagadnęła.
Nie przerywając zajęcia zaczęła opowiadać o różnych pomysłach ale chwilę później skreśliła kilka z powodu uczulenia rodziny na składniki.
- Nie kłopocz się. Możesz przecież zrobić spaghetti. Z Twoim talentem i tak będzie pyszne.
- Daj spokój. Chce im pokazać,że naprawdę umiem gotować a spaghetti to banał i nie pokaże im czegoś takiego. - Obruszyła się.
- No To chyba nic ci nie doradzę. Poszukaj czegoś w internecie.
Pokręciła głową. Wolała sama wymyślić coś nowego niż korzystać z pomocy innych. Jakie to chwilami było irytujące.
*
- Wychodzę! Powodzenia!- krzyczała zamykając za sobą drzwi.Wyciągnęła z kieszeni listek miętowej gumy do żucia i wsadziła sobie do ust. Podeszła do auta, łapiąc za klamkę.
W tej samej sekundzie podjechało takie samo auto jak jej tyle, że w innym kolorze, nie dając jej czasu aby wsiąść. Przekrzywiła głowę zdziwiona osobą za kierownicą.
Drzwi kierowcy otworzyły się i wyszedł Jake. Wyglądał cudownie. Miał na sobie czarne proste spodnie i białą koszulę z odpiętymi guzikami pod szyją. Włosy tradycyjnie miał rozczochrane od przejeżdżania między nimi palcami.
Podszedł do niej, całując ją skromnie w policzek i uśmiechając się od ucha do ucha. Cieszył się,że ją zaskoczył bo zdarzało się to dość rzadko.
- Cześć. - odezwała się pierwsza.- Co ty tutaj robisz?
- Chciałbym odwieźć Cię do pracy. - Wziął ją za rękę i pociągnął w stronę jego auta. Otworzył jej drzwi, gestem nakazując aby wsiadła. Gdy widział jak zapina pas, obszedł auto i zajął swoje miejsce.
- Co cię skłoniło do takiego romantycznego gestu? i Dlaczego masz na sobie koszulę? Zmieniasz image? - zaśmiała się. On również uniósł kąciki ust spoglądając na nią.
- Tak. Chodzi własnie o mój image. Podoba ci się?
Skinęła głową śmiejąc się jeszcze głośniej. Oparła wygodniej głowę, przekrzywiając się w jego stronę.
- Jak się czujesz?- Uniosła brwi. A jak sądzisz? Nie wyglądam jakby wszystko było w porządku?
- Zależy o co ci chodzi.
- Głównie o wczorajsze drinki ale też o spotkanie Marcusa.
Dotknęła jego ręki, szczerząc się głupio.
- Kochanie sądzisz, że dwa drinki mogłyby mnie powalić? A co do Marcusa to o co dokładnie pytasz? Czy to dla mnie szok? Trochę. Ale nie przejmuje się tym zbytnio.
Skinął głową w ciszy. Podjeżdżali powoli pod restauracje. Kliencie wychodzili i wchodzili i już Kath wiedziała, że będzie miała masę roboty.
- Spotkamy się dzisiaj?- zapytał kilka sekund przed tym jak chciała się z nim pożegnać.
Pokiwała smutno głową.
- Chyba nie będziemy mogli. Sara robi kolacje dla rodziców i poprosiła mnie abym z nią była. Możemy spotkać się jutro? Mam wolne więc moglibyśmy gdzieś wyskoczyć. - zaproponowała.
Zaparkował na wolnym miejscu zaraz obok jej pracy, i zgasił silnik.
- Jutro wyjeżdżam na trzy dni. - Przymrużyła lekko oczy zdumiona, po chwili kiwając zamyślona głową. Miała ochotę zapytać gdzie, po co i z kim ale skoro sam nic nie mówi, to pewnie nie chce aby wiedziała. Zmartwiło ją to.
- W porządku.
Położył rękę na jej karku, przyciągając ją do siebie i całując mocno. Uśmiechał się prosto w jej usta, jęcząc gdy przerwała tą chwilę.
- Zadzwonię do Ciebie wieczorem, w porządku?- zapytał.
Skinęła głowę, pozwalając aby jego usta jeszcze raz dotknęły jej czoła po czym wyszła z auta. Przeszła przed maską stając na chodniku. Odwróciła sie w momencie, w którym chłopak odpalał auto i wyjeżdżał. Pomachała mu uśmiechając się smutno i weszła do restauracji.
Bez zastanowienia Katherine ubrała spodenki i zeszła schodami na dół widząc Sarę pochyloną nad stołem i zbierając płyny do szyb oraz do kurzów.
- Co to za zamierzanie?-zapytała od wejścia. Stanęła obok niej niezauważona przez co podskoczyła odwracając się.
- Nie denerwuj mnie.- syczała przez zaciśnięte zęby.
- Lewa nóżka?- Chciała ją jakoś rozchmurzyć ale jak widać tylko pogorszyła sytuację wiec szybko ją przeprosiła.- Mogę ci jakoś pomóc?
Podeszła do schodów i odwróciła się na moment, w czasie którym rzuciła:
- Chce żebyś była dzisiaj na kolacji, dobrze?
Skinęła energicznie głową wiedząc, że jeśli by się sprzeciwiła, była by baaardzo zła.
Kiedy doszło do tego, ze Katherine przejmuje się takimi drobiazgami?
Poszła powoli w ślady brunetki i wróciła na górę, tym razem omijając swój pokój i kierując się do łazienki. Ta już zaczęła myć wielkie lustro nad umywalką i spojrzała na nią gdy weszła.
- Na którą masz dziś do pracy?- Nie miała ochoty rozmawiać, było to widać. Była zła? A może zdenerwowana?
- Wszystko w porządku?- zapytała ją nie odpowiadając na wcześniejsze pytanie.
Skinęła głową.
- Dlaczego mam być na kolacji?- Ściereczka zatrzymała się na lustrze, a oczy osoby, która ją trzymała były zwrócone ku niej.
- A masz już coś zaplanowanego? Może z Twoim chłopakiem?
O kurcze! No jasne. Przecież Sara nic nie wie na temat Jake'a, ani tego, że się znowu spotykają. Posłała jej przepraszające spojrzenie.
- Naprawdę nie miałam kiedy. Sama wiesz,że cały czas w sumie spędzam w pracy. Nawet nie myślałam o tym,że ci nie powiedziałam. Wydawało mi się,że o tym wiesz, ale masz racje. Przepraszam za to.
Ale tu nadal nie chodzi o to. Nie czujesz tego? Mówiło jej coś w głowie.
- No więc? Dlaczego moja obecność jest taka ważna?
Jej twarz złagodniała i opierając się tyłem o umywalkę, ciągnęła nerwowo za swoje palce.
- Rodzice z bratem przyjeżdżają na kolacje.
Rodzice? Rodzice Sary? Jaki brat? Cofnęła się myślami do chwil, w których opowiadała o sobie ale ona nigdy nie wspominała o rodzicach. Sama ją w sumie nie pytała- nawet nie zauważyła, że nie zna tego rozdziału z jej życia.
Teraz patrząc na nią taką poddenerwowaną wiem,że niezbyt się z tego cieszy.
- To źle czy dobrze?
- Nie wiem mam mieszane uczucia.
Wzięła ją za rękę i oby dwie usiadły na ziemi, opierając się o wannę. Kath zachęcała ją aby opowiedziała jej o rodzicach, na co skinęła głową.
- Kilka miesięcy zanim się poznałyśmy i wspólnie zamieszkałyśmy byłam przejazdem u rodziców na obiedzie. Bo widzisz, mój tata jest prawnikiem i bardzo chciał-nalegał- abym poszła w jego ślady. Było okej, wybrałam ten kierunek na studiach..
Sara była na studiach?!
-.. a potem je rzuciłam. Poznałam fajnego chłopaka, o którym ci zresztą już opowiadałam a poza tym nie czułam tego wszystkiego. To nie był zawód dla mnie. Nie powiedziałam o tym rodzicom bo nie chciałam ich martwić.
- Jak się dowiedzieli?- zapytała.
- No własnie podczas obiadu tata powiedział mi, że wie co zrobiłam. Wściekł się o to, że marnuje swoje życie i szanse, którą otrzymałam.
- A mama co na to?
- Moja mama.. cóż.. nie udziela się aż tak. Woli aby to ojciec zabierał głos i nie chce mu się sprzeciwiać. Siedziała i patrzyła na mnie z łzami w oczach. Byłam i wciąż jestem ciekawa dlaczego płakała ale to nie było wtedy ważne. W każdym razie od tego momentu się z nimi nie widziałam, po tym jak wyprosili mnie z domu.
Otworzyła lekko usta. Czy oni zwariowali?
- Wyrzucili Cię dlatego, że nie chcesz być prawnikiem?
- Coś w tym rodzaju.
- Masz dziwną rodzinę. - Westchnęła.- A więc jak doszło do tego, że dzisiaj będą na kolacji?
- Jako na dziwną rodzinę przystało, wprosili się a jak wiesz- nie potrafię odmawiać.
*
Sara uparła się,że to ona posprząta to co uzna za potrzebne a Katherine ma nie ruszać niczego. Oby dwie wiedziały dlaczego. Po prostu nie chciała po niej poprawiać gdyby coś pominęła a poza tym to całe zamieszanie odwracało jej uwagę od dzisiejszego wieczoru.
Na ostatni ogień poszła jadalnia, gdzie brunetka na kolanach szorowała podłogę. Przyjaciółka za to nie odstępowała ją i siedziała w drzwiach opierając się plecami o framugę i obierając jabłka do woreczka na kolanach. Częstowała ją gdy tylko robiła sobie kilku sekundową przerwę.
- Wiesz co zamierzasz ugotować? - zagadnęła.
Nie przerywając zajęcia zaczęła opowiadać o różnych pomysłach ale chwilę później skreśliła kilka z powodu uczulenia rodziny na składniki.
- Nie kłopocz się. Możesz przecież zrobić spaghetti. Z Twoim talentem i tak będzie pyszne.
- Daj spokój. Chce im pokazać,że naprawdę umiem gotować a spaghetti to banał i nie pokaże im czegoś takiego. - Obruszyła się.
- No To chyba nic ci nie doradzę. Poszukaj czegoś w internecie.
Pokręciła głową. Wolała sama wymyślić coś nowego niż korzystać z pomocy innych. Jakie to chwilami było irytujące.
*
- Wychodzę! Powodzenia!- krzyczała zamykając za sobą drzwi.Wyciągnęła z kieszeni listek miętowej gumy do żucia i wsadziła sobie do ust. Podeszła do auta, łapiąc za klamkę.
W tej samej sekundzie podjechało takie samo auto jak jej tyle, że w innym kolorze, nie dając jej czasu aby wsiąść. Przekrzywiła głowę zdziwiona osobą za kierownicą.
Drzwi kierowcy otworzyły się i wyszedł Jake. Wyglądał cudownie. Miał na sobie czarne proste spodnie i białą koszulę z odpiętymi guzikami pod szyją. Włosy tradycyjnie miał rozczochrane od przejeżdżania między nimi palcami.
Podszedł do niej, całując ją skromnie w policzek i uśmiechając się od ucha do ucha. Cieszył się,że ją zaskoczył bo zdarzało się to dość rzadko.
- Cześć. - odezwała się pierwsza.- Co ty tutaj robisz?
- Chciałbym odwieźć Cię do pracy. - Wziął ją za rękę i pociągnął w stronę jego auta. Otworzył jej drzwi, gestem nakazując aby wsiadła. Gdy widział jak zapina pas, obszedł auto i zajął swoje miejsce.
- Co cię skłoniło do takiego romantycznego gestu? i Dlaczego masz na sobie koszulę? Zmieniasz image? - zaśmiała się. On również uniósł kąciki ust spoglądając na nią.
- Tak. Chodzi własnie o mój image. Podoba ci się?
Skinęła głową śmiejąc się jeszcze głośniej. Oparła wygodniej głowę, przekrzywiając się w jego stronę.
- Jak się czujesz?- Uniosła brwi. A jak sądzisz? Nie wyglądam jakby wszystko było w porządku?
- Zależy o co ci chodzi.
- Głównie o wczorajsze drinki ale też o spotkanie Marcusa.
Dotknęła jego ręki, szczerząc się głupio.
- Kochanie sądzisz, że dwa drinki mogłyby mnie powalić? A co do Marcusa to o co dokładnie pytasz? Czy to dla mnie szok? Trochę. Ale nie przejmuje się tym zbytnio.
Skinął głową w ciszy. Podjeżdżali powoli pod restauracje. Kliencie wychodzili i wchodzili i już Kath wiedziała, że będzie miała masę roboty.
- Spotkamy się dzisiaj?- zapytał kilka sekund przed tym jak chciała się z nim pożegnać.
Pokiwała smutno głową.
- Chyba nie będziemy mogli. Sara robi kolacje dla rodziców i poprosiła mnie abym z nią była. Możemy spotkać się jutro? Mam wolne więc moglibyśmy gdzieś wyskoczyć. - zaproponowała.
Zaparkował na wolnym miejscu zaraz obok jej pracy, i zgasił silnik.
- Jutro wyjeżdżam na trzy dni. - Przymrużyła lekko oczy zdumiona, po chwili kiwając zamyślona głową. Miała ochotę zapytać gdzie, po co i z kim ale skoro sam nic nie mówi, to pewnie nie chce aby wiedziała. Zmartwiło ją to.
- W porządku.
Położył rękę na jej karku, przyciągając ją do siebie i całując mocno. Uśmiechał się prosto w jej usta, jęcząc gdy przerwała tą chwilę.
- Zadzwonię do Ciebie wieczorem, w porządku?- zapytał.
Skinęła głowę, pozwalając aby jego usta jeszcze raz dotknęły jej czoła po czym wyszła z auta. Przeszła przed maską stając na chodniku. Odwróciła sie w momencie, w którym chłopak odpalał auto i wyjeżdżał. Pomachała mu uśmiechając się smutno i weszła do restauracji.
wtorek, 16 grudnia 2014
Rozdział 11 cz.2
Dłonie Jake lekko ugniatały ramiona Katherine co ją delikatnie łaskotało. Odwróciła się w jego stronę chcąc prosić aby przestał i sie z nim przywitać ale on zamiast patrzeć na nią, mierzył się wzrokiem chłopakiem przede mną, Issakiem.
Wstała ustawiając się u jego boku i dotykając jego lewego policzka pocałowała w usta.
- Cześć. - szeptała.
Jego ręka powędrowała na jej talię w stanowczym uścisku. Odwrócił się w jej stronę posyłając grzeczny uśmiech, który mówił: " Teraz udawajmy szczęśliwa parę a później sobie porozmawiamy".
Przewróciła oczami i spojrzała na Issaca.
- Będziemy się już zbierać także na razie.
On również wstał i uśmiechając się szeroko pożegnał się najpierw z nią grzecznie zapewniając o następnym spotkaniu, i z Jake'iem ale już chłodno i ledwo na niego zerkając.
Ciągnąć za sobą chłopaka podeszła do tańczącej z z inną dziewczyną Bree. Ta rozpromieniona i pijana, zarzuciła jej ręce na ramiona tańcząc bardzo blisko niej.
Dotknęła jej ramion i odepchnęła delikatnie informując ją że powinni już wyjść.
Nie możesz przecież ją tutaj zostawić kompletnie pijaną!,upominała siebie w duchu.
Kobieta zignorowała ją i zaczęła biegać po sali w rytm muzyki.
Jeszcze chwile i ja naprawdę zostawię.
Poszła za nią i korzystając z tego,że zatrzymał ją jakiś chłopak, złapała za nadgarstki i popchnęła w stronę drzwi, zapewniając, że na zewnątrz jest większa impreza z większą ilością osób. Zadowolona chwiejnym krokiem podeszła do drzwi, siłując się z nimi przez chwilę.
Jake szedł już w jej stronę z jej kurtką i ich torebkami. Pomógł im wyjść i na siłę wsadził Bree do auta.
- Nie możecie, ja chce tańczyć. Nudziarze! Co z Was za ludzie? Wróćmy proszę, dajcie mi chwilę albo sama wrócę! - skomlała zza Katherine.
- Spokojnie, jedziemy na imprezę.. - odpowiedziała jej.
- Naprawdę? Jesteście kochani! Tak, to ja sobie tutaj trochę odpocznę bo chyba zaszkodziło mi coś i tak się dziwnie czuje. Ale spokojnie.. obudźcie mnie tylko jak już..- I usnęła. To było tak gwałtowne,że wydawało im się zemdlała, ale oddychała miarowo, więc uspokoili się i zajęli swoje miejsce.
- Nie chciałbym aby mi ubrudziła z tyłu.- Burczał kierowca.
- Spokojna głowa towarzyszu. W XXI wieku jest coś takiego jak myjnia.
Rzucił jej złe spojrzenie ale kąciki ust unosiły mu się, chociaż próbował to ukryć.
Nocą Londyn wyglądał cudownie. Wszystko było oświetlone, tylko w licznych uliczkach było ciemno. Sklepy wciąż były otwarte, a ludzie wchodzili i wychodzili. Spacerowali chodnikami z paczką przyjaciółmi, parą- przeważnie czule sie obejmując, albo samotnie z dłońmi w kieszeniach.
To miasto nigdy nie śpi a to wszystko zachwyca nawet tych, którzy spędzili to większość życia.
- Wiesz gdzie ona mieszka?- O jezu, nie. Dotknęła jej torebki, którą trzymała na swoich kolanach.
Przecież w dowodzie jest, gdzie jest zameldowana.
Wyciągnęła jej portfel i wyciągnęła dowód.
Miała korzystne zdjęcie. Zignorowała to i przeczytała na głos jej miejsce zamieszkania. Jake sztywno skinął głową i skręcił w ulicę, którą niby było szybciej.
Jest na nią zły? O co mu chodzi?
Przekrzywiła głowę, dotykając jego dłoni, którą miał na biegach. Poruszył nią niespokojnie rzucając jej spojrzenie pełne niepokoju i gniewu.
- Wszystko okej?- zapytała. Skinął głową.
- Zamierzasz się jeszcze dzisiaj do mnie odezwać?
Chwila ciszy. Czy on własnie się nas tym zastanawia?! Ta myśl spowodowała, że ona też się zdenerwowała. Dlaczego miałby być na nią zły? Bo poszła na drinka z Bree? To niedorzeczne.
Otwierała usta, kiedy zajechali pod jakiś mały i ubogi domek. Dwa pokoje były oświetlone, firanka poruszyła się, a w oknie... pojawiła sie znajoma twarz.
Zaskoczyło to ją bardziej niż by przypuszczała i szybko wyskoczyła z auta. Podeszła do drzwi wejściowych, które otworzyły się szeroko a stanął w nich Marcus. Były chłopak Katherine.
- Cześć.- bąknęła.
On też nie krył zaskoczenia. Lustrował ja wzrokiem z lekko otwartą buzią, a po chwili uśmiechnął się i przytulił ją.
- Co Ty tutaj robisz? Tak dawno się nie widzieliśmy, pięknie wyglądasz!
Odsunęła go od siebie, czując na sobie spojrzenie chłopaka z tyłu. Odwróciła się i miała racje. Nawet jeśli był zły, nie okazywał tego. Twarz miał spokojną i spojrzenie z niej przeniósł na Marcusa, który wciąż trzymał rękę na jej ramieniu.
On sam też to zauważył i opuścił ją pośpiesznie.Podszedł do niego z wyciągniętą rękę.
- Marcus. Były Katherine.
-Jake. Obecny chłopak Katherine.
Ohohohoho. Wrócili do siebie? Musi z nim o tym porozmawiać. Zaczęła sie modlić,żeby nie wypadło jej to z głowy.
- Co Wy tutaj robicie?
- Przywieźliśmy moją koleżankę z pracy, ale nie jestem pewna czy dobrze trafiliśmy.. -zaczęła.
- Bree? To Wy pracujecie razem? Nic mi nie mówiła. Gdzie ona w ogóle była? Dzwoniłem do niej ale nie odbierała.. - Podszedł do auta i widząc śpiącą kobietę na tylnym siedzeniu, uśmiechnął się gorzko i rzucił:
- Pijana, co?- Nie czekając na odpowiedz otworzył drzwi i biorąc ją na ręce zaniósł do domu, prosząc aby zaczekali.
Korzystając z nieobecności Marcusa, a nie mogąc pohamować ciekawości, Jake odezwał się:
- Spotkałaś sie z nim w końcu?
- Hę?
- Rozmawiałaś z nim kiedyś u mnie na tarasie i prosiłaś o spotkanie. Spotkałaś się z nim?
- Z tego co pamiętam, to on chciał się spotkać.- Nie był zadowolony, ze go poprawia. Zacisnął zęby patrząc gdzieś za nią. Podeszła do niego, przytulając się do jego boku.
Miała wrażenie,że przytula się do wielkiego i mocnego kamienia.
- Nie, nie spotkałam się z nim. Byłam zajęta Tobą i Caroline. - szepnęła.
Czuła,że się rozluźnił. Mimowolnie odetchnęła z ulga. Nie chciała,żeby się denerwował. Dlaczego nagle zrobił się taki zazdrosny?
Przed dom wyszedł wysoki blondyn, w czerwonej bluzie. Staną w niewielkiej odległości uśmiechając się pod nosem.
Wciąż była przytulona do SWOJEGO chłopaka.
- Słuchajcie, dzięki, ze ją tu przywieźliście. Nie wybaczyłbym sobie, który została nam pijana z tymi wszystkimi pijakami.
- Wszystko okej. Na szczęście sobie odeśpi i na drugą zmianę może zdąży.
- Już ja tego dopilnuje. Musze lecieć.
- Tak my też.- Spojrzała na Jake'a.
- Mam nadzieje, że jeszcze sie spotkamy. - Po tych słowach wszedł do domu gasząc światła, przez co panowała kompletna ciemność. Bez słowa szatyn podszedł do auta od jej strony otwierając jej drzwi. Wsiadła, zapinając pas i opierając głowę o szybę. Coraz bardziej robiła się senna.
On także zajął miejsce i odpalając auto wyjechał spod domu, kierując się do jej wspólnego domu z Sarą.
Sara! Na pewno sie martwiła, że jeszcze jej nie ma.
Ale mi się dostanie..
To było coś nowego. Nawet rodzice nie zwracali uwagę na to o której wraca, a jej przyjaciółka nie uśnie dopóki nie wróci do domu. Z wyjątkiem pracy albo planów o których wie.
Niedługo potem wjechali na jej mostek, oświetlając drzwi garażowe. Przymykając oczy, chłopak obszedł auto, otwierając jej drzwi. Wysiadła i pozwoliła aby je zamknął, ale nie pozwoliła mu się oddalić.
Złapała go za kurtkę i opierając sie plecami o samochód, przybliżyła go do siebie. Patrzyli sobie w oczy.
Miał takie hipnotyzujące oczy!
Gładziła kciukiem jego policzek, a potem dolną wargę. W ogóle na to nie reagował. Stał tak po prostu patrząc na nią pustym wzrokiem.
- Nie lubię gdy się na mnie gniewasz..
-Czyżby?- Zaskoczyło go to.- Sądziłem, że to uwielbiasz.
- Może kiedyś tak było.
Przyciągnęła go bliżej siebie łaskocząc nosem jego szyje. Odetchnął głośno tuż nad jej uchem, przez co uśmiechnęła się wesoło.
-A więc jesteśmy parą, tak?- drażniła się z nim. Humor minimalnie mu się poprawił co widziała bo jego oczach.
Przekrzywił głowę oblizując wargę.
- Muszę się jeszcze nad tym zastanowić. - Pocałowała miejsce, gdzie gładził go jej nos, pnąc sie w górę. Doszła do jego szczęki, kiedy odsunął się tylko odrobinkę. Taką odrobinkę, że zrozumiała, że ma przestać. Spojrzała na niego pytająco, ale nie odezwała sie widząc jego pociemniałe oczy.
- Jestem na ciebie zły.
- Uwierz, że to zauważyłam tylko nie mam pojęcia dlaczego.
- A mi się to wydaje oczywiste. - W takim razie tylko Tobie.
- Powiedz mi.
Przez chwilę spoglądał na nią zastanawiając się co powiedzieć. Zamiast tego nachylił się i pocałował ją lekko, słodko a zanim zdążyła odwzajemnić pocałunek, odsunął się. Posłała mu pytające spojrzenie.
- Podobno, zaznaczam- podobno, jesteśmy razem. Więc tym samym podobno jesteś moja. Nie chce, żebyś spędzała czas z innymi mężczyznami.
To było takie słodkie! Wprawdzie wymazała by to słowo " podobno" ale i tak brzmiało to bardzo miło.
- Po prostu jesteś zazdrosny. - Przytuliła się do niego aby ukryć uśmiech.
- Chyba własnie o to chodzi. Przepraszam. Trochę przesadziłem.
- Nic nie szkodzi. Wejdziesz? - Wskazała na drzwi. Pokręcił głową.
- To nie jest najlepszy pomysł. Poza tym czuje od Ciebie alkohol. Wyśpij się, może uda mi się zobaczyć z Tobą jutro.
Może?
Miała ochotę mu powiedzieć, że w tym własnie momencie przesadza,ze nie wypiła więcej niż trzy drinki, ale nie chciała zaczynać kłótni, na którą nie miała ochoty.
- Jakieś plany?- Podniosła wzrok, wprost w jego intensywnie zielone oczy.
- Coś tak jakby. - Antonie? Skinęła tylko głową.
