niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział 6.

Udaje,że spi. Słyszy,jak drzwi jej sypialni powoli się otwierają i do pokoju wpada smuga światła. Nie otwiera oczu i oddycha miarowo. 
Deski skrzypią chociaż gość stara sie zachować ciszę.Dziewczyna nie musi otwierać oczy,żeby wiedzieć kto to.
Jego ręka odgarnia włosy z twarzy Katherine, a ona czuje znany jej zapach potu i oliwy.
Ojciec.
Ręka wygładza kołdrę i dotyka jej ramienia. Ojciec wzdycha i odwraca się. Później drzwi zamykają sie i zapada ciemność. Dziewczynka czeka przez chwile, nie ruszając się, następnie wyślizguje sie z łóżka. Podchodzi do drzwi, nasłuchuje.
Z zewnątrz dochodzą stłumione głosy. Nie może rozróżnić słów ale słyszy skrzypienie  krzesła na drewnianej podłodze i dźwięk wody płynącej z kranu. Są na dole, w kuchni.
Katherine wie,że to co robi jest złe, ale musi dowiedzieć się prawy. Ojciec nic jej nie mówi.
Dlaczego?
Dlaczego w palenisku kominka często znajduje resztki zakrwawionych bandaży? Dokąd ojciec wychodzi, gdy myśli,że już usnęła?
Dlaczego Katherine obawia się,że już go nie zobaczy?
Uchyla drzwi i prześlizguje się przez szparę. Przemyka wzdłuż krótkiego korytarza, przykuca na szczycie schodów.
Nasłuchuje. 
  - Dziewczynka? W zespole? To już nawet nie głupota tylko herezja !- grzmi twardy, pełen wściekłości głos Steve'a.
Dlaczego jest zły? Kiedyś przyjaźnił sie z ojcem.
  -Arthurze, daj jej jeszcze trochę swobody, ma tylko dziesięć lat- przekonuje Marcus.
Mówią o niej! Wstrzymuje oddech .Nie chce uronić ani jednego słowa. Stawia stopę na stopniu i powoli przenosi ciężar ciała. Roni cichy krok w dół, i jeszcze jeden. Wkrótce jest już na dole, nasłuchując pod kuchennymi drzwiami
  - Musi się nauczyć walczyć! Musi nauczyć sie walczyć. Musi zadbać o siostrę jak mnie nie będzie. Im wcześniej, tym lepiej. 
  - Twoja arogancja zabiła żonę, zabije i córki !- krzyczy Steve.
Dziewczynka krzyczy, kiedy zaciśnięta pięść Arthura uderza nad stołem w szczękę Steve'a, zrzucajac go z krzesła. Upada z hukiem zwalając tace z herbatami. Katherine ciągle krzyczy, kiedy kubki rozpryskują się na kawałki, a herbata rozlewa.
Mężczyźni nie zwracają uwagi na rozbite naczynia. Wszyscy patrzą na nią.

Chłód świtu kąsał szyję Katherine, budząc ja ze snu. Nie, to nie był sen, tylko wspomnienie. Choć minęło dziewięć lat, wydarzenia nie straciły wyrazistości. Przetarła twarz zaczesując włosy do tyłu i dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego,że jest w aucie i to nie swoim. Wstała z tylnego siedzenia, pochylając się do przodu.
Widziała profil mężczyzny,który prowadził. Łysy, z kolczykiem w brwi, zakrzywionym nosem i wąskimi ustami. Spojrzał w lusterko i dopiero wtedy ją zauważył. Miał obojętny wyraz twarzy kiedy spogląda na jej zdezorientowaną twarz. Widzi obok na siedzeniu broń, ale mężczyzna odgaduje jej zamiary i zabiera broń z zasięgu jej ręki.
  -Gdzie jedziemy?
  - Jedziemy do Ciebie. Pakujesz się.
  - Pakuje?- pyta zdziwiona. Wyjeżdżała?!
  - Jedziesz do Nowego Yorku.
Opadła na siedzenia. Cholera. Co ona miała robić w zatłoczonym Nowym Yorku, gdzie ludzie mylą noc z dniem?
  - Gdzie moje auto?
  - Czeka na Ciebie w domu. - sięgnął ręką do schowka, wyciągając grubą kopertę. Podał jej ją obserwując ją w lusterku.
W kopercie był zdjęcia jakiegoś dziecka, chłopczyka, w różnych sytuacjach. Podczas zabawy w parku, w przedszkolu, w drodze do domu. Chłopiec miał włosy koloru mysiego blondu i bardzo ładne niebieskie oczy,który uśmiechały się nie zdając sobie sprawy,że ktoś go obserwuje.
Sięgnęła po karteczkę,która była na dnie. Rozprostowała je wpatrując się w znajome pismo.
" Aleksander Weeks. Sześciolatek. Zamieszkały przy ulicy Bartholomew numer 25. Uczeń szkoły podstawowej imienia Świętego Antoniego. 
Usuń go. 
Peter. "
Miała nadzieje,że to jakiś żart. Miała zabić dzieciaka? Wiele razy zabijała dzieci ale nie tak młode i z pewnością nie niewinne. Schowała wszystko do koperty.
Poczuła,że auto staje, wyglądając przez okno rozpoznała swój dom. Wysiadła razem ze swoim "ochroniarzem" . Sięgnęła do kieszeni spodni gdzie schowała klucze. Teraz ich tam nie było. Musiały tam być. Przeszukała jeszcze raz kieszenie odwracając się do goryla za nią. Miał wyciągniętą ręke, w której leżały jej kluczę oraz telefon. Spojrzała na niego z ukosa zabierając swoje rzeczy. Włożyła klucz w wyznaczone miejsce obracając go dwa razy w lewo. Drzwi otworzyły sie wpuszczając ich jak i pierwsze promienie słońca do korytarza. Skierowała się od razu do kuchni wyciągając szklankę i napełniając ja sokiem stojącym na stole. Wypiła ją haustem przymykając na moment oczy. Odstawiła szklankę do zlewu kierując się do pokoju. Chwyciła walizkę,która leżała w szafie, pakując do niej najważniejsze rzeczy.
Wchodząc do łazienki po swoje rzeczy rzuciła oko na swoje odbicie w lustrze. Miała  wielkiego siniaka  pod lewym okiem oraz lekko rozciętą wargę. Stojany w drzwiach mężczyzna uśmiechnął sie widząc jej minę.
  - Gdzie masz broń? - wypalił.
Zastanowiła sie nad odpowiedzią. Musiała współgrać by uratować Lucy , ale w razie potrzeby nie mogła ryzykować, ze wszystko zabiorą. Kuchnia. Skrytka za obrazem. Jej sypiania. I pudełko pod wanną.  To przed ostatnie było najlepsze.
  - W sypialni.
Przeszła obok niego, kucnęła aby sięgnąć ręką pod łózko. Wyciągnęła srebrną walizkę. Wystukała kod zabezpieczający ją i walizka się otworzyła ukazując jej maleństwa. Mężczyzna gwizdną biorąc do ręki rewolwer i oglądając go w dłoni. Zmierzył ją wzrokiem uśmiechając się przy tym, co nie odwzajemniła. Schował sprzęt i zamykając go czekał aż się skończy spakować.
Piętnaście minut później przebrana i spakowana zamykała drzwi wejściowe. Przez cały czas obmyślała jakiś plan, coś co pozwoli jej dostać chwile czasu, odwrócić ich uwagę. Nic jej nie przychodziło do głowy. Skierowała się w stronę swojego auta. Otworzyła bagażnik pakując swoje rzeczy, westchnęła cicho.
  -Co ty wyprawiasz? Nie jedziemy Twoim autem! - Mężczyzna podszedł do niej póbując otworzyć bagażnik by wyciągnąć jej rzeczy, jej ręka mu przeszkodziła.
  - Skoro tak bardzo chcesz, jedz swoim. Ja swojego autka nie zostawię, zrozumiano? - Kłócili sie przez chwile ale w końcu wyciągnął telefon i odszedł kawałek. Rozmawiał przez chwile, zapewne z Peter'em, później wrócił do niej nachmurzony.
  - Dawaj kluczki.
