czwartek, 4 grudnia 2014

Rozdział 9 cz2

Poranne promienie słońca paliły ją w twarz oraz powoli wybudzały ze snu. Zamrugała powoli oczami, przymrużając je kiedy ją oślepiło. Zasłoniła je ręką.
PO kilku sekundach z jękiem podniosła się do pozycji siedzącej i podrapała się po karku. Był mokry. Równie mokre było jej czoło. Nie zdziwiła się tym, W końcu całą noc wtulała się poduszkę, owinięta kołdrą wyobrażając sobie, że przytula się do piersi Jake'a.
Chociaż wczoraj się pogodzili to nie spędzili nocy razem. Katherine postanowiła pojechać do domu, by rano wstać do pracy, co było prawie prawdopodobne, że przy nim by tego nie zrobiła. Uzgodnili to po tym jak obudziła się, siedząc mu  na kolanach z ustami dotykającymi jego szyję.
Obudziła się pierwsza. Nie była pewna czy Sara nawet jest w domu. Spojrzała na zegar, który stal na nocnej szafce. Miała jeszcze dużo czasu żeby zbierać się do pracy.
Opadła na miękką poduszkę wiedząc,że już nie zaśnie jednak mimo to zamknęła powieki.
Czym mogłabym się do tego czasu zająć? pomyślała. Nie wytrzymałaby do tego czasu. Nie chciała też leżeć bezczynnie. Sięgnęła po pilota wciskając guzik i włączając telewizor.
W telewizorze zobaczyła trójkę ludzi- kobietę i dwóch mężczyzn, siedzących przy wielkim stole, na którym opierały się ich łokcie, oraz stały ich kubki z napojem. Rozmawiali o wydarzeniach, które miały miejsce w ciągu tego tygodnia i nie zawsze mówili o sytuacjach z ich kraju.
Kliknęła dalej i obraz zmienił się na jakiś film.
Dziewczyna stała przy zagrodzie gdzie dalej pasły się dwa konie. Przyglądała się im opierając podbródek na łokciu. Zaraz za nią pojawił się chłopak, bardzo wysoki i patyczkowaty. Jego długie blind włosy sięgały karku, dłonie oplotły talię dziewczyny. Ta odepchnęła go,powracając do swojego zajęcia.
  - Proszę Cię, nie bądź już za mnie zła. Wiesz, że nie mam na to wpływu! - powiedział patrząc na jej profil.
Zaczekała z odpowiedzią i po chwili odezwała się cichym i łamiącym się głosem.
  - Nie jestem zła na Ciebie. Po prostu jest mi smutno.
  - I to dlatego mnie odtrącasz?- Wiedział,że nie o to chodziło, i to coś ma wspólnego z nim jednak dziewczyna tylko skinęła głową.
  - Posłuchaj mnie. Wiesz,ze ja też nie chce żeby ojciec sprzedał tą stadninę ale to jedyne wyjście. Nowy właściciel na pewno lepiej sie nimi zaopiekuje, będzie je odwiedzał weterynarz, posiłki bedą dostawały regularnie.. nie martw się. - prosił i tłumaczył. Odwróciła głowę w jego stronę patrząc na niego smutno przez parę chwil a potem znów odwróciła sie wbijając spojrzenie w zwierzęta.
  - Nie wiesz tego. A co jeśli się okaże takim człowiekiem jak Ben? Nic nie wiemy o nowym właścicielu.
 - Tak, bo jeszcze go nie ma.
  - Ale będzie!
Odetchnął zrezygnowany. Odwrócił ją w swoją stronę, każąc patrzeć sobie w oczy.
  - Ale na tą chwile nie ma i na tym się skupmy, okej? Dopóki nikt sie nie znajdzie, właścicielem jest mój ojciec i jest wszystko w porządku. Będziemy tu codziennie przychodzić i sprawdzić co jest z naszymi końmi. To nie jest problem, a oni nam tego nie zabronią.
  - W najgorszym razie przewieziemy je gdzieś indziej. - dokończyła. Skinął głową uśmiechając się. Ona też powoli się uśmiechnęła i wzięła go za rękę prowadząc w stronę polnej drogi.
Nieco znudzona Katherine, wcisnęła cyfry na pilocie i pojawił się program muzyczny, w którym leciała piosenka Ariany Grande. Uśmiechnęła cicho podśpiewując pod nosem.
Pod głosiła o kilka stopni, odrzucając kołdrę i stawiając gołe nogi na ciepłych panelach.
Słonko grzało niemiłosiernie, czuła kropelki potu za koszulką. Zdjęła ją zostając w samych majtkach i poszła do łazienki, gdzie brudne ubranie rzuciła do kosza na pranie, a sama weszła pod prysznic. Mydliła się, nucąc wciąż lecącą piosenkę.
Po dobrych trzydziestu minutach wyszła owinięta ręcznikiem, z wysuszonymi włosami, związanego wysoko na głowie. Podeszła do szafki gdzie wyciągnęła bieliznę i zakładając ją , pozwoliła opaść ręcznikowi a tym samym aby ciepłe powietrze owiało jej pół nagie ciało. Ułożyła się tak na łóżku, sięgając po telefon chcąc sprawdzić godzinę.
Odblokowała go widząc nową wiadomość i kątem oka zerkając na czas. Jeszcze mogła poleżeć.
Nacisnęła na wiadomość, która była od Jake'a. W sumie się tego spodziewała ale i tak było jej z tego powodu miło.

Wiem,że już nie śpisz dlatego życzę Ci miłego dnia skarbie :)
Wspólny lunch?

Skarbie.....Skarbie....Skarbie.
Uśmiechnęła się szeroko. Takiego typu z jego ust brzmiały wyjątkowo, a wiadomość, w którym nazwał ją skarbem była równie wyjątkowa.
W ciągu dnia w pracy miała godzinę przerwy, w której dalszą i podwójną robotę odwalały pozostałe dwie dziewczyny. Dzisiaj jadłaby lunch z Jessie, ale perspektywa obiadu z " przyjacielem" była zbyt kusząca aby z niej nie skorzystać.

Wpadniesz po mnie do pracy około 13? Możemy albo zjeść w tej restauracji albo skoczyć gdzieś dalej.

Miała nadzieje,że będzie chciał jechać gdzieś indziej. Czuła by się dziwnie gdyby była obserwowana przez którąś z pracownic albo szefa. To ona mogła obserwować a nie na odwrót.
Odpowiedz przyszła szybko, i była taka, że faktycznie chciał gdzieś pojechać.
Zapytała czy wie gdzie przyjechać, co potwierdził więc wstała i zarzucając na siebie spódniczkę i krótki top zeszła na dół na śniadanie, nie mogąc sie doczekać następnego posiłku.




5 komentarzy: