-Kochanieee.. - usłyszał cichutko, radosny głos po swojej prawej stronie i poczuł palce błądzące po jego klatce piersiowej. Po kilku zachętach uchylił jedno oko zerkając na dziewczynę, która rozpromieniła się na ten widok. Z jękiem przyciągnął ją do siebie, zamykając oczy i chcąc wrócić do krainy snów, z której został wyrwany.
- O nie, nie mój dro.. Cholera, Jake. Dusisz mnie!- wykrzyczała w jego klatkę piersiową. Puścił dziewczynę, przekręcając się na brzuch i wtulając policzek w poduszkę.
- Błagam Cię, jeszcze pięć minut. Nie mam siły wstawać.
- Wiem, kotku i wierz mi,że nie budziłabym Cię gdyby to nie było konieczne.-Otworzył oczy, patrząc na nią pytająco.
- Dzwonił jakiś Antonii. - Momentalnie siły mu wróciły. Skoczył na nogi i podszedł do szafki, gdzie leżał telefon. - Odebrałam i powiedziałam,że śpisz. Pytał chyba o tą dziewczynę co tutaj wczoraj była ale powiedziałam,że się wyprowadziła. Chyba był zdziwiony tym, że ja odebrałam.- Zachichotała.- Ale tak czy siak, obiecałam, że zaraz Cię obudzę i po proszę abyś zadzwonił. Także jedną prośbę spełniłam, teraz czas na drugą.
Spojrzał na godzinę rozmowy. Niecałą godzinę temu. Przez prawie minute.
- Jesteś na mnie zły? - zapytała niepewnie wpatrując się w jego twarz.
Czy był zły? Jasne,że był. Ona nie ma pojęcia jakim zawodem się trudni i nie życzył sobie by odbierała jego telefonu albo w nim grzebała. Cenił sobie prywatność i zdawało mu się, że ona dobrze o tym wiem.
- Nie jestem..- skłamał.- Ale nie podoba mi się to, że obierasz moje telefony.
- Ale spałeś i nie chciałam,żeby dzwonek Cię obudził..- tłumaczyła się. Skierował się w stronę drzwi.
- Nic by mi się nie stało. Zaraz wracam. - Wyszedł. Zbiegł schodami, oglądając się czy dziewczyna nie idzie za nim. Kiedy upewnił się, że została w pokoju, przeszedł do kuchni, opierając się o blat. Nacisnął zielony guzik,łącząc się z pracodawcą.
Odebrał po kilku sygnałach.
- No wreszcie, Jake. Do cholery, co się z Wami dzieje?- zapytał.
- A co się ma dziać?
- Nie mogę się dodzwonić do Katherine.- zaczął.- Ta dziewczyna co odebrała... powiedziała, że się wyprowadziła. Co tam się dzieje? - podniósł ton głosu.
- Przyjechała moja dziewczyna i.. jakoś nie przypadły sobie do gustu. Kath stwierdziła, że to jest niebezpieczne, że ona jest z nami więc się spakowała i się wyniosła.
- Powiedziała Ci chociaż gdzie?
- Nie. Liczę na to,że się odezwie.
-Marnę nadzieje, chłopcze.- wyznał.- Spróbuje ją namierzyć i wyśle kogoś. Dam Ci znać jak ją znajdziemy.
-Ja po nią pojadę. W końcu jestem jej ochroniarzem.- zakpił, wymawiając z naciskiem ostatnie słowo. Antoni przytaknął, po chwili się rozłączając. Odetchnął głęboko, podchodząc do lodówki i otwierając ją na oścież. Zakupy, które zrobił z Lucy i Katherine znacznie znikły i już najwyższy czas aby znów się wybrać. Tak, zrobi to jak będzie wracał z dziewczyną do domu.
Nie wyobrażał sobie takiej sytuacji jaka miała miejsce wczoraj i jaka panuje dzisiaj.
- Milena! Masz ochotę na jajka?!- krzyknął, spoglądając za produkty przed sobą. Nie czekając na odpowiedz zabrał się za przygotowywanie posiłku. Sięgnął po patelkę na górną półkę i gdy ułożył ją na gazie, poczuł dłonie oplatające go w pasie od tyłu.
- I jak?- zapytała przytulając się do jego pleców.
- Będę musiał skoczyć na zakupy. Te co zrobiłem z Katherine już się skończyły..- Poczuła niesmak na myśl, że będzie jadła jajka, które kupił Jake z brunetką.
- To może wybiorę się z Tobą..- zaproponowała.
- Nie, wiesz, zaraz i tak będę musiał jechać więc to żaden problem kupić przy okazji parę rzeczy.
