-No dalej, rusz się i odbij tą piłkę!- krzyknął z końca boiska Jake, zirytowany i na wpół zmęczony. Z zwieszonymi ramionami Katherine podbiegła do piłki, z trudem ją podnosząc.
-Cholera, Jake. Nie mam już siły. Męczysz mnie już od ponad dwóch godzin,a ja naprawdę jestem wykończona. - Ułożyła piłce na boisku, siadając na nią i zakładając ręce na piersi. Wyglądała jak małe dziecko, które na zakupach z mamą usłyszało, że nie dostanie zabawki, którą chce mieć. Chłopak założył ręce na biodra, spuszczając na parę sekund głowę. Po chwili podniósł ją i podszedł do dziewczyny, kucając przed nią i opierając dłonie na jej udach, co nie umknęło uwadze dziewczynie. Spojrzała na niego ostro, odpychając jego łapska, co rozśmieszyło go.
Odetchnął, zanim się odezwał.
- Nie wiedziałem,że jesteś taka słaba.. Jakbym wiedział, to wybrałbym inny sposób na spędzanie tego pięknego dnia. Co powiesz na warcaby?- spytał ironicznie. Kath posłała mu złe spojrzenie, ale czuła, że kąciki jej ust zaczynają się unosić. Przewróciła oczami, wstając, co dało znak chłopakowi by również się podnieść.
- Idę się napić, przynieść Ci coś?- zapytała powoli się oddalając, ale wciąż na niego patrząc.
- Piwo jakbyś mogła.- Odwrócił się do niej tyłem, idąc w kierunku basenu, po drodze ściągając z siebie koszulkę i buty. Patrzyła uśmiechem na ustach jak wskakuje do wody, by po chwili wypłynąć i przeczesać mokre włosy.
Spojrzał na nią z grymasem.
- Dzięki za piwo, maleńka. - Pokazała mu środkowego palca, ale posłusznie poszła do kuchni. Otworzyła lodówkę ale nigdzie piwa nie znalazła. Przyszło jej na myśl, że chłopak może przechowywać zapasy w spiżarni więc tam też sie udała. Otworzyła drzwi, które się znajdowały koło schodów i zeszła nimi powoli. Tak jak się spodziewała, kawałek dalej leżała zgrzewka zimnego piwa.
Podłoga zadudniła nad nią jakby ktoś chodził po niej na szpilkach.
" Może Jake przyszedł po piwo"
Chwyciła w dłonie dwa piwa i szybko wbiegła po schodach.
Zamknęła za sobą drzwi , odwracając się i .. zastygła.
Miała przed sobą plecy jakiejś blondynki z długimi włosami.
" To chyba jakiś żart !" Niemal krzyczała w swojej głowie.
Dziewczyna jakby wyczuła czyjąś obecność i z piskiem odwróciła sie, stając twarzą w twarz z Katherine.
Gdy zorientowała się, że to ta osoba, którą szuka, uśmiech spełzł z jej ust, rozciągając je w grymas. Zlustrowała brunetkę od stóp do głów, prychając pod nosem i zarzucając włosy za ramię.
-Gdzie jest Jake?- zapytała od razu blondynka.
Jak na zawołanie w drzwiach pojawił się mokry chłopak, mierzwiąc sobie włosy. Gdy podniósł wzrok i zobaczył pytający i groźny wzrok Katherine, oraz rozpromienioną twarz swojej byłej dziewczyny Mileny, poczuł się nieswojo.
Jednym słowem- miał przechlapane.
- Milena, cześć.. Co ty tutaj robisz?- zapytał zdezorientowany. Podekscytowana z piskiem szczęścia podbiegła do niego, zarzucając mu ręce na szyje i wpijając się w jego usta.
Katherine czując się speszona, oddaliła się w stronę kuchni. Usiadła na blacie, układając obok siebie piwa. Wyciągnęła z szafki nad sobą, swoje ulubione ciastka, odpakowując je. Po paru chwilach w drzwiach pojawił się czerwony Jake i rozanielona Milena, trzymająca go za rękę.
- Katherine.. to jest..
- Milena, jego dziewczyna.- Przerwała mu, posyłając jej znaczące spojrzenie, któro znaczyło " On jest mój, nie waż się go dotykać".
Spojrzała na wyciągniętą dłoń blondynki i z prychnięciem, podniosła ciastko do ust, kosztując je.Dziewczyna niezadowolona, że ta ją zignorowała, postanowiła zmienić temat.
Wyciągnęła dłoń w kierunku piwa obok brunetki.
- Co Ty na to Jake abyśmy się napili w basenie?- Chłopak przystał na tą propozycje, zapraszając do tego Katherine.
- Nie, dzięki. Możemy porozmawiać? - niemal warknęła.
- My z Jake'iem nie mamy przed sobą tajemnic więc możesz śmiało mówić.- zachichotała dziewczyna, przyciśnięta do jego boku.
" Daje słowo- jeszcze raz się wtrąci a ją zabije"
- Nalegam. - spojrzała na niego znacząco. Chłopak wyplątał się z obięć kobiety, prowadząc dziewczynę do sypialni.
- Co to do cholery ma znaczyć? Jakim cudem ona się tu pojawiła?! - wybuchła gdy już zamknął za nimi drzwi. Brunet podszedł do niej prosząc ją, by mówiła ciszej.
- Nie waż się mnie uciszać.- zagroziła mu palcem.
- Okej, przepraszam. Nie miałem pojęcie, że przyjedzie.. - zaczął się tłumaczyć, chodząc po pokoju.
Było mu trochę niezręcznie gościć w domu swoją byłą/ aktualną dziewczynę, oraz piękną Katherine, której względy chciał dostać.
- Skąd ona wie, że ten dom istnieje. Mówiłeś,że nikt o nim nie wie a tu jednego dnia, otwieram drzwi, za którymi są moi rodzice, a następnego Twoja laska!- Zabrakło jej tchu, więc odetchnęła głęboko, głównie po to by się uspokoić.
-Daj spokój, Milena jest niegroźna.
- Nie boje się jej jeśli o to chodzi, ale nie chce się zastanawiać kto jutro zapuka do tych głupich drzwi!
- Przestań tak się drzeć i odczep się już o niej.- wyrzucił ręce w powietrze. Nie mogła uwierzyć, ze bronił tej tlenionej blondynki.
- Dobrze. Okej. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem - ukłoniła się, drwiąc z niego. Odwróciła się tyłem, podnosząc swoją walizkę i pakując swoje rzeczy.
- Co Ty robisz? - zapytał chłopak podchodząc do niej łapiąc ją za nadgarstki. - Nie wygłupiaj się i chodz ze mną na dół.
Objął ją od tyłu, podnosząc do góry i ciągnąć w stronę drzwi.
Zdenerwowana,że nie reaguje na jej sprzeciwy, wymierzyła mu cios w brzuch, dzięki czemu puścił ją chociaż nie poczuł bólu.
- Postanowiłam. Wyjeżdżam. - mruknęła, nie patrząc na niego.
______________
http://edzia-lifestyle.blogspot.com/ - zapraszam również tutaj :)
cieszę się, że nie zawiesiłaś bloga! świetny rozdział! :) z niecierpliwością czekam na następny :*
OdpowiedzUsuń