Pocałował ją w czoło, w momencie, w którym jej wargi dotknęły jego szyi. Wzmocniła uścisk wokół jego pasa, czując jego uśmiech na twarzy.
- Powinienem się zbierać. - Jęknęła. - No już, skarbie. Puść mnie.
Ociągając się spełniła jego prośbę. Stanęła na palcach i pocałowała go mocno, po czym odwróciła się i poszła w stronę domu. Wyciągnęła z kurtki klucz, wkładając go w zamek i przekręcając. Zapaliła światło w przedpokoju, odwracając się.
Szatyn dopiero szedł do auto, pewnie czekając aż bezpiecznie wejdzie do domu.
- Postaraj się znaleźć dla mnie czas, dobrze misiu? - powiedziała głośno. Posłał jej szeroki uśmiech wsiadając auta.
Przeszła przez próg i zamknęła za sobą drzwi na klucz. Przeszła przez kuchnie, widząc ciastka Sary na ladzie. Tak! Sięgnęła po jedno i wepchała sobie do ust. Ściągnęła buty i ułożyła je obok drzwi, po czym poszła schodami na górę, do swojego pokoju.
- Porozmawiamy sobie rano, koleżanko! - usłyszała krzyk z pokoju na końcu korytarza. Uśmiechnęła się.
- Tak mamo, dobranoc.
Weszła do pokoju i szybko zrzucając z siebie ubranie, narzuciła na siebie koszulkę i wślizgnęła się pod kołdrę.
Wstała ustawiając się u jego boku i dotykając jego lewego policzka pocałowała w usta.
- Cześć. - szeptała.
Jego ręka powędrowała na jej talię w stanowczym uścisku. Odwrócił się w jej stronę posyłając grzeczny uśmiech, który mówił: " Teraz udawajmy szczęśliwa parę a później sobie porozmawiamy".
Przewróciła oczami i spojrzała na Issaca.
- Będziemy się już zbierać także na razie.
On również wstał i uśmiechając się szeroko pożegnał się najpierw z nią grzecznie zapewniając o następnym spotkaniu, i z Jake'iem ale już chłodno i ledwo na niego zerkając.
Ciągnąć za sobą chłopaka podeszła do tańczącej z z inną dziewczyną Bree. Ta rozpromieniona i pijana, zarzuciła jej ręce na ramiona tańcząc bardzo blisko niej.
Dotknęła jej ramion i odepchnęła delikatnie informując ją że powinni już wyjść.
Nie możesz przecież ją tutaj zostawić kompletnie pijaną!,upominała siebie w duchu.
Kobieta zignorowała ją i zaczęła biegać po sali w rytm muzyki.
Jeszcze chwile i ja naprawdę zostawię.
Poszła za nią i korzystając z tego,że zatrzymał ją jakiś chłopak, złapała za nadgarstki i popchnęła w stronę drzwi, zapewniając, że na zewnątrz jest większa impreza z większą ilością osób. Zadowolona chwiejnym krokiem podeszła do drzwi, siłując się z nimi przez chwilę.
Jake szedł już w jej stronę z jej kurtką i ich torebkami. Pomógł im wyjść i na siłę wsadził Bree do auta.
- Nie możecie, ja chce tańczyć. Nudziarze! Co z Was za ludzie? Wróćmy proszę, dajcie mi chwilę albo sama wrócę! - skomlała zza Katherine.
- Spokojnie, jedziemy na imprezę.. - odpowiedziała jej.
- Naprawdę? Jesteście kochani! Tak, to ja sobie tutaj trochę odpocznę bo chyba zaszkodziło mi coś i tak się dziwnie czuje. Ale spokojnie.. obudźcie mnie tylko jak już..- I usnęła. To było tak gwałtowne,że wydawało im się zemdlała, ale oddychała miarowo, więc uspokoili się i zajęli swoje miejsce.
- Nie chciałbym aby mi ubrudziła z tyłu.- Burczał kierowca.
- Spokojna głowa towarzyszu. W XXI wieku jest coś takiego jak myjnia.
Rzucił jej złe spojrzenie ale kąciki ust unosiły mu się, chociaż próbował to ukryć.
Nocą Londyn wyglądał cudownie. Wszystko było oświetlone, tylko w licznych uliczkach było ciemno. Sklepy wciąż były otwarte, a ludzie wchodzili i wychodzili. Spacerowali chodnikami z paczką przyjaciółmi, parą- przeważnie czule sie obejmując, albo samotnie z dłońmi w kieszeniach.
To miasto nigdy nie śpi a to wszystko zachwyca nawet tych, którzy spędzili to większość życia.
- Wiesz gdzie ona mieszka?- O jezu, nie. Dotknęła jej torebki, którą trzymała na swoich kolanach.
Przecież w dowodzie jest, gdzie jest zameldowana.
Wyciągnęła jej portfel i wyciągnęła dowód.
Miała korzystne zdjęcie. Zignorowała to i przeczytała na głos jej miejsce zamieszkania. Jake sztywno skinął głową i skręcił w ulicę, którą niby było szybciej.
Jest na nią zły? O co mu chodzi?
Przekrzywiła głowę, dotykając jego dłoni, którą miał na biegach. Poruszył nią niespokojnie rzucając jej spojrzenie pełne niepokoju i gniewu.
- Wszystko okej?- zapytała. Skinął głową.
- Zamierzasz się jeszcze dzisiaj do mnie odezwać?
Chwila ciszy. Czy on własnie się nas tym zastanawia?! Ta myśl spowodowała, że ona też się zdenerwowała. Dlaczego miałby być na nią zły? Bo poszła na drinka z Bree? To niedorzeczne.
Otwierała usta, kiedy zajechali pod jakiś mały i ubogi domek. Dwa pokoje były oświetlone, firanka poruszyła się, a w oknie... pojawiła sie znajoma twarz.
Zaskoczyło to ją bardziej niż by przypuszczała i szybko wyskoczyła z auta. Podeszła do drzwi wejściowych, które otworzyły się szeroko a stanął w nich Marcus. Były chłopak Katherine.
- Cześć.- bąknęła.
On też nie krył zaskoczenia. Lustrował ja wzrokiem z lekko otwartą buzią, a po chwili uśmiechnął się i przytulił ją.
- Co Ty tutaj robisz? Tak dawno się nie widzieliśmy, pięknie wyglądasz!
Odsunęła go od siebie, czując na sobie spojrzenie chłopaka z tyłu. Odwróciła się i miała racje. Nawet jeśli był zły, nie okazywał tego. Twarz miał spokojną i spojrzenie z niej przeniósł na Marcusa, który wciąż trzymał rękę na jej ramieniu.
On sam też to zauważył i opuścił ją pośpiesznie.Podszedł do niego z wyciągniętą rękę.
- Marcus. Były Katherine.
-Jake. Obecny chłopak Katherine.
Ohohohoho. Wrócili do siebie? Musi z nim o tym porozmawiać. Zaczęła sie modlić,żeby nie wypadło jej to z głowy.
- Co Wy tutaj robicie?
- Przywieźliśmy moją koleżankę z pracy, ale nie jestem pewna czy dobrze trafiliśmy.. -zaczęła.
- Bree? To Wy pracujecie razem? Nic mi nie mówiła. Gdzie ona w ogóle była? Dzwoniłem do niej ale nie odbierała.. - Podszedł do auta i widząc śpiącą kobietę na tylnym siedzeniu, uśmiechnął się gorzko i rzucił:
- Pijana, co?- Nie czekając na odpowiedz otworzył drzwi i biorąc ją na ręce zaniósł do domu, prosząc aby zaczekali.
Korzystając z nieobecności Marcusa, a nie mogąc pohamować ciekawości, Jake odezwał się:
- Spotkałaś sie z nim w końcu?
- Hę?
- Rozmawiałaś z nim kiedyś u mnie na tarasie i prosiłaś o spotkanie. Spotkałaś się z nim?
- Z tego co pamiętam, to on chciał się spotkać.- Nie był zadowolony, ze go poprawia. Zacisnął zęby patrząc gdzieś za nią. Podeszła do niego, przytulając się do jego boku.
Miała wrażenie,że przytula się do wielkiego i mocnego kamienia.
- Nie, nie spotkałam się z nim. Byłam zajęta Tobą i Caroline. - szepnęła.
Czuła,że się rozluźnił. Mimowolnie odetchnęła z ulga. Nie chciała,żeby się denerwował. Dlaczego nagle zrobił się taki zazdrosny?
Przed dom wyszedł wysoki blondyn, w czerwonej bluzie. Staną w niewielkiej odległości uśmiechając się pod nosem.
Wciąż była przytulona do SWOJEGO chłopaka.
- Słuchajcie, dzięki, ze ją tu przywieźliście. Nie wybaczyłbym sobie, który została nam pijana z tymi wszystkimi pijakami.
- Wszystko okej. Na szczęście sobie odeśpi i na drugą zmianę może zdąży.
- Już ja tego dopilnuje. Musze lecieć.
- Tak my też.- Spojrzała na Jake'a.
- Mam nadzieje, że jeszcze sie spotkamy. - Po tych słowach wszedł do domu gasząc światła, przez co panowała kompletna ciemność. Bez słowa szatyn podszedł do auta od jej strony otwierając jej drzwi. Wsiadła, zapinając pas i opierając głowę o szybę. Coraz bardziej robiła się senna.
On także zajął miejsce i odpalając auto wyjechał spod domu, kierując się do jej wspólnego domu z Sarą.
Sara! Na pewno sie martwiła, że jeszcze jej nie ma.
Ale mi się dostanie..
To było coś nowego. Nawet rodzice nie zwracali uwagę na to o której wraca, a jej przyjaciółka nie uśnie dopóki nie wróci do domu. Z wyjątkiem pracy albo planów o których wie.
Niedługo potem wjechali na jej mostek, oświetlając drzwi garażowe. Przymykając oczy, chłopak obszedł auto, otwierając jej drzwi. Wysiadła i pozwoliła aby je zamknął, ale nie pozwoliła mu się oddalić.
Złapała go za kurtkę i opierając sie plecami o samochód, przybliżyła go do siebie. Patrzyli sobie w oczy.
Miał takie hipnotyzujące oczy!
Gładziła kciukiem jego policzek, a potem dolną wargę. W ogóle na to nie reagował. Stał tak po prostu patrząc na nią pustym wzrokiem.
- Nie lubię gdy się na mnie gniewasz..
-Czyżby?- Zaskoczyło go to.- Sądziłem, że to uwielbiasz.
- Może kiedyś tak było.
Przyciągnęła go bliżej siebie łaskocząc nosem jego szyje. Odetchnął głośno tuż nad jej uchem, przez co uśmiechnęła się wesoło.
-A więc jesteśmy parą, tak?- drażniła się z nim. Humor minimalnie mu się poprawił co widziała bo jego oczach.
Przekrzywił głowę oblizując wargę.
- Muszę się jeszcze nad tym zastanowić. - Pocałowała miejsce, gdzie gładził go jej nos, pnąc sie w górę. Doszła do jego szczęki, kiedy odsunął się tylko odrobinkę. Taką odrobinkę, że zrozumiała, że ma przestać. Spojrzała na niego pytająco, ale nie odezwała sie widząc jego pociemniałe oczy.
- Jestem na ciebie zły.
- Uwierz, że to zauważyłam tylko nie mam pojęcia dlaczego.
- A mi się to wydaje oczywiste. - W takim razie tylko Tobie.
- Powiedz mi.
Przez chwilę spoglądał na nią zastanawiając się co powiedzieć. Zamiast tego nachylił się i pocałował ją lekko, słodko a zanim zdążyła odwzajemnić pocałunek, odsunął się. Posłała mu pytające spojrzenie.
- Podobno, zaznaczam- podobno, jesteśmy razem. Więc tym samym podobno jesteś moja. Nie chce, żebyś spędzała czas z innymi mężczyznami.
To było takie słodkie! Wprawdzie wymazała by to słowo " podobno" ale i tak brzmiało to bardzo miło.
- Po prostu jesteś zazdrosny. - Przytuliła się do niego aby ukryć uśmiech.
- Chyba własnie o to chodzi. Przepraszam. Trochę przesadziłem.
- Nic nie szkodzi. Wejdziesz? - Wskazała na drzwi. Pokręcił głową.
- To nie jest najlepszy pomysł. Poza tym czuje od Ciebie alkohol. Wyśpij się, może uda mi się zobaczyć z Tobą jutro.
Może?
Miała ochotę mu powiedzieć, że w tym własnie momencie przesadza,ze nie wypiła więcej niż trzy drinki, ale nie chciała zaczynać kłótni, na którą nie miała ochoty.
- Jakieś plany?- Podniosła wzrok, wprost w jego intensywnie zielone oczy.
- Coś tak jakby. - Antonie? Skinęła tylko głową.
Pocałował ją w czoło, w momencie, w którym jej wargi dotknęły jego szyi. Wzmocniła uścisk wokół jego pasa, czując jego uśmiech na twarzy.
- Powinienem się zbierać. - Jęknęła. - No już, skarbie. Puść mnie.
Ociągając się spełniła jego prośbę. Stanęła na palcach i pocałowała go mocno, po czym odwróciła się i poszła w stronę domu. Wyciągnęła z kurtki klucz, wkładając go w zamek i przekręcając. Zapaliła światło w przedpokoju, odwracając się.
Szatyn dopiero szedł do auto, pewnie czekając aż bezpiecznie wejdzie do domu.
- Postaraj się znaleźć dla mnie czas, dobrze misiu? - powiedziała głośno. Posłał jej szeroki uśmiech wsiadając auta.
Przeszła przez próg i zamknęła za sobą drzwi na klucz. Przeszła przez kuchnie, widząc ciastka Sary na ladzie. Tak! Sięgnęła po jedno i wepchała sobie do ust. Ściągnęła buty i ułożyła je obok drzwi, po czym poszła schodami na górę, do swojego pokoju.
- Porozmawiamy sobie rano, koleżanko! - usłyszała krzyk z pokoju na końcu korytarza. Uśmiechnęła się.
- Tak mamo, dobranoc.
Weszła do pokoju i szybko zrzucając z siebie ubranie, narzuciła na siebie koszulkę i wślizgnęła się pod kołdrę.
czwartek, 11 grudnia 2014
Rozdział 10 cz.2
Zgodnie z planami Jake przyszedł do pracy Katherine o wyznaczonej godzinie. Jak zawsze wyglądał oszałamiająco, przyciągał wzrok klientek, które przyszły tu na lunch z chłopakiem albo z przyjaciółką lub siostrą. To była bardzo frustrujące i takie obce. Jake wydawał się tego nie zauważać i wpatrywał się z nią z łagodnością w oczach.
Trudno było nazwać ich obecną sytuacje. Czuła między nimi rezerwę ale wciąż było tak samo.
Tak, wie o tym, że przesadza skoro dopiero się pogodzili ale jednak..
W każdym razie Jake pochyla się nad dziewczyną i całuje w czoło, reguluje rachunek i wychodzi.
Patrzy jeszcze chwile za nim po czym zbiera ich rzeczy i wraca na swoją zmianę.
Niedługo potem do restauracji wpadła Sara ciągnąc za sobą torebkę, która normalnie jest przewieszona przez ramie. Podbiega do lady, za którą stoi roześmiana i zdezorientowana Katherine. Ta wyciąga coś z torebki, zapakowane w sreberko i wręcza jej.
- Błagam Cię, spróbuj tego i powiedz mi co sądzisz.
Ta patrzy na nią z niedowierzaniem ale posłusznie odpakowuje to coś. W środku jest kilka ciasteczek w kształcie różnych cyfr i literek.
- Jesteś tu tylko dlatego, ze chcesz poznać moje zdanie? To takie słodkie.. - śmieje się.
Rzuca jej spojrzenie spod łba i patrzy jak przyjaciółka podnosi liczbę 3 do ust i bierze kęs. Z wyczekiwaniem próbuje czegoś dowiedzieć się z jej twarzy i szybko to zrobi.
- Pychota! Błagam powiedz, ze masz jeszcze.. - Ciasteczko było miekkie, z nadzieniem czekoladowym, udekorowany lukrem i różnymi jadalnymi koralikami. Jej było w kolorze zielonym.
- Masz szczęście,że ze mną mieszkasz. W kuchni zostawiłam ci kilka. Musze lecieć.
- Gdzie?
- Do pracy. Wyprawiam przyjecie dla kilku letniego chłopca i nie wiedziałam co przygotować. Chciałam zrobić coś nowego i koniecznie chciałam abyś to Ty zdecydowała czy się nadaje.
- To miłe.
- W końcu sama w głębi duszy jesteś dzieckiem.
Zamierzała kończyć pracę, kiedy u jej boku pojawiła się Bree.
- Może skończymy na drinka? Koniecznie muszę się komuś wyżalić, wiesz ..
Aha i przyszłaś z tym do kompletnie obcej osoby z pracy..
- Aha, jasne.- powiedziała na głos.
Lepiej obcej osobie niż zadręczać się tym,upomniała się Kath.
Wzruszyła mimowolnie ramiona, odpowiadając sobie samej na tą uwagę.
- Wszystko w porządku?- usłyszała. Odwróciła się spoglądając w niebieskie oczy koleżanki już w nieco lepszym nastawieniu do ich wyjścia. Skinęła głową.- To super. Chodź, przebierzemy się i spadamy. Obiecuje, że nie zajmę Ci dużo czasu.
Najbliższy bar mieścił się kilka budynków dalej i nie był bardzo zatłoczony. Oprócz nich była grupka facetów, którzy co jakiś czas wybuchali głośnym śmiechem, dwoma dziewczynami ( nie była pewna czy mają tyle lat ile powinny aby pić alkohol, w kazdym razie bardzo młodo wyglądały.. ) i dwóch kolesi, którzy co chwile rzucali na nią i Bree okiem.
Bree zauważyła ich od razu i z powiedziała mlaskając z niesmakiem:
- Mogliby to robić dyskretnie.. gówniarze..
Kąciki jej ust uniosły się nieznacznie słysząc te słowa. Dziewczyna na przeciwko, kóra własnie zamawiała sobie gin z tonikiem nie wyglądała na więcej niż 32 lata, a ci chłopacy nie więcej niż 25. '
- Wolisz starszych, co? - zaśmiała się.
- Tak sądzę, ale chyba po prostu wole mojego faceta. - Wzruszyła ramionami.
Och.
- I to właśnie o nim chciałam porozmawiać. To nie jest tak, że chce ci sie wyżalić, chociaż tak to wcześniej ujęłam.. - skrzywiła się.- po prostu nie chce tego trzymać w sobie.
- Mów śmiało. Może nie będę potrafiła tego jakoś odpowiednio skomentować, ale za to chętnie Cię wysłucham.
- Własnie Ci powiedziałam,że chyba wole starszych ale jestem z młodszym. - Zaśmiała się.- Nie lubię tego uczucia, które ciągle mi towarzyszy gdy jestem z nim w obecności różnych kobiet.
- Zazdrości?- podpowiedziała.
- Nie. - Pokręciła głową zamyślona. - Jest taki uroczy.. Inne kobiety też są urocze.. Takie jak Ty: młode, piękne. To nie jest zazdrość a przynajmniej tak mi się wydaje. Po prostu boje się, ze zostawi mnie dla młodszej.
- Kochasz go?
- Tak, wydaje mi się,że tak.
- A on kocha Ciebie? - Nie bądź wścibska!
Kelnerka przyniosła alkohol i teraz delektowały się nim pozwalając by to pytanie wisiało gdzieś nad nimi.
- Gdy jestem z nim na osobności to tak mi się własnie wydaje, ale gdy jesteśmy na jakimś przyjęciu.. sama nie wiem. Może po prostu tego nie dostrzegam bo jestem za bardzo skupiam się na wszystkich tych pięknych i młodych kobietach.. chyba tak.
- Więc przestań się nad tym użalać i po prostu pokaż mu,że ty go kochasz. Jeśli ty będziesz coraz bardziej sie nad sobą użalać, jego będzie to coraz bardziej denerwować aż w końcu spełnią sie Twojego najgorsze scenariusze.
Otworzyła szeroko oczy jakby własnie patrzyła na ducha, który wkłada do ust papierosa i uśmiechał sie złośliwie knując intrygę.
Zamrugała parę razy, garbiąc sie minimalnie. Wzięła głęboki oddech a z jej ust wydostał sie coś na rodzaj szlochu. Popatrzyła jej w oczy ale w nie zapowiadała sie na to aby miała się rozpłakać.
- Czułam,że powiesz mi to co potrzebuje usłyszeć.
Bree bełkotliwie kończyła opowiadać o przeżyciu wszystkich swoich chorób jak odra czy ospa. Zdążyła wypić kilka drinków, rozczulając się nad relacją z chłopakiem, zaraz po tym jak obiecała, że to ostatni taki dzień, kiedy o tym myśli.
W sumie nie była taka zła. Przynajmniej umiała się bawić. Poprosiła jedną z kelnerkę o puszczenie piosenki, co dziewczyna chętnie zrobiła. Była młoda, na pewno lubiła muzykę. Piosenka była bardzo rytmiczna, nogi same rwały się do tańca więc niebieskooka pijana z zawodu kelnerka wstała i zaczęła tańczyć, sunąć między stolikami, z rękami w powietrzy udając,że znajduje się w objęciach partnera. Byłą tot akie komiczne, że Katherine prawie płakała. Schowała twarz w dłoniach, cała się trzęsąc.
Musze cześciej się z nią umawiać na drinki.
- Mogę się przysiąść?- odezwał się niski głos, a razem z nim ładna buźka chłopaka, który wcześniej się jej przyglądał.
- W sumie zamierzam się już zbierać..- Nie, spadaj stąd.
Uśmiechnął się tylko i jakby nie słysząc jej odpowiedzi zajął miejsce jej koleżanki, opierając łokcie na stoliku.
Poprosił przechodzącą kelnerkę o dwa drinki- dla niego i dla niej. Szybko pojawiły się przed nimi.
Katherine patrzyła na niego beznamiętnie, chcąc dać mu do zrozumienia, że nie jest zainteresowana
- Jestem Issac. - odezwał się dość głośno, starając się przebić przez muzykę. - A Ty? Przedstawisz mi się?
- Nie spotkamy się więcej. Nie potrzebujesz mojego imienia.
- Może to przeznaczenie, ze własnie teraz siedzimy na przeciwko siebie, a ty próbujesz to zignorować. - Uśmiechnął się promiennie. Miał gadane.
- Nie, sądzę, że to przypadek, że moja przyjaciółka chciała potańczyć a ty się przysiadłeś.
Nie był aż tak pijany. Gdy wchodziła pił piwo, ale nie wyglądała na to,ze pił coś więcej. Przekrzywiła głowę, przyglądając mu się.
- Może wyjdziemy na dwór i porozmawiamy w ciszy, co ty na to?
Mocne dłonie zacisnęły się na jej ramionach przez co spięła się nieoczekiwanie. Dopiero gdy usłyszała tak znajomy i miękki głos rozluźniła się wciąż wpatrując się w chłopaka na przeciwko. Odchylił się na krześle, szczerząc się co osoby za nią. '
- Cześć kochanie, przepraszam za spóźnienie.- Usta dotykały jej ucha, uśmiech wpełzł na usta, a głowa mimowolnie się obróciła.
-Długo mi kazałeś czekać Jake.
Trudno było nazwać ich obecną sytuacje. Czuła między nimi rezerwę ale wciąż było tak samo.
Tak, wie o tym, że przesadza skoro dopiero się pogodzili ale jednak..
W każdym razie Jake pochyla się nad dziewczyną i całuje w czoło, reguluje rachunek i wychodzi.
Patrzy jeszcze chwile za nim po czym zbiera ich rzeczy i wraca na swoją zmianę.
Niedługo potem do restauracji wpadła Sara ciągnąc za sobą torebkę, która normalnie jest przewieszona przez ramie. Podbiega do lady, za którą stoi roześmiana i zdezorientowana Katherine. Ta wyciąga coś z torebki, zapakowane w sreberko i wręcza jej.
- Błagam Cię, spróbuj tego i powiedz mi co sądzisz.
Ta patrzy na nią z niedowierzaniem ale posłusznie odpakowuje to coś. W środku jest kilka ciasteczek w kształcie różnych cyfr i literek.
- Jesteś tu tylko dlatego, ze chcesz poznać moje zdanie? To takie słodkie.. - śmieje się.
Rzuca jej spojrzenie spod łba i patrzy jak przyjaciółka podnosi liczbę 3 do ust i bierze kęs. Z wyczekiwaniem próbuje czegoś dowiedzieć się z jej twarzy i szybko to zrobi.
- Pychota! Błagam powiedz, ze masz jeszcze.. - Ciasteczko było miekkie, z nadzieniem czekoladowym, udekorowany lukrem i różnymi jadalnymi koralikami. Jej było w kolorze zielonym.
- Masz szczęście,że ze mną mieszkasz. W kuchni zostawiłam ci kilka. Musze lecieć.
- Gdzie?
- Do pracy. Wyprawiam przyjecie dla kilku letniego chłopca i nie wiedziałam co przygotować. Chciałam zrobić coś nowego i koniecznie chciałam abyś to Ty zdecydowała czy się nadaje.
- To miłe.
- W końcu sama w głębi duszy jesteś dzieckiem.
Zamierzała kończyć pracę, kiedy u jej boku pojawiła się Bree.
- Może skończymy na drinka? Koniecznie muszę się komuś wyżalić, wiesz ..
Aha i przyszłaś z tym do kompletnie obcej osoby z pracy..
- Aha, jasne.- powiedziała na głos.
Lepiej obcej osobie niż zadręczać się tym,upomniała się Kath.
Wzruszyła mimowolnie ramiona, odpowiadając sobie samej na tą uwagę.
- Wszystko w porządku?- usłyszała. Odwróciła się spoglądając w niebieskie oczy koleżanki już w nieco lepszym nastawieniu do ich wyjścia. Skinęła głową.- To super. Chodź, przebierzemy się i spadamy. Obiecuje, że nie zajmę Ci dużo czasu.
Najbliższy bar mieścił się kilka budynków dalej i nie był bardzo zatłoczony. Oprócz nich była grupka facetów, którzy co jakiś czas wybuchali głośnym śmiechem, dwoma dziewczynami ( nie była pewna czy mają tyle lat ile powinny aby pić alkohol, w kazdym razie bardzo młodo wyglądały.. ) i dwóch kolesi, którzy co chwile rzucali na nią i Bree okiem.
Bree zauważyła ich od razu i z powiedziała mlaskając z niesmakiem:
- Mogliby to robić dyskretnie.. gówniarze..
Kąciki jej ust uniosły się nieznacznie słysząc te słowa. Dziewczyna na przeciwko, kóra własnie zamawiała sobie gin z tonikiem nie wyglądała na więcej niż 32 lata, a ci chłopacy nie więcej niż 25. '
- Wolisz starszych, co? - zaśmiała się.
- Tak sądzę, ale chyba po prostu wole mojego faceta. - Wzruszyła ramionami.
Och.
- I to właśnie o nim chciałam porozmawiać. To nie jest tak, że chce ci sie wyżalić, chociaż tak to wcześniej ujęłam.. - skrzywiła się.- po prostu nie chce tego trzymać w sobie.
- Mów śmiało. Może nie będę potrafiła tego jakoś odpowiednio skomentować, ale za to chętnie Cię wysłucham.
- Własnie Ci powiedziałam,że chyba wole starszych ale jestem z młodszym. - Zaśmiała się.- Nie lubię tego uczucia, które ciągle mi towarzyszy gdy jestem z nim w obecności różnych kobiet.
- Zazdrości?- podpowiedziała.
- Nie. - Pokręciła głową zamyślona. - Jest taki uroczy.. Inne kobiety też są urocze.. Takie jak Ty: młode, piękne. To nie jest zazdrość a przynajmniej tak mi się wydaje. Po prostu boje się, ze zostawi mnie dla młodszej.
- Kochasz go?
- Tak, wydaje mi się,że tak.
- A on kocha Ciebie? - Nie bądź wścibska!
Kelnerka przyniosła alkohol i teraz delektowały się nim pozwalając by to pytanie wisiało gdzieś nad nimi.
- Gdy jestem z nim na osobności to tak mi się własnie wydaje, ale gdy jesteśmy na jakimś przyjęciu.. sama nie wiem. Może po prostu tego nie dostrzegam bo jestem za bardzo skupiam się na wszystkich tych pięknych i młodych kobietach.. chyba tak.
- Więc przestań się nad tym użalać i po prostu pokaż mu,że ty go kochasz. Jeśli ty będziesz coraz bardziej sie nad sobą użalać, jego będzie to coraz bardziej denerwować aż w końcu spełnią sie Twojego najgorsze scenariusze.
Otworzyła szeroko oczy jakby własnie patrzyła na ducha, który wkłada do ust papierosa i uśmiechał sie złośliwie knując intrygę.
Zamrugała parę razy, garbiąc sie minimalnie. Wzięła głęboki oddech a z jej ust wydostał sie coś na rodzaj szlochu. Popatrzyła jej w oczy ale w nie zapowiadała sie na to aby miała się rozpłakać.
- Czułam,że powiesz mi to co potrzebuje usłyszeć.
Bree bełkotliwie kończyła opowiadać o przeżyciu wszystkich swoich chorób jak odra czy ospa. Zdążyła wypić kilka drinków, rozczulając się nad relacją z chłopakiem, zaraz po tym jak obiecała, że to ostatni taki dzień, kiedy o tym myśli.
W sumie nie była taka zła. Przynajmniej umiała się bawić. Poprosiła jedną z kelnerkę o puszczenie piosenki, co dziewczyna chętnie zrobiła. Była młoda, na pewno lubiła muzykę. Piosenka była bardzo rytmiczna, nogi same rwały się do tańca więc niebieskooka pijana z zawodu kelnerka wstała i zaczęła tańczyć, sunąć między stolikami, z rękami w powietrzy udając,że znajduje się w objęciach partnera. Byłą tot akie komiczne, że Katherine prawie płakała. Schowała twarz w dłoniach, cała się trzęsąc.
Musze cześciej się z nią umawiać na drinki.
- Mogę się przysiąść?- odezwał się niski głos, a razem z nim ładna buźka chłopaka, który wcześniej się jej przyglądał.
- W sumie zamierzam się już zbierać..- Nie, spadaj stąd.
Uśmiechnął się tylko i jakby nie słysząc jej odpowiedzi zajął miejsce jej koleżanki, opierając łokcie na stoliku.
Poprosił przechodzącą kelnerkę o dwa drinki- dla niego i dla niej. Szybko pojawiły się przed nimi.
Katherine patrzyła na niego beznamiętnie, chcąc dać mu do zrozumienia, że nie jest zainteresowana
- Jestem Issac. - odezwał się dość głośno, starając się przebić przez muzykę. - A Ty? Przedstawisz mi się?
- Nie spotkamy się więcej. Nie potrzebujesz mojego imienia.
- Może to przeznaczenie, ze własnie teraz siedzimy na przeciwko siebie, a ty próbujesz to zignorować. - Uśmiechnął się promiennie. Miał gadane.
- Nie, sądzę, że to przypadek, że moja przyjaciółka chciała potańczyć a ty się przysiadłeś.
Nie był aż tak pijany. Gdy wchodziła pił piwo, ale nie wyglądała na to,ze pił coś więcej. Przekrzywiła głowę, przyglądając mu się.
- Może wyjdziemy na dwór i porozmawiamy w ciszy, co ty na to?
Mocne dłonie zacisnęły się na jej ramionach przez co spięła się nieoczekiwanie. Dopiero gdy usłyszała tak znajomy i miękki głos rozluźniła się wciąż wpatrując się w chłopaka na przeciwko. Odchylił się na krześle, szczerząc się co osoby za nią. '
- Cześć kochanie, przepraszam za spóźnienie.- Usta dotykały jej ucha, uśmiech wpełzł na usta, a głowa mimowolnie się obróciła.
-Długo mi kazałeś czekać Jake.
czwartek, 4 grudnia 2014
Rozdział 9 cz2
Poranne promienie słońca paliły ją w twarz oraz powoli wybudzały ze snu. Zamrugała powoli oczami, przymrużając je kiedy ją oślepiło. Zasłoniła je ręką.
PO kilku sekundach z jękiem podniosła się do pozycji siedzącej i podrapała się po karku. Był mokry. Równie mokre było jej czoło. Nie zdziwiła się tym, W końcu całą noc wtulała się poduszkę, owinięta kołdrą wyobrażając sobie, że przytula się do piersi Jake'a.
Chociaż wczoraj się pogodzili to nie spędzili nocy razem. Katherine postanowiła pojechać do domu, by rano wstać do pracy, co było prawie prawdopodobne, że przy nim by tego nie zrobiła. Uzgodnili to po tym jak obudziła się, siedząc mu na kolanach z ustami dotykającymi jego szyję.
Obudziła się pierwsza. Nie była pewna czy Sara nawet jest w domu. Spojrzała na zegar, który stal na nocnej szafce. Miała jeszcze dużo czasu żeby zbierać się do pracy.
Opadła na miękką poduszkę wiedząc,że już nie zaśnie jednak mimo to zamknęła powieki.
Czym mogłabym się do tego czasu zająć? pomyślała. Nie wytrzymałaby do tego czasu. Nie chciała też leżeć bezczynnie. Sięgnęła po pilota wciskając guzik i włączając telewizor.
W telewizorze zobaczyła trójkę ludzi- kobietę i dwóch mężczyzn, siedzących przy wielkim stole, na którym opierały się ich łokcie, oraz stały ich kubki z napojem. Rozmawiali o wydarzeniach, które miały miejsce w ciągu tego tygodnia i nie zawsze mówili o sytuacjach z ich kraju.
Kliknęła dalej i obraz zmienił się na jakiś film.
Dziewczyna stała przy zagrodzie gdzie dalej pasły się dwa konie. Przyglądała się im opierając podbródek na łokciu. Zaraz za nią pojawił się chłopak, bardzo wysoki i patyczkowaty. Jego długie blind włosy sięgały karku, dłonie oplotły talię dziewczyny. Ta odepchnęła go,powracając do swojego zajęcia.
- Proszę Cię, nie bądź już za mnie zła. Wiesz, że nie mam na to wpływu! - powiedział patrząc na jej profil.
Zaczekała z odpowiedzią i po chwili odezwała się cichym i łamiącym się głosem.
- Nie jestem zła na Ciebie. Po prostu jest mi smutno.
- I to dlatego mnie odtrącasz?- Wiedział,że nie o to chodziło, i to coś ma wspólnego z nim jednak dziewczyna tylko skinęła głową.
- Posłuchaj mnie. Wiesz,ze ja też nie chce żeby ojciec sprzedał tą stadninę ale to jedyne wyjście. Nowy właściciel na pewno lepiej sie nimi zaopiekuje, będzie je odwiedzał weterynarz, posiłki bedą dostawały regularnie.. nie martw się. - prosił i tłumaczył. Odwróciła głowę w jego stronę patrząc na niego smutno przez parę chwil a potem znów odwróciła sie wbijając spojrzenie w zwierzęta.
- Nie wiesz tego. A co jeśli się okaże takim człowiekiem jak Ben? Nic nie wiemy o nowym właścicielu.
- Tak, bo jeszcze go nie ma.
- Ale będzie!
Odetchnął zrezygnowany. Odwrócił ją w swoją stronę, każąc patrzeć sobie w oczy.
- Ale na tą chwile nie ma i na tym się skupmy, okej? Dopóki nikt sie nie znajdzie, właścicielem jest mój ojciec i jest wszystko w porządku. Będziemy tu codziennie przychodzić i sprawdzić co jest z naszymi końmi. To nie jest problem, a oni nam tego nie zabronią.
- W najgorszym razie przewieziemy je gdzieś indziej. - dokończyła. Skinął głową uśmiechając się. Ona też powoli się uśmiechnęła i wzięła go za rękę prowadząc w stronę polnej drogi.
Nieco znudzona Katherine, wcisnęła cyfry na pilocie i pojawił się program muzyczny, w którym leciała piosenka Ariany Grande. Uśmiechnęła cicho podśpiewując pod nosem.
Pod głosiła o kilka stopni, odrzucając kołdrę i stawiając gołe nogi na ciepłych panelach.
Słonko grzało niemiłosiernie, czuła kropelki potu za koszulką. Zdjęła ją zostając w samych majtkach i poszła do łazienki, gdzie brudne ubranie rzuciła do kosza na pranie, a sama weszła pod prysznic. Mydliła się, nucąc wciąż lecącą piosenkę.
Po dobrych trzydziestu minutach wyszła owinięta ręcznikiem, z wysuszonymi włosami, związanego wysoko na głowie. Podeszła do szafki gdzie wyciągnęła bieliznę i zakładając ją , pozwoliła opaść ręcznikowi a tym samym aby ciepłe powietrze owiało jej pół nagie ciało. Ułożyła się tak na łóżku, sięgając po telefon chcąc sprawdzić godzinę.
Odblokowała go widząc nową wiadomość i kątem oka zerkając na czas. Jeszcze mogła poleżeć.
Nacisnęła na wiadomość, która była od Jake'a. W sumie się tego spodziewała ale i tak było jej z tego powodu miło.
Wiem,że już nie śpisz dlatego życzę Ci miłego dnia skarbie :)
Wspólny lunch?
Skarbie.....Skarbie....Skarbie.
Uśmiechnęła się szeroko. Takiego typu z jego ust brzmiały wyjątkowo, a wiadomość, w którym nazwał ją skarbem była równie wyjątkowa.
W ciągu dnia w pracy miała godzinę przerwy, w której dalszą i podwójną robotę odwalały pozostałe dwie dziewczyny. Dzisiaj jadłaby lunch z Jessie, ale perspektywa obiadu z " przyjacielem" była zbyt kusząca aby z niej nie skorzystać.
Wpadniesz po mnie do pracy około 13? Możemy albo zjeść w tej restauracji albo skoczyć gdzieś dalej.
Miała nadzieje,że będzie chciał jechać gdzieś indziej. Czuła by się dziwnie gdyby była obserwowana przez którąś z pracownic albo szefa. To ona mogła obserwować a nie na odwrót.
Odpowiedz przyszła szybko, i była taka, że faktycznie chciał gdzieś pojechać.
Zapytała czy wie gdzie przyjechać, co potwierdził więc wstała i zarzucając na siebie spódniczkę i krótki top zeszła na dół na śniadanie, nie mogąc sie doczekać następnego posiłku.
PO kilku sekundach z jękiem podniosła się do pozycji siedzącej i podrapała się po karku. Był mokry. Równie mokre było jej czoło. Nie zdziwiła się tym, W końcu całą noc wtulała się poduszkę, owinięta kołdrą wyobrażając sobie, że przytula się do piersi Jake'a.
Chociaż wczoraj się pogodzili to nie spędzili nocy razem. Katherine postanowiła pojechać do domu, by rano wstać do pracy, co było prawie prawdopodobne, że przy nim by tego nie zrobiła. Uzgodnili to po tym jak obudziła się, siedząc mu na kolanach z ustami dotykającymi jego szyję.
Obudziła się pierwsza. Nie była pewna czy Sara nawet jest w domu. Spojrzała na zegar, który stal na nocnej szafce. Miała jeszcze dużo czasu żeby zbierać się do pracy.
Opadła na miękką poduszkę wiedząc,że już nie zaśnie jednak mimo to zamknęła powieki.
Czym mogłabym się do tego czasu zająć? pomyślała. Nie wytrzymałaby do tego czasu. Nie chciała też leżeć bezczynnie. Sięgnęła po pilota wciskając guzik i włączając telewizor.
W telewizorze zobaczyła trójkę ludzi- kobietę i dwóch mężczyzn, siedzących przy wielkim stole, na którym opierały się ich łokcie, oraz stały ich kubki z napojem. Rozmawiali o wydarzeniach, które miały miejsce w ciągu tego tygodnia i nie zawsze mówili o sytuacjach z ich kraju.
Kliknęła dalej i obraz zmienił się na jakiś film.
Dziewczyna stała przy zagrodzie gdzie dalej pasły się dwa konie. Przyglądała się im opierając podbródek na łokciu. Zaraz za nią pojawił się chłopak, bardzo wysoki i patyczkowaty. Jego długie blind włosy sięgały karku, dłonie oplotły talię dziewczyny. Ta odepchnęła go,powracając do swojego zajęcia.
- Proszę Cię, nie bądź już za mnie zła. Wiesz, że nie mam na to wpływu! - powiedział patrząc na jej profil.
Zaczekała z odpowiedzią i po chwili odezwała się cichym i łamiącym się głosem.
- Nie jestem zła na Ciebie. Po prostu jest mi smutno.
- I to dlatego mnie odtrącasz?- Wiedział,że nie o to chodziło, i to coś ma wspólnego z nim jednak dziewczyna tylko skinęła głową.
- Posłuchaj mnie. Wiesz,ze ja też nie chce żeby ojciec sprzedał tą stadninę ale to jedyne wyjście. Nowy właściciel na pewno lepiej sie nimi zaopiekuje, będzie je odwiedzał weterynarz, posiłki bedą dostawały regularnie.. nie martw się. - prosił i tłumaczył. Odwróciła głowę w jego stronę patrząc na niego smutno przez parę chwil a potem znów odwróciła sie wbijając spojrzenie w zwierzęta.
- Nie wiesz tego. A co jeśli się okaże takim człowiekiem jak Ben? Nic nie wiemy o nowym właścicielu.
- Tak, bo jeszcze go nie ma.
- Ale będzie!
Odetchnął zrezygnowany. Odwrócił ją w swoją stronę, każąc patrzeć sobie w oczy.
- Ale na tą chwile nie ma i na tym się skupmy, okej? Dopóki nikt sie nie znajdzie, właścicielem jest mój ojciec i jest wszystko w porządku. Będziemy tu codziennie przychodzić i sprawdzić co jest z naszymi końmi. To nie jest problem, a oni nam tego nie zabronią.
- W najgorszym razie przewieziemy je gdzieś indziej. - dokończyła. Skinął głową uśmiechając się. Ona też powoli się uśmiechnęła i wzięła go za rękę prowadząc w stronę polnej drogi.
Nieco znudzona Katherine, wcisnęła cyfry na pilocie i pojawił się program muzyczny, w którym leciała piosenka Ariany Grande. Uśmiechnęła cicho podśpiewując pod nosem.
Pod głosiła o kilka stopni, odrzucając kołdrę i stawiając gołe nogi na ciepłych panelach.
Słonko grzało niemiłosiernie, czuła kropelki potu za koszulką. Zdjęła ją zostając w samych majtkach i poszła do łazienki, gdzie brudne ubranie rzuciła do kosza na pranie, a sama weszła pod prysznic. Mydliła się, nucąc wciąż lecącą piosenkę.
Po dobrych trzydziestu minutach wyszła owinięta ręcznikiem, z wysuszonymi włosami, związanego wysoko na głowie. Podeszła do szafki gdzie wyciągnęła bieliznę i zakładając ją , pozwoliła opaść ręcznikowi a tym samym aby ciepłe powietrze owiało jej pół nagie ciało. Ułożyła się tak na łóżku, sięgając po telefon chcąc sprawdzić godzinę.
Odblokowała go widząc nową wiadomość i kątem oka zerkając na czas. Jeszcze mogła poleżeć.
Nacisnęła na wiadomość, która była od Jake'a. W sumie się tego spodziewała ale i tak było jej z tego powodu miło.
Wiem,że już nie śpisz dlatego życzę Ci miłego dnia skarbie :)
Wspólny lunch?
Skarbie.....Skarbie....Skarbie.
Uśmiechnęła się szeroko. Takiego typu z jego ust brzmiały wyjątkowo, a wiadomość, w którym nazwał ją skarbem była równie wyjątkowa.
W ciągu dnia w pracy miała godzinę przerwy, w której dalszą i podwójną robotę odwalały pozostałe dwie dziewczyny. Dzisiaj jadłaby lunch z Jessie, ale perspektywa obiadu z " przyjacielem" była zbyt kusząca aby z niej nie skorzystać.
Wpadniesz po mnie do pracy około 13? Możemy albo zjeść w tej restauracji albo skoczyć gdzieś dalej.
Miała nadzieje,że będzie chciał jechać gdzieś indziej. Czuła by się dziwnie gdyby była obserwowana przez którąś z pracownic albo szefa. To ona mogła obserwować a nie na odwrót.
Odpowiedz przyszła szybko, i była taka, że faktycznie chciał gdzieś pojechać.
Zapytała czy wie gdzie przyjechać, co potwierdził więc wstała i zarzucając na siebie spódniczkę i krótki top zeszła na dół na śniadanie, nie mogąc sie doczekać następnego posiłku.
poniedziałek, 24 listopada 2014
Rozdział 8 cz 2
Zajechali do domu po piętnastu minutach, w którym jeszcze w ciągu godziny był Jake. Piękne kwiaty, które rosły przed domem nadawały blasku na pierwszy rzut okna, jednak z tyłu domu, chociaż było wszystko ładnie urządzone, Katherine nie lubiła tam przesiadywać. Dwa stare pnie wiły się ponad domek rzucając cień za jego otoczenie. Podczas lata, kiedy temperatura sięgała 35 stopni, był to raj, zwłaszcza,że stał tam stół z krzesłami.
Była ciekawa czy jego właściciele darzą sympatią to miejsce czy ich myśli współgrają z niej.
Jake gestem ręki pokazał aby szła przed nim jednak ona zrównała się z nim i dotykając się z nim ramieniem, doszli pod drzwi. Sięgnął pod donice z kwiatkiem obok wyciągając mały kluczyk. Włożył go w jego miejsce wpuszczając ich do domu.
Miał na ustach lekki uśmiech co nie umknęło uwadze dziewczynie. Badawczo mu się przyglądała z ulgą. Cieszyła się,że jest w dobrym humorze.
Przekraczając próg zobczyła wielki napis na duzej bloku,przypiętego albo przyklejonego do deski blisko sufitu.
Nadal pudło. Gdzie Twój refleks dziewczyno?
Zachichotała dość głośno. Szatyn stanął obok też na niego zerkając z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Miała nadzieje, że daje sobie w twarz za to,że w nią zwątpił.
- Mój refleks ma się dobrze, dziękuje,że pytasz. - Odparła. Mruknął coś niezrozumiałego i podszedł do okna. Chodził wzdłuż niego z rękami w kieszeni.
Ostrożnie stawiając nogi, tak jakby podłoga miała zaraz się zawalić, poszła w jego stronę. Kilka kroków i była obok przed nim, gdy wciąż chodził. Odetchnął głęboko i oparł się o okno, po chwili ona zrobiła to samo. Przylgnęła głową do zimnej ściany zerkając na chłopaka. On też na nią patrzył z lekkim uśmiechem, który raz pojawiał się na jego twarzy, a raz znikał.
- Nie sądziłem, że będziesz próbowała się ze mną spotkać. Bardziej prawdopodobne by było, że to ja znów bym u Ciebie zawitał. - kręcił głową.
-W normalnych okolicznościach by tak pewnie było. - odezwała się po chwili.
Chłopak uniósł brwi.
- A te jakie są okoliczności?
- Niecodziennie. - Przyznała.- I całkiem dla mnie obce.
Zamyśliła się, spoglądając na swoje buty, a zaraz znów w jego oczy, po czym dodała:
- Ale w pewni satysfakcjonujące.
Uśmiechnął się do niej szeroko, ku jej zdumieniu przysunął się trochę w jej stronę. Oparła sie wygodniej o ścianę.
Założył ręce na pierś, stukając nogą o podłogę.
Jasna ściana, która była za nim idealnie kontrastowała z jego osobą. Automatycznie wyglądał na jeszcze ciemniejszego niż był w rzeczywistości. Ciemny, kilkudniowy zarost dodawał mu męskości a tym samym kusił ją aby go dotknęła.
Nim zdążyła pomyśleć co robi, stała przed na wyciągnięcie jego ręki i dotykała jego brody. Jego prawa brew uniosła się pytająco. Nie cofnął się, jednak z poważną miną odparł:
- Chciałaś ze mną porozmawiać. Ubiegłaś się o to spotkanie i teraz gdy stoisz przede mną... nic nie mówisz.
Prawda była takim zaskoczeniem, że cofnęła rękę. Tym spotkaniem chciała coś uzyskać a mianowicie jego. Nawet jeśli nie udałoby się to, chciała naprawić tą relacje.
Siedząc obok w aucie i kierując sie do tego miejsca, rozmyślała co mu powie. Nic nie przychodziło jej do głowy, a przynajmniej nic odpowiedniego więc rozważała szansę, że on zacznie temat.
Ale dlaczego miałby? Powiedział jej co chciał powiedzieć i nie miał nic do dodania.
- To jest trudniejsze niż się Tobie wydaje. - zaczęła. Odetchnęła głęboko odwracając wzrok. - Zdradź mi powód, ten prawdziwy, dla którego tak się wściekłeś.
Zaskoczenie rozszerzyło jego źrenice, stłumiły głos. Otwierał usta kiedy dodała :
- Wiesz, co mam na myśli. Nie gniewasz się na mnie dlatego, że tak po prostu uciekłam. Sądzę,że tu chodzi o coś innego.
- Doprawdy? Nawet nie wiesz jak zaciekawiłaś mnie tym. No słucham, powiedz mi. - Jego uczucia wahały się miedzy złością i irytacją, a ciekawością. - Patrz na mnie jak będziesz to mówiła.- Poprosił ostro.
Nie zrobiła tego od razu, ale w momencie w którym jej usta otworzyły się, spojrzała w jego stronę. Nie patrzyła w jego oczy, tylko po prostu na twarz. Nigdzie nie zatrzymywała na długo wzroku, nie chcąc aby to ja rozproszyło.
- Ile minęło czasu odkąd poznałeś mnie od zerwania z Mileną?
Zmarszczył brwi.
- Dobrze ponad rok. Co to ma naszej sprawy?
- Wydaje mi się, że ma dużo.
Zastanowiła się nad doborem odpowiednich słów.
- Przez krótki moment.. Nie kierowała tobą samotność? To, że ... nie wiem jak to ująć, żeby dobrze zabrzmiało..
- Nie musisz dobierać słów, po prostu powiedz o co chodzi. - rzucił.
- Wszystko to co było od momentu naszego poznania, było spowodowane Twoją samotnością. Jesteś przystojny, to fakt, dlatego nie rozumiem dlaczego zdecydowałeś się własnie, żeby być przy mnie. I jeszcze powrót Mileny.. Nie tęskniłeś za nią?
- Tęskniłem. - przyznał. Przegryzła mocno wargę.
- Więc dlaczego ją zostawiłeś?
- Nie wiem.. może moja samotność wolała zostać z Tobą. - odparł zirytowany.
Popatrzyła na niego błagalnie, zaciskając dłonie na jego koszulce. Objął mocno jej nadgarstki, jakby chciał ja odepchnąć ale nie zrobił tego. Po prostu patrzył na nią z błyskiem w oku.
- Proszę powiedz, że wszystko co powiedziałam to moje wymysły..
- Czy to Twoja taktyka aby mnie zmiękczyć i tym samym się pogodzić?
Uważnie analizowała jego jak i swoje słowa przez kilka chwil. Uśmiech na nowo rozjaśniał jego twarz wiec odparła niepewnie:
- Jeśli powiem, że tak to się zdenerwujesz?
- Nie. Będę pod podziwem Twojego przekrętu.
- A jeśli powiem,że nie?
- Nie chce tego usłyszeć, a tym samym uznać Cię za głupiutką.
Zaśmiała sie szczerze. Coś jej podpowiadało, ze on w pewnej części tak o niej myśli. Postanowiła wytknąć mu to innym razem i żeby się upewnić, zapytała:
- Więc jak?- Cofnęła się o dwa kroki i rozchyliła ramiona. Jake uśmiechnął się szeroko a po chwili było to słychać w jego głosie.
- Wygląda na to, ze na nowo jest w porządku.- Podszedł do niej, oplatając ją w pasie. Pocałował ją w szyje, chowając tam swoją twarz. Czuł jak dziewczyna zadrżała przez ten pocałunek, jednak nie wiedział czy to przez sam fakt, że ją pocałował czy przez to, że ma tam łaskotki.
Pociągnął ją w stronę fotela, pozwalając aby usiadła mu na kolanach i oparła się o jego pierś.
Siedzieli tak pół godziny, ciesząc się samym faktem, że wszystko jest w porządku. Chłopak gładził jej nogę, która była oparła bok foteli. Przez cały czas przytrzymywał usta przy jej czole, od czasu do czasu muskając jej szyje.
Dziewczyna trzymała go jedną ręką za kark, drugą trzymała na jego ręce, która gładziła jej udo. Ta pozycja była tak dla niej wygodna, że niemal usypiała w jego cieple od ciała.
Zanim jednak faktycznie do tego doszło, usłyszała głos chłopaka nad swoich uchem.
- Nigdy nie czułem się samotny Katherine. Nigdy dopóki nie spotkałem Ciebie i nie dowiedziałem się jak to naprawdę jest kochać.
Była ciekawa czy jego właściciele darzą sympatią to miejsce czy ich myśli współgrają z niej.
Jake gestem ręki pokazał aby szła przed nim jednak ona zrównała się z nim i dotykając się z nim ramieniem, doszli pod drzwi. Sięgnął pod donice z kwiatkiem obok wyciągając mały kluczyk. Włożył go w jego miejsce wpuszczając ich do domu.
Miał na ustach lekki uśmiech co nie umknęło uwadze dziewczynie. Badawczo mu się przyglądała z ulgą. Cieszyła się,że jest w dobrym humorze.
Przekraczając próg zobczyła wielki napis na duzej bloku,przypiętego albo przyklejonego do deski blisko sufitu.
Nadal pudło. Gdzie Twój refleks dziewczyno?
Zachichotała dość głośno. Szatyn stanął obok też na niego zerkając z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Miała nadzieje, że daje sobie w twarz za to,że w nią zwątpił.
- Mój refleks ma się dobrze, dziękuje,że pytasz. - Odparła. Mruknął coś niezrozumiałego i podszedł do okna. Chodził wzdłuż niego z rękami w kieszeni.
Ostrożnie stawiając nogi, tak jakby podłoga miała zaraz się zawalić, poszła w jego stronę. Kilka kroków i była obok przed nim, gdy wciąż chodził. Odetchnął głęboko i oparł się o okno, po chwili ona zrobiła to samo. Przylgnęła głową do zimnej ściany zerkając na chłopaka. On też na nią patrzył z lekkim uśmiechem, który raz pojawiał się na jego twarzy, a raz znikał.
- Nie sądziłem, że będziesz próbowała się ze mną spotkać. Bardziej prawdopodobne by było, że to ja znów bym u Ciebie zawitał. - kręcił głową.
-W normalnych okolicznościach by tak pewnie było. - odezwała się po chwili.
Chłopak uniósł brwi.
- A te jakie są okoliczności?
- Niecodziennie. - Przyznała.- I całkiem dla mnie obce.
Zamyśliła się, spoglądając na swoje buty, a zaraz znów w jego oczy, po czym dodała:
- Ale w pewni satysfakcjonujące.
Uśmiechnął się do niej szeroko, ku jej zdumieniu przysunął się trochę w jej stronę. Oparła sie wygodniej o ścianę.
Założył ręce na pierś, stukając nogą o podłogę.
Jasna ściana, która była za nim idealnie kontrastowała z jego osobą. Automatycznie wyglądał na jeszcze ciemniejszego niż był w rzeczywistości. Ciemny, kilkudniowy zarost dodawał mu męskości a tym samym kusił ją aby go dotknęła.
Nim zdążyła pomyśleć co robi, stała przed na wyciągnięcie jego ręki i dotykała jego brody. Jego prawa brew uniosła się pytająco. Nie cofnął się, jednak z poważną miną odparł:
- Chciałaś ze mną porozmawiać. Ubiegłaś się o to spotkanie i teraz gdy stoisz przede mną... nic nie mówisz.
Prawda była takim zaskoczeniem, że cofnęła rękę. Tym spotkaniem chciała coś uzyskać a mianowicie jego. Nawet jeśli nie udałoby się to, chciała naprawić tą relacje.
Siedząc obok w aucie i kierując sie do tego miejsca, rozmyślała co mu powie. Nic nie przychodziło jej do głowy, a przynajmniej nic odpowiedniego więc rozważała szansę, że on zacznie temat.
Ale dlaczego miałby? Powiedział jej co chciał powiedzieć i nie miał nic do dodania.
- To jest trudniejsze niż się Tobie wydaje. - zaczęła. Odetchnęła głęboko odwracając wzrok. - Zdradź mi powód, ten prawdziwy, dla którego tak się wściekłeś.
Zaskoczenie rozszerzyło jego źrenice, stłumiły głos. Otwierał usta kiedy dodała :
- Wiesz, co mam na myśli. Nie gniewasz się na mnie dlatego, że tak po prostu uciekłam. Sądzę,że tu chodzi o coś innego.
- Doprawdy? Nawet nie wiesz jak zaciekawiłaś mnie tym. No słucham, powiedz mi. - Jego uczucia wahały się miedzy złością i irytacją, a ciekawością. - Patrz na mnie jak będziesz to mówiła.- Poprosił ostro.
Nie zrobiła tego od razu, ale w momencie w którym jej usta otworzyły się, spojrzała w jego stronę. Nie patrzyła w jego oczy, tylko po prostu na twarz. Nigdzie nie zatrzymywała na długo wzroku, nie chcąc aby to ja rozproszyło.
- Ile minęło czasu odkąd poznałeś mnie od zerwania z Mileną?
Zmarszczył brwi.
- Dobrze ponad rok. Co to ma naszej sprawy?
- Wydaje mi się, że ma dużo.
Zastanowiła się nad doborem odpowiednich słów.
- Przez krótki moment.. Nie kierowała tobą samotność? To, że ... nie wiem jak to ująć, żeby dobrze zabrzmiało..
- Nie musisz dobierać słów, po prostu powiedz o co chodzi. - rzucił.
- Wszystko to co było od momentu naszego poznania, było spowodowane Twoją samotnością. Jesteś przystojny, to fakt, dlatego nie rozumiem dlaczego zdecydowałeś się własnie, żeby być przy mnie. I jeszcze powrót Mileny.. Nie tęskniłeś za nią?
- Tęskniłem. - przyznał. Przegryzła mocno wargę.
- Więc dlaczego ją zostawiłeś?
- Nie wiem.. może moja samotność wolała zostać z Tobą. - odparł zirytowany.
Popatrzyła na niego błagalnie, zaciskając dłonie na jego koszulce. Objął mocno jej nadgarstki, jakby chciał ja odepchnąć ale nie zrobił tego. Po prostu patrzył na nią z błyskiem w oku.
- Proszę powiedz, że wszystko co powiedziałam to moje wymysły..
- Czy to Twoja taktyka aby mnie zmiękczyć i tym samym się pogodzić?
Uważnie analizowała jego jak i swoje słowa przez kilka chwil. Uśmiech na nowo rozjaśniał jego twarz wiec odparła niepewnie:
- Jeśli powiem, że tak to się zdenerwujesz?
- Nie. Będę pod podziwem Twojego przekrętu.
- A jeśli powiem,że nie?
- Nie chce tego usłyszeć, a tym samym uznać Cię za głupiutką.
Zaśmiała sie szczerze. Coś jej podpowiadało, ze on w pewnej części tak o niej myśli. Postanowiła wytknąć mu to innym razem i żeby się upewnić, zapytała:
- Więc jak?- Cofnęła się o dwa kroki i rozchyliła ramiona. Jake uśmiechnął się szeroko a po chwili było to słychać w jego głosie.
- Wygląda na to, ze na nowo jest w porządku.- Podszedł do niej, oplatając ją w pasie. Pocałował ją w szyje, chowając tam swoją twarz. Czuł jak dziewczyna zadrżała przez ten pocałunek, jednak nie wiedział czy to przez sam fakt, że ją pocałował czy przez to, że ma tam łaskotki.
Pociągnął ją w stronę fotela, pozwalając aby usiadła mu na kolanach i oparła się o jego pierś.
Siedzieli tak pół godziny, ciesząc się samym faktem, że wszystko jest w porządku. Chłopak gładził jej nogę, która była oparła bok foteli. Przez cały czas przytrzymywał usta przy jej czole, od czasu do czasu muskając jej szyje.
Dziewczyna trzymała go jedną ręką za kark, drugą trzymała na jego ręce, która gładziła jej udo. Ta pozycja była tak dla niej wygodna, że niemal usypiała w jego cieple od ciała.
Zanim jednak faktycznie do tego doszło, usłyszała głos chłopaka nad swoich uchem.
- Nigdy nie czułem się samotny Katherine. Nigdy dopóki nie spotkałem Ciebie i nie dowiedziałem się jak to naprawdę jest kochać.
poniedziałek, 17 listopada 2014
Rozdział 7 cz.2
Czekała już kilka minut na poboczu ruchliwej, w tym momencie nie tak bardzo, drogi na znajomy albo przynajmniej sportowy samochód z Jake'iem za kierownicą. Większość aut, które obserwowała, włóczyły się powoli, może czterdzieści na godzinę przy ograniczeniu do siedemdziesięciu. Denerwowała by się z pewnością, gdyby się śpieszyła, a jechała za jednym z tych aut. Rozglądnęła się nerwowo. Nigdy nie było śladu, tego czego szukała. Miała pewność, że się nie myli, i że zaraz go spotka. Ale dlaczego to trwało tak długo?! Nie lubiła czekać, nie miała cierpliwości. Bawiła się palcem serdecznym drugiej ręki, szczypiąc skórę, masując.
W końcu przycisnęła palcem guzik przy radiu dzięki czemu w aucie rozbrzmiała piosenka Rihanny- Olny Girl. Rozluźniła się na chwilę opierając wygodniej głowę.
Dzieci mijały jej auto, z wielkimi plecakami na plecach, przez które niemal plecy dotykały chodników. Zastanawiała się czy znajdują się tam same książki.
Pamiętała swojego kolegę z gimnazjum, który ukradł swojemu ojcu kilka puszek piwa, przez co jego plecak był dużo cięższy i gdy jego mama przyszła na wywiadówkę, na której jej towarzyszył, zwróciła uwagę nauczycielce, że uczniowie za bardzo przemęczając swoje kręgosłupy. Oburzona nauczycielka wyznała, że mieli wyjątkowo mało lekcji, wiec potrzebny były jedynie zeszyty. Podejrzliwe rozsunęły jego plecak, obserwując jak panika wchodzi na twarz chłopaka. Wtedy nie miał miło w domu, ale spotykając go kiedyś w sklepie śmiali się z tego przez dobre pięć minut.
Może z dzisiejszą młodzieżą jest tak samo. Nie wiedziała. Patrzyła za nimi jak rozdzielają się i w parach lub pojedynczo idą w kierunku swoich domów.
Jej uwagę przykuło szybkie auto, które wydawało głośny dźwięk. Uruchomiła swoje auto, czekając na okazje, kiedy będzie mogła pojechać za nim. Auto minęło ją i sekundy później było już dużo przed nia. Szybko ruszyła, przykuwając spojrzenia innych gdy zapiszczały opony.
Wydawało jej się, ze Jake także spojrzał w luterko i zobaczył, ze za nim jedzie. Przyśpieszała instynktownie próbując się z nim równać, ale na próżno. Wciąż był przed nią. Wyczuwała jego uśmiech. Auta rozsuwały się obawiając się wypadku. Wiedziała, ze pewnie kierują w jej, jak i w chłopaka stronę obraźliwe słowa, spanikowani.
Nie bardzo wiedziała co robić. Co z tego, ze za nim jedzie? Przecież może jechać daleko, testując ją, a jej w najmniej odpowiednim momencie zabraknie benzyny i straci go z oczu.
Postanowiła próbować go wyminąć jednak na darmo. Lekko podenerwowana uderzyła dłonią w kierownicę, jednak widząc, ze chłopak odwrócił się w jej stronę ze zdzwionym wyrazem twarzy, uśmiechnęła się powoli.
Próbując znów go wyminąć, ogłuszyło ją uderzenie i jego siła, kiedy jedno z aut wjechało w jej bok.
Samochód okręcił się, a po chwili sunął dalej na boku. Mimo wolnie dziewczyna krzyknęła, czując pulsowanie na czole, kiedy uderzyła w kierownicę.
Auto zatrzymało się,a jej wydawało się, ze wszyscy ucichli. Żadne auto nie wydało jakiegokolwiek dźwięku, jakby nikogo wokół nie było.
I nagle wszystko powróciła z dwojoną siła. Ludzie krzyczeli, jedni odjeżdżali. Słyszała w oddali wycie syren.
Chciała się wydostać z auta ale nie mogła, ciało odmówiło jej posłuszeństwo, pozostając w tej jednej pozycji. Zacisnęła zęby, kryjąc przed sobą ból w lewej ręce oraz na głowie.
Ktoś rozbił przednią szybę- cudem odłamki nie poleciały na jej twarz- i wyciągnął w jej stronę dłonie. Zauważając, ze ta nie podaje mu ręki, wszedł do połowy do auta, próbując ją wyciągnął. Udało się przyciągnąć na tyle, że można było podnieść ją pod kolanami więc w końcu wydostała się z auta. Oślepiło ją światło, ktoś podbiegł i stanął na nią, dając ukojenie jej oczom.
- Karetka już jedzie. Matko, co ja narobiłam, co z nią? Mogę coś zrobić? - Kobieta. Głos miała spanikowany i niemal oczami wyobraźni widziała jak ciągnie za końcówki włosów. Sądząc po tym wszystkim , pewnie to ona w nią wjechała.
- Proszę się odsunąć. - odezwał się chrapliwy głos. Znów została uniesiona i ułożona na czymś miękkim i wąskim. Sądząc po odgłosie zamykanych drzwi, leżała w aucie.
Oczy nie chciały jej się otworzyć jednak uniosła rękę próbując dać znać, ze wszystko z nia w porządku.
- Chyba zasłużyłaś na chwile rozmowy..
I wtedy poznała głos i zadrżała mimowolnie. Czy musiała mieć wypadek, żeby ten chłopak chciał się z nią spotkać?
- Cieszę się, że to Ty. - wychrypiała.
*
Wiedział, że to nie ładnie, ale mimowolnie śmiał się z Katherine, która leżała na plecach, mamrocząc coś pod nosem. W większości były to detale z jej dzieciństwa i kłótnie z Isabelle, która zawsze zajmowała jej ulubioną huśtawkę. Chciał ją o to później spytać i miał nadzieje, że nie zapomni.
Fakt,że mówi przez sen był dobry, ponieważ miał pewność, że nie straciła przytomności czy coś w tym rodzaju.
Zawiózł ją do najbliżej przychodzi, w której się już obudziła i gdzie sprawdzili czy nic jej nie jest. Kobieta, która ja przyjęła nie podejrzewała wstrząsu, ręka też nie wydawała jej się złapana. zdezynfekowała ranę na czole, zakleiła ją i na wszelki wypadek poleciała jechać do szpitala i sprawdzić wszystko dokładnie.
Jake sam to jej zaproponował, ale dziewczyna uparła się, że nie chce robić z tego większej afery i że mogą jechać do domu.
Chłopak dzięki kontaktom podzwonił gdzie trzeba i wyjaśnił wypadek. Powiedział, ze zabrał dziewczynę do szpitala, i że wszystko z nią okej. Pani, która w nią wjechała została wezwana na komendę i na razie nie wiedział jak to się skończy, nie była pijana ani pod wpływem żadnych środków. To była po części jego wina i Katherine. On uciekał a ona go goniła.
W końcu oparł się dziewczynie i tak jak obiecał pojechali porozmawiać.
Zastanawiał się czy nie lepiej by było w jednej restauracji ale chwilę później usta mu drżały próbując ukryć uśmiech. Co mieli do ukrycia? Mieli tylko rozmawiać. Nie chciał w razie konieczności krzyczeć na środku głupiej knajpy. Chciał to załatwić szybko i skutecznie.
Modlił się żeby tylko tego nie przedłużyli w nieodpowiedni sposób.
W końcu przycisnęła palcem guzik przy radiu dzięki czemu w aucie rozbrzmiała piosenka Rihanny- Olny Girl. Rozluźniła się na chwilę opierając wygodniej głowę.
Dzieci mijały jej auto, z wielkimi plecakami na plecach, przez które niemal plecy dotykały chodników. Zastanawiała się czy znajdują się tam same książki.
Pamiętała swojego kolegę z gimnazjum, który ukradł swojemu ojcu kilka puszek piwa, przez co jego plecak był dużo cięższy i gdy jego mama przyszła na wywiadówkę, na której jej towarzyszył, zwróciła uwagę nauczycielce, że uczniowie za bardzo przemęczając swoje kręgosłupy. Oburzona nauczycielka wyznała, że mieli wyjątkowo mało lekcji, wiec potrzebny były jedynie zeszyty. Podejrzliwe rozsunęły jego plecak, obserwując jak panika wchodzi na twarz chłopaka. Wtedy nie miał miło w domu, ale spotykając go kiedyś w sklepie śmiali się z tego przez dobre pięć minut.
Może z dzisiejszą młodzieżą jest tak samo. Nie wiedziała. Patrzyła za nimi jak rozdzielają się i w parach lub pojedynczo idą w kierunku swoich domów.
Jej uwagę przykuło szybkie auto, które wydawało głośny dźwięk. Uruchomiła swoje auto, czekając na okazje, kiedy będzie mogła pojechać za nim. Auto minęło ją i sekundy później było już dużo przed nia. Szybko ruszyła, przykuwając spojrzenia innych gdy zapiszczały opony.
Wydawało jej się, ze Jake także spojrzał w luterko i zobaczył, ze za nim jedzie. Przyśpieszała instynktownie próbując się z nim równać, ale na próżno. Wciąż był przed nią. Wyczuwała jego uśmiech. Auta rozsuwały się obawiając się wypadku. Wiedziała, ze pewnie kierują w jej, jak i w chłopaka stronę obraźliwe słowa, spanikowani.
Nie bardzo wiedziała co robić. Co z tego, ze za nim jedzie? Przecież może jechać daleko, testując ją, a jej w najmniej odpowiednim momencie zabraknie benzyny i straci go z oczu.
Postanowiła próbować go wyminąć jednak na darmo. Lekko podenerwowana uderzyła dłonią w kierownicę, jednak widząc, ze chłopak odwrócił się w jej stronę ze zdzwionym wyrazem twarzy, uśmiechnęła się powoli.
Próbując znów go wyminąć, ogłuszyło ją uderzenie i jego siła, kiedy jedno z aut wjechało w jej bok.
Samochód okręcił się, a po chwili sunął dalej na boku. Mimo wolnie dziewczyna krzyknęła, czując pulsowanie na czole, kiedy uderzyła w kierownicę.
Auto zatrzymało się,a jej wydawało się, ze wszyscy ucichli. Żadne auto nie wydało jakiegokolwiek dźwięku, jakby nikogo wokół nie było.
I nagle wszystko powróciła z dwojoną siła. Ludzie krzyczeli, jedni odjeżdżali. Słyszała w oddali wycie syren.
Chciała się wydostać z auta ale nie mogła, ciało odmówiło jej posłuszeństwo, pozostając w tej jednej pozycji. Zacisnęła zęby, kryjąc przed sobą ból w lewej ręce oraz na głowie.
Ktoś rozbił przednią szybę- cudem odłamki nie poleciały na jej twarz- i wyciągnął w jej stronę dłonie. Zauważając, ze ta nie podaje mu ręki, wszedł do połowy do auta, próbując ją wyciągnął. Udało się przyciągnąć na tyle, że można było podnieść ją pod kolanami więc w końcu wydostała się z auta. Oślepiło ją światło, ktoś podbiegł i stanął na nią, dając ukojenie jej oczom.
- Karetka już jedzie. Matko, co ja narobiłam, co z nią? Mogę coś zrobić? - Kobieta. Głos miała spanikowany i niemal oczami wyobraźni widziała jak ciągnie za końcówki włosów. Sądząc po tym wszystkim , pewnie to ona w nią wjechała.
- Proszę się odsunąć. - odezwał się chrapliwy głos. Znów została uniesiona i ułożona na czymś miękkim i wąskim. Sądząc po odgłosie zamykanych drzwi, leżała w aucie.
Oczy nie chciały jej się otworzyć jednak uniosła rękę próbując dać znać, ze wszystko z nia w porządku.
- Chyba zasłużyłaś na chwile rozmowy..
I wtedy poznała głos i zadrżała mimowolnie. Czy musiała mieć wypadek, żeby ten chłopak chciał się z nią spotkać?
- Cieszę się, że to Ty. - wychrypiała.
*
Wiedział, że to nie ładnie, ale mimowolnie śmiał się z Katherine, która leżała na plecach, mamrocząc coś pod nosem. W większości były to detale z jej dzieciństwa i kłótnie z Isabelle, która zawsze zajmowała jej ulubioną huśtawkę. Chciał ją o to później spytać i miał nadzieje, że nie zapomni.
Fakt,że mówi przez sen był dobry, ponieważ miał pewność, że nie straciła przytomności czy coś w tym rodzaju.
Zawiózł ją do najbliżej przychodzi, w której się już obudziła i gdzie sprawdzili czy nic jej nie jest. Kobieta, która ja przyjęła nie podejrzewała wstrząsu, ręka też nie wydawała jej się złapana. zdezynfekowała ranę na czole, zakleiła ją i na wszelki wypadek poleciała jechać do szpitala i sprawdzić wszystko dokładnie.
Jake sam to jej zaproponował, ale dziewczyna uparła się, że nie chce robić z tego większej afery i że mogą jechać do domu.
Chłopak dzięki kontaktom podzwonił gdzie trzeba i wyjaśnił wypadek. Powiedział, ze zabrał dziewczynę do szpitala, i że wszystko z nią okej. Pani, która w nią wjechała została wezwana na komendę i na razie nie wiedział jak to się skończy, nie była pijana ani pod wpływem żadnych środków. To była po części jego wina i Katherine. On uciekał a ona go goniła.
W końcu oparł się dziewczynie i tak jak obiecał pojechali porozmawiać.
Zastanawiał się czy nie lepiej by było w jednej restauracji ale chwilę później usta mu drżały próbując ukryć uśmiech. Co mieli do ukrycia? Mieli tylko rozmawiać. Nie chciał w razie konieczności krzyczeć na środku głupiej knajpy. Chciał to załatwić szybko i skutecznie.
Modlił się żeby tylko tego nie przedłużyli w nieodpowiedni sposób.
czwartek, 13 listopada 2014
Rozdział 6 cz.2
Podjechała pod piękny drewniany dom, z wielkim tarasem. Zanim wysiadła, wyciągnęła kluczyki ze schowka auta. Podeszła do drzwi, wkładając do dziurki klucz, przekręcając. Drzwi ustąpiły a ona powoli weszła do domu.
Była w domu Jake.
Zastanawiała się czy on tu jeszcze mieszka, lecz po stanie w jakim go zastała, wydawało się, że nie. Nigdzie nie walały się jego ubrania tak jak to było kiedyś. Nigdzie też nie było rzeczy Mileny więc pewnie też tutaj nie mieszka.
Nagle poczuła się jak włamywacz. Wzruszyła ramionami, pewnie i głośno stawiając kroki. Pobiegła na górę sprawdzając pokoje. Zero ślady kogokolwiek. Posmutniała. Sądziła, że zastanie tutaj chłopaka.
Poszła do jego pokoju, sprawdzając szafę. Jego ubrania wciąż były, więc musiał tu od czasu do czasu pomieszkiwać. Dotknęła jednej z jego koszul. Przyjemny materiał sprawił, że wzięła ją do ręki. Usiadła z nią na skraju łóżka. Pogładziła kołnierzyk.
Co się z Tobą dzieje?!,pomyślała i nagle jej ręce zatrzymały się.
Nic z tego co przez ostatnie dni robi, nie było normalne. Nie uganiała się nigdy za chłopakiem. Nie przyjeżdżała do jego domu by po dotykać jego rzeczy, nie wydzwaniała do niego z błaganiem o spotkanie. Nigdy się chłopakowi nie tłumaczyła! Nie twierdziła, ze się jej to nie podoba, ale też tego nie pochwalał.
Jej matka by na zawał padła gdyby widziała jak się zachowuje.
Mimo to dobrze się czuła ze świadomością, że Jake wie, a przynajmniej miała taką nadzieję, że jej zależy.
Dlaczego ona to w ogóle ujawniała? Przecież w końcu by zapomniała. Zajęła by się pracą i wszystko byłoby w porządku.
Zielonooki chłopak zupełnie zawrócił jej w głowie. Lepiej niż sądziła, a sądziła, że to lekka fascynacja. Pewnie nadal by tak sądziła, dopóki nie zrobiliby tego w przebieralni a potem rozstali się na dwa miesiące.
To był trudny okres. Telefon grał, kiedy przychodziły połączenia ale zawsze je odrzucała. Po kilku tygodniach dał sobie spokój co ją uraziło. Ale co ona oczekiwała? Jest młodym, pięknym mężczyzną, który nie będzie uganiał się przez cały czas za jedną.
Położyła się na łóżku wciąż trzymając koszulę. Przymknęła powieki zastanawiając się. Analizując jego SMS'a.
Wiedziała, ze nie spotka się z nią. To ona musiała spotkać jego, nie ważne jak dziwnie to brzmi.
Ekscytowało ją to. Otworzyła oczy...
Wybuchła śmiechem, przekręcając głowę.
Patrzyła na kartkę a4 przyklejoną do sufitu, z wielkim napisem " Próbuj dalej".
Do oczu napłynęły jej łzy, brzuch zaczął boleć. Chłopak jest niemożliwy.
I sprytniejszy niż się spodziewała.
Wyciągnęła telefon, wybierając jego numer. W ostatniej chwili cofnęła palec, by nie nacisnął zielonej słuchawki. Wiedziała, że nie odbierze.
Ale może napisze.
Jak pomyślała tak zrobiła.szybko SMS'a :
Skąd wiedziałeś, że będę w tym miejscu, w tej pozycji żeby to przeczytać?
Wstała oddychając głośno. Rozejrzała się jeszcze raz. Przeszła korytarzem do "swojego" pokoju.
Otworzyła szeroko oczy. Pościel była odrzucona na jeden bok, jakby ktoś przed nią tutaj spał. Była pewna, że to nie była Milena..
Jednak nie dopuszczała do siebie myśli, że to chłopak spałby w " jej" łóżku. Nie zastanawiała się nad tym dłużej gdyż telefon jej zadzwonił powiadamiając ją o nowej wiadomości.
Ręce jej drżały, nie wiedząc czemu. Chwyciła mocno telefon bojąc się aby nie wypadł. Założyła kosmyk włosów za ucho, otwierając wiadomość:
Nie zapominaj, że już trochę Cię znam..
Ale czy naprawdę ja znał? Skąd mógł wiedzieć, że położy się u niego na łóżko, patrząc w sufit, pod tym kątem, że bez potrzeby przekrzywiania głowy odczyta napis.
Zastanowiła się nad tym. Doskonale wiedział, że tutaj przyjedzie. Musiał przyjechać tu jeszcze dzisiaj zanim wysłał jej wiadomość, albo w trakcie pobytu tutaj, aby to zrobić.
Może wciąż jest w okolicy.
Chciała go przechytrzyć.
Gramy dalej? Jak Cię znajdę to będziesz musiał ze mną porozmawiać, napisała.
Odpowiedz przyszła twierdząca.
Skupiła się na miejscach, gdzie mogła spotkać Jake'a. Przychodziły jej różne myśli miejsca na myśl, jednak nie takie, na które była pewna w 101%.
Chociaż nie. Jeden wydawał się jej bardziej niż prawdopodobny.
Niemal sfrunęła ze schodów w kierunku auta. Dokładnie zamknęła jego dom, ponownie wkładając kluczyki do schowka, tam gdzie jego miejsce. Wycofała z jego podjazdu, wyjeżdżając na zakorkowaną drogę, wtapiając się w otoczenie.
Analizowała szanse na zastanie tam jeszcze Jake'a. Sprawdziła godzinę od otrzymania wiadomości. Minęły dokładnie 4 minuty. Nie miał szans aby tam dotrzeć przed nią. Chyba, ze był na tyle blisko aby zdążyć zostawić jej wskazówkę i ujechać kawałek drogi w przeciwnym kierunku.
Dokąd mógł jechać chłopak?
Antonii, dom, jego poprzednia praca, centrum handlowe. Wszystko łączyło się tylko z jedną drogą.
I postanowiła to wykorzystać.
Była w domu Jake.
Zastanawiała się czy on tu jeszcze mieszka, lecz po stanie w jakim go zastała, wydawało się, że nie. Nigdzie nie walały się jego ubrania tak jak to było kiedyś. Nigdzie też nie było rzeczy Mileny więc pewnie też tutaj nie mieszka.
Nagle poczuła się jak włamywacz. Wzruszyła ramionami, pewnie i głośno stawiając kroki. Pobiegła na górę sprawdzając pokoje. Zero ślady kogokolwiek. Posmutniała. Sądziła, że zastanie tutaj chłopaka.
Poszła do jego pokoju, sprawdzając szafę. Jego ubrania wciąż były, więc musiał tu od czasu do czasu pomieszkiwać. Dotknęła jednej z jego koszul. Przyjemny materiał sprawił, że wzięła ją do ręki. Usiadła z nią na skraju łóżka. Pogładziła kołnierzyk.
Co się z Tobą dzieje?!,pomyślała i nagle jej ręce zatrzymały się.
Nic z tego co przez ostatnie dni robi, nie było normalne. Nie uganiała się nigdy za chłopakiem. Nie przyjeżdżała do jego domu by po dotykać jego rzeczy, nie wydzwaniała do niego z błaganiem o spotkanie. Nigdy się chłopakowi nie tłumaczyła! Nie twierdziła, ze się jej to nie podoba, ale też tego nie pochwalał.
Jej matka by na zawał padła gdyby widziała jak się zachowuje.
Mimo to dobrze się czuła ze świadomością, że Jake wie, a przynajmniej miała taką nadzieję, że jej zależy.
Dlaczego ona to w ogóle ujawniała? Przecież w końcu by zapomniała. Zajęła by się pracą i wszystko byłoby w porządku.
Zielonooki chłopak zupełnie zawrócił jej w głowie. Lepiej niż sądziła, a sądziła, że to lekka fascynacja. Pewnie nadal by tak sądziła, dopóki nie zrobiliby tego w przebieralni a potem rozstali się na dwa miesiące.
To był trudny okres. Telefon grał, kiedy przychodziły połączenia ale zawsze je odrzucała. Po kilku tygodniach dał sobie spokój co ją uraziło. Ale co ona oczekiwała? Jest młodym, pięknym mężczyzną, który nie będzie uganiał się przez cały czas za jedną.
Położyła się na łóżku wciąż trzymając koszulę. Przymknęła powieki zastanawiając się. Analizując jego SMS'a.
Wiedziała, ze nie spotka się z nią. To ona musiała spotkać jego, nie ważne jak dziwnie to brzmi.
Ekscytowało ją to. Otworzyła oczy...
Wybuchła śmiechem, przekręcając głowę.
Patrzyła na kartkę a4 przyklejoną do sufitu, z wielkim napisem " Próbuj dalej".
Do oczu napłynęły jej łzy, brzuch zaczął boleć. Chłopak jest niemożliwy.
I sprytniejszy niż się spodziewała.
Wyciągnęła telefon, wybierając jego numer. W ostatniej chwili cofnęła palec, by nie nacisnął zielonej słuchawki. Wiedziała, że nie odbierze.
Ale może napisze.
Jak pomyślała tak zrobiła.szybko SMS'a :
Skąd wiedziałeś, że będę w tym miejscu, w tej pozycji żeby to przeczytać?
Wstała oddychając głośno. Rozejrzała się jeszcze raz. Przeszła korytarzem do "swojego" pokoju.
Otworzyła szeroko oczy. Pościel była odrzucona na jeden bok, jakby ktoś przed nią tutaj spał. Była pewna, że to nie była Milena..
Jednak nie dopuszczała do siebie myśli, że to chłopak spałby w " jej" łóżku. Nie zastanawiała się nad tym dłużej gdyż telefon jej zadzwonił powiadamiając ją o nowej wiadomości.
Ręce jej drżały, nie wiedząc czemu. Chwyciła mocno telefon bojąc się aby nie wypadł. Założyła kosmyk włosów za ucho, otwierając wiadomość:
Nie zapominaj, że już trochę Cię znam..
Ale czy naprawdę ja znał? Skąd mógł wiedzieć, że położy się u niego na łóżko, patrząc w sufit, pod tym kątem, że bez potrzeby przekrzywiania głowy odczyta napis.
Zastanowiła się nad tym. Doskonale wiedział, że tutaj przyjedzie. Musiał przyjechać tu jeszcze dzisiaj zanim wysłał jej wiadomość, albo w trakcie pobytu tutaj, aby to zrobić.
Może wciąż jest w okolicy.
Chciała go przechytrzyć.
Gramy dalej? Jak Cię znajdę to będziesz musiał ze mną porozmawiać, napisała.
Odpowiedz przyszła twierdząca.
Skupiła się na miejscach, gdzie mogła spotkać Jake'a. Przychodziły jej różne myśli miejsca na myśl, jednak nie takie, na które była pewna w 101%.
Chociaż nie. Jeden wydawał się jej bardziej niż prawdopodobny.
Niemal sfrunęła ze schodów w kierunku auta. Dokładnie zamknęła jego dom, ponownie wkładając kluczyki do schowka, tam gdzie jego miejsce. Wycofała z jego podjazdu, wyjeżdżając na zakorkowaną drogę, wtapiając się w otoczenie.
Analizowała szanse na zastanie tam jeszcze Jake'a. Sprawdziła godzinę od otrzymania wiadomości. Minęły dokładnie 4 minuty. Nie miał szans aby tam dotrzeć przed nią. Chyba, ze był na tyle blisko aby zdążyć zostawić jej wskazówkę i ujechać kawałek drogi w przeciwnym kierunku.
Dokąd mógł jechać chłopak?
Antonii, dom, jego poprzednia praca, centrum handlowe. Wszystko łączyło się tylko z jedną drogą.
I postanowiła to wykorzystać.
wtorek, 11 listopada 2014
Rozdział 5 cz 2
Po wyjściu Jake'a, Katherine nie mogła pozbierać niczego do kupy. Czuła się zle przez atmosferę w jakiej przebiegła jej rozmowa z chłopakiem, a już szczególnie przez słowa jakie zostały podczas niej wypowiedziane.
Sądziła, że wszystko będzie w porządku. Skoro od progu wziął ją w ramiona, była pewna, że jego uczucia nie zmieniły się. Sama nie miała odwagi się z nim skontaktować po tym co się miedzy nimi wydarzyło. Nie lubiła siebie za to, ale uważała to za słuszność.
Teraz kiedy pokazał jej swoją drugą stronę,ciemniejsza, nawet względem niej, stwierdziła, że pociąga ją jeszcze bardziej.
Niemal jęknęła kiedy to sobie uświadomiła. A zrobiła to kiedy po raz pierwszy ją od siebie odepchnął.
Po jego wyjściu była smutna co zauważyła Sara, wracając do domu. Oczywiście jako przyjaciółka starała się z niej coś wydobyć, pomóc jej, pocieszyć.
Ta z kolei zamknęła się w pokoju, nie wychodząc przez całą noc, a próbując uspokoić dziewczynę przez drzwi.
Rano czuła jakby miała piasek w oczach. Przetarła je piąstkami.
Odrzuciła ciepłą kołdrę pozbawiając jej gołe nogi ciepła. Wstała spoglądając na zegarek.
Za godzinę musiała być w pracy. Na pewno zdąży. Ubrała na siebie obcisnął sukienkę zbierając z szafy kapelusz.
Po skończonych czynnościach w toalecie zeszła na dół. Nie było tam Sary. Zauważyła kartkę z jej charakterem pisma więc podeszła do niej, wzięła ją do ręki i przeczytała na głos:
Musiałam wyjść wcześniej ale za to będę również wcześniej. Upiekę Ci coś dobrego. Przygotuj się na rozmowę... buziaki!
Przynajmniej miała z tego pyszne wypieki dziewczyny. Zrobiła sobie na szybkiego śniadanie w postaci bułki i biorąc ją w rękę wyszła z domu, zamykając go na klucz.
Wsiadła do auta zaparkowanego obok garażu. Wsiadła, zamknęła drzwi, wsadziła kluczyk, przekręciła i wyjechała.
Sprawdziła czas.
Miała jeszcze 15 minut do rozpoczęcia zmiany. Zdąży.
Mimo, że próbowała zająć się czymś innych, wciąż myślała o wczorajszym dniu. Postanowiła, że po pracy spróbuje się dowiedzieć gdzie może znaleźć chłopaka i do niego pojedzie.
Gdyby nie to, ze to dopiero jej drugi dzień w pracy, zadzwoniłaby do szefa, albo poszła bo nie ma jego numeru, i poprosiła o dzień wolnego. Zatrzymała się na czerwonym świetle, opijając bordowym, długim paznokciem o kierownicę. Oparła głowę o szybę, czekając.
Westchnęła głośno kiedy przypomniała sobie ich relacje dwa miesiące temu. Gdyby ktoś jej wtedy powiedział, że za ten czas zdąży go w sobie rozkochać a później od niego uciec...- nie zdziwiłaby się.
Ale gdyby ktoś jej powiedział, ze go w sobie rozkocha, sama też się w to angażując, a później od niego ucieknie...- w to byłoby trudno uwierzyć.
Jednak siedząc w aucie, wrzucając bieg, gdy zaświeciło zielone światło, uśmiech malował się na jej bordowych ustach.
Jake był zdecydowaniem kimś, kogo nie wyobrażała sobie w jej życiu. Pojawił się z nie wiadomo skąd i już został. Nie chciał odejść i wbrew pozorom ona również tego nie chciała.
Zajeżdżała na parking niedaleko restauracji. Zaparkowała obok miejsca dla inwalidów. Zebrała rzeczy, założyła kapelusz i wyszła z auta, zamykając go.
Minęła kilka pań w podeszłym wieku, wychodzące z jednej z kamienic. Przepuściła je, idąc za nimi.
Panie również weszły z nią do restauracji, siadając przy najbliższym stoliku. Roześmiane podjęły się rozmowy.
Przeszło obok widząc kucającą za ladą Bree. Przywitała się z nią niedbale wchodząc do pokoju. Założyła swój strój służbowy, zostawiając resztę w szafce.
Wychodząc koleżanka wciąż czegoś szukała. Zauważyła, że babcie nie mają przed sobą menu. Szybko podeszła do nich, wręczając im karty z prośbą o zawołanie ją gdy się na coś zdecydują a sama wróciła do lady gdzie zaczęła zajmować się pracą.
**
Zebrała brudne naczynia po ostatnim swoim kliencie, powoli kierując się do drzwiczek, za którymi stała pani, która miała to pozmywać. Ułożyła wszystko obok sterty brudnych naczyń. Pożegnała się życząc powodzenia.
Migiem przebrała się i w towarzystwie Bree wyszła przed lokal.
Ta chwyciła ją za ramię, zanim otworzyła usta.
- Czy wszystko jest okej? Wiem, ze to nie moja sprawa ale wydaje mi się, że coś jest nie tak..
Zaskoczona nie odezwała się przez chwile.
Tak coś jest nie tak!, wrzeszczała w środku.
- Wszystko jest okej. - odparła.- Nie wyspałam się i może o to chodzi. No nic, muszę już lecieć. To do jutra.
Wyczytała z jej twarzy, że jej nie wierzy ale mimo to uśmiechnęła się, machając jej.
Idąc w kierunku auta Katherine wyciągnęła telefon wybierając numer Jake'a..
*
Zdenerwowany na dzwoniący telefon, podszedł do parapety, o który oparł się plecami. Zacisnął pięści powstrzymując się aby go odebrać. Czy ona nie rozumiała, że on nie chciał z nią rozmawiać?
Kogo Ty oszukujesz... jasne, że chcesz z nią rozmawiać, pomyślał.
Mimo to nie zrobił kroku do przodu, lecz stał z kamienną miną.
Po kilku sekundach telefon ucichł.
Krótki dzwonek sygnalizował nową wiadomość. Podszedł do niego.
Katherine.
Zawahał się, ale w końcu odczytał wiadomość:
Obierz ten cholerny telefon i porozmawiaj ze mną. Albo przynajmniej się ze mną spotkaj.
Musimy sobie wszystko wyjaśnić! Proszę..
Odczytując ostatnie słowo, uśmiech pojawiał się na jego ustach.
Ta dziewczyna nigdy nie prosiła. Ona żądała, a świadomość, że to jego o coś prosiła, no cóż.. cieszył się. Wczoraj też usłyszał od niej to słowo, ale wczorajszy dzień nie był powodem do uśmiechów.
Dzisiaj tez nie jest taki dzień, ale widząc, że ona próbuje coś zrobić z tą sytuacją, sama niosła uśmiech.
Zastanawiał się chwilę po czym odłożył telefon na biurku. Spoglądając na niego usiadł na fotelu, opierając się o oparcie.
Myślał o tym, co by było gdyby się jednak spotkali?
Długo nie główkował bo wiedział, że wystarczy chwila, by wziął ją w ramiona, a to nie mogło tak wyglądać. Chciał jej pokazać, ze on również może być wobec niej obojętny.
Nie ważne, że będzie to trwało tylko chwilę, ale musiał.
W końcu wziął telefon do ręki, odblokowując go.
*
Jechała do domu co kilka sekund spoglądając na telefon, w którym czaiła się nadzieja.
Wjechała do domu, przez otwartą bramę. Sara musiała być w domu. Zaparkowała przed drzwiami, czując, że jeszcze auto będzie jej dziś potrzebne.
I właśnie w jej chwili odezwał się jej telefon. Złapała go w dłonie.
Wstrzymała oddech widząc od kogo dostała SMS'a.
otworzyła odpowiedz na jej prośbę, czytając głośno:
Najwyższa pora abyś Ty zaczęła sobie biegać Daj znać jak to jest.
Nie mogła się nie uśmiechnąć. Koleś był cudowny.
Należało jej się to, ale nie zaprzątała sobie tym głowy. Za nim mogła sobie pobiegać.
W końcu to zrozumiałaś, pomyślała.
W końcu jakieś dobre wieści. Nawróciła samochód i ponownie wyjechała, przynajmniej domyślając się gdzie.
_______________________________________________
Pozdrowienia dla tych, którzy " odpadli":)
Trzecia klasa gimnazjum zobowiązuję do czegoś innego niż dodawania co drugi dzień rozdziału, bardzo mi przykro. Pozdrowienia dla tych, którzy czekali :)
Sądziła, że wszystko będzie w porządku. Skoro od progu wziął ją w ramiona, była pewna, że jego uczucia nie zmieniły się. Sama nie miała odwagi się z nim skontaktować po tym co się miedzy nimi wydarzyło. Nie lubiła siebie za to, ale uważała to za słuszność.
Teraz kiedy pokazał jej swoją drugą stronę,ciemniejsza, nawet względem niej, stwierdziła, że pociąga ją jeszcze bardziej.
Niemal jęknęła kiedy to sobie uświadomiła. A zrobiła to kiedy po raz pierwszy ją od siebie odepchnął.
Po jego wyjściu była smutna co zauważyła Sara, wracając do domu. Oczywiście jako przyjaciółka starała się z niej coś wydobyć, pomóc jej, pocieszyć.
Ta z kolei zamknęła się w pokoju, nie wychodząc przez całą noc, a próbując uspokoić dziewczynę przez drzwi.
Rano czuła jakby miała piasek w oczach. Przetarła je piąstkami.
Odrzuciła ciepłą kołdrę pozbawiając jej gołe nogi ciepła. Wstała spoglądając na zegarek.
Za godzinę musiała być w pracy. Na pewno zdąży. Ubrała na siebie obcisnął sukienkę zbierając z szafy kapelusz.
Po skończonych czynnościach w toalecie zeszła na dół. Nie było tam Sary. Zauważyła kartkę z jej charakterem pisma więc podeszła do niej, wzięła ją do ręki i przeczytała na głos:
Musiałam wyjść wcześniej ale za to będę również wcześniej. Upiekę Ci coś dobrego. Przygotuj się na rozmowę... buziaki!
Przynajmniej miała z tego pyszne wypieki dziewczyny. Zrobiła sobie na szybkiego śniadanie w postaci bułki i biorąc ją w rękę wyszła z domu, zamykając go na klucz.
Wsiadła do auta zaparkowanego obok garażu. Wsiadła, zamknęła drzwi, wsadziła kluczyk, przekręciła i wyjechała.
Sprawdziła czas.
Miała jeszcze 15 minut do rozpoczęcia zmiany. Zdąży.
Mimo, że próbowała zająć się czymś innych, wciąż myślała o wczorajszym dniu. Postanowiła, że po pracy spróbuje się dowiedzieć gdzie może znaleźć chłopaka i do niego pojedzie.
Gdyby nie to, ze to dopiero jej drugi dzień w pracy, zadzwoniłaby do szefa, albo poszła bo nie ma jego numeru, i poprosiła o dzień wolnego. Zatrzymała się na czerwonym świetle, opijając bordowym, długim paznokciem o kierownicę. Oparła głowę o szybę, czekając.
Westchnęła głośno kiedy przypomniała sobie ich relacje dwa miesiące temu. Gdyby ktoś jej wtedy powiedział, że za ten czas zdąży go w sobie rozkochać a później od niego uciec...- nie zdziwiłaby się.
Ale gdyby ktoś jej powiedział, ze go w sobie rozkocha, sama też się w to angażując, a później od niego ucieknie...- w to byłoby trudno uwierzyć.
Jednak siedząc w aucie, wrzucając bieg, gdy zaświeciło zielone światło, uśmiech malował się na jej bordowych ustach.
Jake był zdecydowaniem kimś, kogo nie wyobrażała sobie w jej życiu. Pojawił się z nie wiadomo skąd i już został. Nie chciał odejść i wbrew pozorom ona również tego nie chciała.
Zajeżdżała na parking niedaleko restauracji. Zaparkowała obok miejsca dla inwalidów. Zebrała rzeczy, założyła kapelusz i wyszła z auta, zamykając go.
Minęła kilka pań w podeszłym wieku, wychodzące z jednej z kamienic. Przepuściła je, idąc za nimi.
Panie również weszły z nią do restauracji, siadając przy najbliższym stoliku. Roześmiane podjęły się rozmowy.
Przeszło obok widząc kucającą za ladą Bree. Przywitała się z nią niedbale wchodząc do pokoju. Założyła swój strój służbowy, zostawiając resztę w szafce.
Wychodząc koleżanka wciąż czegoś szukała. Zauważyła, że babcie nie mają przed sobą menu. Szybko podeszła do nich, wręczając im karty z prośbą o zawołanie ją gdy się na coś zdecydują a sama wróciła do lady gdzie zaczęła zajmować się pracą.
**
Zebrała brudne naczynia po ostatnim swoim kliencie, powoli kierując się do drzwiczek, za którymi stała pani, która miała to pozmywać. Ułożyła wszystko obok sterty brudnych naczyń. Pożegnała się życząc powodzenia.
Migiem przebrała się i w towarzystwie Bree wyszła przed lokal.
Ta chwyciła ją za ramię, zanim otworzyła usta.
- Czy wszystko jest okej? Wiem, ze to nie moja sprawa ale wydaje mi się, że coś jest nie tak..
Zaskoczona nie odezwała się przez chwile.
Tak coś jest nie tak!, wrzeszczała w środku.
- Wszystko jest okej. - odparła.- Nie wyspałam się i może o to chodzi. No nic, muszę już lecieć. To do jutra.
Wyczytała z jej twarzy, że jej nie wierzy ale mimo to uśmiechnęła się, machając jej.
Idąc w kierunku auta Katherine wyciągnęła telefon wybierając numer Jake'a..
*
Zdenerwowany na dzwoniący telefon, podszedł do parapety, o który oparł się plecami. Zacisnął pięści powstrzymując się aby go odebrać. Czy ona nie rozumiała, że on nie chciał z nią rozmawiać?
Kogo Ty oszukujesz... jasne, że chcesz z nią rozmawiać, pomyślał.
Mimo to nie zrobił kroku do przodu, lecz stał z kamienną miną.
Po kilku sekundach telefon ucichł.
Krótki dzwonek sygnalizował nową wiadomość. Podszedł do niego.
Katherine.
Zawahał się, ale w końcu odczytał wiadomość:
Obierz ten cholerny telefon i porozmawiaj ze mną. Albo przynajmniej się ze mną spotkaj.
Musimy sobie wszystko wyjaśnić! Proszę..
Odczytując ostatnie słowo, uśmiech pojawiał się na jego ustach.
Ta dziewczyna nigdy nie prosiła. Ona żądała, a świadomość, że to jego o coś prosiła, no cóż.. cieszył się. Wczoraj też usłyszał od niej to słowo, ale wczorajszy dzień nie był powodem do uśmiechów.
Dzisiaj tez nie jest taki dzień, ale widząc, że ona próbuje coś zrobić z tą sytuacją, sama niosła uśmiech.
Zastanawiał się chwilę po czym odłożył telefon na biurku. Spoglądając na niego usiadł na fotelu, opierając się o oparcie.
Myślał o tym, co by było gdyby się jednak spotkali?
Długo nie główkował bo wiedział, że wystarczy chwila, by wziął ją w ramiona, a to nie mogło tak wyglądać. Chciał jej pokazać, ze on również może być wobec niej obojętny.
Nie ważne, że będzie to trwało tylko chwilę, ale musiał.
W końcu wziął telefon do ręki, odblokowując go.
*
Jechała do domu co kilka sekund spoglądając na telefon, w którym czaiła się nadzieja.
Wjechała do domu, przez otwartą bramę. Sara musiała być w domu. Zaparkowała przed drzwiami, czując, że jeszcze auto będzie jej dziś potrzebne.
I właśnie w jej chwili odezwał się jej telefon. Złapała go w dłonie.
Wstrzymała oddech widząc od kogo dostała SMS'a.
otworzyła odpowiedz na jej prośbę, czytając głośno:
Najwyższa pora abyś Ty zaczęła sobie biegać Daj znać jak to jest.
Nie mogła się nie uśmiechnąć. Koleś był cudowny.
Należało jej się to, ale nie zaprzątała sobie tym głowy. Za nim mogła sobie pobiegać.
W końcu to zrozumiałaś, pomyślała.
W końcu jakieś dobre wieści. Nawróciła samochód i ponownie wyjechała, przynajmniej domyślając się gdzie.
_______________________________________________
Pozdrowienia dla tych, którzy " odpadli":)
Trzecia klasa gimnazjum zobowiązuję do czegoś innego niż dodawania co drugi dzień rozdziału, bardzo mi przykro. Pozdrowienia dla tych, którzy czekali :)
wtorek, 4 listopada 2014
Rozdział 4 cz.2
Katherine wtuliła się mocniej w wyperfumowaną kurtkę Jake'a. Chłopak przez chwile masował dolną część jej pleców, po chwili położył jej dłonie na ramionach i delikatnie odepchnął.
-Ale..- jęknęła próbując wrócić do tamtej pozycji.Uciszył ją.
- Chyba należą mi się wyjaśnienia. - Przypatrywał jej się na tyle intensywnie, że zaczynało ją to peszyć. W końcu pokiwała głową i pokierowała go do kuchni.
- Napijesz się czegoś?
- Nie zostanę tak długo.
Zatrzymała się w połowie drogi do kuchenki, podeszła do niego kładąc mu dłonie na ramionach. Z kamienną miną podsunął jej krzesło, prosząc aby usiadła. Zrobiła to niechętnie. Pocierała dłońmi o gołe nogi.
Jake oparł łokcie na kolanach. Nastała krępująca cisza, która właśnie on przerwał:
- Nic mi nie powiesz? Będziemy tak siedzieć, tak?
- Nie wiem co mam Ci powiedzieć. Nie wiem co chcesz ode mnie usłyszeć. Wiesz dlaczego wyjechałam. Byłam w pracy.
- Dwa tygodnie! - wstał z krzesła chodząc obok niej.- Dwa tygodnie rozumiesz? A dzisiaj minęły dwa miesiące! Co robiłaś przez ten czas? Nie mogłaś wrócić do domu? Przecież wszystko było by dobrze. - krzyczał.
- A co jeśli coś poszłoby źle, co? Pomyślałeś o tym co by było gdyby wydało się kim jestem?! Nie chciałam takiej sytuacji. Nie chciałam rozbijać Ci związku z Mileną. Moje odejście miało dla ciebie być najlepszym rozwiązaniem. - tłumaczyła.Zaśmiał się ironicznie.
- Ty chyba nie słyszysz, co mówisz. Z Mileną zerwałem w chwili, w której na Ciebie czekałem, a w którym wyjechałaś.
- Nie kochasz jej.- powiedziała bardziej do siebie niż do niego, jednak opowiedział jej:
- I nie kochałem. Nie wiem dlaczego do niej wróciłem, kiedy miałem Ciebie obok.
Wstała podchodząc do niego. Tak bardzo chciała się do niego przytulić jednak on wyminął ją i oparł się o ladę, patrząc pod siebie.
- Ja.. przepraszam.- wyjąkała. Znów próbowała do niego podejść ale nie pozwolił jej na to. Zrezygnowana oparła się obok niego, stykając się z nim ramionami.Czuła ciepło bijące od niego przez co uśmiech skradał się jej na usta.
Nie sądziła, ze to wszystko tak na niego wpłynie. A tym bardziej nie spodziewała się, że przez to wszystko czuła do niego coś dużo większego.
- Nie sądzę, żeby ' przepraszam' wystarczyło.
Uśmiech znikł jej z ust. Spojrzała na jego profil. Zaciskał szczękę.
Był piękny.
I kiedyś był jej. Nie wiedziała jak teraźniejsza sytuacja między nimi się potoczy ale żałowała by bardzo gdyby swoimi obawami to zepsuła.
Przegryzła wargę czekając aż powie coś więcej.
Nie myślała, że Jake aż tak bardzo ją lubi. Nie miała pojęcia, że ona też go lubi dopóki nie wszedł wtedy do sklepu, a później do jej przebieralni. To chyba wszystko zmieniło. Podobał jej się od początku. Komu mógłby się nie podobać?! Idealne ciało, piękne zielone oczy, interesujące rysy twarzy, prosty nos, pełne malinowe usta. Ideał.
Jej ideał.
- Dlaczego nie odezwałaś się przez te dwa miesiące?- zapytał cicho po kilku minutach. Ręce założone miał na piersi, wzrok utkwiony w swoich butach.
- Tłumaczyłam Ci to. Nie chciałam mieszać ci w życiu swoimi problemami. Kiedy.. kiedy wyjeżdżałam, kiedy doszło między nami do czego doszło.. byłeś z kimś. I może wciąż byś był. Nie chciałam psuć Ci tego co miałeś.
- Wtedy w przebieralni byłem szczęśliwy, wiesz?- spojrzał na nią.- Nie dlatego, ze w końcu TO zrobiliśmy, tylko dlatego, ze pozwoliłaś mi na to. Otworzyłaś się na mnie. I to było cudowne, wiesz? Sądziłem, że teraz będzie wszystko dobrze, że nareszcie między nami sie ułoży.
- Może się ułożyć...
- Nie może Katherine. Nie będę się przed Tobą ośmieszał. Nie ukrywam, że na początku za Tobą nie przepadałem i wpakowałbym Ci kulkę w głowę, ale coś mnie w Tobie intrygowało i ciesze się, że pomogłem Tobie i Lucy. Dzięki temu bliżej Cię poznałem.. i się w Tobie zakochałem.
- Jake, ja..
- Teraz ja mówię! - przerwał jej.
-Ale ja Ci to chce powiedzieć!
- Ja nie chce tego usłyszeć. Przyszedłem aby Ci to wszystko powiedzieć i teraz to zrobie nie wywarzając czy w tym czasie będziesz mówiła Ty. - Podniósł głos, stając przed nią. Nie odezwała się więc kontynuował. - Mam dość latania za Tobą. Przez cały czas to ja próbowałem się do Ciebie zbliżyć, a Ty mnie ignorowałaś.
- Nie ignorowałam..
- Katherine, do cholery!- wyrzucił ręce w powietrze, wkurzony, ze po raz kolejny mu przerywa.
Ona również była zdenerwowana jak i zdumiona tym co mówi.
Odetchnęła pocierając dłońmi twarz.
- Dobrze, dokończ.- powiedziała.
- Zgrywałaś dumną z siebie, piękną dziewczynę, skupionej wyłącznie na pracy. Obydwoje wiemy, ze tak nie jest. Jesteś normalną dziewczyną, którą bardzo polubiłem, a których przez cały czas mnie odrzucała. Mimo wszystko nie poddawałem się i zawsze byłem obok Ciebie. Starałem się Ci pomóc we wszystkim co robiłaś. A mimo to trzymałaś mnie na dystans. Najlepsze jest to, że kiedy przełamaliśmy lody i coś zaiskrzyło- puf! Ciebie nie ma. Uciekasz. Zostawiasz mnie samego z wyrzutami sumienia. Teraz pewnie myślisz: " Jakie ten koleś może mieć wyrzuty sumienia? ". Nie wiesz co mi chodziło po głowie. Sam bym tego nie chciał wiedzieć i najlepiej o tym zapomnieć.
- Powiedz mi.- poprosiła cicho. Przerwał wyglądając przez okno.
- Sadziłem, ze ten seks był tylko z litości. Myślałaś, ze dzięki temu dam Ci spokój bo tylko na to liczyłem.
- Nie zrobiłam tego z litości. Darze Cię wieloma uczuciami ale nie ma w nich litości.
- Jak miałbym Ci wierzyć? Chciałabym Kath, chciałbym.
- To uwierz. Jeszcze nie dawno wierzyłeś mi we wszystko, stałeś po mojej stronie, proszę, niech będzie jak dawniej. - Łzy zgromadziły się w jej kącikach oczu. Złapała go za koszulę. Objął jej nadgarstki swoimi dłońmi, zaciskając.
- Nic nie będzie jak dawniej. Nie tylko ja jestem od tego by walczyć. Sama wybrałaś drogę i teraz sama będziesz musiała przez nią iść. Zostawiłaś mnie. Nie będę się kolejny raz narzucał. - Przysunął się blisko, chcąc zapamiętać jej zapach, smak. Przywarł ustami do jej czoła, przymknęli powieki.
- Kocham Cię. - wyszeptał, brutalnie odsuwając się od niej , pozbawiając jej jego ciepłem.
- Jake!- Próbowała złapać go ponownie ale odsunął się jeszcze dalej, wycofując się do drzwi. Przez cały czas patrzył na nią gdy szła w jego kierunku, z łzami spływającymi po policzku, uchylonymi i suchymi ustami. - Proszę, daj teraz mi wszystko wytłumaczyć.
Pokręcił głową, odwracając się i wychodząc za drzwi. Podszedł szybko do auta, wsiadł i wyjechał z jej mostku.
Stała w drzwiach patrząc na niego błagalnie. Odwrócił wzrok skupiając się na drodze.
Teraz to on ją zostawiał..
-Ale..- jęknęła próbując wrócić do tamtej pozycji.Uciszył ją.
- Chyba należą mi się wyjaśnienia. - Przypatrywał jej się na tyle intensywnie, że zaczynało ją to peszyć. W końcu pokiwała głową i pokierowała go do kuchni.
- Napijesz się czegoś?
- Nie zostanę tak długo.
Zatrzymała się w połowie drogi do kuchenki, podeszła do niego kładąc mu dłonie na ramionach. Z kamienną miną podsunął jej krzesło, prosząc aby usiadła. Zrobiła to niechętnie. Pocierała dłońmi o gołe nogi.
Jake oparł łokcie na kolanach. Nastała krępująca cisza, która właśnie on przerwał:
- Nic mi nie powiesz? Będziemy tak siedzieć, tak?
- Nie wiem co mam Ci powiedzieć. Nie wiem co chcesz ode mnie usłyszeć. Wiesz dlaczego wyjechałam. Byłam w pracy.
- Dwa tygodnie! - wstał z krzesła chodząc obok niej.- Dwa tygodnie rozumiesz? A dzisiaj minęły dwa miesiące! Co robiłaś przez ten czas? Nie mogłaś wrócić do domu? Przecież wszystko było by dobrze. - krzyczał.
- A co jeśli coś poszłoby źle, co? Pomyślałeś o tym co by było gdyby wydało się kim jestem?! Nie chciałam takiej sytuacji. Nie chciałam rozbijać Ci związku z Mileną. Moje odejście miało dla ciebie być najlepszym rozwiązaniem. - tłumaczyła.Zaśmiał się ironicznie.
- Ty chyba nie słyszysz, co mówisz. Z Mileną zerwałem w chwili, w której na Ciebie czekałem, a w którym wyjechałaś.
- Nie kochasz jej.- powiedziała bardziej do siebie niż do niego, jednak opowiedział jej:
- I nie kochałem. Nie wiem dlaczego do niej wróciłem, kiedy miałem Ciebie obok.
Wstała podchodząc do niego. Tak bardzo chciała się do niego przytulić jednak on wyminął ją i oparł się o ladę, patrząc pod siebie.
- Ja.. przepraszam.- wyjąkała. Znów próbowała do niego podejść ale nie pozwolił jej na to. Zrezygnowana oparła się obok niego, stykając się z nim ramionami.Czuła ciepło bijące od niego przez co uśmiech skradał się jej na usta.
Nie sądziła, ze to wszystko tak na niego wpłynie. A tym bardziej nie spodziewała się, że przez to wszystko czuła do niego coś dużo większego.
- Nie sądzę, żeby ' przepraszam' wystarczyło.
Uśmiech znikł jej z ust. Spojrzała na jego profil. Zaciskał szczękę.
Był piękny.
I kiedyś był jej. Nie wiedziała jak teraźniejsza sytuacja między nimi się potoczy ale żałowała by bardzo gdyby swoimi obawami to zepsuła.
Przegryzła wargę czekając aż powie coś więcej.
Nie myślała, że Jake aż tak bardzo ją lubi. Nie miała pojęcia, że ona też go lubi dopóki nie wszedł wtedy do sklepu, a później do jej przebieralni. To chyba wszystko zmieniło. Podobał jej się od początku. Komu mógłby się nie podobać?! Idealne ciało, piękne zielone oczy, interesujące rysy twarzy, prosty nos, pełne malinowe usta. Ideał.
Jej ideał.
- Dlaczego nie odezwałaś się przez te dwa miesiące?- zapytał cicho po kilku minutach. Ręce założone miał na piersi, wzrok utkwiony w swoich butach.
- Tłumaczyłam Ci to. Nie chciałam mieszać ci w życiu swoimi problemami. Kiedy.. kiedy wyjeżdżałam, kiedy doszło między nami do czego doszło.. byłeś z kimś. I może wciąż byś był. Nie chciałam psuć Ci tego co miałeś.
- Wtedy w przebieralni byłem szczęśliwy, wiesz?- spojrzał na nią.- Nie dlatego, ze w końcu TO zrobiliśmy, tylko dlatego, ze pozwoliłaś mi na to. Otworzyłaś się na mnie. I to było cudowne, wiesz? Sądziłem, że teraz będzie wszystko dobrze, że nareszcie między nami sie ułoży.
- Może się ułożyć...
- Nie może Katherine. Nie będę się przed Tobą ośmieszał. Nie ukrywam, że na początku za Tobą nie przepadałem i wpakowałbym Ci kulkę w głowę, ale coś mnie w Tobie intrygowało i ciesze się, że pomogłem Tobie i Lucy. Dzięki temu bliżej Cię poznałem.. i się w Tobie zakochałem.
- Jake, ja..
- Teraz ja mówię! - przerwał jej.
-Ale ja Ci to chce powiedzieć!
- Ja nie chce tego usłyszeć. Przyszedłem aby Ci to wszystko powiedzieć i teraz to zrobie nie wywarzając czy w tym czasie będziesz mówiła Ty. - Podniósł głos, stając przed nią. Nie odezwała się więc kontynuował. - Mam dość latania za Tobą. Przez cały czas to ja próbowałem się do Ciebie zbliżyć, a Ty mnie ignorowałaś.
- Nie ignorowałam..
- Katherine, do cholery!- wyrzucił ręce w powietrze, wkurzony, ze po raz kolejny mu przerywa.
Ona również była zdenerwowana jak i zdumiona tym co mówi.
Odetchnęła pocierając dłońmi twarz.
- Dobrze, dokończ.- powiedziała.
- Zgrywałaś dumną z siebie, piękną dziewczynę, skupionej wyłącznie na pracy. Obydwoje wiemy, ze tak nie jest. Jesteś normalną dziewczyną, którą bardzo polubiłem, a których przez cały czas mnie odrzucała. Mimo wszystko nie poddawałem się i zawsze byłem obok Ciebie. Starałem się Ci pomóc we wszystkim co robiłaś. A mimo to trzymałaś mnie na dystans. Najlepsze jest to, że kiedy przełamaliśmy lody i coś zaiskrzyło- puf! Ciebie nie ma. Uciekasz. Zostawiasz mnie samego z wyrzutami sumienia. Teraz pewnie myślisz: " Jakie ten koleś może mieć wyrzuty sumienia? ". Nie wiesz co mi chodziło po głowie. Sam bym tego nie chciał wiedzieć i najlepiej o tym zapomnieć.
- Powiedz mi.- poprosiła cicho. Przerwał wyglądając przez okno.
- Sadziłem, ze ten seks był tylko z litości. Myślałaś, ze dzięki temu dam Ci spokój bo tylko na to liczyłem.
- Nie zrobiłam tego z litości. Darze Cię wieloma uczuciami ale nie ma w nich litości.
- Jak miałbym Ci wierzyć? Chciałabym Kath, chciałbym.
- To uwierz. Jeszcze nie dawno wierzyłeś mi we wszystko, stałeś po mojej stronie, proszę, niech będzie jak dawniej. - Łzy zgromadziły się w jej kącikach oczu. Złapała go za koszulę. Objął jej nadgarstki swoimi dłońmi, zaciskając.
- Nic nie będzie jak dawniej. Nie tylko ja jestem od tego by walczyć. Sama wybrałaś drogę i teraz sama będziesz musiała przez nią iść. Zostawiłaś mnie. Nie będę się kolejny raz narzucał. - Przysunął się blisko, chcąc zapamiętać jej zapach, smak. Przywarł ustami do jej czoła, przymknęli powieki.
- Kocham Cię. - wyszeptał, brutalnie odsuwając się od niej , pozbawiając jej jego ciepłem.
- Jake!- Próbowała złapać go ponownie ale odsunął się jeszcze dalej, wycofując się do drzwi. Przez cały czas patrzył na nią gdy szła w jego kierunku, z łzami spływającymi po policzku, uchylonymi i suchymi ustami. - Proszę, daj teraz mi wszystko wytłumaczyć.
Pokręcił głową, odwracając się i wychodząc za drzwi. Podszedł szybko do auta, wsiadł i wyjechał z jej mostku.
Stała w drzwiach patrząc na niego błagalnie. Odwrócił wzrok skupiając się na drodze.
Teraz to on ją zostawiał..
niedziela, 2 listopada 2014
Rozdział 3 cz.2
Wyciągnęła klucz z drzwi,chwytając i zaciskając klamkę. Ustąpiły wpuszczając ją do środka. Słychać było wyraźnie piosenki wydobywające się z radia w kuchni. Ślinka napłynęła jej do ust czując zapach świeżych słodkości.
- Jestem! - krzyknęła zdejmując buty. Odwiesiła torebkę w podskokach kierując się do kuchni. Sara stała do niej byłem, wyciągając tace z piekarnika.
- Cholera.- mruczała pod nosem.
- Coś poszło nie tak?- odezwała się głośno obok jej ucha. Wystraszona podskoczyła prawie wysypując tace z babeczkami.
- Jeszcze Ciebie mi teraz brakowało.. Udusiłabym Cię gdybym coś z nimi przed ciebie zrobiła!- odburknęła. Katherine złapała się za serce i teatralnie odparła:
- Dlaczego tak mówisz? Uraziłaś mnie tym. Co to ma znaczyć Sara, moja ukochana przyjaciółko?
Zaśmiała sie sama z siebie zabierając babeczkę z tacy. Dostała za to po dłoniach od koleżanki, ale przez to zaśmiała się jeszcze bardziej. Wpakowała pół babeczki do ust.
- Pyszna.. - przymknęła powieki delektując się smakiem.
-Zjedz jeszcze jedną a obiecuje, że nic już nigdy Ci nie upiekę.
Przewróciła oczami, opierając się wygodnie o oparcie krzesła.
-Coś Ty taka nie w humorze, co? - zapytała.
- Dostałam zlecenie na wieczór. Mam upiec tort i ponad dwieście babeczek. Dwieście! Oczywiście muszę być tam min. godzinę wcześniej, żeby wszystkiego dopilnować. Ja nie wiem jak sobie z tym poradzę.- paplała.
-Może Ci pomogę?
- Tylko byś mi coś zepsuła. Wole to zrobić sama ale dzięki za chęci. Wez sobie za to jeszcze jedna babeczkę.
Katherine wybuchła śmiechem posłusznie i z chęcią wzięła sobie wypiek i poszła schodami do góry. Rzuciła się na łóżko sięgając po pilot do telewizora. Dotknęła go długimi palcami, przyciągając na tyle, by chwycić go w dłoń. Ułożyła pod plecami poduszki aby było jej wygodnie. Kliknęła czerwony guzik i na ekranie pokazały się obrazki.
Pierwsze co jej wyskoczyła to starsza prezenterka siedząca z biurkiem a tuż za nią był pokazany film, na którym motorzysta wjechał w auto. Obydwaj kierowcy nie żyją.
Przełączyła kanał.
Na ekranie ukazała się jej rodzina Kardiashianów w ich rodzinnym serialu. Choć uważała to za głupoty, zostawiła.
Zazdrościła urody tym kobietom. Były przepiękne chociaż figury nie miały korzystne. Jedyne czego nie rozumiała to ich matki. Kiedyś ją spotkała na prawdę. Przez jedną noc miała być jej ochroniarzem. W rezultacie okazało się, że była jedną na dwadzieścia jej ochroniarzy!
Głupia starucha.-pomyślała wtedy.
Nie była aż taką gwiazdą, która by potrzebowała tylu ochroniarzy.
Zapatrzyła się w ekran próbując się skupić na serialu.
*
Mężczyzna pchnął drzwi wchodząc do wielkiego pomieszczenia. Na samym jego końcu siedzieli dwaj mężczyźni. Jeden siedział za biurkiem na skórzanym krześle a drugi stał obok pokazując mu coś na tablecie.
Gdy usłyszeli jego kroki podnieśli oczy. Ten co stał, odszedł w stronę drugich drzwi zostawiając go sam na sam z drugim mężczyzną.
Jego zielone oczy patrzyły na niego śmiał i wyczekująco. Podał mu rękę na powitanie, o dziwo uścisnął ją.
- Miałeś racje. Wróciła.
Jego twarz nie zmieniła się jednak w jego oczach wyraźnie było widać nadzieje. Podniósł się, zabierając kartkę z adresem i prawie wybiegł z pomieszczenia.
Nie było wątpliwości.
Jechał do niej.
*
Nawet nie wiedziała kiedy usnęła. Oczy miała jakby sklejone, nie mogła ich otworzyć. Przewróciła się na brzuch zakładając dłonie na głowę.
- Wychodzę!- usłyszała głos z dołu. Mimowolnie podniosła się, zmuszając się do otworzenia powiek. Czuła jakby miała w nich piasek. Potarła je piąstkami.
Z jękiem opadła na poduszki.
- Miłego dnia.- powiedziała pod nosem do Sary. Nie miała siły aby powiedzieć tego głośniej. Drzwi wejściowe trzasnęły co znaczyło,że Sary już w domu nie ma. Wstała idąc do łazienki. Spojrzała w lustro z grymasem. Tusz rozmazał się i widniał pod okiem. Nalała mleczka do demakijażu na wacik i przetarła nim oczy, Kilka minut później schodziła już na dół wciąż zaspana.
Chociaż miała ochotę się walnąć na sofę, to wiedziała, że nie ma szans aby znów zasnęła.
Czas najwyższy wrócić do formy, pomyślała. Chciała iść pobiegać albo pobiec na siłownie. Jeszcze nie wiedziała na co się zdecyduje. Miała z powrotem iść na górę, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
Przeszło jej przez myśl,że to może wścibska sąsiadka, przyszła popytać o życiu prywatnym Sary,przez co miała ochotę udawać,że nikogo nie ma w domu. Odczekała chwilę, ale gość za drzwiami nie przestawał się dobijać.
Podeszła wolnym krokiem do drzwi, Chwyciła klamkę i otworzyła na oścież.
Zamarła. Stała nieruchomo z wielkimi oczami, w których powoli zaczynała się kręcić łza. Gość patrzył na nią swoimi intensywnie zielonymi oczami. Widziała w nich radość. Podszedł do niej pewnie przytulając ją do siebie, pocałował ją mocno w czoło.
- Jake.- wydyszała. To był już koniec, Czuła, że nie potrafi już przed nim uciec.
-Zjedz jeszcze jedną a obiecuje, że nic już nigdy Ci nie upiekę.
Przewróciła oczami, opierając się wygodnie o oparcie krzesła.
-Coś Ty taka nie w humorze, co? - zapytała.
- Dostałam zlecenie na wieczór. Mam upiec tort i ponad dwieście babeczek. Dwieście! Oczywiście muszę być tam min. godzinę wcześniej, żeby wszystkiego dopilnować. Ja nie wiem jak sobie z tym poradzę.- paplała.
-Może Ci pomogę?
- Tylko byś mi coś zepsuła. Wole to zrobić sama ale dzięki za chęci. Wez sobie za to jeszcze jedna babeczkę.
Katherine wybuchła śmiechem posłusznie i z chęcią wzięła sobie wypiek i poszła schodami do góry. Rzuciła się na łóżko sięgając po pilot do telewizora. Dotknęła go długimi palcami, przyciągając na tyle, by chwycić go w dłoń. Ułożyła pod plecami poduszki aby było jej wygodnie. Kliknęła czerwony guzik i na ekranie pokazały się obrazki.
Pierwsze co jej wyskoczyła to starsza prezenterka siedząca z biurkiem a tuż za nią był pokazany film, na którym motorzysta wjechał w auto. Obydwaj kierowcy nie żyją.
Przełączyła kanał.
Na ekranie ukazała się jej rodzina Kardiashianów w ich rodzinnym serialu. Choć uważała to za głupoty, zostawiła.
