czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 16

Wyprostowała się, wbijając we mnie spojrzenie, tymi swoimi czarnymi, wielkimi oczami. Przywołała do siebie Lucy, która podeszła do niej, owinięta już w ręcznik.
  - Powiedziałeś, że nikt nie wie, że ten dom istnieje.- Podniosła się z krzesła.  Ciągnąć ją za rękę, weszły do domu , po czym siostrę popchnęła w stronę schodów, a sama wyciągnęła broń z torebki obok.
  - Broń jest naprawdę niepotrzebna.. -mruknął, wstając. Wyminął ją  i sam otworzył drzwi.
Stanęła przed nimi para, z kamiennymi minami. Kobieta, z długimi, ciemnymi włosami, zrobiła krok do przodu, przechodząc przez próg domu. Odwróciła się w stronę Katherine, która mierzyła ją wzrokiem, doskonale wiedząc kim jest.
Przez dobre parę minut patrzyły sobie w oczy, bez żadnych emocji, wypisanych na twarzy. Nie ukrywając-przerażało to mężczyzn.Wiedzieli do czego są zdolne, i bardzo nie chcieli,żeby dały pokaz swoim umiejętnościom.
  Nie ukrywając już broni, ułożyła rękę wzdłuż swojego boku. Kobieta spuściła na nią wzrok, aby uśmiechnąć się złośliwie do córki.
  -Co Wy tutaj robicie?- odezwała się twardo nastolatka.
  - Przyjechaliśmy po Was. Po Ciebie i Lucy. - Uśmiechnęła się promiennie na widok dziewczynki na schodach. Podbiegła do rodziców, rzucając sie im na szyje.
Odsunęła się, czując dłonie na ramieniu.
  - Nigdzie z Wami nie pojedziemy. Lucy zostaje ze mną.
  - Julie, może ja to załatwię.- rzekł mężczyzna, kładąc dłoń na ramieniu partnerki.- Katherine.. nie chcemy dla Ciebie i dla Lucy źle. Będziecie bezpieczne. Porwali Twoją siostrę, tęskniłaś za nią, więc pomyśl co my, musieliśmy odczuwać.
  - Tylko, że ja coś zrobiłam aby ją odnaleźć.
  - Twoja matka też wyruszyła aby ją odszukać, jednak przy okazji wpadła na Ciebie. Potem straciła się z oczy, dlatego wynajęła Jake. Wrócicie..
  - Zaraz. Co? To Ty wynajęłaś Jake? - spojrzała ostro na Julie, by zaraz przenieść wzrok na chłopaka i tam go już zostawić. - Wiedziałam,że nie można Ci zaufać..
  - Kath, daj spokój. To Wasi rodzice.. Jakbyś nie mogła mi ufać, to dobrze wiesz,że byś tu nie przyjechała.
  - Wystarczy.- zakończył Edward, ojciec. - Postanowione. Lucy wraca z nami i nie masz nic do gadania. Jeśli chcesz ją  pilnować, jedz z nami. Będzie nam bardzo miło, prawda Julie? - Skinęła sztywno głową.
  - Idźcie się spakować. Za dwie godziny mamy samolot.
Ku zaskoczeniu Jake, myśl,że za parę minut wyjadą, była bardzo przygnębiająca.
*
 - Dlaczego nie chcesz, żebym z nimi pojechała?- zapytała dziewczynka, pakując swoje ubrania do czerwonej walizki.
  -To nie tak, że nie chce żebyś jechała. Chce abyś była bezpieczna.
  - A przy rodzicach nie będę?- Z głośnym westchnieniem, Katherine, włożyła bluzkę, która miała w dłoni i usiadła na łóżku, ciągnąć za sobą siostrę. Założyła jej za ucho kosmyk ciemnych włosów, które wypadły z kucyka.
  -Przy żadnym z nas nie będziesz do końca bezpieczna. Rodzice są w stanie zapewnić Ci bezpieczeństwo, ale sama wiesz, że nie jest ono stu procentowe. -Wiedziała, że matka potrafiłaby o nią zadbać. W końcu to Katherine się od niej uczyła. Ale po prostu jej chyba nie ufała. Nie mogła jej wybaczyć tego, że nie miała normalnego dzieciństwa i bała się,że to samo spotka Lucy.
  -Wiem, że jestem jeszcze dzieckiem, ale zaufaj mi Katherine.Nie chce, żebyś ciągle musiała się mną opiekować.
  -Co to ma znaczyć?- uniosła jedną brew, przyglądając się jej.
  -Pojadę z nimi. Ja także się za nimi stęskniłam. - Dotknęła jej długiej dłoni, uśmiechając się przyjaźni. Po chwili, niepewnie odwzajemniła uśmiech, przytulając ją do swojego boku.
Podniosły oczy, słysząc pukanie do drzwi.
W progu stała Julie, z założonymi rękami. Podeszła do córek, kucając przed nimi.
  - Jesteście gotowe? - zapytała. Uśmiechnęła się do młodszej córki, która bez zastanowienia go odwzajemniła. Wyciągnęła w jej kierunku ręce, przez co dziewczynka zarzuciła jej ręce na szyje.
Starsza córka wstała i odwróciła się, kończąc pakowanie Lu.
" Co mam teraz zrobić?" - zastanawiała się. Może powinna zaufać rodzicielce i pozostawić siostrę w jej opiece.Może i tak nawet zrobi. Musi kiedyś zacząć żyj, tak jak chciała od początku.
Kolejne pukanie do drzwi wyrwało ją z zamyśleń. Tym razem zobaczyła ojca i Jake. Nie zastanawiając się, Edward, podszedł do żony i również kucnął przed potomkiem.
Spoglądała na tą całą sielankę, z mieszanymi uczuciami. Nią nigdy tak się nie interesowali.
  - Możemy pogadać?- szepnął jej chłopak do ucha, nie wiadomo kiedy zjawiając się za nią.
Wyszli razem z pokoju, dając im chwilę, przeszli na taras. Usiedli obok siebie na ławce, przez chwile milcząc.
Zerknął z ukosa, zauważając, że wpatruje się w swoje stopy, delikatnie nimi kołysząc. Wyglądała trochę jak zagubione dziecko, które czeka samotnie  na rodzice, na ruchliwym dworcu. Oparł się ręką na oparciu, odwracając się bokiem, przypatrując się jej. Dziewczyna również na niego spojrzała, nie zmieniając pozycji.
  -Dlaczego?
To jedno krótkie pytanie całkowicie go zmieszało. Wpatrując się w ciemne oczy, takie same jak u jej matki, widziała ból, którego się nie spodziewał. Czuł się złe,że przez niego musi teraz cierpieć.
 -Wydawało mi się, że to będzie dobre rozwiązanie dla Lucy, i dla Ciebie.
 -Pozwól, że będę decydowała sama za siebie.
Odwróciła się, zapatrując się w jakiś punkt przed sobą.
  - Posłuchaj, nie musisz wyjeżdżać z nimi..
  - Właśnie, że muszę. Nie wiesz do czego oni są zdolni. Nie pozwolę im ją zabrać.
  -To również jej rodzice. Nie zrobią jej krzywdy.
  - Od jak dawna mnie " szukasz ". - zmieniła temat, siadając w tej samej pozycji co on. Wpatrywała się w niego, widząc jak na jego ustach rośnie uśmiech.
  - Dwa dni, zanim pojawiłaś się w szkole, zadzwonił Edward. Nawet nie wiesz jak się cieszyłem, że sama tak jakby wpadłaś w moje ręce. Gdybym zaczął Cie szukać, pewnie zeszło by mi kilka dni.
  - Naprawdę sądzisz, że dałbyś radę mnie odnaleźć? -roześmiała się.
  -Jedynym wyjaśnieniem, dla którego bym tego nie zrobił, było by to, ze masz pelerynę niewidkę.
Również się roześmiał, z przyjemnością wsłuchując się w jej uroczy śmiech. Przekrzywił głowę, przeczesując dłonią włosy.
  - Jesteś zdecydowana? Naprawdę wyjeżdżasz?
  - Muszę.- westchnął, zamyślając się. Odczekał parę minut i kiedy już dziewczyna miasta wstawać, odezwał się:
  - Mogę Cię chociaż odwieźć na późniejszy lot? - Skinęła głową, podnosząc się. Chłopak zrobił to samo, otwierając przed nią drzwi.
W domu było cicho. Zbyt cicho. Katherine też to zauważyła, ponieważ od razu pobiegła na górę. Po chwili wyszła z pokoju, opierając się o barierkę.
 - Nie ma walizki. Wyjechali.


2 komentarze:

  1. weź patrz co piszesz, bo przez te twoje błędy muszę czytać pięć razy to samo i nic nie rozumiem!! już mnie to zaczyna irytować ;/ co z tego, że wszystko jest super, akcja i tak dalej jak nie mam przyjemności z czytania tego, bo muszę się wysilać 3 razy bardziej, żeby połapać się kto co mówi, bo dla cb chyba płeć nie ma znaczenia. -.-

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy kolejny rozdzial ?? Nie moge sie doczekac <3

    OdpowiedzUsuń