Nie zgaszając silnika, otworzyła drzwi i niemal podbiegając, podeszła do jego auta.
Wyszedł z niego, zanim zdążyła otworzyć tylne drzwi, za którymi znajdowała się jej siostra. Spojrzała lekko w górę, w oczy chłopaka.
Nie mogła w to uwierzyć. Uśmiechał się!
Nie myliła się co do niego. Zawsze miał złe intencje.Chociaż przez te parę dni starała się myśleć, że tak tylko jej się wydaje, że nie jest taki,ale porywając jej siostrę, miała pewność, że niczego nie wymyśliła.
- Myślałaś, że tak szybko się mnie pozbędziesz?- Podniósł rękę do jej policzka, dotykając go opuszkami palców.
-Co chcesz teraz zrobić?- Cofnęła się o krok. Na jego czole pojawiły się lekkie zmarszczki gdy analizował jej słowa.
Sam nie wiedział co planuje zrobić. Jeśli to od niego by zależało, wsadził by ją do auto i wywiózł na koniec świata, do małego domku,w którym by zamieszkali. Na tyłach domu znajdował by się duży basen, w którym by się kąpali w gorące dni, oraz jakuzzi, do którego by wskakiwali wieczorami.
Co on bredzi. Przecież to od niego zależy!
Jednak nie chciał zachowywać się jak Peter, który z jednej strony traktuje ją jak siostrę, a z drugiej knuje przeciwko niej.
Nie wybaczyłby sobie gdyby ją skrzywdził.
Zrobił krok ku niej.
- Nie zamierzam Cię szantażować, spokojnie. Uwolniłem ją dla Ciebie. Nie chce niczego w zamian.
Lucy, która spała na tylnym siedzeniu, usłyszawszy głos siostry,obudziła się z wielkim uśmiechem na twarzy, próbując otworzyć drzwi.
Patrząc wciąż w oczy je siostry, cofnął się , otwierając je.
Z radosnym okrzykiem i łzami podbiegła do siostry, która uniosła ją, przytulając do siebie. Oparła się o auto, pociągając nosem , wtuliła się w szyje małej.
- Ja przepraszam.. nie powinnam otwierać nikomu drzwi kiedy Ciebie nie ma w domu... Ale oni mówili, ze przysłałaś ich,żeby mnie do Ciebie zabrali. - szlochała dziewczynka.- A ja za Tobą tak bardzo tęskniłam.. otworzyłam te drzwi i .. i nic nie pamiętam.
- Już dobrze. Najważniejsze,że nic Ci się nie stało. - Dotknęła ustami jej czoła i zatrzymała je na parę sekund. Delikatnie postawiła ją na ziemi, łapiąc za rękę, odwróciła się w jego stronę.
- Dziękuje.. za uratowanie siostry.
- Posłuchaj Katherine, chciałbym Ci to wszystko wyjaśnić..
- Nie ma czego wyjaśniać. Musimy iść. Jeszcze raz dziękuje i mam nadzieje, że więcej się nie zobaczymy. - Zanim zdążył zareagować dziewczyna odwróciła się kierując do auta. Gdy była blisko niego, ktoś zaczął w niego strzelać. Kule przechodziły na wylot, masakrując metal, siedzenia i wszystko co było w środku.
Dziewczyna stała jak sparaliżowana patrząc jak jej auto właśnie zostaje unicestwiane. Odwróciła się w kierunku, z którego leciały kule i zobaczyła mężczyznę na dachu, zaraz za kominem.
Zdenerwowana wyciągnęła broń kierując w jego stronę. Strzeliła parę pary, jednak kule go ominęły.
Lucy z krzykiem pociągnęła siostrę za rękę w kierunku Jake. Wyszarpnęła jej rękę lekko popychając go w jego stronę, a sama posuwała się do przodu.
- Lucy, szybko! - Zawołał otwierając jej drzwi. Mała podbiegła do niego, wskakując na tylne siedzenie. - Katherine!
