środa, 11 czerwca 2014

Rozdział 7

Nie będzie trudno go zabić.Ma tylko sześć lat. Skoro tak to dlaczego czuła paskudne ssanie w żołądku? Skąd ten lodowaty, lepki pot na plecach?
Tylko sześć lat. Co on jest komuś winny? Przecież to dziecko!
Katherine przedzierała się przez wysoką, ostrą trawę, porastającą obrzeża parku.Chłodny wiatr wiał lekko nawet tutaj, w Norce. Co to za nazwa dla placu zabaw!
Żadne dziecko nie bawiło sie w nim od lat.Niskie ogrodzenie rozpadło się już dawno temu i pozostały po min tylko przegniłe deski krzywo wystające z ziemi. 
Poruszane wiatrem zabawki skłaniały się na powitanie a ich sprężyny żałośnie skrzypiały, co doprowadziło ja do gęsiej skórki.
Chłopczyk siedział na huśtawce. Jednej z trzech, pośrodku.
Dziewczyna zbliżyła się do niego z latarką w dłoni.Może to nie on, tylko jakieś inne dziecko. Może nie będzie musiała go zabić. 
Wyglądał zwyczajnie. Ubrany był w dżinsy na gumce i sportowy granatowy sweterek.Jego duże czarne oczy patrzyły na nią uważnie gdy do niego podchodziła.
  -Cześć.- przywitał się.
  -Cześć.- odpowiedziała.
Cholera. Taki jak na zdjęciu. Usiadła na huśtawce obok trzymając dłoń na nożu za paskiem. 
  - Przyszłaś się pobawić?- zapytał. Jego oczy wypełniły wesołe iskierki, patrzyły na nią z nadzieją. Pokiwała głową.
  - Przykro mi, Alex, ale przyszłam po ciebie.
  - Przecież dopiero co tutaj przyszedłem. Chce do mamy. 
Syn Jennifer i Paula Weeksów. Obydwoje pracują w agencji reklamowej znanej firmy. Ale czy Peter może mieć jakieś porachunki z którymś z nich?
  - Wiem, że chcesz , ale nie możesz.
  -Dlaczego?! To niesprawiedliwe.
W oczach chłopczyka dostrzegła zbierające się łzy. Jak ona chciała pozwolić mu nadal się bawić i udawać,że nigdy jej tu nie było!
Niestety, musiała chronić swoją siostrę. Tylko jakim kosztem. Powoli zaczęła wyciągać naostrzony już nóż, ukazujący się chłopczykowi w okazałości. Otworzył szeroko usta, wstał, próbując uciekać w stronę bramki. 
Dziewczyna nie ruszając sie z miejsca ani na krok, rzuciła narzędziem. Wbił się prosto w głowę, która teraz leżała na mrowisku, w otoczeniu całego tego robactwa. Schowała twarz w dłoni, tkwiąc przy jego ciele jeszcze kilkanaście minut.
**
Irytujący stukot szpilek denerwował go już od dobrych dziesięciu minut. Przeczesując ręka włosy westchnął po raz czwarty.
  - Usiądź, albo ściąg te cholerne buty!- Długonoga odwróciła się do niego przodem piorunując go wzrokiem. Przybliżyła się do niego powolnym krokiem, nachylając się nad nim tak, że miał idealny widok pod niej bluzką.
  - Za długo jej nie ma. Co jeśli poszła na policje?! Jak mogłeś nie wysłać za nią nikogo?
Odchylił się do tyłu zakładając ręce za głowę.Ta dziewczyna chwilami była naprawdę męcząca. Już dawno myślał o pozbyciu sie jej jednak jest za dobra w swoim fachu,żeby ją stracić. Do póki nikogo nie znajdzie na jej miejsce, będzie musiał się z nią użerać.
 - Posłuchaj mnie, skarbie.Znam Katherine i wiem,że nie zaryzykowała by utratą młodszej siostry. Dajmy jej jeszcze pół godziny. Jeśli się nie zjawi, wyśle po nią kogoś i ją zabijemy, dobrze?- Na pewno nie miał w planach jej zabijać. Mimo tego wszystkiego co zrobił, jej i jej rodzinie, traktował ja jak młodszą siostrę. Wiedział,że zadanie,które jej kazał wykonać jest dość trudną próbą. Katherine kocha dzieci od kiedy w czasie wakacji dorabiała jako niania.
  -Czy Ty mnie w ogóle słuchasz?! - Caroline wyrzuciła ręce w górę. Swoim krzykiem wzbudziła zainteresowanie jego pracowników.
  - Słucham Cie cały czas.
  - Jeśli za chwile się nie pojawi, sama ją odnajdę i zabije, zrozumiano?
Drzwi otworzyły się z hukiem, stanęła w nich brunetka, szukając ich wzrokiem. Mężczyzna przywołał ją skinieniem głowy. Ruszyła w ich kierunku, sztywnym i powolnym krokiem, wpatrując się w punkt między parą.
  -Jaki on miał udział w całej tej sprawie?! - krzyknęła podchodząc do niego. Blondynka zastąpiła jej drogę odpychając ją ręką, powodując, że Kath lekko się zachwiała. Spojrzała na nią z obrzydzeniem jak i z nienawiścią.
Jak ona mogła jej kiedykolwiek ufać?! Jak mogła niczego się nie domyśleć? Nie znała sie z nią długo,ale zawsze wydawało jej się,że jest przyjemną dziewczyną z podobnymi problemami.
Najwidoczniej blondynka pomyliła się co do zawodu.
Peter wstał, obawiając się bójki. Objął blondynkę od tyłu przyciągając ją stanowczo,ale nie za brutalnie do siebie.
  - Rozumiem,że wykonałaś zadanie.
  - Odpowiedz na moje pytanie. Co zrobił Ci ten dzieciak? Ukradł Ci pieniądze, zabił,któregoś z twoich ludzi?! Wątpię.
  - Nic nie zrobił, masz racje. Chciałem się tylko przekonać, ile jesteś w stanie zrobić dla swojej siostrzyczki.
Próba zdana. Możesz jechać do hotelu.Paul na Ciebie tam będzie czekał. - Podszedł do niej przypatrując się jej z troską, o którą nie podejrzewała go.
  - Jak Twoja noga?
  - Jak widać świetnie. - wycedziła przez zaciśnięte zęby. Pokiwał głową. Wyciągnął telefon wystukując numer, przyłożył komórkę do ucha.
  - Paul? Za chwile przyjedzie Katherine. Wezwij lekarza, niech zajmie się jej raną w nodze. - Mężczyzna po drugiej stronie odpowiedział mu, później rozłączył się.
  -Chce się zobaczyć z Lucy.
  - Nie dzisiaj. Jedz i się prześpij. Jutro będziesz mogła się z nią zobaczyć, nic jej nie jest, spokojnie. Opiekuje się nią.
  - Tak jak opiekowałeś się mną?- wycedziła.Spojrzał w jej oczy gdzie czaiły się łzy, posmutniał i pozwolił jej wyjść. Na prośbę Caroline wysłał za nia jednego z ludzi, ale tylko po to by mieć pewność,że dojedzie bezpiecznie. Nie obawiał się,że będzie robiła kłopotów.
*
Ze srebrną tacą, na której była kolacja, szedł wąskim przejściem. Minął pokój gdzie czasami spali współpracownicy zaglądając czy nikogo tam nie ma. Doszedłszy do znajomych drzwi, otworzył je, wszedł, poszukał jej wzrokiem.
Siedziała z misiem przytulonym do piersi, z podpuchniętymi oczami od płaczu. Podszedł do stolika obok gdzie położył tace, usiadł na rogu łóżka podając jej reklamówkę z ubraniami,które kupił jej kilka godzin wcześniej.Nie mógł patrzeć na to jak ubiera ją Caroline. Och, jak ona ją nie lubiła. Jakby mogła, zabiłaby ją już dawno.
Mała pociągnęła noskiem wtulając się w przyjaciela.
  - Jesteś głodna? - Kiwnął głową w kierunku stolika.Spojrzała na niego nie pewnie.
  -Proszę Cię, wypuść mnie. - Znów zaniosła się płaczem.
  - Jeszcze nie teraz kochanie, ale pamiętaj: Nie musisz się mnie obawiać. Nie zrobię Ci nigdy krzywdy, ani nikt z mojego otoczenia dopóki ja tutaj mam coś dopowiedzenia.
Nie wierzyła mu. Jak mogła mu wierzyć skoro ją uprowadził i przetrzymywał tyle juz czasu? Wprawdzie on, tylko on, dobrze się nią zajmował, ale nadal mu nie ufała. Bała się jego dziewczyny. Zawsze gdy przychodziła, biła ją nawet za to,że mrugnęła. Często przyprowadzała ze sobą mężczyznę,który nie ukrywał chęci zabawienia się z dzieckiem.W głębi duszy cieszyła się,że to on przyszedł, nie ona.
Wpatrywała się w niego dość intensywnie, co trochę go onieśmielało. Miała przepiękne oczy, takie same jak jej siostra. Przeniosła ciężar ciała na dłonie stawiając nogi na posadzce. Wciąż się w niego wpatrując ujęła w dłonie jabłko, przyłożyła go do pełnych malinowych ust, takich samych jak Kath, ugryzła go. Uśmiechnął się do niej, przechylając się w jej stronę bardzo powoli aby jej nie wystraszyć. Odsunęła się gwałtownie,ale to nie zniechęciło go aby cmoknąć ją w czoło. Wstał kierując sie w stronę drzwi, ostatni raz na nią spoglądając i wyszedł.
**
Odłożyła pilniczek obok kartek Petera. Usiadła na stole zakładając nogę na nogę i opierając się na łokciu. Spojrzała na kolegę, Erica, który od dobrych 20 minut jej się przypatruje. Nie żeby miała coś przeciwko-bardzo jej się to podoba. Wiedziała,że jest atrakcyjna. Bardzo kochała swojego kochanka,jednak nie widziała przeszkód by przespać się z innym. Traktowała to jako zabawę. Jak dzieci,które schodziły z huśtawki by zjechać na zjeżdżali i dowiedzieć się, co bardziej im się podoba. Z nią było tak samo. Już nie raz zeskakiwała z huśtawki,ale uczucia nie pozwalały jej odejść daleko.
Mężczyzna puścił do niej oczko, na co zachichotała owijając sobie włosy na palcu i zmysłowo zagryzając wargę. Nie okazał się głuchy na jej cichą propozycje. Wstał szybko i idąc w jej kierunku oblizał wagi. Stanął gdy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi.
Nie spodziewali się gości.
Jego oczom ukazał się młodszy kolega, Jake. Uśmiechnął się do niego, odwrócił się i postanowił kontynuować to co zamierzał. Podszedł do kobiety przyciągając ją do swojego podbrzusza i gładząc jej uda. Zaśmiała się cicho przywierając do niego całym ciałem jednak odepchnęła po chwili go. W drzwiach pojawił się Peter z kamiennym wyrazem twarzy. Spiorunował ich wzrokiem ruszając w ich stronę. Wystraszony pracownik odwrócił się i niemal podbiegł do miejsca, w którym wcześniej sie znajdował.
Jake podszedł do szefa,tym samym go zatrzymując.Przywitał się z nim, wymienił kilka zdań.
  - Nie musisz szukać już tej panienki, o którą Cię prosiłem. Akcja odwołana już pare dni temu ale zapomniałem Cię poinformować.
  -Dlaczego?
  -Mamy ją.- Chłopak zbladł wpatrując się w szefa.
______

Jak obiecałam, pojawił sie nowy rozdział. Jeszcze kilka rozdziałów może być takich chaotycznych ale później wszystko pójdzie okej i mam nadzieje,że Wam się spodoba. To kiedy dodam 8 rozdział będzie zależało od waszym komentarzy ;-))


5 komentarzy:

  1. proszę cię, pisz dalej ! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Poproszę następny rozdział, migiem !!! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku kocham czytać tą twoją historię :3 pisz dalej i dodaj szybko dalszą część, bo żyje w niepewności ;c

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach, w końcu nowy rozdział :) Cóż, robi się coraz ciekawiej. Ciekawe co teraz zrobi Jake. :D

    OdpowiedzUsuń