Jego siostra w tym czasie wyciągała pieczeń z piekarnika, uśmiechając się pod nosem. Jak widać ta cała kolacja idzie po jej myśli, co bardzo cieszyło jej przyjaciółkę.
- A Ty Katherine czym się zajmujesz?- Odwróciła się w stronę osoby, która to wypowiedziała i wpatrywała się w ciemne oczy mężczyzny widząc czystą ciekawość. Uśmiechał się do niej łagodnie, co kilka chwil patrząc na Jake'a.
- Cóż, do dzisiaj pracowałam w restauracji.
Zaciekawiła tym chłopaka obok siebie i Sare, która własnie kładła naczynie na środku stołu i posyłając jej pytające spojrzenie.
- Jak to do dzisiaj? Nie sprawdziłaś się jako kelnerka czy przywaliłaś jakiemuś klientowi? - zaśmiała się.
- Sama odeszłam.- stwierdziła wzruszając ramionami i aby zmienić temat zaproponowała coś do picia ale wybrali wino. Wstała i podeszła do lady, gdzie goście postawili alkohol. Podała go Jake'owi, który natychmiast go otworzył i nalał rodzicom oraz Sarze. Katherine też zaproponował ale odmówiła.
Nachylił sie w jej stronę:
- Będziesz mi musiała powiedzieć co było prawdziwym powodem odejścia z pracy.- szepnął.
- Nie wierzysz w historię, że uderzyłam klienta?
Uśmiechnął się lekko.
- Bardzo mi to do ciebie pasuje ale jednak zaryzykuje i będę się upierał,że powód jest inny. Myle się?
Wpatrywali się w siebie co zaczynało jej bawić. Och!Dlaczego ona nie umie wytrzymać czyjegoś spojrzenia?!
Dyskretnie przesunęła mu rękę na udo, ściskając je lekko i zabierając ja w chwili, w której miałą ją nakryć jego dłoń.
- Nic ważnego.
Gdy podniosła wzrok napotkała dziwne spojrzenie Sary. Głowę miała przechyloną i własnie zabrała jej talerz żeby nałożyć danie.
Będziesz musiała jej powiedzieć jeszcze dzisiaj..
Była pewna, że jeszcze jedna wpadka a Sara poprosi ją od stołu i sama zbierze informacje. Wtedy byłyby lekkie kłopoty.
Chociaż może i by się cieszyła. Tak trudno ją zrozumieć.
*
Reszta kolacji przebiegła przez żadnych komplikacji. Wszyscy dużo się śmiali, wspominali swoje dzieciństwo i opowiadali o członkach rodziny. Swoją drogą dużo rzeczy Kath mogła sie dowiedzieć o chłopaku. Zdecydowanie nie był zadowolony z tego, że jego matka wspomniała o mało męskiej zabawce jaką jest lalka barbie. Z tego dziewczyna śmiała się chyba najbardziej. Cieszyła się, że nie musiała mówić nic o sobie. Zresztą- kto powiedziałby prawdę skoro nie ma nikogo kto może to potwierdzić?
Z kolei Sara zagłodziła kiedyś papugę! Schowała ją przed Jake'iem, który ją wypuszczał i pojechała na obóz całkowicie o niej zapominając. Gdy wróciła, ptaszek już nie żył. Na szczęście rodzice nie zgodzili się aby miała nowego co ucieszyło Katherine ale nie odmówiła sobie spojrzenia typu " Chyba musimy porozmawiać".
Rodzina Walker'ów wcale nie była taka zła. Widać cieszą się na poprawę ich relacji z córką i zaakceptowali jej wybór.
Dłoń ich syna po raz kolejny spoczywała na jej udzie co ją bardzo rozpraszało. Na dodatek uśmiechał się do niej promiennie jakby byli sami przy stole.
Och, to było takie.. słodkie, ale jeśli tak to będzie wyglądać to przecież osoby przy stole zaczną coś podejrzewać. W najgorszym razie stwierdzą, że jest łatwą panienką, która omotała sobie Jake'a!
- Nie dotykaj mnie!- syknęła na tyle cicho żeby tylko on zrozumiał.
Znieruchomiał.Zabrał rękę przyglądając się jej pare sekund, a później oparł łokcie na stole.
Głos zabrał jego ojciec:
- To my się chyba będziemy zbierać.- Wstał od stołu a wraz z nim żona. Zaczęło się całe dziękowanie za zaproszenie, ponowne zaproszenia i do nas i do nich i tego typu podobne zdania.- Katherine miło było Cie poznać. Wpadnijcie do nas z Sarą któregoś dnia.
Uśmiechała się uprzejmie gdy on jak i Pani Walker całowali ją w policzki.
Stanął przed nią Jake, który zmusił ją do cofnięcia się z zasięgu słuchu obecnych osób. Stanęli przy ladzie, gdzie zasłonił ją całą sobą. Gładził jej podbródek kciukiem, uśmiechając się nieśmiało.
- Mogę zaraz wpaść?- zapytał.
- Nie możesz zostać teraz?
- Jak sama widziałaś moi rodzice spożywali alkohol, nie dam im mojego auta.- No jasne, wino.
- Okej. Odwieź ich i przyjedz. Zostaniesz na noc?
- Chętnie.
Odwrócił się sprawdzając czy nikt na nich nie patrzy, i szybko pocałował ją w usta. Uśmiechnął się szeroko i odwrócił wychodząc za rodzicami, a zostawiając ją sam na sam z Sara.
Juz wiedziała o co chodzi! Jej spojrzenie mówiło samo za siebie i nie dało się go ukryć.
- Posłuchaj Katherine.. ja wiem,że mam atrakcyjnego brata i że ty jesteś bardzo ładna.. ale sądzę, że powinnaś być bardziej niedostępna.- zaczęła.
Hę?
- Ja widziałam wasz pocałunek i.. sama nie wiem co o tym myśleć.
Już wiedziała o co jej chodzi ale nie wiedziała czy powinna jej to wytłumaczyć, czy pozwolić aby zrobił to Jake.
Zamiast tego roześmiała się głośno, zginając się w pół. Jak ona mogła tak pomyśleć?!
W sumie tak to wygląda. Och ta cała sytuacja jest tak zabawna, że nie mogła przestać się śmiać.
- Jak mogłaś w ogóle tak pomyśleć?- wysapała.
- A ty tak byś nie pomyślała jakbym poznała się z Twoim bratem, który tak wiem nie istnieje, i się z nim całowała a podczas kolacji dotykała go pod stołem?
Osz kurna. Widziała to!
- Posłuchaj to nie tak. Chciałam zaczekać na Jake ale..
- To on tu przyjedzie?
- Tak. - Jej mina pełna dezaprobaty stłumiła jej uśmiech. Wyprostowała sie i nieco surowym tonem powiedziała:
-Z Jake'iem znam się dłużej niż godzinę. Tak naprawdę przez chwile - Dwa dni ale o tym nie musi wiedzieć- chodziliśmy razem do szkoły i pracowaliśmy razem. Jesteśmy razem.
Otworzyła szeroko oczy i było w nich widoczne po wątpienie się kontynuowała.
- Nie miałam pojęcia, że to Twój brat dopóki nie widziałam jego auta parkującego przed domem. Gdybyśmy się nie rozstali kilka miesięcy temu, poznałybyśmy się wcześniej.
- Kilka miesięcy temu? Więc od kiedy jesteście razem?- pytała.
- Od dwóch tygodni.
Odetchnęła z ulgą i zaśmiała się nerwowo.
- Tak się bałam, że coś z Tobą nie tak i przy okazji, że mój brat to gnojek. Nawet nie wiesz jak mi ulżyło.
- Widzę. Pasuje mi się zmyć na górę i lekko ogarnąć pokój... Pomóc ci coś tutaj?
Machnęła ręką.
- Zatrzymam braciszka na małe przesłuchanie, nie miej mi tego za złe.
- Oczywiście.
I znów roześmiana biegła po schodach prosto do pokoju... gdzie walała się sterta ubrań.
Chociaż może i by się cieszyła. Tak trudno ją zrozumieć.
*
Reszta kolacji przebiegła przez żadnych komplikacji. Wszyscy dużo się śmiali, wspominali swoje dzieciństwo i opowiadali o członkach rodziny. Swoją drogą dużo rzeczy Kath mogła sie dowiedzieć o chłopaku. Zdecydowanie nie był zadowolony z tego, że jego matka wspomniała o mało męskiej zabawce jaką jest lalka barbie. Z tego dziewczyna śmiała się chyba najbardziej. Cieszyła się, że nie musiała mówić nic o sobie. Zresztą- kto powiedziałby prawdę skoro nie ma nikogo kto może to potwierdzić?
Z kolei Sara zagłodziła kiedyś papugę! Schowała ją przed Jake'iem, który ją wypuszczał i pojechała na obóz całkowicie o niej zapominając. Gdy wróciła, ptaszek już nie żył. Na szczęście rodzice nie zgodzili się aby miała nowego co ucieszyło Katherine ale nie odmówiła sobie spojrzenia typu " Chyba musimy porozmawiać".
Rodzina Walker'ów wcale nie była taka zła. Widać cieszą się na poprawę ich relacji z córką i zaakceptowali jej wybór.
Dłoń ich syna po raz kolejny spoczywała na jej udzie co ją bardzo rozpraszało. Na dodatek uśmiechał się do niej promiennie jakby byli sami przy stole.
Och, to było takie.. słodkie, ale jeśli tak to będzie wyglądać to przecież osoby przy stole zaczną coś podejrzewać. W najgorszym razie stwierdzą, że jest łatwą panienką, która omotała sobie Jake'a!
- Nie dotykaj mnie!- syknęła na tyle cicho żeby tylko on zrozumiał.
Znieruchomiał.Zabrał rękę przyglądając się jej pare sekund, a później oparł łokcie na stole.
Głos zabrał jego ojciec:
- To my się chyba będziemy zbierać.- Wstał od stołu a wraz z nim żona. Zaczęło się całe dziękowanie za zaproszenie, ponowne zaproszenia i do nas i do nich i tego typu podobne zdania.- Katherine miło było Cie poznać. Wpadnijcie do nas z Sarą któregoś dnia.
Uśmiechała się uprzejmie gdy on jak i Pani Walker całowali ją w policzki.
Stanął przed nią Jake, który zmusił ją do cofnięcia się z zasięgu słuchu obecnych osób. Stanęli przy ladzie, gdzie zasłonił ją całą sobą. Gładził jej podbródek kciukiem, uśmiechając się nieśmiało.
- Mogę zaraz wpaść?- zapytał.
- Nie możesz zostać teraz?
- Jak sama widziałaś moi rodzice spożywali alkohol, nie dam im mojego auta.- No jasne, wino.
- Okej. Odwieź ich i przyjedz. Zostaniesz na noc?
- Chętnie.
Odwrócił się sprawdzając czy nikt na nich nie patrzy, i szybko pocałował ją w usta. Uśmiechnął się szeroko i odwrócił wychodząc za rodzicami, a zostawiając ją sam na sam z Sara.
Juz wiedziała o co chodzi! Jej spojrzenie mówiło samo za siebie i nie dało się go ukryć.
- Posłuchaj Katherine.. ja wiem,że mam atrakcyjnego brata i że ty jesteś bardzo ładna.. ale sądzę, że powinnaś być bardziej niedostępna.- zaczęła.
Hę?
- Ja widziałam wasz pocałunek i.. sama nie wiem co o tym myśleć.
Już wiedziała o co jej chodzi ale nie wiedziała czy powinna jej to wytłumaczyć, czy pozwolić aby zrobił to Jake.
Zamiast tego roześmiała się głośno, zginając się w pół. Jak ona mogła tak pomyśleć?!
W sumie tak to wygląda. Och ta cała sytuacja jest tak zabawna, że nie mogła przestać się śmiać.
- Jak mogłaś w ogóle tak pomyśleć?- wysapała.
- A ty tak byś nie pomyślała jakbym poznała się z Twoim bratem, który tak wiem nie istnieje, i się z nim całowała a podczas kolacji dotykała go pod stołem?
Osz kurna. Widziała to!
- Posłuchaj to nie tak. Chciałam zaczekać na Jake ale..
- To on tu przyjedzie?
- Tak. - Jej mina pełna dezaprobaty stłumiła jej uśmiech. Wyprostowała sie i nieco surowym tonem powiedziała:
-Z Jake'iem znam się dłużej niż godzinę. Tak naprawdę przez chwile - Dwa dni ale o tym nie musi wiedzieć- chodziliśmy razem do szkoły i pracowaliśmy razem. Jesteśmy razem.
Otworzyła szeroko oczy i było w nich widoczne po wątpienie się kontynuowała.
- Nie miałam pojęcia, że to Twój brat dopóki nie widziałam jego auta parkującego przed domem. Gdybyśmy się nie rozstali kilka miesięcy temu, poznałybyśmy się wcześniej.
- Kilka miesięcy temu? Więc od kiedy jesteście razem?- pytała.
- Od dwóch tygodni.
Odetchnęła z ulgą i zaśmiała się nerwowo.
- Tak się bałam, że coś z Tobą nie tak i przy okazji, że mój brat to gnojek. Nawet nie wiesz jak mi ulżyło.
- Widzę. Pasuje mi się zmyć na górę i lekko ogarnąć pokój... Pomóc ci coś tutaj?
Machnęła ręką.
- Zatrzymam braciszka na małe przesłuchanie, nie miej mi tego za złe.
- Oczywiście.
I znów roześmiana biegła po schodach prosto do pokoju... gdzie walała się sterta ubrań.
Więceeeeej <333333
OdpowiedzUsuńjuz sie nie moge doczekac co bedzie dalej !!! akcja mega, na to wlasnie czekalam <3 w koncu szczesliwa para itd ;33333
OdpowiedzUsuńwow. brawo :)
OdpowiedzUsuńKiedy ciag dalszy .? :(
OdpowiedzUsuńdzisiaj albo jutro :)
Usuń