Wycelowała jeszcze raz, modląc się w duchu aby nie spudłowała.
Mężczyzna osunął się z dachu, spadając z niego. A przynajmniej miała taka nadzieje.
- Auto zaraz wybuchnie! Katherine, szybko! - Usłyszała. Spojrzała na auto, które znajdowało sie dwa kroki od niej.
" O cholera.. "
Biegiem dotarła do Jake, wsiadając na miejsce obok niego.
-Ruszaj! - Jak najszybciej przekręcił klucz w stacyjce, ruszając z miejsca. Po kilku sekundach usłyszeli wybuch. Wysoko w górę poszybowały, niektóre części auta. Intensywny pomarańcz powodował ból gdy sie na niego patrzyło.
Spojrzał na dziewczynę, która nie zwracając na nic uwagi, wpatrywała się w tylną szybko, co jakiś czas lekko poruszając ustami.
" Dlaczego to musiało spotkać właśnie moje auto.. "- pomyślała.
Dotknęła ręki przerażonej, siedzącej z tyłu siostry, która patrzyła na nią wielkimi jak i pytającymi oczami.
-Nic sie nie stało, malutka.. - zapewniła.
Odwróciła się, teraz wpatrując się w przednią szybę. Przeczesała rękami włosy, przegryzając wnętrze policzka.
Nie miały się gdzie udać. Za około godziny Peter zorientuje się, ze nie ma jej jak i Lucy, o ile już tego nie wie. Jej auto wybuchło, co skreślało możliwość dłużej wycieczki do innego miasta.
Jedyne co jej zostało przy sobie to karty kredytowe w kieszeni i telefon.
Odetchnęła głęboko i wciąż wpatrując się przed siebie powiedziała:
-Możesz zawieźć nas do hotelu?
-Nie mogę. - Westchnął, gdy spojrzała na niego wrogo. - Mam inny pomysł. Mam dom kilka godzin stąd. Tam będziecie bezpieczne.
- Nie zamierzam mieszkać z Tobą pod jednym dachem. - Wysyczała.
Może jeszcze powinna sama dać mu broń, stając przed nim z uniesionymi rękami?!
- Będziecie tam bezpieczne. - Powtórzył. - Nikt nie wie o istnieniu tego domu.Zaufaj mi .
- Zaufać? Zaufać Tobie? Jesteś nie poważny! - Zatrzymał auto, odwracając się w jej stronę.
- Tak zaufać mi.Zauważ, że gdybym chciał Cię zabić, leżałabyś już martwa. Gdybym chciał Cię zgwałcić, miałabyś już dawno rozsunięte nogi i mnie między nimi. Gdybym chciał Cię otruć, na początku dałbym Ci napój z jakiś proszkiem. Do jasnej cholery Kath uratowałem Twoją siostrę, starałem się uwolnić Cię z rąk Petera i jego kolesi. Nie zasługuje na zaufanie? - Wykrzyczał.
-A skąd mam wiedzieć, ze nie zrobisz tego wszystkiego gdy dojedziemy do twojego domu.? Zasługujesz jedynie na wdzięczność z mojej strony za pomoc. Za nic innego. Odwieź mnie do hotelu.
Odetchnął głęboko parę razy aby się uspokoić i znów nie wybuchnąć.
Spojrzał na Katherine, która piorunowała go wzrokiem i własnie w tej sekundzie podjął decyzje.
" Na pewno jej znów nie stracę. "
- Dobrze. Ale przenocujemy w nim razem.
oo akcja się rozkręca! ;o
OdpowiedzUsuńczekam na następną część ;d
Z jakiegoś powodu coraz mniej lubię Jake'a. Ta akcja z wybuchem samochodu też trochę nierealna. Ale, ale - akcja jest, coś się dzieje, a to najważniejsze ^.^ Mam tylko jedno pytanie - kto strzelał?
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej ;)