piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział 8

Z zaciśniętymi zębami powarkiwała na lekarza,który opatrywał jej nogę. Mężczyzna nie zwracając na nią uwagi kończył to co zaczął. Po wszystkim podszedł do Paula i wymienił z nim parę zdań co jakiś czas zerkając na nią.
O wiele lepiej jej się pracowało zanim założył jej szwy. Teraz co najwyżej to mogła przewrócić się z boku na bok. Chociaż i z tym miała lekkie trudności. Cholera jak to boli! Ze też ten dziad nie chciał dać jej czegoś przeciwbólowego.
Podeszła do kanapy, opadając na nią, chwyciła pilot. Skakała po kanałach, co zdenerwowało Paula,który skończył rozmawiać i teraz usiadł obok niej.
  - Zdecyduj się na coś.- Mruknął. Ignorując go nadal bawiła się pilotem.
  -Jestem głodna. Czy pozwala mi to wyjść do restauracji?- zapytała.
  -Nie. Zamówię coś.
Podszedł do stolika obok drzwi i podał jej kartę dań. Otworzyła ją niechętnie. Miała nadzieje,że pozwoli jej wyjść, a wtedy może przyszedłby jej do głowy jakiś pomysł. Jeśli Peter myśli,że będzie siedział w tym hotelu i czekała na jego wezwania to sie grubo myli!
Po paru minutach zdecydowała się na obiad z deserem,który od razu zamówili. Mężczyzna też coś dla siebie wybrał. 
Czekając na kelnera, odwróciła się do niego przodem.
  - Ile jeszcze zamierzacie mnie tutaj trzymać?
  -Naprawdę nie wiem. Też nie cieszy mnie to,ze zamiast brać udział w akcjach muszę Cię pilnować.
  - Peter dobrze wie, że nie musi mnie pilnować. Nie zaryzykowałam życiem siostry. - Dodała cicho.
Przez chwilę panowała krępująca cisza. Obydwoje wpatrywali się tępo w ekran telewizora.
Ktoś zapukał do drzwi. Paul poderwał się i niemal podbiegł do drzwi.
" Czyżby był aż tak głodny? ". Niemal się zaśmiała.
Przed drzwiami stał kelner ubrany w czerwony strój ze śmieszną czerwoną czapeczką.  Blondyn zabrał od niego wózek z jedzeniem, podjeżdżając nim pod samą kanapę. Podniósł srebrną przykrywkę ukazując danie. Poczuła ślinę,która napływała jej do ust.
" Oby było tak dobre jak wygląda ! "
Przeniosła tace na kolana, sięgając po widelec oraz nóż. Zatopiła je w miękkim,pachnącym mięsie, dokładając sałatkę podniosła widelec do ust. Tak, zdecydowanie było pyszne.
Sądząc po odgłosie towarzysza, jemu też smakowało. Ale czy na litość Boską, może on przestać mlaskać ?!
*
Wytarła chusteczką usta i odłożyła ją na talerz,który zabrał Paul. Czuła,że zaraz pęknie. Nie skończyło się na jednym daniu. Wspólnie doszli do wniosku,że jedzenie jest za dobre aby go marnować więc zamówili jeszcze po 3 razy to samo. Ku zdziwieniu  deser wyglądał smakowicie ale taki nie był. Truskawki były bardzo kwaśne a lody miały dziwny smak jak. Kompletnie nie nadawały się do jedzenia.
Zadzwonili po kelnera,który zjawił się szybko, zabierając niepotrzebny już wózek z brudnymi talerzami i nietkniętymi deserami.
Podparła się na rękach, mając ochotę na kąpiel jednak zatrzymał ją głos mężczyzny :
  - Peter zawsze Cię podziwiał. Zawsze nam powtarzał,że mamy być tacy jak Ty, wiesz?
  - Jak ja? W takim razie jak długo mnie znacie? Po co każecie ustalić kim jestem waszym ludziom,skoro od dawna wiecie kim jestem?- Przypomniała sobie rozmowę Jake z kolegami w szkole. Kazali mu dowiedzieć się kim jest, ale po co skoro oni doskonale wiedzieli?
Jake.. Nie chętnie chciała przyznać przed samą sobą, ale czym dłużej go nie widziała tym bardziej za nim tęskniła. Myślała o nim przy każdych najmniejszych czynnościach. Nie podobało jej się to. Nie chciała aby jakiś chłopak, który na dodatek na nią " poluje " zawrócił jej w głowie.
 - To była ich próba, taka jak Twoja- zabicie Aleksa. Przy każdym treningu, gdy coś mu sie nie podobało, pokazywał nam filmiki, na których ćwiczyłaś. Trzeba przyznać,że jesteś dobra ale pomyśl co to za upokorzenie gdy musisz naśladować dziewczynę.. - zaśmiał się.
To po to były mu te filmiki? Za każdym razem tłumaczył jej,że to tylko po to żeby w razie błędów, mogła je zobaczyć. Przecież znali każdy jej ruch. Nagle zaczęła się obawiać,że nie miałaby szans w walce z nimi.
  - Gdybyś widziała minę tej blondyny, gdy Cie chwalił. Pękłabyś ze śmiechu.- Mogła to sobie wyobrazić. Musiała przyznać,że poprawił jej się humor.
  - Po co ja Wam jestem?
  - Peter chce abyś do nad dołączyła. Ale jak narazie grasz w przeciwnej drużynie, z Antonim. Wie,że nie zechcesz odejść do nas, dlatego porwał Lucy aby Cię zmotywować.
  -Dobrze wie jak ważna jest dla mnie rodzina. Ma rację, nie przeszłabym na Waszą stronę. To co robię u Antoniego jest złe i jesli zależałoby to ode mnie, nie pracowałabym dla niego. -
  - Mówi,że jesteś jedyna, niezastąpiona. Nie wiem co to oznacza ale najwyraźniej jesteś dobra w tym co robisz.
  - W zabijaniu? -Zakpiła.Popatrzył na nią i ze śmiertelnie poważną miną odparł:
  - Jeśli jest tak jak mówi, jesteś najlepsza w byciu tym, kim każde z nas chce być.
**
Zapukał w niebieski drzwi, za którymi siedział jego szef prawdopodobnie zabawiając się z jakąś dziwką.
  - Wejdź ! - Usłyszał. Posłusznie nacisnął klamkę, nie mylił się.Mężczyzna z wielkim uśmiechem na twarzy, przytrzymywał kobietę,która poruszała się miarowo na jego podbrzuszu. Skrzywił się ledwie zauważalnie. Nigdy nie skorzystałby z usług tych panienek. Obawiał się chorób,których mógł sie nabawić oraz najzwyczajniej w świecie się brzydził.
Brunet pocałował prostytutkę w usta dając jej do zrozumienia,że zrobiła swoje i może odejść. Posłusznie wstała i odwróciła się przodem do nowo przybyłego. Przechodząc,dotknęła lekko jego ramienia przez co się skrzywił.
  - Co Cię do mnie sprowadza? - Zapytał szef zapinając pasek spodni.
  - Nigdzie nie mogę znaleźć Katherine. Peter i Caroline też przepadli.
  -Próbowałeś się do nich dodzwonić? - Zmarszczył brwi.
  - Nie odbierają. Nie podoba mi się to.
Pochylił się do swojego telefonu wybierając numer: Nie ma takiego numeru.
Spróbował jeszcze raz z tym samym rezultatem.
Nie często interesował się losem swoich pracowników. Zależało mu tylko by wykonali swoje zadanie.
Nie przejmował się tym,że ktoś poległ, że miał rodzinę,która teraz cierpi. Był cholernie bogatym narkomanem, którego nic nie interesowała oprócz swojego tyłka.
Ale nie jeśli chodziło o Katherine.
Od zawsze mu się wydawało,że inaczej ją traktuje niż innych.Co dziwne musiała ostrzej trenować ale zarabiała na tym najwięcej. Pomagał je utrzymywać dom, który wynajmowała, płacił za jej rachunki, jedzenie.
Jak dla niego, mieli romans.
  -Dzięki Matt. Zadzwoń do reszty, niech będą tu za 20 minut. Musimy ich znaleźć.

2 komentarze:

  1. No, no, powoli dowiadujemy się coraz więcej ^.^
    Czekam na kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  2. Również czekam na ciąg dalszy.
    Trochę się rozczarowałam, bo nie było nic o Jake'u, ale mam nadzieję, że o nim będzie następnym razem. :D

    OdpowiedzUsuń