Zazdrościła urody tym kobietom. Były przepiękne chociaż figury nie miały korzystne. Jedyne czego nie rozumiała to ich matki. Kiedyś ją spotkała na prawdę. Przez jedną noc miała być jej ochroniarzem. W rezultacie okazało się, że była jedną na dwadzieścia jej ochroniarzy!
Głupia starucha.-pomyślała wtedy.
Nie była aż taką gwiazdą, która by potrzebowała tylu ochroniarzy.
Zapatrzyła się w ekran próbując się skupić na serialu.
*
Mężczyzna pchnął drzwi wchodząc do wielkiego pomieszczenia. Na samym jego końcu siedzieli dwaj mężczyźni. Jeden siedział za biurkiem na skórzanym krześle a drugi stał obok pokazując mu coś na tablecie.
Gdy usłyszeli jego kroki podnieśli oczy. Ten co stał, odszedł w stronę drugich drzwi zostawiając go sam na sam z drugim mężczyzną.
Jego zielone oczy patrzyły na niego śmiał i wyczekująco. Podał mu rękę na powitanie, o dziwo uścisnął ją.
- Miałeś racje. Wróciła.
Jego twarz nie zmieniła się jednak w jego oczach wyraźnie było widać nadzieje. Podniósł się, zabierając kartkę z adresem i prawie wybiegł z pomieszczenia.
Nie było wątpliwości.
Jechał do niej.
*
Nawet nie wiedziała kiedy usnęła. Oczy miała jakby sklejone, nie mogła ich otworzyć. Przewróciła się na brzuch zakładając dłonie na głowę.
- Wychodzę!- usłyszała głos z dołu. Mimowolnie podniosła się, zmuszając się do otworzenia powiek. Czuła jakby miała w nich piasek. Potarła je piąstkami.
Z jękiem opadła na poduszki.
- Miłego dnia.- powiedziała pod nosem do Sary. Nie miała siły aby powiedzieć tego głośniej. Drzwi wejściowe trzasnęły co znaczyło,że Sary już w domu nie ma. Wstała idąc do łazienki. Spojrzała w lustro z grymasem. Tusz rozmazał się i widniał pod okiem. Nalała mleczka do demakijażu na wacik i przetarła nim oczy, Kilka minut później schodziła już na dół wciąż zaspana.
Chociaż miała ochotę się walnąć na sofę, to wiedziała, że nie ma szans aby znów zasnęła.
Czas najwyższy wrócić do formy, pomyślała. Chciała iść pobiegać albo pobiec na siłownie. Jeszcze nie wiedziała na co się zdecyduje. Miała z powrotem iść na górę, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
Przeszło jej przez myśl,że to może wścibska sąsiadka, przyszła popytać o życiu prywatnym Sary,przez co miała ochotę udawać,że nikogo nie ma w domu. Odczekała chwilę, ale gość za drzwiami nie przestawał się dobijać.
Podeszła wolnym krokiem do drzwi, Chwyciła klamkę i otworzyła na oścież.
Zamarła. Stała nieruchomo z wielkimi oczami, w których powoli zaczynała się kręcić łza. Gość patrzył na nią swoimi intensywnie zielonymi oczami. Widziała w nich radość. Podszedł do niej pewnie przytulając ją do siebie, pocałował ją mocno w czoło.
- Jake.- wydyszała. To był już koniec, Czuła, że nie potrafi już przed nim uciec.
poniedziałek, 27 października 2014
Rozdział 2 cz.2
Nastawiając sobie budzik, Katherine zdawała sobie sprawę, że i tak zaśpi. Bardzo nie chciała się spóźnić w pierwszy dzień pracy. To byłoby niedorzeczne.
Obudziła się pół godziny później, niż nastawiała sobie alarm, jednak wciąż miała czas, aby zdążyć się przygotować. Niechętnie wstała, zbierając potrzebne rzeczy, ubrania i wyszła z pokoju. Zacisnęła zęby podczas gdy panele zaskrzypiały pod jej ciężarem. Nie chciała obudzić Sary. Wczoraj wróciła bardzo późno z przyjęcia, na którym przygotowywała świeże ciasta. Niemal zasypiała gdy ściąganiu katany.
Pobiegła do łazienki, gdzie zrzuciła z siebie piżamę i ubrała dżinsową spódniczkę oraz biały bralet.
Rozczesała ładnie włosy, pozostawiając je rozpuszczone. Delikatnie pomalowała oczy kredką, którą miała pod ręką, prawdopodobnie Sary, oraz pogrubiła rzęsy maskarą.
Błyszczyk poczeka do śniadania, pomyślała. Zabrała torebeczkę i wyszła. Zeszła prosto do przestronnej kuchni, rzucając się na lodówkę.
Wyciągnęła mleko oraz suszone owoce w plastikowym pudełeczku. Zgarnęła po drodze garnuszek i postawiła go na gazie. Z szafki nad sobą wyciągnęła ulubione płatki owsiane i odmierzając 70g, zalała mlekiem, dorzucając owoce.
Podeszła do lady gdzie leżały owoce i wyciągnęła banana i jabłko. Wkroiła żółtego owoca do równie żółtej miseczki, wyciągniętej z szafki obok lodówki, oraz starła tam jabłko. Czuła zapach płatków więc podeszła do garnuszka zerkając na śniadanie. Pomieszała jeszcze kilka razy i wyłączyła. Wlała wszystko do miski i zamieszała. Usiadła przy stole stole i zaczęła jeść.
Po niecałych dziesięciu minutach naczynie było puste a dziewczyna podniosła się i wstawiła je do zlewu. Zerknęła na zegarek. Powinna się już zbierać.
Wbiegła schodami do łazienki chwytając szczoteczkę. Wycisnęła na nią pastę i zanurzając pod wodę, przyłożyła do zębów. Szczotkowała szybko, zalała sobie wody do kubeczka i wypłukała usta.
Własnie teraz wyciągnęła błyszczyk z kosmetyczki i nałożyła go sobie dokładnie na usta. Sięgnęła na półkę obok lusterka i zgarnęła trzy pierścionki aby założyć je na palce prawej ręki. Gotowa zeszła na dół, odszukując wzrokiem swoich czerwonych obcasów. Leżały pod wieszakiem na kurtki. Podeszła do krzesła, zabierając torebkę, telefon i kluczyki do auta po czym podeszła do swoich butów, nakładając je na stopy. Wyprostowała się, robiąc pewne kroki w stronę drzwi.
**
Bree już krzątała się wokół dwóch zajętych stolików. Zobaczywszy ją, uśmiechnęła się uprzejmie i skinęła w stronę drzwi za barem. Katherine poszła w tamtym kierunku, wchodząc do jednych i pierwszych drzwi z trzech tam się znajdujących.
Nikogo tam nie było.
Podeszła do jednego z krzesła i usiadła na nim, czekając na Bree.
Nie czekała długo bo drzwi po niecałej minucie otworzyły się, przepuszczając pulchną dziewczynę.
Przywitała się z nią uprzejmie.
Zerknęła na jej króciutką, czarną spódniczkę. Była tak krótka, że praktycznie miała tyłek na wierzchu! Jej brzuch zakrywał prześwitujący i luźniejszy top. Całość nie wyglądała źle, ale nie przypominało to stroju służbowego.
Już miała to skomentować kiedy podobny materiał ukazał się w rękach dziewczyny.
- To jest Twój strój. Przebierz się, zostawiając obecne ubrania w jednej z wolnych szafek tutaj - wskazała ręką na metalowe szafki po swojej lewej stronie- i wyjdź. Za chwilę będzie niezły ruch.
Brunetka otworzyła szeroko oczy, biorąc podawane jej ubranie. Koleżanka uśmiechnęła się tylko i wyszła z pokoju, zostawiając ją samą.
Odetchnęła głęboko zamieniając swoją spódniczkę, na służbową. Bralet zastąpiła topem, jednak szpilki zostawiła. Posłusznie schowała swoje rzeczy, łącznie z torebką do szafki. Ukryła telefon w fartuszku zawiązywanym na biodrach, który posiadał kieszonkę na samym jej środku.
Podeszła do lustra, kręcąc się.
- Chyba sobie jaja robicie...- mruknęła. Nie było mowy o schylaniu się jeśli nie chce świecić tyłkiem przed klientami albo szefem.
Wyszła zamykając za sobą drzwi i wychodząc do lokalu.
W tym samym czasie weszła para, kierując sie do pierwszego stoliku. Wzrokiem nigdzie nie odnalazła Bree, więc postanowiła sama sie nimi zając. Schwyciła dwie sztuki menu, które leżały pod ladą i odeszła powoli do ich stolika, uśmiechając się grzecznie.
- Dzień dobry. Proszę oto menu. Gdyby państwo się zastanowili na co mają ochotę to proszę kiwnąć.
- Oczywiście.- odparł mężczyzna, uśmiechając się szeroko.
W tym czasie pojawiła się Bree niosąc tacę z dwiema kawami do stolika na końcu sali. Z uśmiechem położyła je przed klientami i odeszła. Podeszła do niej.
- Szef już jest. Pytał o ciebie i prosił abyś do niego przyszła.
- Jasne,a gdzie jest jego gabinet?
- Trzecie drzwi. Spokojnie, zajmę się tamtymi.- Wskazała na " jej" parę.
Obciągnęła sobie w dół spódniczkę po czym poszła za bar.
Znajdując się przed gabinetem, zapukała. Nie usłyszała odpowiedzi ale mimo tego weszła.
Kierownik siedział w stercie papierów popijać kawę z małej filiżanki. Jego wzrok sunął od nóg pracownicy po samą jej twarz, na której widniało pytanie. Nie chciała go mu zadać. Postanowiła zapytać o to koleżankę.
- Witam.- powiedział z nieodgadnionym uśmiechem na ustach. Skinęła mu lekko głową, podchodząc do krzesła na przeciw biurka i usiadła na nim.
- Chciał mnie pan widzieć..- zaczęła.
- Tak. Jak już wczoraj mówiłem, to jest Twój dzień próbny.. Chyba nie przeszkadza Ci,że mówię na ty, prawda?
- Ależ skąd.
Już sobie wyobrażała jak woła na nią ' pani Katherine". Jej usta uniosły się w małym śmiechu, kiedy na niego patrzyła.
- Tak więc do Twoich obowiązków jest tylko podawanie to, na co klient ma ochotę. Palenie i picie alkoholu w godzinach pracy jest niedozwolone ale to chyba rozumiesz. Chciałbym żebyś przyszła do mnie po skończonej pracy czyli o godzinie 16.00 to porozmawiamy jak będzie nasza współpraca przebiegała dalej. - Uśmiechnął się miło, pokazując jej gestem, że może już wyjść. Bez słowa zrobiła to. Przystanęła z ręką na klamce kiedy usłyszała jego głos:
- Wyjątkowo... kobieco wyglądasz w tym stroju.
Popatrzyła na niego z kamienną miną. Uśmiechał się do niej bezczelnie lustrując ją wzrokiem.
Wyszła lekko trzaskając drzwiami
**
Ta spódniczka zdecydowanie nie nadaje się do pracy! Tak jak mówiła Bree, po niecałej godzinie lokal był zapełniony, a one miały mnóstwo roboty. Przy każdym wykładaniu czegokolwiek z tacy na stół, narażała się na wystawianie tyłka przed gośćmi. To było zbyt krępujące. Po kilku takich rundkach miedzy stolikami wkurzona podeszła do koleżanki.
- Mam dość! Czuje sie tutaj jak w jakimś barze. Jeszcze pasuje, żebym tańczyła na rurze! - oburzała się. Ta spojrzała tylko na nią współczująco.
- Też mi sie wydaje, ze jest zbyt krótka. - Zamyśliła sie.- Idz zobacz, może w szafce jest jeszcze inna spódniczka. Może będzie dłuższa.
Z przyjemnością poszła w tamtym kierunku i ucieszyła się gdy faktycznie na małej półce leżały jeszcze dwa komplety stroju. Sięgnęła po pierwszy ale tamta była takiej samej długości jak obecna. Na szczęście druga była o kilka centymetrów poza jej pośladki. Przebrała się szybko. Podeszła jeszcze do lustra wiszącego na ścianie i okręciła się sprawdzając jak to wygląda.
Przyzwoicie,pomyślała.
*
Kilka godzin później jej zmiana skończyła się a ona już przebrana ze swoimi rzeczami ponownie już dzisiaj wchodziła do gabinetu. Tym razem siedział rozwalony na wielkim krześle z oparciem, przeglądając coś w telefonie.
Spojrzał na nią znów z uśmiechem, odstawiając urządzenie, opierając się łokciami na biurku.
- Proszę śmiało wchodzić.
Usiadła na tym samym niewygodnym krześle, kładąc obok niego torebkę. Założyła nogę na nogę zakładając włosy za ucho.
-Jak pierwszy dzień w pracy? Zmęczona?- dopytywał.
- Nie było najgorzej. - Jej mina nie wyrażała żadnych emocji. Już czuła, ze nie polubi tego mężczyzny. Będzie starała się spotykać z nim jak najrzadziej to możliwe.
- Według moich pracowników sprawujesz się całkiem dobrze. Jesteś miła dla klientów a to bardzo ważne. Cóż, nie mam żadnych zastrzeżeń. Będzie mi bardzo miło jak zaczniesz normalną pracę.
- A ta jaka była?- odezwała się z grymasem żałując, że nie ugryzła się w język. Jednak ta uwaga nie rozzłościła go, lecz rozśmieszyła.
- Zle się wyraziłem.Jestem zadowolony z Twojej dzisiejszej pracy i mam nadzieje, że będziesz się tak zachowywała dalej.Swoją drogą widzę, że pozmieniałaś coś w swoim stroju..-Nie patrzył na nią i ucieszyła się. Ręce ją świerzbiły, zacisnęła je na spódniczce.
- W związku z tym,że to mój pierwszy dzień, nie chce zrobić sobie wrogów zwłaszcza w postaci szefa, ale nie zamierzam pokazywać swojego ciała klientom więcej niż uważam to za stosowne.
Uśmiechnął się pod nosem nie odzywając się. Cisza stała się krępująca. Słyszała swój własny oddech co zaczynało ją irytować.
- Do zobaczenia jutro.- odezwał sie w końcu głośno i stanowczo.
- Do zobaczenia. - niemal zatrzymała sie słysząc ton swojego tonu. Odwróciła się, jak sie spodziewała szef patrzył na nią z dziwnym wyrazem twarzy. Wyszła szybko z gabinetu.
Przy ladzie stała Jessie uśmiechając się na jej widok. Pomachała jej ręką kierując się stronę drzwi.
Szpilki zastukały o kostkę na chodniku. Auto miała zaparkowane za rogiem więc skierowała się w tamtą stronę. Auta poruszały się szybciej niż było to dozwolone, mijając ją, powodując przyjemny chłód na jej odkrytym ciele.
Mimo ruchu dostrzegła powoli jadące auto niedaleko niej z kierowcą w okularach, który zerkał w jej stronę. Nie przestawała iść ani nie zdradzała po sobie, ze cokolwiek zauważyła. Gdy chciała zerknąć w tamtą stronę, auto z piskiem opon wystrzeliło przed siebie.
Spojrzała w tamtą stroną. Wyczuwała kłopoty..
Obudziła się pół godziny później, niż nastawiała sobie alarm, jednak wciąż miała czas, aby zdążyć się przygotować. Niechętnie wstała, zbierając potrzebne rzeczy, ubrania i wyszła z pokoju. Zacisnęła zęby podczas gdy panele zaskrzypiały pod jej ciężarem. Nie chciała obudzić Sary. Wczoraj wróciła bardzo późno z przyjęcia, na którym przygotowywała świeże ciasta. Niemal zasypiała gdy ściąganiu katany.
Pobiegła do łazienki, gdzie zrzuciła z siebie piżamę i ubrała dżinsową spódniczkę oraz biały bralet.
Rozczesała ładnie włosy, pozostawiając je rozpuszczone. Delikatnie pomalowała oczy kredką, którą miała pod ręką, prawdopodobnie Sary, oraz pogrubiła rzęsy maskarą.
Błyszczyk poczeka do śniadania, pomyślała. Zabrała torebeczkę i wyszła. Zeszła prosto do przestronnej kuchni, rzucając się na lodówkę.
Wyciągnęła mleko oraz suszone owoce w plastikowym pudełeczku. Zgarnęła po drodze garnuszek i postawiła go na gazie. Z szafki nad sobą wyciągnęła ulubione płatki owsiane i odmierzając 70g, zalała mlekiem, dorzucając owoce.
Podeszła do lady gdzie leżały owoce i wyciągnęła banana i jabłko. Wkroiła żółtego owoca do równie żółtej miseczki, wyciągniętej z szafki obok lodówki, oraz starła tam jabłko. Czuła zapach płatków więc podeszła do garnuszka zerkając na śniadanie. Pomieszała jeszcze kilka razy i wyłączyła. Wlała wszystko do miski i zamieszała. Usiadła przy stole stole i zaczęła jeść.
Po niecałych dziesięciu minutach naczynie było puste a dziewczyna podniosła się i wstawiła je do zlewu. Zerknęła na zegarek. Powinna się już zbierać.
Wbiegła schodami do łazienki chwytając szczoteczkę. Wycisnęła na nią pastę i zanurzając pod wodę, przyłożyła do zębów. Szczotkowała szybko, zalała sobie wody do kubeczka i wypłukała usta.
Własnie teraz wyciągnęła błyszczyk z kosmetyczki i nałożyła go sobie dokładnie na usta. Sięgnęła na półkę obok lusterka i zgarnęła trzy pierścionki aby założyć je na palce prawej ręki. Gotowa zeszła na dół, odszukując wzrokiem swoich czerwonych obcasów. Leżały pod wieszakiem na kurtki. Podeszła do krzesła, zabierając torebkę, telefon i kluczyki do auta po czym podeszła do swoich butów, nakładając je na stopy. Wyprostowała się, robiąc pewne kroki w stronę drzwi.
**
Bree już krzątała się wokół dwóch zajętych stolików. Zobaczywszy ją, uśmiechnęła się uprzejmie i skinęła w stronę drzwi za barem. Katherine poszła w tamtym kierunku, wchodząc do jednych i pierwszych drzwi z trzech tam się znajdujących.
Nikogo tam nie było.
Podeszła do jednego z krzesła i usiadła na nim, czekając na Bree.
Nie czekała długo bo drzwi po niecałej minucie otworzyły się, przepuszczając pulchną dziewczynę.
Przywitała się z nią uprzejmie.
Zerknęła na jej króciutką, czarną spódniczkę. Była tak krótka, że praktycznie miała tyłek na wierzchu! Jej brzuch zakrywał prześwitujący i luźniejszy top. Całość nie wyglądała źle, ale nie przypominało to stroju służbowego.
Już miała to skomentować kiedy podobny materiał ukazał się w rękach dziewczyny.
- To jest Twój strój. Przebierz się, zostawiając obecne ubrania w jednej z wolnych szafek tutaj - wskazała ręką na metalowe szafki po swojej lewej stronie- i wyjdź. Za chwilę będzie niezły ruch.
Brunetka otworzyła szeroko oczy, biorąc podawane jej ubranie. Koleżanka uśmiechnęła się tylko i wyszła z pokoju, zostawiając ją samą.
Odetchnęła głęboko zamieniając swoją spódniczkę, na służbową. Bralet zastąpiła topem, jednak szpilki zostawiła. Posłusznie schowała swoje rzeczy, łącznie z torebką do szafki. Ukryła telefon w fartuszku zawiązywanym na biodrach, który posiadał kieszonkę na samym jej środku.
Podeszła do lustra, kręcąc się.
- Chyba sobie jaja robicie...- mruknęła. Nie było mowy o schylaniu się jeśli nie chce świecić tyłkiem przed klientami albo szefem.
Wyszła zamykając za sobą drzwi i wychodząc do lokalu.
W tym samym czasie weszła para, kierując sie do pierwszego stoliku. Wzrokiem nigdzie nie odnalazła Bree, więc postanowiła sama sie nimi zając. Schwyciła dwie sztuki menu, które leżały pod ladą i odeszła powoli do ich stolika, uśmiechając się grzecznie.
- Dzień dobry. Proszę oto menu. Gdyby państwo się zastanowili na co mają ochotę to proszę kiwnąć.
- Oczywiście.- odparł mężczyzna, uśmiechając się szeroko.
W tym czasie pojawiła się Bree niosąc tacę z dwiema kawami do stolika na końcu sali. Z uśmiechem położyła je przed klientami i odeszła. Podeszła do niej.
- Szef już jest. Pytał o ciebie i prosił abyś do niego przyszła.
- Jasne,a gdzie jest jego gabinet?
- Trzecie drzwi. Spokojnie, zajmę się tamtymi.- Wskazała na " jej" parę.
Obciągnęła sobie w dół spódniczkę po czym poszła za bar.
Znajdując się przed gabinetem, zapukała. Nie usłyszała odpowiedzi ale mimo tego weszła.
Kierownik siedział w stercie papierów popijać kawę z małej filiżanki. Jego wzrok sunął od nóg pracownicy po samą jej twarz, na której widniało pytanie. Nie chciała go mu zadać. Postanowiła zapytać o to koleżankę.
- Witam.- powiedział z nieodgadnionym uśmiechem na ustach. Skinęła mu lekko głową, podchodząc do krzesła na przeciw biurka i usiadła na nim.
- Chciał mnie pan widzieć..- zaczęła.
- Tak. Jak już wczoraj mówiłem, to jest Twój dzień próbny.. Chyba nie przeszkadza Ci,że mówię na ty, prawda?
- Ależ skąd.
Już sobie wyobrażała jak woła na nią ' pani Katherine". Jej usta uniosły się w małym śmiechu, kiedy na niego patrzyła.
- Tak więc do Twoich obowiązków jest tylko podawanie to, na co klient ma ochotę. Palenie i picie alkoholu w godzinach pracy jest niedozwolone ale to chyba rozumiesz. Chciałbym żebyś przyszła do mnie po skończonej pracy czyli o godzinie 16.00 to porozmawiamy jak będzie nasza współpraca przebiegała dalej. - Uśmiechnął się miło, pokazując jej gestem, że może już wyjść. Bez słowa zrobiła to. Przystanęła z ręką na klamce kiedy usłyszała jego głos:
- Wyjątkowo... kobieco wyglądasz w tym stroju.
Popatrzyła na niego z kamienną miną. Uśmiechał się do niej bezczelnie lustrując ją wzrokiem.
Wyszła lekko trzaskając drzwiami
**
Ta spódniczka zdecydowanie nie nadaje się do pracy! Tak jak mówiła Bree, po niecałej godzinie lokal był zapełniony, a one miały mnóstwo roboty. Przy każdym wykładaniu czegokolwiek z tacy na stół, narażała się na wystawianie tyłka przed gośćmi. To było zbyt krępujące. Po kilku takich rundkach miedzy stolikami wkurzona podeszła do koleżanki.
- Mam dość! Czuje sie tutaj jak w jakimś barze. Jeszcze pasuje, żebym tańczyła na rurze! - oburzała się. Ta spojrzała tylko na nią współczująco.
- Też mi sie wydaje, ze jest zbyt krótka. - Zamyśliła sie.- Idz zobacz, może w szafce jest jeszcze inna spódniczka. Może będzie dłuższa.
Z przyjemnością poszła w tamtym kierunku i ucieszyła się gdy faktycznie na małej półce leżały jeszcze dwa komplety stroju. Sięgnęła po pierwszy ale tamta była takiej samej długości jak obecna. Na szczęście druga była o kilka centymetrów poza jej pośladki. Przebrała się szybko. Podeszła jeszcze do lustra wiszącego na ścianie i okręciła się sprawdzając jak to wygląda.
Przyzwoicie,pomyślała.
*
Kilka godzin później jej zmiana skończyła się a ona już przebrana ze swoimi rzeczami ponownie już dzisiaj wchodziła do gabinetu. Tym razem siedział rozwalony na wielkim krześle z oparciem, przeglądając coś w telefonie.
Spojrzał na nią znów z uśmiechem, odstawiając urządzenie, opierając się łokciami na biurku.
- Proszę śmiało wchodzić.
Usiadła na tym samym niewygodnym krześle, kładąc obok niego torebkę. Założyła nogę na nogę zakładając włosy za ucho.
-Jak pierwszy dzień w pracy? Zmęczona?- dopytywał.
- Nie było najgorzej. - Jej mina nie wyrażała żadnych emocji. Już czuła, ze nie polubi tego mężczyzny. Będzie starała się spotykać z nim jak najrzadziej to możliwe.
- Według moich pracowników sprawujesz się całkiem dobrze. Jesteś miła dla klientów a to bardzo ważne. Cóż, nie mam żadnych zastrzeżeń. Będzie mi bardzo miło jak zaczniesz normalną pracę.
- A ta jaka była?- odezwała się z grymasem żałując, że nie ugryzła się w język. Jednak ta uwaga nie rozzłościła go, lecz rozśmieszyła.
- Zle się wyraziłem.Jestem zadowolony z Twojej dzisiejszej pracy i mam nadzieje, że będziesz się tak zachowywała dalej.Swoją drogą widzę, że pozmieniałaś coś w swoim stroju..-Nie patrzył na nią i ucieszyła się. Ręce ją świerzbiły, zacisnęła je na spódniczce.
- W związku z tym,że to mój pierwszy dzień, nie chce zrobić sobie wrogów zwłaszcza w postaci szefa, ale nie zamierzam pokazywać swojego ciała klientom więcej niż uważam to za stosowne.
