poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 13 cz2

Niemal w połowie zmiany  pojawiła się u boku Katherine inna kelnerka- Keith- która zastępowała Bree. Najwyraźniej zle zniosła wczorajszą mini imprezę.
Nie znała Keith na tyle aby wypowiadać sie na jej temat ale zaczynała sądzić, że nie za bardzo za nią przepada.
Przez cały dzień snuła się obok niej, zagadując ją i opowiadając historie z dzieciństwa tak jakby się znały od zawsze i wcale nie były w pracy. Bardzo irytował ją fakt, że musiała przypominać jej o gościach, którzy czekali na kelnerkę, która w tym czasie śmiała sie obok niej pijąc kawę. Była młoda- prawdopodobnie dopiero skończyła 16 lat- więc to było normalne zachowanie choć Katherine była utwierdzona w przekonaniu, że skoro starała się o tą pracę, to powinna się do niej przyłożyć.
  - Wyglądasz na śpiącą. Masz chłopaka? Może to przez niego nie mogłaś spać, co? - mrugnęła porozumiewawczo. No i była bezpośrednia.
Popatrzyła na nią ostro, ale ta tylko mlasnęła gumą, którą miała w buzi i odwróciła się na pięcie, podchodząc do stolika i podając zamówione danie.
Kath również zabrała z okienka przygotowane danie dla osób z jej stolika, wiec ułożyła je na tacy i szybkim krokiem podeszła do tych osób.
Kobieta i mężczyzna w podeszłym wieku przerwali rozmowę w chwili gdy pojawiła się przy stoliku. Popatrzyli na nią spokojnie, czekając aż sobie pójdzie.
Uważajcie bo ogłoszę na ambonie o czym właśnie rozmawiacie, pomyślała.
Skarciła się za tą nieuprzejmość. Sama też by nie chciała aby ktoś słuchał o czym rozmawia z Jake'iem czy kimś innym.
  - Rachunek poproszę! - odezwał się mężczyzna ze stolika obok którego przechodziła. Skinęła głową, szybko go podając. Uregulował przy niej rachunek, zostawiając jej napiwek i wyprowadził towarzyszkę.
  - Szef Cię prosi. - Powiedziała Jessie, która właśnie- prawdopodobnie- od niego wracała. Miała szeroki uśmiech na twarzy i powiedziała, że przejmie jej klientów na ten czas.
Skinęła głową i poszła szybkim krokiem w tamtym kierunku. Zapukała dwa razy i słysząc głośne " Proszę " otworzyła drzwi i weszła powoli. Usiadła na wskazanym przez niego fotelu.
Szybko zajął miejsce na przeciwko niej uśmiechając sie tajemniczo. Raz, a potem drugi raz przyłapała go na przyglądanie sie jej nogom więc założyła jedną noge na nogę, unosząc brew i posyłając mu tym samym złe spojrzenie, gdy spojrzał w jej kierunku.
  - Rozumiem. - mruczał.- Chciałem tylko powiedzieć,że jestem bardzo zadowolony z pani pracy. Tak jak sądziłem przyciąga pani dużo klientów mojej płci a to bardzo korzystne.
  - Tak, to faktycznie podnosi na duchu.
Zaśmiał sie obierając wygodnie. Oparł podbródek na palcu wskazującym i kciuku oblizując powoli wargi.
  - Może miałabyś ochotę spotkać się któregoś dnia po pracy?
Randka? 
  - Niestety muszę odmówić. Mam chłopaka i sądzę, że nie spodobałoby mu się to i mi także to nie odpowiada.
Jego twarz wyrażała rozbawienie. Trawił przez chwilę jej słowa a pózniej oznajmił tonem, jakby to było oczywiste:
  - Masz chłopaka.
Przekrzywił głowę, nagle śmiejąc sie na głos.
  - Mogę wiedzieć kim on jest?
  - To nie jest informacja jako pan, czyli mój pracodawca, musi wiedzieć. - Spochmurniała.
On również nie wydawał się zadowolony z jej odpowiedzi. Zacisnął szczękę, prostując się bardzo powoli, wpatrując się w nią zimnym wzrokiem.
  - Pracujesz u mnie i mam prawo pytać o co chce.
Uniosła brew rozweselona całą tą sytuacją. Wskazał jej gestem drzwi, dajac do zrozumienia, ze ma wyjść. Bez ociągania się zrobiła to i na wysokich obcasach podeszła do drzwi.
Sięgając po klamkę poczuła natarczywe łapska na jej pośladkach a potem na tali, które przyparły ja plecami do drzwi.
Wcale nie zaskoczona wymierzyła mu cios w szczękę czym go bardzo zaskoczyła.
Potarł ją z szeroko otwartymi oczami.
  - Ty suko! Pracujesz dla mnie i masz robić to na co ja mam ochotę! - krzyczał przybliżając sie na nowo.
  - W takim razie nasza współpraca dobiegła końca.- Odezwała sie stanowczo. Zatrzymał sie wpół kroku
  - To ja będę o tym decydować.
  - Chyba nie tym razem.
Chwyciła za klamkę patrząc na niego kątem oka. Był zły. Bardzo zły. Ruszył w jej kierunku ale ona zdążyła już wyjść i trzasnąć drzwiami przebiegając do " garderoby".
No jasne! Jak ona wróci do domu? Przecież nie przyjechała swoim samochodem. Wzięła do ręki telefon i wystukała wiadomość do Jake'a czy mógłby po nią przyjechać. Dostała szybką wiadomość, ze nie da rady ale za kilka minut ktoś po nią przyjedzie.
Zsunęła z siebie spódniczkę, wchodząc w sobie jeansy i naciągając je na tyłek. Dotknęła guzika w momencie, w którym drzwi otworzyły się i ukazały spokojnie stojącego byłego juz szefa.  Zamknął drzwi na klucz i schował go do tylnej kieszonki spodni.
Uśmiechnął się do niej, dumnie unosząc brodę.
Ta również się uśmiechnęła, odrzucając włosy do tyłu i zapinając guzik spodni. Przez cały czas patrzyła na niego ukradkiem obserwując jego ruchy. Minę miał zaskoczoną jak i niepewną, może tym,że sie do niego uśmiechnęła. I myśląc o tym uśmiech znów pojawił sie na jej ustach bo było oczywiste, ze ten mężczyzna wyobrażał sobie całkiem co innego. Zrobił dwa kroki w jej stronę i zatrzymał się patrząc na nią uważnie. Ta z kolei wciągała na stoję stopy niskie trampki i zarzucając na siebie skórzaną kurtkę oraz przewieszając torebkę, odwróciła w jego kierunku.
  - Sądzę, że nie potrzebnie się ubierałaś.- wymruczał.
  - Sądzę,że nie potrzebnie tutaj wchodziłeś.
Znów zrobił kilka kroków jej stronę, stojąc na wyciągnięcie ręki. Nie odsunęła się, tylko patrzyła mu wyzywająco w oczy, i własnie chyba to go zachęciło. Uniósł rękę i wierzchem dłoni spróbował pogłaskać ją po policzku. Zanim to zrobił, złapała go mocno za rękę i wykrzywiła ją, sprawiając,że odwrócił się do niej tyłem, boleśnie przyciskając rękę do swoich pleców.
  - A więc tak się chcesz zabawiać. Czemu nie. - Zaśmiał się cicho i ignorując ból odwrócił się i wymierzył jej w policzek. Zachwiała sie delikatnie ale korzystając z chwili, w której jego ręka nie dotknęła jego boku, wymierzyła mu celny cios w brzuch a po chwili mocno w nogę przez co upadł niechętnie pozwalając aby jego twarz wyraziła emocje.
Oj był wściekły. Zanim zdążył wstać przeszła szybko i sprawnie wyciągnęła klucz z jego spodni i podbiegła do drzwi otwierając je. Krzycząc i wyzywając ją podniósł się i biegiem pokonał dzielącą ich odległość. Na nieszczęście dla niego, Katherine szarpnęła mocno drzwiami przez co uderzyły go prosto w nos. Chwile później popłynęła z niego krew przez co odpuścił dalszy atak.
Wyszła, wchodząc do sali pełnej gości.
W drzwiach stanęła Bree, uśmiechając się nieśmiało. Podeszła do niej.
  - Cześć. Bardzo narozrabiałam?- zapytała.
  - Robisz się bardzo rozrywkowa po alkoholu. Nie, spokojnie. Po prostu tańczyłaś.- Dodała widząc jej minę. Przeprosiła ją i skierowała się w stronę drzwi.
  - Gdzie idziesz? Przecież masz zmianę.
  - Miałam. Rzuciłam tą robotę..
Zaśmiała się cicho.
  - Cóż, zaskoczysz tym resztę dziewczyn. Dawało Ci dużo więcej.
  - Jak miło być obiektem zakładu. Musze lecieć. Do zobaczenia.
Poprawiła torebkę i pchnęła drzwi znajdujące się za nią. Padał deszcz. Drobny ale jednak deszcz, a na dodatek wiał zimny wiatr. Zmrużyła oczy, rozglądając się i ucieszyła się, gdy z zaparkowanego obok krawężnika wyszedł chłopak, pytając ją czy to Katherine.
Zajęła miejsce pasażera, uśmiechając się miło do chłopaka.
 - Będziesz musiała mną kierować bo nie mam pojęcia gdzie jechać.


4 komentarze:

  1. Kurdeee, a myślałam, że mu wpierdoli o wiele bardziej efektownie. Ale cóż. I tak zajebiście, że wgl to zrobiła :D Czekam na dalszy rozwój wydarzeń :3

    OdpowiedzUsuń
  2. HAAAAAAAAAAAAAAAALOOOOOOO! Jest tam kto?! Kiedy dalsza część? Uschnę tutaj! :((

    OdpowiedzUsuń