Oparła rękę na prawym boku, przenosząc ciężar na jedną nogę. Z telefonem Jake'a przy uchu, wsłuchiwała się w sygnał dzielący ją od matki.
-Cześć. Skoro to słyszysz to pewnie nie mogę odebrać. Zostaw wiadomość po sygnale, a na pewno oddzwonię.- usłyszała. Zaklęła oddając chłopakowi jego własność.
-Co chcesz teraz zrobić?- zapytał. Przeszła do kuchni, nalewając sobie soku i upijając łyka.
-Nie wiem. Zaraz spróbuje jeszcze raz się do niej dodzwonić. Mam nadzieje, że zabiera ją do domu. Cholera.- mruknęła, zaciskając powieki.- Musze się spotkać z Antonim.
- Z kim?- zapytał zdezorientowany.
- Mój szef. Nie mam z nim kontaktu od ponad tygodnia. Muszę mu wszystko wyjaśnić, zwłaszcza, że Peter i Caroline również dla niego pracują.
-No to jedzmy tam od razu.- sięgnął po kluczki, które leżały na szafce, kierując się z Katherine do drzwi.
**
Para podjechała pod duży budynek w centrum Londynu. Dziewczyna spojrzała, na znajome miejsce z mieszanymi uczuciami. Sama nie wiedziała, co chciała uzyskać tym, że wyjaśni wszystko Antoniemu.
Nigdy nie chciała tak pracować. Cieszyła się, ze zarabia dużą kasę, ale bała się o siostrę. Teraz skoro się ukrywała, mogła nadal to kontynuować i nie zbliżać sie do tego miejsca.
- Wejść z Tobą?- usłyszała głos, zbyt blisko swojego ucha.
Powoli odwróciła głowę i pożałowała tego, ponieważ teraz tylko kilka cm dzieliło ją od Jake'a.
Skinęła głową i bez słowa wyszła z auta. Chłopak uczynił to samo, stając obok niej, przed drzwiami budynku.
Otworzył przed nią drzwi, pozwalając wejść do środka. Wystrój tego miejsca, zupełnie nie przypominało zawodu, w jakim się specjalizowała. Wyglądało to raczej... jak jakaś duża firma marketingowa.
Dziewczyna zauważyła zdezorientowanie chłopaka, unosząc jedną brew i uśmiechając się radośnie, co oczywiście nie było do niej podobne.
Skinęła na kobietę siedzącą za biurkiem, która wpatrywała się w chłopaka obok niej.
- Niezły klimat.- mruknął. Dziewczyna zignorowała go, wchodząc do windy i naciskając ostatnie piętro. Oparła się tyłem o jedną ze ścian, wyłożoną w całości lustrem. Założyła ręce na piersi, zerkając na Jake'a.
-Co jeśli Peter albo Caroline już tam będą?- zapytał.
-Zabije ich.- odparła bez cienia wątpliwości.
Usłyszeli znajomy dźwięk i drzwi windy otworzyły się na właściwym piętrze. Ruszył u boku Katherine, mijając kolejną sekretarkę, której również dziewczyna skinęła głową. Podeszła do ładnych drzwi, wykonanych z dębu, otwierając je. Starszy mężczyzna, który siedział za biurkiem, podniósł się. Widać było na jego twarzy różne emocje: zdziwienie, podziw, radość..
- Katherine, dziecko, gdzieś Ty się podziewała?- niemal wykrzyczał, podchodząc do dziewczyny. Ułożył dłonie na jej ramionach, pocierając je, jakby była zmarznięta.Uśmiechnęła się do niego, zapewniając, że nic jej nie jest, jednak tak odpowiedz nie uszczęśliwiła pracodawce. Minęła go, siadając na czerwonej, skórzanej kanapie. Popatrzyła na Jake'a, który stał z rękami w kieszeni swoich luźnych spodni, wpatrując się w Antoniego. Skinęła na niego głową, dzięki czemu usiadł obok niej.
- Peter i Caroline uprowadzili Lu, a żeby ją odzyskać, miałam sie do nich przyłączyć. - odezwała się Katherine.
-Jak to przyłączyć? Do czego? I co to ma znaczyć,że Caroline i Peter porwali Lu? Czy Ty wiesz co mówisz?- był zszokowany. Nie mógł uwierzyć, że byliby do tego zdolni.
-Stworzyli swój własny gang. Nie zdziwię się, jeśli będą próbować nas wyeliminować.
- Musisz coś wiedzieć.. Peter i jego żona nie żyją. Zostali zamordowani.
Dziewczyna otworzyła szeroko oczy, jednak jej twarz nadal nie wyrażała żadnych emocji .Miał zginąć z jej ręki,i nie wyobrażała sobie innego scenariusza, ale zdziwiło ją to,że ktoś chciał zabić jego rodzinę. A jeszcze bardziej, ze ktoś o niej wiedział.
- A co z Caroline?- odezwał się po raz pierwszy Jake. Mężczyzna w średnim wieku zmrużył oczy, nie wiedząc czy może mu powiedzieć. Spojrzał na pracownice, która skinęła głową, dając mu do zrozumienia, że może przy nim mówić, jak i że sama jest ciekawa.
- Przed chwilą dostarczono mi nagranie, na którym widać, że To Caroline ich zamordowała..
-Caroline? Przecież to niemożliwe. Ona była w nim zakochana.. - urwała. No jasne. Przecież ona nie wiedziała, że Peter ma żonę, ale choćby nawet to dlaczego to ukrywał? Stwarzał wrażenie szczęśliwego z Amandą.
-To nie wszystko. W ich domu, znaleźliśmy dziecko.
- Dziecko?- wymsknęło się Jake'owi,
- Półroczny chłopczyk.
Katherine wcale ta wiadomość nie zdziwiła. Wiedziała, ze Amanda jest w ciąży. Zauważyła to pierwszego dnia, kiedy Peter postanowił je poznać.
Zapukała do ciemnych drzwi domu, w których po chwili pojawił się przyjaciel. Uścisnął ją delikatnie, przepuszczając w drzwiach. Pomógł jej ściągnąć jasny płaszcz, który miała wtedy na sobie, odwieszając go na wieszak.
- Tak się ciesze, że przyszłaś. Ciesze się, że poznasz w końcu Amandę. Tak naprawdę, będziesz pierwszą osobą, którą jej przedstawię. - zaśmiał się, prowadząc ją do ładnie urządzonego pokoju, z nakrytym stołem.
- A więc gdzie jest Twoja wybranka?- zapytała Katherine, rozglądając się. Kilka chwil później usłyszała stukot butów na schodach. Odwróciła się w tamtą stronę, i zobaczyła piękną kobietę, która uśmiechała się do niej promiennie.
Piękne, długie włosy związała w wysokiego koka, czarne jeansy podkreślały jej chude nogi, a szersza pudrowa mgiełka, zakryła jej brzuch.
" Tu dzieje się coś dziwnego.. " - pomyślała nastolatka. Była za drobna, żeby mieć brzuch, który trzeba ukryć.
Nie okazując niczego, również się do niej uśmiechnęła, przytulając ja na powitanie.
-Tak bardzo się cieszę, że mogę Cię w końcu poznać. Katherine, prawda?- zapytała, przyglądając się jej. Kontynuowała, gdy dziewczyna skinęła głową. - Nawet nie wiesz, ile Ciebie jest w tym domu. Peter ciągle o Tobie opowiada. Jeszcze chwile i zacznę być zazdrosna.- zaśmiała się, przytulając się do boku mężczyzny.
- Dobrze się czujesz? Nic Cię nie boli?- szepnął jej do ucha, jednak na tyle głośno, że dziewczyna to usłyszała. Amanda parsknęła śmiechem, zapraszając ich do stołu.
- Siadajcie, jestem taka głodna, że zjadłabym konia z kopytami!- znów się zaśmiała, nakładając dania na talerz..
- Przepraszam, ze od razu do tego przechodzę, ale jesteś gotowa aby zacząć pracę?- zapytał Antoni.
- Wydaje mi się,że tak. - mruknęła.
- Nie sądzi pan, ze Caroline może chcieć się mścić na Kath? Co jeśli wyjdziemy stąd, a koło auta będą już czekali jej ludzie?- powiedział Jake, wstając i chodząc po gabinecie.
- Masz racje. Nie chce żebyś myślała, że Cię nie doceniam - zaczął, spoglądając w stronę nastolatki- ale Twój chłopak ma racje. Potrzebujesz ochroniarza.- Odwrócił sie znów w jego stronę, nie dając dojść dziewczynie do słowa- Masz tą robotę, chłopcze.
Dobre zakończenie! :D
OdpowiedzUsuń"twój chłopak ma rację" .. xd Pisz dalej ! i dłużej !!
OdpowiedzUsuńSuper pisz dalej, wciągnęło mnie czytanie Twojego bloga ;) Masz talent :D
OdpowiedzUsuńzaciekawia. :) dobra robota :)
OdpowiedzUsuń