czwartek, 11 grudnia 2014

Rozdział 10 cz.2

Zgodnie z planami Jake przyszedł do pracy Katherine o wyznaczonej godzinie. Jak zawsze wyglądał oszałamiająco, przyciągał wzrok klientek, które przyszły tu na lunch z chłopakiem albo z przyjaciółką lub siostrą. To była bardzo frustrujące i takie obce. Jake wydawał się tego nie zauważać i wpatrywał się z nią z łagodnością w oczach.
Trudno było nazwać ich obecną sytuacje. Czuła między nimi rezerwę ale wciąż było tak samo.
Tak, wie o tym, że przesadza skoro dopiero się pogodzili ale jednak..
W każdym razie Jake pochyla się nad dziewczyną i całuje w czoło, reguluje rachunek i wychodzi.
Patrzy jeszcze chwile za nim po czym zbiera ich rzeczy i wraca na swoją zmianę.

Niedługo potem do restauracji wpadła Sara ciągnąc za sobą torebkę, która normalnie jest przewieszona przez ramie. Podbiega do lady, za którą stoi roześmiana i zdezorientowana Katherine. Ta wyciąga coś z torebki, zapakowane w sreberko i wręcza jej.
  - Błagam Cię, spróbuj tego i powiedz mi co sądzisz.
Ta patrzy na nią z niedowierzaniem ale posłusznie odpakowuje to coś. W środku jest kilka ciasteczek w kształcie różnych cyfr i literek.
  - Jesteś tu tylko dlatego, ze chcesz poznać moje zdanie? To takie słodkie.. - śmieje się.
Rzuca jej spojrzenie spod łba i patrzy jak przyjaciółka podnosi liczbę 3 do ust i bierze kęs. Z wyczekiwaniem próbuje czegoś dowiedzieć się z jej twarzy i szybko to zrobi.
  - Pychota! Błagam powiedz, ze masz jeszcze.. - Ciasteczko było miekkie, z nadzieniem czekoladowym, udekorowany lukrem i różnymi jadalnymi koralikami. Jej było w kolorze zielonym.
  - Masz szczęście,że ze mną mieszkasz. W kuchni zostawiłam ci kilka. Musze lecieć.
  - Gdzie?
  - Do pracy. Wyprawiam przyjecie dla kilku letniego chłopca i nie wiedziałam co przygotować. Chciałam zrobić coś nowego i koniecznie chciałam abyś to Ty zdecydowała czy się nadaje.
  - To miłe.
  - W końcu sama w głębi duszy jesteś dzieckiem.

Zamierzała kończyć pracę, kiedy u jej boku pojawiła się Bree.
  - Może skończymy na drinka? Koniecznie muszę się komuś wyżalić, wiesz ..
Aha i przyszłaś z tym do kompletnie obcej osoby z pracy..
  - Aha, jasne.- powiedziała na głos.
Lepiej obcej osobie niż zadręczać się tym,upomniała się Kath.
Wzruszyła mimowolnie ramiona, odpowiadając sobie samej na tą uwagę.
  - Wszystko w porządku?- usłyszała. Odwróciła się spoglądając w niebieskie oczy koleżanki już w nieco lepszym nastawieniu do ich wyjścia. Skinęła głową.- To super. Chodź, przebierzemy się i spadamy. Obiecuje, że nie zajmę Ci dużo czasu.

Najbliższy bar mieścił się kilka budynków dalej i nie był bardzo zatłoczony. Oprócz nich była grupka facetów, którzy co jakiś czas wybuchali głośnym śmiechem, dwoma dziewczynami ( nie była pewna czy mają tyle lat ile powinny aby pić alkohol, w kazdym razie bardzo młodo wyglądały.. ) i dwóch kolesi, którzy co chwile rzucali na nią i Bree okiem.
Bree zauważyła ich od razu i z powiedziała mlaskając z niesmakiem:
  - Mogliby to robić dyskretnie.. gówniarze..
Kąciki jej ust uniosły się nieznacznie słysząc te słowa. Dziewczyna na przeciwko, kóra własnie zamawiała sobie gin z tonikiem nie wyglądała na więcej niż 32 lata, a ci chłopacy nie więcej niż 25. '
  - Wolisz starszych, co? - zaśmiała się.
 - Tak sądzę, ale chyba po prostu wole mojego faceta. - Wzruszyła ramionami.
Och.
  - I to właśnie o nim chciałam porozmawiać. To nie jest tak, że chce ci sie wyżalić, chociaż tak to wcześniej ujęłam.. - skrzywiła się.- po prostu nie chce tego trzymać w sobie.
  - Mów śmiało. Może nie będę potrafiła tego jakoś odpowiednio skomentować, ale za to chętnie Cię wysłucham.
  - Własnie Ci powiedziałam,że chyba wole starszych ale jestem z młodszym. - Zaśmiała się.- Nie lubię tego uczucia, które ciągle mi towarzyszy gdy jestem z nim w obecności różnych kobiet.
  - Zazdrości?- podpowiedziała.
  - Nie. - Pokręciła głową zamyślona. - Jest taki uroczy.. Inne kobiety też są urocze.. Takie jak Ty: młode, piękne. To nie jest zazdrość a przynajmniej tak mi się wydaje. Po prostu boje się, ze zostawi mnie dla młodszej.
  - Kochasz go?
  - Tak, wydaje mi się,że tak.
  - A on kocha Ciebie? - Nie bądź wścibska!
Kelnerka przyniosła alkohol i teraz delektowały się nim pozwalając by to pytanie wisiało gdzieś nad nimi.
  - Gdy jestem z nim na osobności to tak mi się własnie wydaje, ale gdy jesteśmy na jakimś przyjęciu.. sama nie wiem. Może po prostu tego nie dostrzegam bo jestem za bardzo skupiam się na wszystkich tych pięknych i młodych kobietach.. chyba tak.
  - Więc przestań się nad tym użalać i po prostu pokaż mu,że ty go kochasz. Jeśli ty będziesz coraz bardziej sie nad sobą użalać, jego będzie to coraz bardziej denerwować aż w końcu spełnią sie Twojego najgorsze scenariusze.
Otworzyła szeroko oczy jakby własnie patrzyła na ducha, który wkłada do ust papierosa i  uśmiechał sie złośliwie knując intrygę.
Zamrugała parę razy, garbiąc sie minimalnie. Wzięła głęboki oddech a z jej ust wydostał sie coś na rodzaj szlochu. Popatrzyła jej w oczy ale w nie zapowiadała sie na to aby miała się rozpłakać.
  - Czułam,że powiesz mi to co potrzebuje usłyszeć.

Bree bełkotliwie kończyła opowiadać o przeżyciu wszystkich swoich chorób jak odra czy ospa. Zdążyła wypić kilka drinków, rozczulając się nad relacją z chłopakiem, zaraz po tym jak obiecała, że to ostatni taki dzień, kiedy o tym myśli.
W sumie nie była taka zła. Przynajmniej umiała się bawić. Poprosiła jedną z kelnerkę o puszczenie piosenki, co dziewczyna chętnie zrobiła. Była młoda, na pewno lubiła muzykę. Piosenka była bardzo rytmiczna, nogi same rwały się do tańca więc niebieskooka pijana z zawodu kelnerka wstała i zaczęła tańczyć, sunąć między stolikami, z rękami w powietrzy udając,że znajduje się w objęciach partnera. Byłą tot akie komiczne, że Katherine prawie płakała. Schowała twarz w dłoniach, cała się trzęsąc.
Musze cześciej się z nią umawiać na drinki. 
  - Mogę się przysiąść?- odezwał się niski głos, a razem z nim ładna buźka chłopaka, który wcześniej się jej przyglądał.
  - W sumie zamierzam się już zbierać..- Nie, spadaj stąd. 
Uśmiechnął się tylko i jakby nie słysząc jej odpowiedzi zajął miejsce jej koleżanki, opierając łokcie na stoliku.
Poprosił przechodzącą kelnerkę o dwa drinki- dla niego i dla niej. Szybko pojawiły się przed nimi.
Katherine patrzyła na niego beznamiętnie, chcąc dać mu do zrozumienia, że nie jest zainteresowana
  - Jestem Issac. - odezwał się dość głośno, starając się przebić przez muzykę. - A Ty? Przedstawisz mi się?
  - Nie spotkamy się więcej. Nie potrzebujesz mojego imienia.
  - Może to przeznaczenie, ze własnie teraz siedzimy  na przeciwko siebie, a ty próbujesz to zignorować. - Uśmiechnął się promiennie. Miał gadane.
  - Nie, sądzę, że to przypadek, że moja przyjaciółka chciała potańczyć a ty się przysiadłeś.
Nie był aż tak pijany. Gdy wchodziła pił piwo, ale nie wyglądała na to,ze pił coś więcej. Przekrzywiła głowę, przyglądając mu się.
  - Może wyjdziemy na dwór i porozmawiamy w ciszy, co ty na to?
Mocne dłonie zacisnęły się na jej ramionach przez co spięła się nieoczekiwanie. Dopiero gdy usłyszała tak znajomy i miękki głos rozluźniła się wciąż wpatrując się w chłopaka na przeciwko. Odchylił się na krześle, szczerząc się co osoby za nią. '
  - Cześć kochanie, przepraszam za spóźnienie.- Usta dotykały jej ucha, uśmiech wpełzł na usta, a głowa mimowolnie się obróciła.
  -Długo mi kazałeś czekać Jake.



2 komentarze:

  1. KOCHAM ! <3 JAKE TAK BARDZO :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Super.! Zaczęłam czytać tego bloga w tamtym tygodniu i muszę przyznać, że jestem mega zaintrygowana co będzie dalej. :D Te malutkie tekściki, które nazywasz rozdziałami połykam w sekundę.! Tak więc proszę dodaj szybko następne części, bo już się nie mogę doczekać. ^^

    OdpowiedzUsuń