* Rozdział niesprawdzony * Zdecydowana rzuciła walizki obok łóżka podbiegając do okna. Wychyliła się sprawdzając odległość od siebie balkonów. Na szczęście nie były daleko od siebie. Przy dobrym wybiciu, powinni doskoczyć.
Odwróciła się, zdradzając swój plan Paulowi.
- Chyba żartujesz,że będę skakał po balkonach 14 pięter nad ziemią! - oburzył się.
Spojrzała na drzwi, za którymi dobijał się Jake. Szafa wyraźnie się przesuwała, pod siłą chłopaka.
" Nie możemy dłużej czekać!"
Wyskoczyła pierwsza mając nadzieje,że jej towarzysz pójdzie w jej ślady. Odetchnęła głęboko stając na barierce. Nie patrząc w dół odbiła się lądując na sąsiednim balkonie. Wstała z kolan odwracając się za siebie. Paul za nią nie szedł. Wychylił się przez okno, kręcąc głową i pokazując broń.
" On chce go zabić... "Otworzyła usta, jednak szybko je zamknęła.
Zabolała ją ta wiadomość o jego planach, ale wolała żeby zabił go on,niż żeby musiała to zrobić ona.
Znów stanęła na barierce i znów skoczyła. Tym razem obiła się o doniczkę, której nie zauważyła.
Zaklęła podnosząc ją i wsypując leżącą obok ziemię.
-Kochanie, ktoś jest u nas na balkonie ! - pisnęła jakaś kobieta w środku. Zauważyła cień kogoś idącego w jej stroną. Nie przejmując się już doniczką wyskoczyła na kolejny balkon. Docisnęła się do szyby mając nadzieję że jej nie widać. Odczekała pare sekund.
-Nikogo nie ma, musiało Ci się przewidzieć.- Usłyszała męski głos. Wychyliła się, już go nie było.
Dotknęła balustrady, kiedy usłyszała wystrzał. Jeden, krótki, ogłuszający wystrzał. Powolnym krokiem podeszła na drugą stronę wyczekując aż ktoś się pokaże.
Minuty mijały ale nikogo nie było widać.
Wskoczyła na poprzedni balkon uważając przy tym by nikt jej nie usłyszał.
Zamarła kiedy zobaczyła przyglądającego się jej Jake. Na policzku miał ranę, która mocno krwawiła, włosy miał zmierzwione.
Gdzieś w głębi jakaś cząstka odetchnęła,że jest cały i zdrowy.
-Katherine, porozmawiajmy. - przemówił.
Obudziła się z jakiegoś transu. Poczuła potrzebę zniknięcia z jego pola widzenia. Nie wiele się zastanawiając wpadła do pokoju, w którym zastała parę w dość krepującym jak dla niej zajęciu. Odwracając wzrok podbiegła do drzwi, zasłuchując się od mężczyzny. Skierowała się na schody majac nadzieję,że Jake nie wyjdzie z pokoju. Wpadła przez drzwi, biegnąc w dół.
Kilka minut później usłyszała, że drzwi znów się otwierają i ktoś po nich zbiega, jednak była 8 pieter od niego.
Po chwili wypadła na zewnątrz napotykając zdziwiony wzrok ludzi w holu. Gdy dotarła do drzwi wejściowych, chłopak właśnie otwierał drzwi. Posłała mu ostatnie spojrzenie, kiedy spojrzała na ochronę obok recepcji.
- Ten mężczyzna mnie goni! - Krzyknęła wybiegając. Nie odwracała się już by zobaczyć czy przyniosło to jakiś efekt. Miała nadzieję,że tak.
Pobiegła na parking, w miedzy czasie wyciągając kluczki.
Niespodziewanie przywarła do ściany czując czyjeś ręce na ramionach.
Poznała te perfumy, wiedziała kogo ma przed sobą. Unieruchomił jej nogi, ręce przytrzymywał jej nad głową.
Zaryzykowała spojrzenie w jego stronę.
Piękne zielone oczy wpatrywały się w nią bardzo intensywnie, oddech miał nierówny. Jego klatka piersiowa stykała się z jej.
- Nic Ci nie jest? - Zapytał. Odwróciła głowę na bok, przymykając oczy. Westchnął ponosząc jej podbródek, zmuszając ją aby na niego spojrzała.
- Zabiłeś go? Zabiłeś Paula? - Odezwała się po dłuższym namyśle.
Tak dawno jej nie widział. Niby minęło dopiero kilka dni ale czuł jakby nie widział jej przynajmniej kilka miesięcy. Wychudła co podkreślały jej obcisłe czarne spodnie i top. "Bez makijażu jest jeszcze piękniejsza "
ocenił.
- On zabiłby Ciebie.
- Wołałeś zrobić to sam? Nie chciałeś aby odebrał Ci tą frajde, co?- Wysyczała. - No proszę, teraz możesz to zrobić.
Spojrzał na nią zdezorientowany unosząc jedną brew. Pokiwał powoli głową wciąż się w nią wpatrując.
-Co Ty wygadujesz, nie mam zamiaru Cię zabijać i na pewno nie pozwolę aby zrobił to ktoś inny.
- To po co mnie teraz goniłeś?- Zmarszczyła brwi
- Szukałem Cię kilka dni. Gdy się dowiedziałem,że wyszłaś z domu z walizką i jakimś mężczyzną, wydało mi się to podejrzane. Nie było łatwo was odszukać ale jak widzisz dałem rade. W każdym razie nie po to aby Cię zabijać. Chodź. - Wziął ją za rękę prowadząc do swojego auta. Odetchnęła głęboko.
" Nie dam mu się zmanipulować"
Wykręciła mu nadgarstek zmuszając do kucnięcie. Oparła nogę na jego plecach, popychając go. Biegnąc ile sił w nogach dotarła do auta. Zdążyła otworzyć drzwi kiedy ją wywrócił, dociskając ją swoim ciałem.
- Tu jest! Brać go! - Zza rogu wyłonili się dwaj ochroniarze, których zauważyła koło recepcji. Teraz biegli w jego kierunku z pałkami w ręce.
Posłał jej kpiące spojrzenie.
-Że też nie mogłaś utrzymać języka za zębami !
- Tu chodzi o moją siostrę. Nie pozwolę jej przez Ciebie zginąć. - Powiedziała chowając się we wnętrzu auta. Włożyła kluczki do stacyjki, odpalając auto i wyjeżdżając nim na drogę. We wstecznym lusterku widziała jak Jake uporał się już z mężczyznami i wpatrywał się w odjeżdżające od niego auto.
Biedny Jake... Taki porzucony i odrzucony! :( Ale nie ma rady, siostra Kath jest najważniejsza :D Mhm, mhm, ciekawe jak to się teraz dalej potoczy.
OdpowiedzUsuńCzekam na ciąg dalszy! :3