Uśmiechnął się pod nosem nie odzywając się. Cisza stała się krępująca. Słyszała swój własny oddech co zaczynało ją irytować.
- Do zobaczenia jutro.- odezwał sie w końcu głośno i stanowczo.
- Do zobaczenia. - niemal zatrzymała sie słysząc ton swojego tonu. Odwróciła się, jak sie spodziewała szef patrzył na nią z dziwnym wyrazem twarzy. Wyszła szybko z gabinetu.
Przy ladzie stała Jessie uśmiechając się na jej widok. Pomachała jej ręką kierując się stronę drzwi.
Szpilki zastukały o kostkę na chodniku. Auto miała zaparkowane za rogiem więc skierowała się w tamtą stronę. Auta poruszały się szybciej niż było to dozwolone, mijając ją, powodując przyjemny chłód na jej odkrytym ciele.
Mimo ruchu dostrzegła powoli jadące auto niedaleko niej z kierowcą w okularach, który zerkał w jej stronę. Nie przestawała iść ani nie zdradzała po sobie, ze cokolwiek zauważyła. Gdy chciała zerknąć w tamtą stronę, auto z piskiem opon wystrzeliło przed siebie.
Spojrzała w tamtą stroną. Wyczuwała kłopoty..
środa, 22 października 2014
Rozdział 1 cz.2
Ubrana w krótką a zarazem elegancką sukienkę oraz wysokie szpilki, Katherine weszła do restauracji, gdzie wcześniej widziała kartkę, z ogłoszeniem o pracę. Kilka par ciekawskich oczu spojrzało na nią, gdy jej buty uderzyły o posadzkę.
Kelnerka, która akurat stała za ladą, zlustrowała ją wzrokiem z prawie niewidocznym grymasem na twarzy, by z wielkim uśmiechem na twarzy powitać klientkę, gdy dojdzie do lady.
-Dzień dobry, co podać?
- Cześć, szukaj kierownika. - Dziewczyna spojrzała na nią z uniesioną brwią.
- Przykro mi, ale szef jest bardzo zajęty i prosił aby mu nie przeszkadzać..
Kath uśmiechnęła się najładniej jak potrafiła.
- To ja tutaj na niego poczekam i przy okazji, poproszę cappuccino.
Usiadła przy najdalszym stoliku tuż przy oknie. Sięgnęła do torebki po magazyn, który kupiła kilka chwil wcześniej oraz telefon i ułożyła je na blacie, po czym założyła nogę na nogę odwieszając torebkę na krzesło.
Otworzyła gazetę na pierwszej stronie, przyglądając się modelce, która miała dość oryginalną kreacje. Przechyliła lekko głowę, chcąc to zobaczyć z każdej strony. Zdecydowanie z każdej strony wyglądało to niecodziennie więc przewróciła stronę, gdzie był pokazany strój na jesienną randkę. Długonoga modelka ubrana w zwiewną sukienkę w kolorze butelkowej zieleni oraz długimi czarnymi obcasami do kolan. Na sukienkę był zarzucony czarny płaszczyk ze złotymi elementami oraz kapelusz. Całość zdaniem dziewczyny wyglądało o dziwo ładnie ale zdecydowanie lepiej by wyglądało gdyby modelka miała długie włosy, zamiast fryzurę za ucho.
W całym lokalu rozniósł się dźwięk jej ulubionej piosenki, która wydobyła się z jej telefonu. Szybko wzięła go do ręki, odblokowując i odbierając.
To była Sara,
- Już po wszystkim?- zapytała od razu.
- Czekam na cappuccino oglądając magazyn modowy..
- Jeju Katherine zrozum, nie zdobędziesz pracy nie przykładając się do tego! - wtrąciła.
- Spokojnie, czekam na kierownika. Kelnerka powiedziała, że jest zajęty więc czekam na niego przy stoliku.
- Aż mi ulżyło. Muszę wracać do pracy. Byłam tylko ciekawa czy już coś wiesz, ale skoro nie to zadzwoń po rozmowie. Cześć.
**
Brunetka przeglądała zdjęcia w telefonie, kończąc drugą kawę.
Czym on może być jaki zajęty? pomyślała.
Docierała do zdjęć z ponad pół roku, gdy uważała Caroline, za swoją koleżankę. Jeździły wtedy na zakupy i często na życzenie blondynki, robiły sobie zdjęcia z ubraniami, za które płacił Antoni. W tej chwili brzydziła się wszystkimi chwilami, które razem spędziły. Usunęła z nią wszystkie zdjęcia. Mimo tego, ze to nic nie zmieniło, jej było lepiej.
Zobaczyła dwóch mężczyzn wychodzących zza drzwi za barem, podali sobie ręce, jeden wyszedł. Kelnerka podeszła do drugiej coś do niego mówić, dyskretnie pokazała na Katherine. On skinął głową, podchodząc do niej.
-Witam. Słucham, o co chodzi?- zaczął grzecznie mężczyzna. Niebieskie bystre oczy patrzyły na nią gdy siadał na wprost niej, garnitur ładnie przylegał do ciała.
- Przyszłam tutaj,ponieważ niedawno widziałam ogłoszenie, że szuka pan pracownicy...- zaczęła.
-Ach, tak. No cóż, szczerze powiedziawszy idealnie pani trafiła. Dzisiaj musiałem zwolnić jedną kelnerkę wiec jest wolne miejsce. - Wyciągnął kartkę i długopis.- Powiedz mi jeszcze jak się nazywasz i ile masz lat.
- Katherine Night i mam 20 lat. - Usłyszała ciszą aprobatę pod nosem swojego przyszłego pracodawcy.
- Idealnie. No więc jeśli chcesz możesz zacząć nawet od jutra. Zaczynamy o 8.00 a kończymy około 16.00 i od 16.00 do 24.00 chyba, ze mamy jakąś imprezę, to zostajemy no cóż dłużej.
- Rozumiem.- Nie mogła nie powstrzymać uśmiechu na myśl, że od jutra będzie żyła jak normalna dwudziestolatka.
- Chodź za mną. - Mężczyzna wstał, czekając aż dziewczyna zabierze swoje rzeczy. Poprowadził ją za drzwi, z których wcześniej wyszedł z innym panem.
Krył się za nimi korytarz i trzy inne drzwi. Zapukał do jednych z nich, po czym nacisnął klamkę wszedł. Były w nich dwie dziewczyny, starsze od Kath, zakładające na siebie buty na obcasie.
- Witam dziewczyny. Przedstawiam Wam nową pracownice, Katherine. - Spojrzał na nią. - To jest Bree, - Wskazał na pulchną dziewczynę na obrotowym krześle, machającą w jej stronę z uśmiechem na ustach. - a to jest Jessie. - Skinął w stronę dziewczyny z ognisto czerwonymi włosami. - Mam nadzieję, że będzie Was się dobrze razem pracowało. Dobrze, możemy iść. - Otworzył drzwi, pozwalając aby wyszła pierwsza. W drugich drzwiach także ja przepuścił, dopiero przy barze ponowił temat.
- Jutrzejszy dzień, będzie dniem próbnym i mam nadzieje,że wszystko będzie okej. Jeśli tak, to po pracy porozmawiamy o pieniążkach, dobrze?
- Jasne. Nie ma problemu.- Podała mu rękę. - W takim razie do zobaczenia jutro.
Uścisnął lekko jej wyciągnięta rękę, odwrócił się i poszedł do pani przy osobnym stoliku.
Szczęśliwa niemal wybiegła z restauracji. Wyciągnęła telefon wybierając numer Sary.Odebrała od razu:
- Udało się!
Kelnerka, która akurat stała za ladą, zlustrowała ją wzrokiem z prawie niewidocznym grymasem na twarzy, by z wielkim uśmiechem na twarzy powitać klientkę, gdy dojdzie do lady.
-Dzień dobry, co podać?
- Cześć, szukaj kierownika. - Dziewczyna spojrzała na nią z uniesioną brwią.
- Przykro mi, ale szef jest bardzo zajęty i prosił aby mu nie przeszkadzać..
Kath uśmiechnęła się najładniej jak potrafiła.
- To ja tutaj na niego poczekam i przy okazji, poproszę cappuccino.
Usiadła przy najdalszym stoliku tuż przy oknie. Sięgnęła do torebki po magazyn, który kupiła kilka chwil wcześniej oraz telefon i ułożyła je na blacie, po czym założyła nogę na nogę odwieszając torebkę na krzesło.
Otworzyła gazetę na pierwszej stronie, przyglądając się modelce, która miała dość oryginalną kreacje. Przechyliła lekko głowę, chcąc to zobaczyć z każdej strony. Zdecydowanie z każdej strony wyglądało to niecodziennie więc przewróciła stronę, gdzie był pokazany strój na jesienną randkę. Długonoga modelka ubrana w zwiewną sukienkę w kolorze butelkowej zieleni oraz długimi czarnymi obcasami do kolan. Na sukienkę był zarzucony czarny płaszczyk ze złotymi elementami oraz kapelusz. Całość zdaniem dziewczyny wyglądało o dziwo ładnie ale zdecydowanie lepiej by wyglądało gdyby modelka miała długie włosy, zamiast fryzurę za ucho.
W całym lokalu rozniósł się dźwięk jej ulubionej piosenki, która wydobyła się z jej telefonu. Szybko wzięła go do ręki, odblokowując i odbierając.
To była Sara,
- Już po wszystkim?- zapytała od razu.
- Czekam na cappuccino oglądając magazyn modowy..
- Jeju Katherine zrozum, nie zdobędziesz pracy nie przykładając się do tego! - wtrąciła.
- Spokojnie, czekam na kierownika. Kelnerka powiedziała, że jest zajęty więc czekam na niego przy stoliku.
- Aż mi ulżyło. Muszę wracać do pracy. Byłam tylko ciekawa czy już coś wiesz, ale skoro nie to zadzwoń po rozmowie. Cześć.
**
Brunetka przeglądała zdjęcia w telefonie, kończąc drugą kawę.
Czym on może być jaki zajęty? pomyślała.
Docierała do zdjęć z ponad pół roku, gdy uważała Caroline, za swoją koleżankę. Jeździły wtedy na zakupy i często na życzenie blondynki, robiły sobie zdjęcia z ubraniami, za które płacił Antoni. W tej chwili brzydziła się wszystkimi chwilami, które razem spędziły. Usunęła z nią wszystkie zdjęcia. Mimo tego, ze to nic nie zmieniło, jej było lepiej.
Zobaczyła dwóch mężczyzn wychodzących zza drzwi za barem, podali sobie ręce, jeden wyszedł. Kelnerka podeszła do drugiej coś do niego mówić, dyskretnie pokazała na Katherine. On skinął głową, podchodząc do niej.
-Witam. Słucham, o co chodzi?- zaczął grzecznie mężczyzna. Niebieskie bystre oczy patrzyły na nią gdy siadał na wprost niej, garnitur ładnie przylegał do ciała.
- Przyszłam tutaj,ponieważ niedawno widziałam ogłoszenie, że szuka pan pracownicy...- zaczęła.
-Ach, tak. No cóż, szczerze powiedziawszy idealnie pani trafiła. Dzisiaj musiałem zwolnić jedną kelnerkę wiec jest wolne miejsce. - Wyciągnął kartkę i długopis.- Powiedz mi jeszcze jak się nazywasz i ile masz lat.
- Katherine Night i mam 20 lat. - Usłyszała ciszą aprobatę pod nosem swojego przyszłego pracodawcy.
- Idealnie. No więc jeśli chcesz możesz zacząć nawet od jutra. Zaczynamy o 8.00 a kończymy około 16.00 i od 16.00 do 24.00 chyba, ze mamy jakąś imprezę, to zostajemy no cóż dłużej.
- Rozumiem.- Nie mogła nie powstrzymać uśmiechu na myśl, że od jutra będzie żyła jak normalna dwudziestolatka.
- Chodź za mną. - Mężczyzna wstał, czekając aż dziewczyna zabierze swoje rzeczy. Poprowadził ją za drzwi, z których wcześniej wyszedł z innym panem.
Krył się za nimi korytarz i trzy inne drzwi. Zapukał do jednych z nich, po czym nacisnął klamkę wszedł. Były w nich dwie dziewczyny, starsze od Kath, zakładające na siebie buty na obcasie.
- Witam dziewczyny. Przedstawiam Wam nową pracownice, Katherine. - Spojrzał na nią. - To jest Bree, - Wskazał na pulchną dziewczynę na obrotowym krześle, machającą w jej stronę z uśmiechem na ustach. - a to jest Jessie. - Skinął w stronę dziewczyny z ognisto czerwonymi włosami. - Mam nadzieję, że będzie Was się dobrze razem pracowało. Dobrze, możemy iść. - Otworzył drzwi, pozwalając aby wyszła pierwsza. W drugich drzwiach także ja przepuścił, dopiero przy barze ponowił temat.
- Jutrzejszy dzień, będzie dniem próbnym i mam nadzieje,że wszystko będzie okej. Jeśli tak, to po pracy porozmawiamy o pieniążkach, dobrze?
- Jasne. Nie ma problemu.- Podała mu rękę. - W takim razie do zobaczenia jutro.
Uścisnął lekko jej wyciągnięta rękę, odwrócił się i poszedł do pani przy osobnym stoliku.
Szczęśliwa niemal wybiegła z restauracji. Wyciągnęła telefon wybierając numer Sary.Odebrała od razu:
- Udało się!
niedziela, 19 października 2014
Prolog cz.2
** rok później **
Katherine rzuciła swoją torebkę na łóżko, opadając obok niej. Warknęła pod nosem ze zdenerwowania, zakrywając oczy dłońmi. Drzwi otworzyły się i stanęła w nich niewysoka brunetka z okularami na małym i zgrabnym nosku.
- Znów Cię wywali z roboty?- prychnęła. Była to Sara, jej współlokatorka. Poznała ją kilka miesięcy temu i bardzo spodobała jej się jej niewinność. W wbrew pozorom dobrze sie dogadywały.
Katherine nic nie powiedziała jej swojej pracy. Nadal była podwładną Antoniego, jednak teraz tylko na większe akcje. Chciała zacząć normalnie żyć, wiec praca również jej się przyda. Jednak nikt nie nauczył ją jak zachowywać się na rozmowie kwalifikacyjnej przez co oferty pracy nie wlatywały drzwiami i oknami.
Dzisiaj była w dużej firmie odzieżowej, ponieważ własnie Sara ją do tego namówiła. W rezultacie musiała zapłacić za naprawdę drogą koszulkę, na którą wylała kawę.
-To nie jest dla mnie.. - mamrotała. Podparła sie na łokciach, spoglądając na dziewczynę. - Może nie nadaje się do pracy..
- Nie przesadzaj. Masz dwadzieścia lat, czas najwyższy aby na siebie zarabiać. Nie wykorzystuj swojego ojca!- nakazała. Tak, kolejne kłamstewko. Nie mogła jej powiedzieć ,że jest baardzo bogata bo zabija ludzi. Wymyśliła historyjkę o ukochanym ojcu, który co miesiąc wpłaca jej porządną sumę pieniędzy na konto, przez co było ją stać na to duże mieszkanie, wszystkie drogie ubrania i sportowe auto.
Przerzuciła gęste włosy na jedną stronę, myśląc.
- Może sprawdziłabym się jako kelnerka.. Co o tym sądzisz?
- Ciesze się, że w końcu wpadłaś na dobry pomysł.- zaćwierkała współlokatorka. - Zejdź na kawę, dobrze? - rzuciła i wybiegła z pokoju.
Zsunęła się z łóżka, na czworaka podchodząc do szafy i wyciągając z niej spodenki i krótką koszulkę. Rozebrała się, odwieszając ubrania na wieszak, a ubierając wcześniej przygotowane ubranie. Związała włosy nisko na karku po czym wyszła z pokoju. Schodziła schodami, ocierając butami o panele. Już stad czuła zapach kawy i świeżo upieczonym ciastek. Jedną z zalet mieszkania z brunetką było to, że była wyśmienitą piekarką i wszystko co zrobiła smakowało obłędnie.
Wślizgnęła się na miękkie krzesło, przyciskając prawą nogę do piersi. Uśmiechnięta Sara postawiła kubek z kawą przed nią, a po chwili dołączyły na stół ciastka i drugi kubek z napojem.
- Była dzisiaj u nas pani Evans. - zaczęła opowiadać dziewczyna, Poprawiła okulary, nasuwając je mocniej na nos, biorąc łyk kawy. Pani Evans była tutejszymi oczami i uszami. Wszystko widziała i słyszała, nawet z odległości kilku kilometrów. Wiecznie narzekała na młodych osobników przejeżdżających przez tą okolicę. Stare babsko, które z całego serca Katherine nie lubiła.
- Znów miauczała, że za późno wróciłyśmy?- Wczoraj wybrały się na imprezę firmową Sary,ale przedłużyły pobyt do czwartej nad ranem. Widziała ją w oknie, jak stała i kręciła głową z grymasem na twarzy. Mimo tego, ze była pijana, korciło ją aby pokazać jej środkowy palec.
-Przeczuwałam,że to powiesz, ale nie. Wpadła na kawę. Wypytywała o Ciebie..
- Co takiego?!
- No tak. Była ciekawa tego gdzie mieszkałaś wcześniej, co robią Twoi rodzice, czy masz chłopaka..- zaczęła ostrożnie wymawiając ostatnie słowo.
Katherine poprawiła się na krześle,skupiając spojrzenie na łyżeczce, pływającą w kawie.
- Tak? I co jej powiedziałaś?
- Nic.- Wzruszyła ramionami. - Oczywiście jej się to nie spodobało, ale nie obchodzi mnie to. Stare babsko nie powinno mieć w ogóle wstępu do tego domu a co dopiero interesować się takimi sprawami.. - Nie usłyszała aprobaty lecz zobaczyła zamyśloną minę brunetki. Dotknęła jej dłoni.
- Nie przejmuj się. Jeszcze wszystko się ułoży.
Powiedz mi tylko kiedy, bo wiem czy wytrzymam do tego czasu, pomyślała.
Skinęła głową, lekko się uśmiechając. Sięgnęła po jedno ciasto, które niemal rozpłynęło się w jej dużych, malinowych ustach. Wytarła palcem kącik ust, w której pojawiła się czekolada.
- Przysięgam,że chcesz mnie utul.. - powiedziała z pełnymi ustami Katherine. Koleżanka tylko machnęła dłonią, śmiejąc się.
- Powiedz mi czy dobre, bo chce je podać na przyjęciu pani Clark.
-Pani Clark?
- Tak. Kojarzysz ją chyba.. Mieszka dwa domy dalej. To ta, która przyniosła nam owoce, gdy wnosiłyśmy rzeczy do mieszkania.
- A tak, równa babka z niej.
- Właśnie. Wyprawia urodziny swojej najmłodszej córce i poprosiła mnie, czy nie zajęłabym się jedzeniem. - Uśmiechnęła się.
- No to super. Będą zadowoleni. I co do odpowiedzi na Twoje pytanie, to niebo w gębie.
- Cieszę się. - Dokończyła swoją kawę, chowając kubek do zmywarki. - Teraz wybacz ale muszę lecieć do sklepu. Potrzebujesz czegoś?
- Nie.
- Okej. Gdybyś zmieniła zdanie to jestem pod telefonem. To narazie.- Wyszła z mieszkania, trochę głośno zamykając drzwi, zostawiając przyjaciółkę sam na sam z ciszą, której tak bardzo nienawidziła..
Katherine rzuciła swoją torebkę na łóżko, opadając obok niej. Warknęła pod nosem ze zdenerwowania, zakrywając oczy dłońmi. Drzwi otworzyły się i stanęła w nich niewysoka brunetka z okularami na małym i zgrabnym nosku.
- Znów Cię wywali z roboty?- prychnęła. Była to Sara, jej współlokatorka. Poznała ją kilka miesięcy temu i bardzo spodobała jej się jej niewinność. W wbrew pozorom dobrze sie dogadywały.
Katherine nic nie powiedziała jej swojej pracy. Nadal była podwładną Antoniego, jednak teraz tylko na większe akcje. Chciała zacząć normalnie żyć, wiec praca również jej się przyda. Jednak nikt nie nauczył ją jak zachowywać się na rozmowie kwalifikacyjnej przez co oferty pracy nie wlatywały drzwiami i oknami.
Dzisiaj była w dużej firmie odzieżowej, ponieważ własnie Sara ją do tego namówiła. W rezultacie musiała zapłacić za naprawdę drogą koszulkę, na którą wylała kawę.
-To nie jest dla mnie.. - mamrotała. Podparła sie na łokciach, spoglądając na dziewczynę. - Może nie nadaje się do pracy..
- Nie przesadzaj. Masz dwadzieścia lat, czas najwyższy aby na siebie zarabiać. Nie wykorzystuj swojego ojca!- nakazała. Tak, kolejne kłamstewko. Nie mogła jej powiedzieć ,że jest baardzo bogata bo zabija ludzi. Wymyśliła historyjkę o ukochanym ojcu, który co miesiąc wpłaca jej porządną sumę pieniędzy na konto, przez co było ją stać na to duże mieszkanie, wszystkie drogie ubrania i sportowe auto.
Przerzuciła gęste włosy na jedną stronę, myśląc.
- Może sprawdziłabym się jako kelnerka.. Co o tym sądzisz?
- Ciesze się, że w końcu wpadłaś na dobry pomysł.- zaćwierkała współlokatorka. - Zejdź na kawę, dobrze? - rzuciła i wybiegła z pokoju.
Zsunęła się z łóżka, na czworaka podchodząc do szafy i wyciągając z niej spodenki i krótką koszulkę. Rozebrała się, odwieszając ubrania na wieszak, a ubierając wcześniej przygotowane ubranie. Związała włosy nisko na karku po czym wyszła z pokoju. Schodziła schodami, ocierając butami o panele. Już stad czuła zapach kawy i świeżo upieczonym ciastek. Jedną z zalet mieszkania z brunetką było to, że była wyśmienitą piekarką i wszystko co zrobiła smakowało obłędnie.
Wślizgnęła się na miękkie krzesło, przyciskając prawą nogę do piersi. Uśmiechnięta Sara postawiła kubek z kawą przed nią, a po chwili dołączyły na stół ciastka i drugi kubek z napojem.
- Była dzisiaj u nas pani Evans. - zaczęła opowiadać dziewczyna, Poprawiła okulary, nasuwając je mocniej na nos, biorąc łyk kawy. Pani Evans była tutejszymi oczami i uszami. Wszystko widziała i słyszała, nawet z odległości kilku kilometrów. Wiecznie narzekała na młodych osobników przejeżdżających przez tą okolicę. Stare babsko, które z całego serca Katherine nie lubiła.
- Znów miauczała, że za późno wróciłyśmy?- Wczoraj wybrały się na imprezę firmową Sary,ale przedłużyły pobyt do czwartej nad ranem. Widziała ją w oknie, jak stała i kręciła głową z grymasem na twarzy. Mimo tego, ze była pijana, korciło ją aby pokazać jej środkowy palec.
-Przeczuwałam,że to powiesz, ale nie. Wpadła na kawę. Wypytywała o Ciebie..
- Co takiego?!
- No tak. Była ciekawa tego gdzie mieszkałaś wcześniej, co robią Twoi rodzice, czy masz chłopaka..- zaczęła ostrożnie wymawiając ostatnie słowo.
Katherine poprawiła się na krześle,skupiając spojrzenie na łyżeczce, pływającą w kawie.
- Tak? I co jej powiedziałaś?
- Nic.- Wzruszyła ramionami. - Oczywiście jej się to nie spodobało, ale nie obchodzi mnie to. Stare babsko nie powinno mieć w ogóle wstępu do tego domu a co dopiero interesować się takimi sprawami.. - Nie usłyszała aprobaty lecz zobaczyła zamyśloną minę brunetki. Dotknęła jej dłoni.
- Nie przejmuj się. Jeszcze wszystko się ułoży.
Powiedz mi tylko kiedy, bo wiem czy wytrzymam do tego czasu, pomyślała.
Skinęła głową, lekko się uśmiechając. Sięgnęła po jedno ciasto, które niemal rozpłynęło się w jej dużych, malinowych ustach. Wytarła palcem kącik ust, w której pojawiła się czekolada.
- Przysięgam,że chcesz mnie utul.. - powiedziała z pełnymi ustami Katherine. Koleżanka tylko machnęła dłonią, śmiejąc się.
- Powiedz mi czy dobre, bo chce je podać na przyjęciu pani Clark.
-Pani Clark?
- Tak. Kojarzysz ją chyba.. Mieszka dwa domy dalej. To ta, która przyniosła nam owoce, gdy wnosiłyśmy rzeczy do mieszkania.
- A tak, równa babka z niej.
- Właśnie. Wyprawia urodziny swojej najmłodszej córce i poprosiła mnie, czy nie zajęłabym się jedzeniem. - Uśmiechnęła się.
- No to super. Będą zadowoleni. I co do odpowiedzi na Twoje pytanie, to niebo w gębie.
- Cieszę się. - Dokończyła swoją kawę, chowając kubek do zmywarki. - Teraz wybacz ale muszę lecieć do sklepu. Potrzebujesz czegoś?
- Nie.
- Okej. Gdybyś zmieniła zdanie to jestem pod telefonem. To narazie.- Wyszła z mieszkania, trochę głośno zamykając drzwi, zostawiając przyjaciółkę sam na sam z ciszą, której tak bardzo nienawidziła..
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)