Czuła od samego początku, że zgodzenie się zamieszkać z nim pod jednym dachem to będzie przegięcie.
Czuła, że wmieszanie do tego Lucy, będzie złym krokiem.
Czuła, że ta radość z tego, że jego język dotyka jej usta, jest cholernie niedopuszczalna.
Ułożyła dłoń na ramieniu chłopaka, z pozoru niewinnie, zaciskając dłoń na jego koszulce.
"Opanuj się, dziewczyno!"- nakazała sobie w myślach.
Powoli, dając czas na głębsze posmakowanie chłopaka, odsunęła go od siebie, wpijając wzrok w poduszkę za jego plecami. Chłopak jednak nie dawał za przegraną i opierając czoło do jej czoło, próbował ją objąć.
"Przerwij to" -krzyczał jej rozum.
Nie patrząc na niego, wstała, zabierając telefon oraz paczkę papierosów z jego wewnętrznej kieszeni kurtki.
Miała nadzieję, że nie będzie miał jej za złe, że zabiera jego własność bez pozwolenia.
Jednak on nawet się nie odezwał tylko przez chwile jej się przyglądał, by po chwili opaść na kanapę z lekkim uśmiechem na twarzy.
Ona również nie zamierzała przerywać tej ciszy. Nawet nie wiedziała co miałaby powiedzieć. Miała mętlik w głowie i musiała to sobie przemyśleć.
Ominęła leżącego chłopaka, pokonała dzielącą ją odległość na taras, łapiąc za klamkę. Nacisnęła ją powoli, wychodząc na drewnianą ułożoną podłogę, zamykając za sobą drzwi.
Odetchnęła, rozglądając się za miejscem, w którym mogłaby wygodnie usiąść. Zauważyła małą ławeczkę zaraz koło dębu, i bez zastanowienia udała się w tamtym kierunku.
Oparła się o miękkie poduszki na oparciu, podciągając jedną nogę do klatki piersiowej. Wyciągnęła jednego papierosa z opakowania, podpalając jego koniec zapalniczką i odkładając wszystko na poduszkę obok, włożyła papierosa do ust. Zaciągnęła się nim, jednak za mocno, ponieważ zaczęła się nim dusić.
Przyłożyła dłoń do piersi, kaszląc przy tym.
Nie zraziło ją to jednak, ponieważ ponownie przyłożyła go do ust.
Usłyszała dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi tarasowych, jednak nie odwróciła się. Przekrzywiła głowę, pozwalając długim włosom na zakrycie jej twarzy.
Jake usiadł obok niej, opierając łokcie na kolanach, pochylając głowę.Odchrząknął, zerkając na nią.
- Wszystko w porządku malutka?- zapytał. Skinęła głową.
- W najlepszym.- Miała taki nieobecny głos i nadal na niego nie patrzyła. Ułożył ręka na jej plecach, co nie spodobało się dziewczynie. Wyprostowała się, delikatnie odpychając jego rękę i przytulając się plecami do ławki.
-Mam pomysł. - Odezwał się po chwili ciszy, niezbyt entuzjastycznie. Zaintrygowana dziewczyna spojrzała na niego, odwracając się w jego stronę. - Udajmy, że to w ogóle się nie wydarzyło. Nie najlepiej zaczęliśmy znajomość i zdaje sobie sprawę, że ten incydent może wszystko zepsuć. Damy sobie jeszcze jedną szanse?
Z jednej strony, to była bardzo kusząca propozycja i chyba to faktycznie było jedynie wyjście z tej sytuacji.Z drugiej nie była pewna czy od tak zapomni o tym.
Gdzieś w głębi duszy nadal mu nie ufała, ale coś w niej pękło. Nie przeszkadzało jej spędzanie czasu z tym mężczyzną, może dlatego, że woła mieć go na oku.
- Dzięki- przystanęła na propozycji dość radośnie. Zapomnienie o tym było dobrym wyjściem z tego wszystkiego. Będą mogli nadal udawać,że się nie lubią bez żadnych krępujących czynów.
**
- Edwardzie, może jednak pomogę Ci z tymi walizkami?- zapytała kobieta, podchodząc i dotykając jego ramienia. Mężczyzna pokręcił głową, promiennie się uśmiechając do żony i córki przed sobą. Szybko otworzył bagażnik taksówki wrzucając walizki, oraz otwierając towarzyszkom drzwi.
- Dokąd? - odezwał się straszy, siwy mężczyzna, patrząc na nich w tylnym lusterku. Kobieta podała mu dokładny adres. Ucieszony, że to niedaleko, ruszył szybko.
Po niespełna 15 minutach dotarli pod dom. Edward najpierw wyciągnął walizki, by później na spokojnie zapłacić mężczyźnie.
Julie w tym czasie, odnalazła klucze schowane w torebce i podeszła do drzwi by je otworzyć. Przekręciła znajdujący się już w środku klucz, i naciskając na klamkę otworzyła na oścież drzwi. Ułożyła torebkę na szafce na buty, wracając pomoc mężowi. Złapała swoją torbę i ruszyła z nią do domu. Rozglądnęła się. Nie było obok nich Lucy.
- Lucy? - krzyknęła, wchodząc do domu. Odkrzyknęła, że chciała się rozejrzeć po swoim pokoju. Tak długo w nim nie była. Dotykała każdej rzeczy najdelikatniej jak umiała, jakby przy mocniejszym uchwycie miało się rozpaść, rozbić. Chwyciła w ręce złotą ramkę, która dostała od Katherine z ich wspólnym zdjęciem. Były 3 lata młodsze. Już wtedy Katherine zaczęła się dziwnie zachowywać: unikała jej, coraz rzadziej ją odwiedzała, a gdy Lu pytała ją o co chodzi, ta wciskała jej bajeczkę, że ostatnio źle się czuje, że ma dużo nauki. Nigdy się nad tym nie zastanawiała, wierzyła w to, do czasu.
Z westchnieniem przeszła do jej pokoju, otwierając drzwi. Jej oczom ukazał się nienaruszony stan jej sypialni. Od dawna nikt tu nie wchodził i można było to poznać po kurzu na szafkach.
" Pewnie wściekłaby się gdyby to zobaczyła" - zaśmiała się w duchu dziewczynka.
Niepewnym krokiem podeszła do jej dużego łóżka, na którym ułożone były poduszki, i położyła się na nim.Wpatrywała się w sufit,na którym dawniej wisiały zdjęcia siostry z jej znajomymi.
Bardzo chciała aby z nią była.
**
Zaczynała się zastanawiać co w tym domu jest jeszcze, czego ona nie zauważyła.
Gdy oglądała film i niemal już usypiała, pojawił się na nią Jake, uśmiechnięty od ucha do ucha, z pomysłem na spędzenie czasu tego popołudnia.Zaciekawiona wstała i ruszyła z nim na podwórko. Przeszli przez taras do małej furtki, za którą znajdowało się pole do gry w siatkówkę oraz basen.
Bardzo ją to zaskoczyło, więc stanęła z uniesionymi brwiami, wpatrując się w chłopaka.
-Nie mam stroju kąpielowego..- wymamrotała, będąc pewna, ze chodzi mu o kąpieli w basenie. Ten jedynie przewrócił oczami, jeszcze szerzej się uśmiechając.
- Zawsze możesz robić to nago- rzucił. Była niemal tak zdziwiona jak rozbawiona i nie ukrywała uśmiechu. Czasami jego odpowiedzi były tak niedorzeczne, że aż śmieszyły.
Chłopak spojrzał na czarne,obcisłe spodnie dziewczyny ze zmarszczonym czołem. Złapał ją za rękę i zaciągnął w stronę domu.
- Gdzie Ty znowu mnie prowadzisz?- zapytała. Nie odpowiedział jej, tylko otworzył przed nią drzwi, niemal wpychając ją do domu. Usadowił ją na kanapie, a sam w tym czasie pobiegł do jej pokoju.
Może i nie było to kulturalne, ale otworzył jej walizkę, w poszukiwaniu jakichkolwiek spodenek. Najlepiej krótkich. Chciał się przyjrzeć jej długim nogom.
Jak na złość nie znalazł nic. Żadnych spodenek.
Wyszedł z pokoju i podszedł do barierki, spoglądając z góry na Katherine.
- Nie masz żadnych spodenek. - zakomunikował.
- Grzebiesz w moich rzeczach? Żartujesz sobie?- Wstała, wchodząc po schodach, minęła go i poszła do pokoju. Chłopak wyprzedził ją, i znów włożył ręce w jej rzeczy, ale tym razem miał pomysł.
Wyciągnął pierwsze lepsze spodnie i podszedł z nimi do szafki. Odwrócił sie do niej tyłem, wyciągając nożyczki. Przyłożył ostrze do materiału, przecinając go. Gdy dłuższa cześć garderoby opadła na ziemie, dziewczyna pisnęła.
- Obciąłeś moje spodnie!
- Nie masz za co dziękować.- odparł podając jej jego dzieło.
- Dziękować? Lubiłam te spodnie..
-Ugotowałabyś się. Nie wiem jak do tej pory dawałaś rade, ale jest prawie 30 stopni a ja nie zamierzam patrzeć jak się gotujesz, zwłaszcza gdy mamy grać. - Gestem pokazał jej drzwi łazienki, za którymi posłusznie znikła. Zsunęła z siebie długie spodnie, zostając tylko w koronkowych majtkach. Szybko to zmieniła, zaciągając na pupę spodenki.
Tak jak się spodziewała, spodenki nie zakrywały je całego tyłka! Wiedziała, ze zrobił to specjalnie.
Jednak ona nie zamierzała udawać świętoszka, a poza tym miała czym się pochwalić, wiec z uniesionym podbródkiem wyszła z pomieszczenia, napotykając błyszczące oczy Jake. Odwróciła się wokół własnej osi, dając napatrzeć sie chłopakowi. Gdy znów stanęła przed nim, widziała jak powoli oblizał wargi, uśmiechając się do niej.
-Dobrze, chodź dziecino, przekonajmy się czy umiesz grać. - Wyciągnął w jej stronę rękę, jednak nie chwyciła jej i sama wyszła z pokoju.
- Przestań nazywać mnie dzieciną. Jesteśmy z tego samego roku.
- Też masz 22 lata? - Przystanęła, oglądając się przez ramię. Żartował? Nic na to nie wskazywało.
Z ślimaczą prędkością pokonywała każdy schodek. Oczywiście przeszkadzało to chłopakowi, który aż palił się że skopać jej tyłek na boisku, więc zniecierpliwiony ułożył dłonie na jej bokach, przerzucając ją sobie na ramię.
- Dobra! Postaw mnie. Już będę szła normalnie.- powiedziała, uderzając go pięścią w plecy. Zdawała sobie sprawę z tego, że ma cały tyłek na wierzchu, i to jeszcze koło jego głowy.
- Mogłaś o tym pomyśleć, zanim mnie zdenerwowałaś.
- Zdenerwuje Cię bardziej, gdy już z Tobą wygram.
- W to szczerze wątpię.- zaśmiał się, idąc z nią w stronę boiska...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz