Jak pisałam wcześniej, czas dodawania rozdziałów zalezy od waszych komentarzy :)
" Czy ona nie może zrozumieć, ze nie poddam sie tak łatwo? ". Zaśmiał się, jadać w bezpiecznej odległości od niej.Od dwóch godzin kręciła się bezczynnie po mieście. Czekał aż wyjadą z tego zatłoczonego miasta, aby móc z nią porozmawiać. Zatrzymał się kilka przecznic za nią, obserwując jak wchodzi do kafejki, po to aby po kilku minutach później wyjść z kawą w ręce.
Przystanęła, wyciągając dzwoniący w kieszeni telefon. Odblokowała go, przesuwając palec po zielonej słuchawce.
Przyłożyła go do ucha, otworzyła drzwi i wsiadła.
Cieszył się, ze miał dawniej możliwość nauczenia się zakładania podsłuchów albo podpinania się pod czyjeś telefony. W tym przypadku ta umiejętność była mu bardzo na rękę.
Zaczął wykonywać ostatnie czynności, kiedy w słuchawce odezwał się jej głos. Uśmiechnął sie z satysfakcją.
-Gdzie teraz jesteś? - Odezwał sie mężczyna. Obstawiał się to Peter.
-Nie daleko. Paul nie żyje. - Poinformowała go. Mężczyzna przeklął parę razy, po czym głęboko odetchnął.
-Wiem o tym. Zdawał mi raport, kiedy dowiedział się ,że ktoś o was pytał. Widziałaś tego gościa?
-Wiem o tym. Zdawał mi raport, kiedy dowiedział się ,że ktoś o was pytał. Widziałaś tego gościa?
Zawahała się. Nie wiedziała czy gdyby powiedziała prawdę, Jake miałby kłopoty. Odchrząknęła, wymyślając wymówkę.
-Nie widziałam jego twarzy. Miał kominiarkę. Miałam plan ale Paul pował sam się z nim uporać.
-Mam nadzieje,że Tobie nic nie jest. Spotkajmy się za godzinę tak gdzie zawsze..
Zawahał się.
- Albo nie. Jedz tam teraz. Będzie czekał na Ciebie nowy ochroniarz. Tylko bez numerów Katherine.!
- A Ty gdzie teraz jesteś?
- Mam pewno sprawę do załatwienia. Przyjadę za jakieś 2 godziny. Zaczekaj tam na mnie, musimy porozmawiać.
" To moja szansa" pomyślał.
**
Zajechał pod tylne drzwi budynku. Odbezpieczył broń, wysiadł z auta i biegiem udał się do drzwi. Uchylił je, zaglądając aby ocenić gdzie znajduje się jakiś mężczyzna.
Zauważył go. Siedział tyłem do niego na biurku, z telefonem przy uchu. Starał się wejść jak najciszej. Noga za nogą, niemal szedł na palcach.
" Jeszcze tylko kilka kroków"
Usłyszał pod nogą charakterystyczny dźwięk tłuczonego szła. Poczuł się jak w filmie, w którym koleś próbuje napaść na drugiego, a kiedy jest blisko, nagle coś go zdradza. W jego przypadku było to szkło. Mężczyzna odwrócił się, zsuwając się ze stolika oraz chowając telefon.
Widząc broń w jego rękach, sięgnął po swoją, jednak za nim dotknął rękojeści, poczuł niewyobrażalny ból w klatce piersiowej.
Nie mógł złapać oddechu, zakręciło mu się w głowie. Dotknął brzucha, potem podniósł ją na wysokości oczu. Miał krew na rękach. Spojrzał jeszcze raz na Jake po czym upadł na ziemie, nieruchomy.
Nie tracąc czasu, szatyn pobiegł przed siebie. Wszedł do korytarza gdzie mieściły się drzwi, odnalazł te właściwe.
Były zamknięte na kłódkę.
" Mogłem się tego spodziewać .. "
Zdenerwowany ,przeczesał dłońmi lekko wilgotne już włosy.
Domyślił się, ze klucz ma Peter, a przecież na niego nie poczeka i nie poprosi go aby oddał mu klucz.Równie dobrze mógłby skoczyć z mostu mając nadzieje, ze zginie na miejscu.
" Myśl, Jake, Myśl!"
Oczy rozszerzyły mu się, gdy do głowy wpadł mu pomysł. Wycelował broń w kłódkę, naciskając spust.
Uśmiechnięty, zdjął rozwaloną przeszkodę, uchylając drzwi.
Dziewczyna słysząc strzały, leżała skulona pod łóżkiem, połykajac łzy.
Nie chcąc tracić czasu podszedł do niej, pomagając jej się wydostać.
- Nie chce! Puść mnie! Pomocy!- Zaczęła go kopać po kolanie, rękami okładała jego twarz. Złapał jej nadgarstki, przytrzymał brodę, dzięki czemu spojrzała mu w oczy.
-Spokojnie Lucy. Chce Ci pomóc.- Wciąż szlochając, pokiwała delikatnie głową.Wierzyła mu.
" Oby Katherine była tak uległa jak jej siostra .. "
Chwycił ją za małą rączkę, biegiem prowadząc do wyjścia. Chwycił bluzę, zawieszoną na oparcie jednego z krzeseł, narzucając ją na prawie odsłonięte ciało dziewczyny.
Zauważył,że dziewczynka nie ma siły biegać. Jej chude jak patyki nózki ledwo podnosiły się z ziemi przy chodzeniu, a co dopiero bieganiu.
Delikatnie podniósł ją na ręce, i biegiem wybiegł z budynku, kierując się do auta.
Otworzył tylne drzwi, ostrożnie układając Lucy na miękkich siedzeniach. Przypiął ją pasami po czym zamknął drzwi.
Rozglądając się, otworzył swoje drzwi, wsiadając.
Wyciągnął kluczyki z tylnych kieszeni w spodniach, wkładając je do stacyjki i przekręcając w prawo.
Podjeżdżając do zakrętu, zauważył wyjeżdżający zza drzew samochód. Nie kogo innego, tylko jej samochód.
Uśmiechnął się pod nosem, sięgając po telefon.
Wszedł w kontakty, wyszukując jej zdjęcia. Gdy znalazł, nacisnął zieloną słuchawkę, przyciągając aparat do ucha.
Jeden sygnał.
Dwa Sygnały.
-Abonent jest czasowo nie dostępny.- usłyszał.
" A więc zamierza mnie ignorować? "
Nacisnął na kopertę, postanawiając napisać jej SMS.
" Nie ignoruj mnie, kotku. Teraz ja rozdaje karty.
Mam Lucy. Jedz za mną."
Po paru sekundach przyszło raport doręczenia, co oznaczało, że odczytała wiadomość.
Spojrzał w lusterko. Uruchomiła auto, kierując się w jego stronę.
**
Zajechał pod tylne drzwi budynku. Odbezpieczył broń, wysiadł z auta i biegiem udał się do drzwi. Uchylił je, zaglądając aby ocenić gdzie znajduje się jakiś mężczyzna.
Zauważył go. Siedział tyłem do niego na biurku, z telefonem przy uchu. Starał się wejść jak najciszej. Noga za nogą, niemal szedł na palcach.
" Jeszcze tylko kilka kroków"
Usłyszał pod nogą charakterystyczny dźwięk tłuczonego szła. Poczuł się jak w filmie, w którym koleś próbuje napaść na drugiego, a kiedy jest blisko, nagle coś go zdradza. W jego przypadku było to szkło. Mężczyzna odwrócił się, zsuwając się ze stolika oraz chowając telefon.
Widząc broń w jego rękach, sięgnął po swoją, jednak za nim dotknął rękojeści, poczuł niewyobrażalny ból w klatce piersiowej.
Nie mógł złapać oddechu, zakręciło mu się w głowie. Dotknął brzucha, potem podniósł ją na wysokości oczu. Miał krew na rękach. Spojrzał jeszcze raz na Jake po czym upadł na ziemie, nieruchomy.
Nie tracąc czasu, szatyn pobiegł przed siebie. Wszedł do korytarza gdzie mieściły się drzwi, odnalazł te właściwe.
Były zamknięte na kłódkę.
" Mogłem się tego spodziewać .. "
Zdenerwowany ,przeczesał dłońmi lekko wilgotne już włosy.
Domyślił się, ze klucz ma Peter, a przecież na niego nie poczeka i nie poprosi go aby oddał mu klucz.Równie dobrze mógłby skoczyć z mostu mając nadzieje, ze zginie na miejscu.
" Myśl, Jake, Myśl!"
Oczy rozszerzyły mu się, gdy do głowy wpadł mu pomysł. Wycelował broń w kłódkę, naciskając spust.
Uśmiechnięty, zdjął rozwaloną przeszkodę, uchylając drzwi.
Dziewczyna słysząc strzały, leżała skulona pod łóżkiem, połykajac łzy.
Nie chcąc tracić czasu podszedł do niej, pomagając jej się wydostać.
- Nie chce! Puść mnie! Pomocy!- Zaczęła go kopać po kolanie, rękami okładała jego twarz. Złapał jej nadgarstki, przytrzymał brodę, dzięki czemu spojrzała mu w oczy.
-Spokojnie Lucy. Chce Ci pomóc.- Wciąż szlochając, pokiwała delikatnie głową.Wierzyła mu.
" Oby Katherine była tak uległa jak jej siostra .. "
Chwycił ją za małą rączkę, biegiem prowadząc do wyjścia. Chwycił bluzę, zawieszoną na oparcie jednego z krzeseł, narzucając ją na prawie odsłonięte ciało dziewczyny.
Zauważył,że dziewczynka nie ma siły biegać. Jej chude jak patyki nózki ledwo podnosiły się z ziemi przy chodzeniu, a co dopiero bieganiu.
Delikatnie podniósł ją na ręce, i biegiem wybiegł z budynku, kierując się do auta.
Otworzył tylne drzwi, ostrożnie układając Lucy na miękkich siedzeniach. Przypiął ją pasami po czym zamknął drzwi.
Rozglądając się, otworzył swoje drzwi, wsiadając.
Wyciągnął kluczyki z tylnych kieszeni w spodniach, wkładając je do stacyjki i przekręcając w prawo.
Podjeżdżając do zakrętu, zauważył wyjeżdżający zza drzew samochód. Nie kogo innego, tylko jej samochód.
Uśmiechnął się pod nosem, sięgając po telefon.
Wszedł w kontakty, wyszukując jej zdjęcia. Gdy znalazł, nacisnął zieloną słuchawkę, przyciągając aparat do ucha.
Jeden sygnał.
Dwa Sygnały.
-Abonent jest czasowo nie dostępny.- usłyszał.
" A więc zamierza mnie ignorować? "
Nacisnął na kopertę, postanawiając napisać jej SMS.
" Nie ignoruj mnie, kotku. Teraz ja rozdaje karty.
Mam Lucy. Jedz za mną."
Po paru sekundach przyszło raport doręczenia, co oznaczało, że odczytała wiadomość.
Spojrzał w lusterko. Uruchomiła auto, kierując się w jego stronę.
Jak zwykle chaotycznie i jednocześnie z perspektywy paru osób, ale ważne, że historia jest dobra :D Jake przeszedł do działania! ^.^ Pytanie - co teraz zrobi? :D
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej :)