wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 12 cz2

Poranek nie zależał do jej najprzyjemniejszych. Sara z rana krzątała się, zrzucając jakieś drobiazgi, które oddawały echo w jej sypialni. Towarzyszyły temu wulgaryzmy, które wydobywały się z ust koleżanki.
Bez zastanowienia Katherine ubrała spodenki i zeszła schodami na dół widząc Sarę pochyloną nad stołem i zbierając płyny do szyb oraz do kurzów.
  - Co to za zamierzanie?-zapytała od wejścia. Stanęła obok niej niezauważona przez co podskoczyła odwracając się.
  - Nie denerwuj mnie.- syczała przez zaciśnięte zęby.
  - Lewa nóżka?- Chciała ją jakoś rozchmurzyć ale jak widać tylko pogorszyła sytuację wiec szybko ją przeprosiła.- Mogę ci jakoś pomóc?
Podeszła do schodów i odwróciła się na moment, w czasie którym rzuciła:
  - Chce żebyś była dzisiaj na kolacji, dobrze?
Skinęła energicznie głową wiedząc, że jeśli by się sprzeciwiła, była by baaardzo zła.
Kiedy doszło do tego, ze Katherine przejmuje się takimi drobiazgami?
Poszła powoli w ślady brunetki i wróciła na górę, tym razem omijając swój pokój i kierując się do łazienki. Ta już zaczęła myć wielkie lustro nad umywalką i spojrzała na nią gdy weszła.
   - Na którą masz dziś do pracy?- Nie miała ochoty rozmawiać, było to widać. Była zła? A może zdenerwowana?
  - Wszystko w porządku?- zapytała ją nie odpowiadając na wcześniejsze pytanie.
Skinęła głową.
  - Dlaczego mam być na kolacji?- Ściereczka zatrzymała się na lustrze, a oczy osoby, która ją trzymała były zwrócone ku niej.
  - A masz już coś zaplanowanego? Może z Twoim chłopakiem?
O kurcze! No jasne. Przecież Sara nic nie wie na temat Jake'a, ani tego, że się znowu spotykają. Posłała jej przepraszające spojrzenie.
  - Naprawdę nie miałam kiedy. Sama wiesz,że cały czas w sumie spędzam w pracy. Nawet nie myślałam o tym,że ci nie powiedziałam. Wydawało mi się,że o tym wiesz, ale masz racje. Przepraszam za to.
Ale tu nadal nie chodzi o to. Nie czujesz tego? Mówiło jej coś w głowie.
  - No więc? Dlaczego moja obecność jest taka ważna?
Jej twarz złagodniała i opierając się tyłem o umywalkę, ciągnęła nerwowo za swoje palce.
  - Rodzice z bratem przyjeżdżają na kolacje.
Rodzice? Rodzice Sary? Jaki brat? Cofnęła się myślami do chwil, w których opowiadała o sobie ale ona nigdy nie wspominała o rodzicach. Sama ją w sumie nie pytała- nawet nie zauważyła, że nie zna tego rozdziału z jej życia.
Teraz patrząc na nią taką poddenerwowaną wiem,że niezbyt się z tego cieszy.
  - To źle czy dobrze?
  - Nie wiem mam mieszane uczucia.
Wzięła ją za rękę i oby dwie usiadły na ziemi, opierając się o wannę. Kath zachęcała ją aby opowiedziała jej o rodzicach, na co skinęła głową.
  - Kilka miesięcy zanim się poznałyśmy i wspólnie zamieszkałyśmy byłam przejazdem u rodziców na obiedzie. Bo widzisz, mój tata jest prawnikiem i bardzo chciał-nalegał- abym poszła w jego ślady. Było okej, wybrałam ten kierunek na studiach..
Sara była na studiach?!
  -.. a potem je rzuciłam. Poznałam fajnego chłopaka, o którym ci zresztą już opowiadałam a poza tym nie czułam tego wszystkiego. To nie był zawód dla mnie. Nie powiedziałam o tym rodzicom bo nie chciałam ich martwić.
  - Jak się dowiedzieli?- zapytała.
  - No własnie podczas obiadu tata powiedział mi, że wie co zrobiłam. Wściekł się o to, że marnuje swoje życie i szanse, którą otrzymałam.
  - A mama co na to?
  - Moja mama.. cóż.. nie udziela się aż tak. Woli aby to ojciec zabierał głos i nie chce mu się sprzeciwiać. Siedziała i patrzyła na mnie z łzami w oczach. Byłam i wciąż jestem ciekawa dlaczego płakała ale to nie było wtedy ważne. W każdym razie od tego momentu się z nimi nie widziałam, po tym jak wyprosili mnie z domu.
Otworzyła lekko usta. Czy oni zwariowali?
  - Wyrzucili Cię dlatego, że nie chcesz być prawnikiem?
  - Coś w tym rodzaju.
  - Masz dziwną rodzinę. - Westchnęła.- A więc jak doszło do tego, że dzisiaj będą na kolacji?
  - Jako na dziwną rodzinę przystało, wprosili się a jak wiesz- nie potrafię odmawiać.
*
Sara uparła się,że to ona posprząta to co uzna za potrzebne a Katherine ma nie ruszać niczego. Oby dwie wiedziały dlaczego. Po prostu nie chciała po niej poprawiać gdyby coś pominęła a poza tym to całe zamieszanie odwracało jej uwagę od dzisiejszego wieczoru.
Na ostatni ogień poszła jadalnia, gdzie brunetka na kolanach szorowała podłogę. Przyjaciółka za to nie odstępowała ją i siedziała w drzwiach opierając się plecami o framugę i obierając jabłka do woreczka na kolanach. Częstowała ją gdy tylko robiła sobie kilku sekundową przerwę.
  - Wiesz co zamierzasz ugotować? - zagadnęła.
Nie przerywając zajęcia zaczęła opowiadać o różnych pomysłach ale chwilę później skreśliła kilka z powodu uczulenia rodziny na składniki.
  - Nie kłopocz się. Możesz przecież zrobić spaghetti. Z Twoim talentem i tak będzie pyszne.
  - Daj spokój. Chce im pokazać,że naprawdę umiem gotować a spaghetti to banał i nie pokaże im czegoś takiego. - Obruszyła się.
  - No To chyba nic ci nie doradzę. Poszukaj czegoś w internecie.
Pokręciła głową. Wolała sama wymyślić coś nowego niż korzystać z pomocy innych. Jakie to chwilami było irytujące.
*
  - Wychodzę! Powodzenia!- krzyczała zamykając za sobą drzwi.Wyciągnęła z kieszeni listek miętowej gumy do żucia i wsadziła sobie do ust. Podeszła do auta, łapiąc za klamkę.
W tej samej sekundzie podjechało takie samo auto jak jej tyle, że w innym kolorze, nie dając jej czasu aby wsiąść. Przekrzywiła głowę zdziwiona osobą za kierownicą.
Drzwi kierowcy otworzyły się i wyszedł Jake. Wyglądał cudownie. Miał na sobie czarne proste spodnie i białą koszulę z odpiętymi guzikami pod szyją. Włosy tradycyjnie miał rozczochrane od przejeżdżania między nimi palcami.
Podszedł do niej, całując ją skromnie w policzek i uśmiechając się od ucha do ucha. Cieszył się,że ją zaskoczył bo zdarzało się to dość rzadko.
  - Cześć. - odezwała się pierwsza.- Co ty tutaj robisz?
  - Chciałbym odwieźć Cię do pracy. - Wziął ją za rękę i pociągnął w stronę jego auta. Otworzył jej drzwi, gestem nakazując aby wsiadła. Gdy widział jak zapina pas, obszedł auto i zajął swoje miejsce.
  - Co cię skłoniło do takiego romantycznego gestu? i Dlaczego masz na sobie koszulę? Zmieniasz image? - zaśmiała się. On również uniósł kąciki ust spoglądając na nią.
  - Tak. Chodzi własnie o mój image. Podoba ci się?
Skinęła głową śmiejąc się jeszcze głośniej. Oparła wygodniej głowę, przekrzywiając się w jego stronę.
  - Jak się czujesz?- Uniosła brwi. A jak sądzisz? Nie wyglądam jakby wszystko było w porządku?
  - Zależy o co ci chodzi.
  - Głównie o wczorajsze drinki ale też o spotkanie Marcusa.
Dotknęła jego ręki, szczerząc się głupio.
  - Kochanie sądzisz, że dwa drinki mogłyby mnie powalić? A co do Marcusa to o co dokładnie pytasz? Czy to dla mnie szok? Trochę. Ale nie przejmuje się tym zbytnio.
Skinął głową w ciszy. Podjeżdżali powoli pod restauracje. Kliencie wychodzili i wchodzili i już Kath wiedziała, że będzie miała masę roboty.
  - Spotkamy się dzisiaj?- zapytał kilka sekund przed tym jak chciała się z nim pożegnać.
Pokiwała smutno głową.
  - Chyba nie będziemy mogli. Sara robi kolacje dla rodziców i poprosiła mnie abym z nią była. Możemy spotkać się jutro? Mam wolne więc moglibyśmy gdzieś wyskoczyć. - zaproponowała.
Zaparkował na wolnym miejscu zaraz obok jej pracy, i zgasił silnik.
  - Jutro wyjeżdżam na trzy dni. - Przymrużyła lekko oczy zdumiona, po chwili kiwając zamyślona głową. Miała ochotę zapytać gdzie, po co i z kim ale skoro sam nic nie mówi, to pewnie nie chce aby wiedziała. Zmartwiło ją to.
  - W porządku.
Położył rękę na jej karku, przyciągając ją do siebie i całując mocno. Uśmiechał się prosto w jej usta, jęcząc gdy przerwała tą chwilę.
  - Zadzwonię do Ciebie wieczorem, w porządku?- zapytał.
Skinęła głowę, pozwalając aby jego usta jeszcze raz dotknęły jej czoła po czym wyszła z auta. Przeszła przed maską stając na chodniku. Odwróciła sie w momencie, w którym chłopak odpalał auto i wyjeżdżał. Pomachała mu uśmiechając się smutno i weszła do restauracji.

1 komentarz: