sobota, 5 lipca 2014

Rozdział 14

Wieczorem, całą trójką wybrali się na zakupy. Związku z tym, że dom przez parę lat nie był zamieszkiwany, lodówka była zupełnie pusta. To co zostało, i to co zjedli na kolacje, nie za bardzo nadawało się do jedzenie.
Pojechali do najbliższego miasta, do sklepu spożywczego, jak i do sklepu z komórkami. Nie mogli sobie pozwolić na to, aby ktoś z ludzi Petera ich namierzył.
Jake chciał się rozdzielić, ale według Katherine, chciał się wymigać od robienia zakupów. Ale jakby nie patrzył, było jej to bardziej na rękę.
Uwinęły się w niecałą godzinę. Oczywiście dla chłopaka było to o wiele za długo i marudził gdy podały mu siatki, aby schował do bagażnika.
Jadąc do domu, podał jej nowy telefon. Nie był to wypasiony i najnowszy model, ale jej bardzo się podobał.Miała nadzieje,ze wytrzyma bliskie spotkania ze ścianą bądź podłogą. Tylko to się w tej chwili liczyło.
*
  - Katherine- wyszeptała Lucy, opierając się na ladzie, obok siostry- ile my właściwie będziemy tutaj mieszkać?
Zamyśliła się na moment. Co prawda, sama się nad tym zastanawiała jednak było pewne, że póki Peter ją szuka, nie ma opcji, żeby wyszły z ukrycia. A zwłaszcza jej mała siostrzyczka.
  - Jeszcze nie wiem, ale nie długo. Obiecuje. - Dziewczynka posłała jej smutny uśmiech, co bardzo zastanowiło Katherine. Czyżby jej się tu podobało? A może spodobał się jej Jake? Była w takim wieku, że zaczynali podobać się jej chłopacy, wiedziała o tym. Ale chłopacy o dziewięć lat starsi?
Kilka minut później wszedł Jake.
" O wilki mowa" - pomyślała brunetka.
  - Cześć dziewczyny- zaczął uśmiechnięty - pooglądamy jakieś filmy?
  - Jestem za! - wykrzyknęła dziewczynka, zsuwając się z lady.
  - Przykro mi Lu. - Spojrzała na nią pytająco. Siostra kiwnęła głową w stronę zegara, która za kilka minut miała wskazać północ. Ze spuszczoną głową, pożegnała się i ruszyła w stronę schodów, prowadzących do jej tymczasowego pokoju.
  - Nie bądź taka. Tylko ten jeden raz, pozwól jej z nami oglądać. - Roześmiał się Jake, puszczając oko do rozpromienionej siostry, stojącej na schodku i patrzącą na niego z nadzieją.
  - Nie, Jake. Lucy idzie spać. - Gdy posłusznie weszła do swojego pokoju i zamknęła za sobą drzwi, dokończyła. - Kto powiedział,że będziemy oglądać jakieś filmy razem?
  - Ja, oczywiście. Jak sama widzisz, póki co nie ma nic innego do roboty, a ja po tej kawie, póki co nie zasnę. Wydaje mi się, ze Ty po swojej też, więc dlaczego mamy się nudzić? No już, chodź. - Gestem ręki wskazał kanapę za sobą. Spojrzała w jego zielone oczy, które uśmiechały się do niej łagodnie. Z dumnie uniesioną głową, ruszyła w jego stronę. Mężczyzna sądząc, że przystanęła na jego propozycje,uśmiechnął się, jednak po chwili zamrugał zdziwiony, gdy ominęła go i wyszła na taras.
Postanowił nie dać zepsuć sobie wieczoru jej humorkami, więc samotnie rozłożył się na kanapie, sięgając po pilot.
*
Owinęła się szczelnie kocem, który zauważyła na drewnianym krześle, obok stołu. Przyciągnęła kolana do piersi, przegryzając wargę. Od paru minut wpatrywała się w swój telefon. Teraz bezpiecznie mogła zrobić z niego użytek, który planowała wykonać parę tygodni temu. Odetchnęła głęboko, wpisując numer, który znała na pamięć od pięciu lat.
Po trzech sygnałach, usłyszała ten znajomy, wspaniały głos, którego pragnęła usłyszeć już wiele dni temu.
  - Cześć Markus.. Tu Katherine. - Odezwała się nieśmiało.
  - Katherine? To naprawdę Ty? To przecież niemożliwe.. Matko, tam bardzo się za Tobą stęskniłem. Czemu nie dzwoniłaś wcześniej?- Oparła głowę o ścianę, przymykając powieki.
Marcus był jej pierwszym chłopakiem, wielką miłością i może nawet tym jednym. Byli razem pięć lat i była pewna że wytrwają więcej jednak wszystko popsuła impreza, na którą nie mogła pójść z powodu swojej pracy. Kilka dni wcześniej, Antoni zlecił jej odnalezienie pewnej kobiety, która ukradła mu pieniądze i ukrywała się gdzieś w Australii. Nie mogła odmówić, obiecała mu to. W tym samym czasie, w ich wspólnym domu odbywała się impreza z okazji osiemnastki Marcusa. Prosiła go aby zorganizował ją parę dni później, aby mogli być na niej razem, ale on uparł się. Przyjechała dzień wcześniej, dzień po zajściu, chcąc zrobić mu niespodziankę. Jak się okazało to on zrobił niespodziankę jej. - Zastała go w ich wspólnym łóżku ze swoją najlepszą przyjaciółką.
Jeszcze tego samego dnia wyniosła się, do wynajętego dla niej przez Antoniego, mieszkania. Wprawdzie tłumaczył się,że za dużo wypił, nie może nawet coś wciągnął, a ona to rozumiała, ale nie potrafiła wybaczyć. Nie wtedy, ale może i była gotowa, by wybaczyć mu teraz. Przez ten cały rok, rozmawiali może raptem sześć razy, jednak to zawsze ona dzwoniła, tak się umówili.
Teraz potrzebowała go. Potrzebowała swojego dawnego Marcusa, opiekuńczego, romantycznego, kochanego chłopaka, którym był przed rokiem.
  -Miałam.. ważne sprawy do załatwienia.
  - Nie miałabyś ochoty się spotkać? Moglibyśmy.. porozmawiać. Może jeszcze nie wszystko stracone Kath. Naprawdę się za Tobą stęskniłem.
  - Ja też się za Tobą stęskniłam Marcus. Sama nawet nie wiedziałam jak bardzo, dopóki nie zadzwoniłam.
Rozmawiając ze swoim ex, nie zauważyła Jake, który stał w drzwiach, przysłuchując się. Zmarszczył brwi, nic z tego nie rozumiejąc. Katherine ma chłopaka? Nic o tym nie wiedzieć, a wydawało mu się, ze dużo informacji znalazł na jej temat. Z zaciśniętą szczęką, wszedł do salonu, sięgając po swój telefon.
W kontaktach wyszukaj numer, którego szukał, naciskając zieloną słuchawkę.
Kobieta odebrała po pierwszym sygnale.
  - Jake, znalazłeś je?
  - Tak. Zaraz wyśle ci adres, przyjeżdżajcie jak najszybciej.
**
Zaczaiła się na niego kilka domów dalej.
Od kilku dni zachowywał się dziwnie, a teraz gdy dowiedział się,ze ta mała suka uciekła, stał się jeszcze bardziej irytujący. Wysłał najlepszych ludzi do odnalezienia jej, dwóch zostawił do pilnowania Lucy, podczas gdy my rozprawialiśmy się z intruzami. W rezultacie ta mała zniknęła, jej ochroniarz został śmiertelnie postrzelony, a drugi z nieznanych powodów wszedł na dach, z którego zleciał i się zabił. Nie rozumiała tego, ale nie przejmowała się też tym również.
Zobaczyła, że zatrzymał się przed małym, ale ładnym domkiem, w kolorze kawowym.  Zawahała się, ale zaryzykowała i podeszła trochę bliżej.
Z domu wyszła kobieta w wieku około 25-30 lat. Ubrana była w zwykłe dżinsy oraz sweterek, a na to miała zarzucony ubrudzony już fartuszek. Uśmiechnęła się czule na widok wysiadającego mężczyzny.
Niemal podbiegła do niego, zarzucając mu ręce na szyje i wpijając się w jego usta. Rozpromieniony, podniósł ją, pogłębiając pocałunek.
Dziewczyna nie mogła uwierzyć.. on.. ją zdradzał. Oparła się o mur zjeżdżając po nim plecami, chowając twarz w dłoniach.
 " To nie może być prawda.. "
Na miękkich nogach, podniosła się po chwili, aby zobaczyć nieprzerwaną nadal intymną sytuację.
To ja bardzo rozzłościło. Wytarła spływający po policzkach tusz, wyciągając broń z buta. Wyszła z ukrycia stając w lekkim rozkroku. Gdy kochankowie oderwali się od siebie, mężczyzna złapał ją za rękę chcąc zaprowadzić ją do domu. Parę kroków później, zobaczył blondynkę wpatrującą się w nich z mordem, oraz z zniszczonym makijażem.
" Cholera jasna.. "
Czuł, ze stanie się coś strasznego, że kobieta popełni jakiś błąd. Ale nie wiedział jeszcze jaki.
Żona stojąca obok, spojrzała na niego pytająco, by po chwili zobaczyć, że kobieta celuje w nią z pistoletu. Jej źrenice rozszerzyły  sie pod wpływem strachu o siebie, jak i o ukochanego.
  - Caroline, daj mi to wszystko wytłumaczyć.. - zaczął blondyn, robiąc krok w jej stronę. Z furią wymalowaną na twarzy i pistoletem wymierzonym wciąż w jego żonę, wystrzeliła. Mężczyzna zdążył rzucić się w bok, sprawiając,że kula przeleciała przez jego klatkę piersiową .
Kobieta z tyłu zachłysnęła się, nie mogąc uwierzyć w to co się przed paroma sekundami stało.
  - Peter ! - Upadła na kolana, kładąc jego głowę na kolanach. - Nie, nie, nie. Niech to będzie tylko sen, błagam! - łkała. Podniosła oczy na kobietę, która nie zmieniła pozycji. Ku jej zdziwieniu, płakała.
  - To wszystko przez ciebie .. - usłyszała kiedy pistolet znów wystrzelił i kobieta upadła twarzą do ziemi, obok męża.

1 komentarz:

  1. Miliony błędów... Weź ty patrz co piszesz, kobieto. To denerwujące, że co chwile muszę się domyślać o co chodzi. ;/
    Poza tym Jake to dupek. Trzeba być jakimś niepełnosprytnym, żeby tak reagować. Pff. Nienawidzę takich akcji. Musisz sybko napisać kolejny rozdział i się jakoś z tego wybronić. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń