wtorek, 16 grudnia 2014

Rozdział 11 cz.2

Dłonie Jake lekko ugniatały ramiona Katherine co ją delikatnie łaskotało. Odwróciła się w jego stronę chcąc prosić aby przestał i sie z nim przywitać ale on zamiast patrzeć na nią, mierzył się wzrokiem chłopakiem przede mną, Issakiem.
Wstała ustawiając się u jego boku i dotykając jego lewego policzka pocałowała w usta.
  - Cześć. - szeptała.
Jego ręka powędrowała na jej talię w stanowczym uścisku. Odwrócił się w jej stronę posyłając grzeczny uśmiech, który mówił: " Teraz udawajmy szczęśliwa parę a później sobie porozmawiamy".
Przewróciła oczami i spojrzała na Issaca.
  - Będziemy się już zbierać także na razie.
On również wstał i uśmiechając się szeroko pożegnał się najpierw z nią grzecznie zapewniając o następnym spotkaniu, i z Jake'iem ale już chłodno i ledwo na niego zerkając.
Ciągnąć za sobą chłopaka podeszła do tańczącej z z inną dziewczyną Bree. Ta rozpromieniona i pijana, zarzuciła jej ręce na ramiona tańcząc bardzo blisko niej.
Dotknęła jej ramion i odepchnęła delikatnie informując ją że powinni już wyjść.
  Nie możesz przecież ją tutaj zostawić kompletnie pijaną!,upominała siebie w duchu.
Kobieta zignorowała ją i zaczęła biegać po sali w rytm muzyki.
Jeszcze chwile i ja naprawdę zostawię.
Poszła za nią i korzystając z tego,że zatrzymał ją jakiś chłopak, złapała za nadgarstki i popchnęła w stronę drzwi, zapewniając, że na zewnątrz jest większa impreza z większą ilością osób. Zadowolona chwiejnym krokiem podeszła do drzwi, siłując się z nimi przez chwilę.
Jake szedł już w jej stronę z jej kurtką i ich torebkami. Pomógł im wyjść i na siłę wsadził Bree do auta.
  - Nie możecie, ja chce tańczyć. Nudziarze! Co z Was za ludzie? Wróćmy proszę, dajcie mi chwilę albo sama wrócę! - skomlała zza Katherine.
  - Spokojnie, jedziemy na imprezę.. - odpowiedziała jej.
  - Naprawdę? Jesteście kochani! Tak, to ja sobie tutaj trochę odpocznę bo chyba zaszkodziło mi coś i tak się dziwnie czuje. Ale spokojnie.. obudźcie mnie tylko jak już..- I usnęła. To było tak gwałtowne,że wydawało im się zemdlała, ale oddychała miarowo, więc uspokoili się i zajęli swoje miejsce.
  - Nie chciałbym aby mi ubrudziła z tyłu.- Burczał kierowca.
  - Spokojna głowa towarzyszu. W XXI wieku jest coś takiego jak myjnia.
Rzucił jej złe spojrzenie ale kąciki ust unosiły mu się, chociaż próbował to ukryć.
Nocą Londyn wyglądał cudownie. Wszystko było oświetlone, tylko w licznych uliczkach było ciemno. Sklepy wciąż były otwarte, a ludzie wchodzili i wychodzili. Spacerowali chodnikami z paczką przyjaciółmi, parą- przeważnie czule sie obejmując, albo samotnie z dłońmi w kieszeniach.
To miasto nigdy nie śpi a to wszystko zachwyca nawet tych, którzy spędzili to większość życia.
  - Wiesz gdzie ona mieszka?- O jezu, nie. Dotknęła jej torebki, którą trzymała na swoich kolanach.
Przecież w dowodzie jest, gdzie jest zameldowana.
Wyciągnęła jej portfel i wyciągnęła dowód.
Miała korzystne zdjęcie. Zignorowała to i przeczytała na głos jej miejsce zamieszkania. Jake sztywno skinął głową i skręcił w ulicę, którą niby było szybciej.
Jest na nią zły? O co mu chodzi?
Przekrzywiła głowę, dotykając jego dłoni, którą miał na biegach. Poruszył nią niespokojnie rzucając jej spojrzenie pełne niepokoju i gniewu.
  - Wszystko okej?- zapytała. Skinął głową.
  - Zamierzasz się jeszcze dzisiaj do mnie odezwać?
Chwila ciszy. Czy on własnie się nas tym zastanawia?! Ta myśl spowodowała, że ona też się zdenerwowała. Dlaczego miałby być na nią zły? Bo poszła na drinka z Bree? To niedorzeczne.
Otwierała usta, kiedy zajechali pod jakiś mały i ubogi domek. Dwa pokoje były oświetlone, firanka poruszyła się, a w oknie... pojawiła sie znajoma twarz.
Zaskoczyło to ją bardziej niż by przypuszczała i szybko wyskoczyła z auta. Podeszła do drzwi wejściowych, które otworzyły się szeroko a stanął w nich Marcus. Były chłopak Katherine.
  - Cześć.- bąknęła.
On też nie krył zaskoczenia. Lustrował ja wzrokiem z lekko otwartą buzią, a po chwili uśmiechnął się i przytulił ją.
  - Co Ty tutaj robisz? Tak dawno się nie widzieliśmy, pięknie wyglądasz!
Odsunęła go od siebie, czując na sobie spojrzenie chłopaka z tyłu. Odwróciła się i miała racje. Nawet jeśli był zły, nie okazywał tego. Twarz miał spokojną i spojrzenie z niej przeniósł na Marcusa, który wciąż trzymał rękę na jej ramieniu.
On sam też to zauważył i opuścił ją pośpiesznie.Podszedł do niego z wyciągniętą rękę.
   - Marcus. Były Katherine.
  -Jake. Obecny chłopak Katherine.
Ohohohoho. Wrócili do siebie? Musi z nim o tym porozmawiać. Zaczęła sie modlić,żeby nie wypadło jej to z głowy.
  - Co Wy tutaj robicie?
  - Przywieźliśmy moją koleżankę z pracy, ale nie jestem pewna czy dobrze trafiliśmy.. -zaczęła.
  - Bree? To Wy pracujecie razem? Nic mi nie mówiła. Gdzie ona w ogóle była? Dzwoniłem do niej ale nie odbierała.. - Podszedł do auta i widząc śpiącą kobietę na tylnym siedzeniu, uśmiechnął się gorzko i rzucił:
  - Pijana, co?- Nie czekając na odpowiedz otworzył drzwi i biorąc ją na ręce zaniósł do domu, prosząc aby zaczekali.
Korzystając z nieobecności Marcusa, a nie mogąc pohamować ciekawości, Jake odezwał się:
  - Spotkałaś sie z nim w końcu?
  - Hę?
  - Rozmawiałaś z nim kiedyś u mnie na tarasie i prosiłaś o spotkanie. Spotkałaś się z nim?
  - Z tego co pamiętam, to on chciał się spotkać.- Nie był zadowolony, ze go poprawia. Zacisnął zęby patrząc gdzieś za nią. Podeszła do niego, przytulając się do jego boku.
Miała wrażenie,że przytula się do wielkiego i mocnego kamienia.
  - Nie, nie spotkałam się z nim. Byłam zajęta Tobą i Caroline. - szepnęła.
Czuła,że się rozluźnił. Mimowolnie odetchnęła z ulga. Nie chciała,żeby się denerwował. Dlaczego nagle zrobił się taki zazdrosny?
Przed dom wyszedł wysoki blondyn, w czerwonej bluzie. Staną w niewielkiej odległości uśmiechając się pod nosem.
Wciąż była przytulona do SWOJEGO chłopaka.
  - Słuchajcie, dzięki, ze ją tu przywieźliście. Nie wybaczyłbym sobie, który została nam pijana z tymi wszystkimi pijakami.
  - Wszystko okej. Na szczęście sobie odeśpi i na drugą zmianę może zdąży.
  - Już ja tego dopilnuje. Musze lecieć.
  - Tak my też.- Spojrzała na Jake'a.
  - Mam nadzieje, że jeszcze sie spotkamy. - Po tych słowach wszedł do domu gasząc światła, przez co panowała kompletna ciemność. Bez słowa szatyn podszedł do auta od jej strony otwierając jej drzwi. Wsiadła, zapinając pas i opierając głowę o szybę. Coraz bardziej robiła się senna.
On także zajął miejsce i odpalając auto wyjechał spod domu, kierując się do jej wspólnego domu z Sarą.
Sara! Na pewno sie martwiła, że jeszcze jej nie ma.
Ale mi się dostanie.. 
To było coś nowego. Nawet rodzice nie zwracali uwagę na to o której wraca, a jej przyjaciółka nie uśnie dopóki nie wróci do domu. Z wyjątkiem pracy albo planów o których wie.
Niedługo potem wjechali na jej mostek, oświetlając drzwi garażowe. Przymykając oczy, chłopak obszedł auto, otwierając jej drzwi. Wysiadła i pozwoliła aby je zamknął, ale nie pozwoliła mu się oddalić.
Złapała go za kurtkę i opierając sie plecami o samochód, przybliżyła go do siebie. Patrzyli sobie w oczy.
Miał takie hipnotyzujące oczy!
Gładziła kciukiem jego policzek, a potem dolną wargę. W ogóle na to nie reagował. Stał tak po prostu patrząc na nią pustym wzrokiem.
  - Nie lubię gdy się na mnie gniewasz..
  -Czyżby?- Zaskoczyło go to.- Sądziłem, że to uwielbiasz.
  - Może kiedyś tak było.
Przyciągnęła go bliżej siebie łaskocząc nosem jego szyje. Odetchnął głośno tuż nad jej uchem, przez co uśmiechnęła się wesoło.
  -A więc jesteśmy parą, tak?- drażniła się z nim. Humor minimalnie mu się poprawił co widziała bo jego oczach.
Przekrzywił głowę oblizując wargę.
  - Muszę się jeszcze nad tym zastanowić. - Pocałowała miejsce, gdzie gładził go jej nos, pnąc sie w górę. Doszła do jego szczęki, kiedy odsunął się tylko odrobinkę. Taką odrobinkę, że zrozumiała, że ma przestać. Spojrzała na niego pytająco, ale nie odezwała sie widząc jego pociemniałe oczy.
  - Jestem na ciebie zły.
  - Uwierz, że to zauważyłam tylko nie mam pojęcia dlaczego.
  - A mi się to wydaje oczywiste. - W takim razie tylko Tobie.
 - Powiedz mi.
Przez chwilę spoglądał na nią zastanawiając się co powiedzieć. Zamiast tego nachylił się i pocałował ją lekko, słodko a zanim zdążyła odwzajemnić pocałunek, odsunął się. Posłała mu pytające spojrzenie.
  - Podobno, zaznaczam- podobno, jesteśmy razem. Więc tym samym podobno jesteś moja. Nie chce, żebyś spędzała czas z innymi mężczyznami.
To było takie słodkie! Wprawdzie wymazała by to słowo " podobno" ale i tak brzmiało to bardzo miło.
  - Po prostu jesteś zazdrosny. - Przytuliła się do niego aby ukryć uśmiech.
  - Chyba własnie o to chodzi. Przepraszam. Trochę przesadziłem.
  - Nic nie szkodzi. Wejdziesz? - Wskazała na drzwi. Pokręcił głową.
 - To nie jest najlepszy pomysł. Poza tym czuje od Ciebie alkohol. Wyśpij się, może uda mi się zobaczyć z Tobą jutro.
Może?
Miała ochotę mu powiedzieć, że w tym własnie momencie przesadza,ze nie wypiła więcej niż trzy drinki, ale nie chciała zaczynać kłótni, na którą nie miała ochoty.
  - Jakieś plany?- Podniosła wzrok, wprost w jego intensywnie zielone oczy.
   - Coś tak jakby. - Antonie? Skinęła tylko głową.
Pocałował ją w czoło, w momencie, w którym jej wargi dotknęły jego szyi. Wzmocniła uścisk wokół jego pasa, czując jego uśmiech na twarzy.
  - Powinienem się zbierać. - Jęknęła. - No już, skarbie. Puść mnie.
Ociągając się spełniła jego prośbę. Stanęła na palcach i pocałowała go mocno, po czym odwróciła się i poszła w stronę domu. Wyciągnęła z kurtki klucz, wkładając go w zamek i przekręcając. Zapaliła światło w przedpokoju, odwracając się.
Szatyn dopiero szedł do auto, pewnie czekając aż bezpiecznie wejdzie do domu.
  - Postaraj się znaleźć dla mnie czas, dobrze misiu? - powiedziała głośno. Posłał jej szeroki uśmiech wsiadając auta.
Przeszła przez próg i zamknęła za sobą drzwi na klucz. Przeszła przez kuchnie, widząc ciastka Sary na ladzie. Tak! Sięgnęła po jedno i wepchała sobie do ust. Ściągnęła buty i ułożyła je obok drzwi, po czym poszła schodami na górę, do swojego pokoju.
   - Porozmawiamy sobie rano, koleżanko! - usłyszała krzyk z pokoju na końcu korytarza. Uśmiechnęła się.
  - Tak mamo, dobranoc.
Weszła do pokoju i szybko zrzucając z siebie ubranie, narzuciła na siebie koszulkę i wślizgnęła się pod kołdrę.


4 komentarze:

  1. Super! Nie mogłam się już doczekać <3 Tylko znowu jest masa błędów przez co się aż tak dobrze i płynnie nie czyta, ale myślę, że to poprawisz :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam czytać twojego bloga!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękujee :) postaram się aby przed środą był rozdział jeszcze :)

      Usuń