- Zostawisz mnie tutaj samą?- zrobiła smutną minę, siadając na blacie przed nim.- Na jak długo?
- Naprawdę nie wiem. Mam parę spraw do załatwienia..
- A może pojadę z Tobą, nie będę Ci przeszkadzała.. Posiedzę w aucie albo coś..
Pokręcił głową chociaż był bardzo ciekawy reakcji Mileny gdyby wyszedł z Katherine z jednego z hoteli.
" Nie bądz egoistą.. "- upomniał się.
-Będzie lepiej jak zostaniesz tutaj. Masz tu basen, telewizor, tablet. Wrócę pewnie wieczorem i coś porobimy, dobrze?- Trochę udobruchana poniosła kącik ust. Nachyliła się i dotknęła ustami warg chłopaka.
**
Twarz zaczęła ją palić przez ciepłe promienie słoneczne padające na jej twarz. Odwróciła się na drugi bok, tak, by słońce grzało jej gołe plecy. Było jej tak przyjemnie, że nie wiedziała jak zmusić się aby wstać.
- Kochanie, wstawaj bo spóźnisz się do szkoły!- mówił tata.- Nie zamierzam kolejny raz przychodzić i zastawać Cię w tej samej pozycji. A już na pewno nie będę Cię odwoził do szkoły, zapomnij moja panno.
- Zle się czuje.. Na pewno poczuję się lepiej gdy jeszcze chwile pośpię.- mruknęła mocniej tuląc się do poduszki. Zniecierpliwiony rodzic podniósł kołdrę przez co dziewczyna poczuła zimne powietrze na gołych nogach i ramionach, co momentalnie ją obudziło.
- Zachowujesz się jak kot. Najlepiej żebyś wstawała co parę godzin coś przekąsić i znów wracać do łóżka. Niedoczekanie Twoje...
Zaśmiała się przypominając sobie zawsze te same słowa ojca kiedy nie mógł ją dobudzić rano. Powoli przekręciła się na plecy, jedną ręką zgarniając swoje włosy, które opadły jej na policzek.
Dawno nie kontaktowała się z ojcem. Z nikim się ostatnio nie kontaktowała, a już zwłaszcza z Lucy.
Nie zwlekając złapała telefon z szafki nocnej i wyszukała w kontaktach siostry. Nacisnęła zieloną słuchawkę, przyciskając telefon do ucha, a drugą ręką bawiąc się kołdra.
Po kilku sekundach usłyszała zaspany, delikatny głos siostry.
- Cześć skarbie. Obudziłam Cię?- zapytała uśmiechając się.
- Katherine? Czemu dzwonisz dopiero teraz? Kiedy przyjedziesz?- dopytywała siostra. Dziewczyna zaśmiała się.
- Wierz mi, że najchętniej przyjechałabym już dzisiaj.
-Więc w czym problem? Wsiadaj w samolot, a my po Ciebie wyjedziemy. Wez sobie urlop w pracy i po sprawie.
- W mojej pracy nie ma czegoś takiego słońce. Obiecuje, że przyjadę najszybciej jak to będzie ..
Przerwało jej pukanie do drzwi. Postanowiła je zignorować. W końcu mogłaby jeszcze spać.
- Najszybciej jak to będzie możliwe.- dokończyła szeptem.
- Co się dzieje? Dlaczego szepczesz? Gdzie jesteś?- ponowiła pytania Lucy. Siostra uspokoiła ją wyjaśniając sytuacje. Już miała zapytać o rodziców kiedy ktoś po drugiej stronie drzwi znów dał o sobie znać.
- Katherine.. wiem, że tam jesteś. Nie każ mi wywarzać drzwi..
" Błagam... " - pomyślała. Dobrze wiedziała do kogo należy ten głos i w tym momencie nie była zadowolona, że go słyszy.
Podniosła się schodząc z łóżka idąc w kierunku drzwi. Rzuciła okiem na lusterko koło drzwi i zamarła. Była w skąpej bieliźnie i krótkim T-shircie. Nie pokaże mu się w tym stroju!
Zawróciła biegiem do walizki przeszukując ją.
- Lucy..
Odwróciła się słysząc jak ktoś odchrząka zaraz za nią. Nie dowierzała, że jednak to zrobił...że włamał sie do jej pokoju.
-Zadzwonię później dobrze?- odezwała się po chwili do telefonu.
- Stało się coś?
- Nie. Jake przyjechał.
_______________
zapraszam na drugiego bloga :
edzia-lifestyle.blogspot.com
Świetne , kiedy kolejny ?? :D
OdpowiedzUsuń