-Daleko jeszcze?- Mruknęła brunetka na wpół przytomna. Przez 3 godziny stali w straszliwym korku spowodowanym stłuczką kilku samochodów. Policja nie dawała sobie rady ze wściekłymi kierowcami, których nie obchodziło to, co stało się na drodze. W każdym razie, jednej drugiego przekrzykiwał i rzucał wyzwiska.
Bardzo się cieszyła gdy w końcu wyjechali na prostą drogę. Jednak niekoniecznie cieszyła się z tego, że jeszcze chwile zejdzie zanim dojadą do jego domu.
Była cholernie zmęczona, ale nie mogła sobie pozwolić na drzemkę, kiedy nawet nie wiedziała gdzie jadą. Obawiała się, że wykorzysta to przeciwko niej i wywiezie ją na jakieś odludzie.
-Jeszcze kawałek.
Ziewnęła, przyciągając siostrę do swojego boku. Potarła jej zimne ramiona, na których pojawiła się gęsia skórka.
Tak bardzo cieszyła się, że mogę to zrobić. Że może ją przytulić, pocałować, porozmawiać z nią i co najważniejsze, patrzeć na nią.
Jeszcze parę dni temu spędzała czas na wpatrywaniu się w jej zdjęcie, zrobione parę dni przed porwaniem, i wyobrażając sobie jakie zmiany mogły w niej zajść. Teraz patrząc na nią z góry, podziwiała jej spokojną, pogrążoną w śnie twarzyczce, na której widniały pojedyncze piegi. Urosły jej znacznie włosy i może nawet trochę pociemniały.Jednym słowem, zmieniła sie przed te kilka miesięcy.
-Możliwe, żeby Peter już dowiedział się, ze zwiałyście?- Mruknął chłopak pod nosem. Co chwilę spoglądał w lusterko wsteczne, jakby ktoś czaił się na nas w tym sznurze aut.
Spojrzała na niego pytająco na co pokręcił przecząco głową.
Spokojna odetchnęła głęboko, opierając głowę o szybę i pozwalając powiekom opaść.
**
Wjeżdżając na kamienny podjazd zastanawiał się gdzie zostawił klucze do domu.
Prawie wybuchł śmiechem w po drodze gdy przypomniał sobie, ze nie ma pojęcia gdzie je ostatnim razem zostawił.
Miał tylko nadzieję,że nie zostawił je w Londynie!
Podjechał prosto pod drzwi, ostrożnie wychodząc z samochodu by nie obudzić dziewczyn. Przeczesując dłonią włosy, ruszył w kierunku garażu. Na szczęście do niego klucz zawsze miał przypięty wraz z innymi kluczami.
Minąwszy swoje dodatkowe auta, podszedł do półki z narzędziami. Otworzył pierwszą szufladę, przesuwając ręką między śrubkami.
Nic.
Otworzył następną szufladę, Tym razem z przyborami do ogrodu. Ponownie włożył głębiej rękę, próbując wymacać na dnie klucz.
Też nic.
Lekko zirytowany wyszedł z garażu kierując się na taras.
Wszedł po schodkach i mijając stół podszedł do drzwi balkonu mając nadzieje,że są otwarte. Oczywiście były zamknięte, co się spodziewał.
Jego uwagę przykuł kształt za doniczką z kwiatkiem. Odsunął go lekko na bok a jego oczom ukazał się srebrny kluczyk, którego szukał.
" Muszę zmienić kryjówkę"- pomyślał.
Ściskając zgubę w dłoniach. podszedł do drzwi wejściowych,otwierając je na oścież.
Wrócił się do auta by przenieść dziewczyny do domu. Pierwszą na ręce wziął Lucy. Delikatnie uniósł jej drobne ciało przyciągając je do piersi. Wszedł schodami do góry na piętro, gdzie mieścił się pokój gościnny. Łokcie otworzył drzwi, uważając by nie obudzić tym ruchem dziewczynki.
Podszedł do dużego łózka, jak najdelikatniej układając ją na nim . Ta z kolei przeciągnęła się i wtuliła w poduszki.
" Będę musiał posprzątać" - pomyślał widząc kłębki kurzu na szafkach. Ale co tu było do dziwienia. Parę lat tu już nie był, a nie wynajmował sprzątaczki, żeby w czasie jego nieobecności zajmowała się domem.
Zbiegł schodami do drzwi, przez które wyszedł i skierował sie ponownie do swojego auta. Miał nadzieje,że Katherine się nie obudzi gdy ja przeniesie.
Ukucnął przed nią ,obserwując.
Jej klatka piersiowa unosiła się powoli w dół i w górę. Ciemne włosy opadły jej delikatnie na policzek, usta miała rozchylone. Wyglądała tak niewinnie.
Z uśmiechem na ustach ułożył rękę pod jej kolanami, a drugą na jej plecach. Ostrożnie, aby nie uderzyła głową, wydostał ją z pojazdu. Pchnął stopą drzwi, aby sie zamknęły i odwróciwszy się napięcie, skierował się do domu.
Dziewczyna pogrążona w mocnym śnie, nie zdawała sobie sprawy, co sie koło niej dzieje. Pokręciła parę pary głową,wtulając się tym samym w chłopaka i zarzucając mu ręce na szyje, wywołała uśmiech na jego ustach.
Stanął pod drzwiami swojej sypialni, gdzie zamierzał ją ułożyć. Również łokciem otworzył zamknięte drzwi, popychając je jak najciszej.
Podszedł do wielkiego łózka z białą pościelą, niechętnie okładając w niej brunetkę.
Przykrył ją szczelnie kołdrą i nie zastanawiając się, musnął ustami jej czoło, po czym wyszedł z pokoju.
**
- Pamiętaj, zachowuj się bo będziesz tego gorzko żałowała!- krzyknęła blondynka uderzając ją w policzek. Dziewczynka krzyknęła nieświadomie, czując pieczenie w miejscu, w którym jej ręka zetknęła się z jej ciałem.
-Nie rozumiesz, co sie do Ciebie mówi? Jesteś tak głupia jak Twoja siostra ! Zamknij sie mała suko!
Kobieta ponowie wymierzyła jej policzek ,ale tym razem w drugi.
- Przestań! To boli! - załkała.
- Ty jeszcze zobaczysz co to ból! - Powiedziała z fałszywym uśmiechem na twarzy po czym wyszła z " pokoju" zostawiając ją samą.
Nagle zrobiło się jej gorąco, czuła jak materiał przykleja się jej do rozgrzanej, wilgotnej skóry.
Otworzyła nagle oczy, prostując sie i rozglądając.
Gdzie ona się u licha znajdowała? Gdzie jest Katherine?
Ostatnie co pamiętała to tylko tyle, ze jechała autem z Jake'iem i siostrą a potem chyba usnęła.
Odsunęła kołdrę na bok, stawiając swoje małe stopy na dywanie.
Powoli i niepewnie podeszła do drzwi, łapiąc za klamkę i ją naciskając.Drzwi ustąpiły, otwierając się przed nią cicho.
Wciąż się rozglądając podeszła do barierki, próbując coś przez nią zobaczyć.
Zaczęła schodzić po schodach, w stroną dźwięku, dobiegającego prawdopodobnie z telewizora.
Gdy dotarła na sam dół, oparła się o ścianę, wychylając się lekko.
- Cześć, Lucy. Jak się spało? - Odezwał się głos za nią. Podskoczyła jak oparzona, uderzając głową o ścianę.
Pisnęła zdezorientowana, odwracając się. Za nią stał Jake ze zmarszczonym czołem. Odetchnęła w duchu widząc go, bo o dziwo mu ufała. Uratował ją i zaprowadził do Katherine. Nie zrobił i miała nadzieje,że nie zrobi im krzywdy.
Uśmiechnęła się do niego pocierając czoło. On również się zaśmiał, wprowadzając ją do salonu. Od razu skierował się do kuchni gdzie zamierzał przygotować jej kolacje.
Dziewczynka udała się za nim, wdrapując się na wysokie krzesło.
W porównaniu do swojej siostry była niska przez co wyglądała na jeszcze młodszą niż jest.
Nachylił się, opierając łokcie na ladzie i patrząc na nią zapytał:
- Na co masz teraz ochotę?
- Może na tosty. - Odezwała się nieśmiało. Uśmiechnął się do niej promiennie, wkładając chleb do tostera.
W tym samym czasie sięgnął do szafki po dżem oraz nutelle oraz ustawiając to przed Lucy.
Pokręciła głową, oddając mu słoik z czekoladą.
- Nie lubię tego. Wole dżem. - Pokiwał głową, wyciągając gotowe tosty i kładąc je na talerzy, podsunął dziewczynce.
Usiadł naprzeciwko, biorąc do ręki swój kubek z świeżo zaparzoną kawą. Sięgnął po gazetę, kiedy usłyszał otwierane drzwi i tupot nóg na schodach.
Kilka sekund później ich oczom ukazała się Katherine. Zdezorientowana, potarła piąstkami oczy, marszcząc przy tym czoło.
Rozszerzyła oczy widząc jak jej siostra siedzi spokojnie z Jake przy ladzie. Powoli, obserwując ich podeszła do nich, całując ją w czoło.
-Zobacz Kath, Jake zrobił mi tosty. Chcesz gryza? - Podniosła kanapkę na wysokość jej ust i niemal na siłę ją wepchnęła. Ugryzła kawałek, odsuwając od siebie rękę Lucy, i wycierając kącik ust, w którym czuła dżem.
- Co ci zrobić do jedzenia? - Zapytał chłopak, podnosząc się z miejsca.
- Nie jestem głodna. Napije się tylko herbaty.- Odparła nie patrząc na niego.
" Czyżby nadal mi nie ufała? To będzie trudniejsze niz się spodziewałem... "
Chwilami gubisz się z narratorem, ale ogólnie akcja jest okey :D Ciekawi mnie jedna co się teraz stanie :P
OdpowiedzUsuń