  - Zapomnij. - Siedziała już w aucie z uśmiechem na twarzy. Miło było go zdenerwować. Przeklną parę razy ale posłusznie usiadł na siedzeniu obok.
**
Po kilku godzinach jechania w ciszy, dojechali na miejsce.
Spodziewała się raczej jakiegoś zadupia, gdzie jednym dźwiękiem jakie usłyszy będzie przejeżdżający wysoko nad nią samolot. Tymczasem zatrzymała się przed hotelem Marriott Marquis. Spojrzała na towarzysza jednak on wypatrywał kogoś w tłumie niedaleko drzwi. Od jej strony podszedł chłopak z obsługi otwierając jej drzwi i witając ją. Podała mu kluczki i czekała aż jego kolega wypakuje jej rzeczy.
Ruszyli razem do holu gdzie dostała kartę do zarezerwowanego już pokoju. Przypomniała sobie, i stanęła jak wryta powodując,że łysy mężczyzna wpadł na nią.
Odwróciła się do niego przodem.
  - Chyba nie zamierzasz mieć ze mną pokoju prawda?
  - Ktoś musi Cię pilnować. - Pokręciła głową zaczynając kłótnie z towarzyszem. Nie miała zamiaru uciekać. Chciała ich w jakichś sposób oszukać, a do tego musiała mieć własną przestrzeń.
Uparła się że chce rozmawiać z jego szefem na co oczywiście sie nie zgodził więc siłą zabrała mu telefon. Dopiero teraz zauważyła hotelowego,który stał zdezorientowany spoglądając to na jedno, to na drugie. Westchnęła odszukując w kontaktach swojego byłego przyjaciela.
Odebrał po dwóch sygnałach.
  -Jak tam Paul? Sprawia jakieś kłopoty?
  - Ja nie, ale Twój kolega duże. - odezwała się. Chwila ciszy, i po chwili śmiech blondyna.
  - Katherine skarbie, jak podróż?
  - Nie zamierzam spać z nim w jednym pokoju. Każ mu wynająć sobie inny, obok skoro chce mnie pilnować ale na pewno nie ten , w którym będę spała ja.
  - Dobrze. Każ mu to zrobić. Dostałaś kopertę prawda? Mam nadzieje,że nie będziesz robiła problemów.
Cisza.
 Uznała rozmowę za zakończoną, rozłączyła się podając telefon i instrukcję Paulowi.
  - Nie radzę Ci uciekać niunia. Zabije Cię osobiście jesli wywiniesz jakiś numer.
  - O ile sam wcześniej nie zostaniesz trupem. - Odwróciła się  ruszając do swojego pokoju.
**
Podjechał pod jej dom zaniepokojony tym,że nie była w szkole.
Wydział jej sąsiadkę siedzącą w bujanym fotelu na werandzie,która udawała ,ze czyta gazetę. Przyglądała mu się kątem oka. Czuł to.
Bokiem drogi przebiegł piesek,za którym biegł właściciel nawołując go. Zaśmiał się i podszedł do drzwi naciskając dzwonek.
Cisza.
Zapukał dwa razy. Włożył ręce do kieszeni czekając.
Nadal nic.
 - Chłopcze! - usłyszał. Odwrócił sie i zobaczył tą staruszkę,która mu się przyglądała. Teraz kiwała na niego ręką by podszedł do niej.
Przeszedł przez ulice, otworzył furtkę i podszedł do staruszki.
Z bliska wygląda na jeszcze starszą. Siwe włosy miała upięte w idealny ład. Jej długa spódnica zamiatała podłogę, a biała bluzka była poplamiona kawą ,która leżała obok.
  - Szukasz Katherine, prawda? - Pokiwał głową. - Niestety nie ma jej w domu. Obawiam się, że nieprędko wróci.
Zmarszczył brwi powodując zmarszczki na czole.
  - Co ma pani na myśli?
  - Kilka godzin temu, widziałam, jak pakowała walizkę do tego cholernego auta. Swoją drogą, tacy młodzi a takie szybkie auta, nie mówią o tym jakie są głośne. My już mamy swoje lata i chcemy się wyspać a nie słuchać tego wycia. Mój wnuczek kupił sobie kiedyś też takie szybkie auto ale...
  - Jak to z walizkami? - Przerwał jej.Kobieta nachmurzyła się tym ,że ośmielił się  jej przerwać swoją historie.- Była sama?
  - Z jakimś starszym mężczyzną. Na chuligana takiego wyglądał, ten kolczyk w brwi, no coś okropnego. Bozia wam dała piękne ciała a wy je tak oszpecacie. Za naszych czasów...
Chłopak nie czekał aż kobieta skończy. Wybiegł z jej posiadłości szybkim krokiem kierując się do auta.






3 komentarze:

  1. O tak, coraz bardziej mi się podoba! :D Szczególnie, że w tym rozdziale nie wyłapałam żadnych błędów - choć może po prostu tak wciągnęła mnie historia, że przestałam na nie zwracać uwagę. ;)
    Czekam na ciąg dalszy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam i czekam na ciąg dalszy i nie wiem czy się doczekam...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak w takim tempie będziesz dodawać te rozdziały to gwarantuję, że minimum 4 czytelników stracisz już wkrótce . ://

    OdpowiedzUsuń