poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział 9

Jej stukot obcasów było słychać w całym pomieszczeniu. Raz szybkie kroki, raz wolniejsze, dzięki czemu na plecach każdego pojawiały się ciarki.
Rozglądając się na boki, czy przypadkiem nikt jej nie obserwuje, weszła do pokoju gdzie spała mała dziewczynka. Do swojego prawego boku przyciskała misia, lewą rękę miała przy swoim policzku. Dla każdego normalnego człowieka wyglądałaby jak aniołek, ale nie dla niej. Dla niej była tylko piątym kołem u wozu.
Nie rozumiała dlaczego ją tu trzymają i do czego jest im potrzebna. To dziecko. I to na dodatek siostra Katherine.
W tym momencie jedynym jej marzeniem było pozbycie się obydwóch sióstr.
Sięgnęła do tylnych kieszonek spodni, wyciągając paczkę papierosów. Wyciągnęła jednego, podpalając jego koniec, drugi włożyła do ust mocno się zaciągając.
Miała nadzieje,że to pozwoli się jej rozluźnić i nie zrobić niczego głupiego.
Podeszła do dziewczynki siadając obok niej, kładąc jej dłoń na główce, przeczesując jej włosy. Uchyliła powoli oczka i zdezorientowana spojrzała na kobietę przy niej siedzącą. Wystraszona odsunęła się tak,że przytulała się do ściany. Blondynka zaśmiała się gardłowo odchylając głowę do tyłu. Ponownie zaciągnęła się papierosem, na dłużej zatrzymując nikotynę w ustach.
  - Gdzie jest Katherine? - Załkała cicho, przyciągając misia do piersi. Caroline spojrzała na nią tak gwałtownie i zimno,że dziewczynka pożałowała pytania.Wyciągnęła papierosa z ust i przykładając do gołego ramienia dziewczynki, docisnęła. Krzyknęła, czując straszny ból, jednak ona nie zwracała na nią uwagi i znów docisnęła go tyle,że w innym miejscu.
  -Nigdy nie zobaczysz swojej siostrzyczki !-Wysyczała.- Mam nadzieje,że nacieszyłaś nią przez te 8 lat.- Skierowała się w stronę drzwi, rzucając ostatnie spojrzenie zszokowanej i zapłakanej dziewczynę. Posłała jej swój najsłodszy uśmiech po czym wyszła.
*
  - Cholera Andy. Musze wiedzieć gdzie ona jest!- Krzyknął, ciągnąc za końcówki swoich włosów. Od kilku dni nie może jej znaleźć. Zupełnie jakby się zapadła pod ziemie. Nie miałby nic przeciwko gdyby się zapadła razem z nim!
  -Jake nie mogę Ci pomóc. Sam dobrze wiesz jakie są zasady.
  - Wale te zasady. Chce ją znaleźć i koniec. Pomóż mi a będę Twoim dłużnikiem do końca życia.- Chłopak westchnął wystukując coś w swoim laptopie. Mamrocząc coś pod nosem, marszczył twarz.
Wrońcu spojrzał poważnie na swojego kolegę, który zatrzymał się na środku pokoju.
  -  Hotel Marriott Marquis. Nowy York.
**
Głośne pukanie do drzwi skłoniło ją aby na chwilę wyjść spod prysznica.Owinęła się ręcznikiem podchodząc pod drzwi, jednak nie otwierając ich. Nie zamierzała pokazywać się obcemu mężczyźnie w samym ręczniku.Na pewno nie.
  - Czego chcesz?- warknęła lekko się o nie opierając.
 - Otwieraj te drzwi. - Prychnęła ponawiając pytanie. Westchnął głośno. Mogła się założyć ze przeczesał palcami włosy! - Musimy się zmywać. Jakiś mężczyzna o nas pytał na recepcji. Rób co mówię, ale pożegnasz się z siostrą.
  - Cholera- Mruknęła cicho szybko wycierając włosy oraz ciało. Ubrała jak najszybciej przygotowane wcześniej ubrania i zabierając swoje najpotrzebniejsze rzeczy otworzyła drzwi, które uderzyły Paula. Spojrzał na nią ostro, jednak nie skomentował tego. Pomógł zapakować jej rzeczy do walizki i po 5 minutach byli gotowi do drogi.
  - Ruszaj się! - Ponaglił ją. Złapał jej walizkę wyciągając broń oraz kierując się do drzwi.
Na parapecie zobaczyła swoją ładowarkę do telefonu,którą zostawiła parę godzin wcześniej. Ruszyła w jej stronę, łapiąc za nią i rzucając spojrzenie za okno. I wtedy zamarła.
Pod drzwi podjechało tak dobrze znane jej auto. Jego auto. Wysiadł, ściągnął okulary przeciwsłoneczne i biegiem ruszył w kierunku drzwi. Nie dobrze, nie dobrze!
Poczuła ból w klatce piersiowej, nagle rozbolała ją głowa. Przyszedł ją zabić. Była tego pewna. Od początku takie było jego zadanie.
Im więcej o tym myślała w ten sposób, tym większy czuła gniew. Wykorzystał ją, omotał. Sama nie była pewna co do swoim uczuć do tego chłopaka, ale wiedziała jedno. Nie zamierza dać mu się zabić.
Podała walizkę Paulowi aby nie przeszkadzała jej w razie kłopotów.
  -Którędy?- mruknęła. Skinął głową na schody. Cieszyła się z kondycji, ponieważ 14 pięter to nie tak mało.
Zbiegali tak szybko jak się dało. Może trochę za szybko jak na nią bo zaczynały boleć ja już łydki. Jednak aby nie ośmieszyć się przez " ochroniarzem" udawała,że wszystko jest w porządku,
Usłyszeli kroki po przeciwnej stronie. Zatrzymali się jak wryci, nakazał jej być cicho. Wyciągnął broń, wychylając się przez barierkę wypatrując kogoś.
Tak bardzo chciała,żeby to nie był on!
Poszła w ślady za blondynem i ostro tego pożałowała. To czego się obawiała, nagle się stało. Biegł schodami 3 pietra niżej. Ubrany w czarne skórzane spodnie oraz czarną kurtkę,tylko biały T-shirt i buty się odznaczały, Wyglądał pięknie. Zabrakło jej oddechu gdy spojrzał w górę, prosto w jej oczu. Zapomniała już jakie są zielone!
Niemal podskoczyła gdy przyśpieszył wciąż się w nią wpatrując.Odwróciła się napięcie, ciągnąc partnera tam skąd wyszli.
  -Katherine! - słyszała. Przyśpieszyła, o ile to w ogóle było możliwe. Chciała się znaleźć jak najdalej niego, jak najdalej tego wszystkiego i wszystkich. Wbiegając znów na korytarz udała się do pokoju. Zatrzasnęła go za nimi, tak by nikt nie mógł wejść z zewnątrz. Na wszelkie wypadek zastawiła drzwi szafką stojącą obok. Oddychała ciężko, myśląc nad jakimś rozwiązaniem. Uderzenie w drzwi ją rozpraszało tak jak jego głos gdy ją nawoływał.
  -Nie powiedzieliście mu, że nie musi mnie już likwidować ?! - wybuchła.
  -On nie pracuje dla nas!
  - Jak to nie?! - przystanęła. Na własne oczy widziała go z tymi typami, których widziała u Pater'a.
  - Jest w innym gangu. Mamy z nimi rozejm ale nie jesz nasz.
Ale też chce ją zabić. Ta wiadomość pogorszyła jej stan psychiczny. Musieli jakoś uciec.
  - Katherine, otwórz te drzwi! - krzyknął Jake zza drzwi.
Odwróciła sie w tamtą stronę, włosy przysłoniły jej widok, rozwiane wiatrem. No jasne.
Okno.

1 komentarz:

  1. Nieee! Katherine, nie uciekaj! Jake, rozwal te drzwi, i to już!
    Ach, w takim momencie przerywać...
    Chcę więcej! :D

    OdpowiedzUsuń