wtorek, 27 maja 2014

Rozdział 5

  - Jake oddaj mi to! - krzyknęła powstrzymując śmiech.
  - Byłaś bardzo uroczym dzieckiem.- Po skończonym filmie, po którym Kath stwierdziła,że może uda jej się usnąć, chłopak postanowił pozwiedzać jej dom. Dotarł do albumu,który stał w małej biblioteczce i od razu zaczął go przeglądać. Znajdowały się tam stare zdjęcia,które robili jeszcze rodzice. Nie lubiła wracać do tamtych czasów dlatego też nigdy na niego nawet nie zerknęła przechodząc. Teraz leżał na kolanach jej towarzysza pod jego roześmianymi oczami.
Wyciągnął fotografie,na której znajdowała się mała dziewczynka w dwóch kucykach, różowej sukieneczce i kotkiem na rękach. Przypatrywał się chwile temu zdjęciu po czym stwierdził:
 -Chciałbym zobaczyć Cię w takich dwóch kucykach.
 -To nie jest koncert życzeń chłopczyku. A teraz oddaj mi łaskawie mój album!
Wstał podchodząc do szafki,którą wcześniej przejrzał, wyciągając z niej wsuwki i gumki do włosów. Dziewczyna przyjrzała mu się badawczo z przymrużonymi oczami. Chłopak uśmiechnął się do niej promiennie stając za nią i próbując unieruchomić. Ze śmiechem teraz ona wstała na przeciw niego tak by dzieliła ich kanapa
  - I co,że mam Cię teraz wokół niej gonić? - prychnął.
  - A co myślałeś,że sama do Ciebie przyjdę? - założyła ręce na piersi udając zdziwioną. Nie wiedząc kiedy przeskoczył kanapę i stanął bardzo blisko niej. Zrobiła mały krok w tył unosząc dumnie podbródek.
  - Niech Ci będzie. Ale pod jednym warunkiem.
  - Stawiasz mi jeszcze warunki? Dobrze, słucham.
  - Ja też zrobię tobie takie kucyki. Chyba nie chcesz żebym sama wyglądała jak debil, prawda?- podeszła do szufladki wyciągając więcej gumek ciągnął chłopaka na kanapę. Usiadła do niego bokiem bawiąc się jego włosami. Położył jej ręce na biodrach,które zaraz przegoniła.
Po 10 minutach na jego głowie było ponad 15 malutkich kucyków. Wybuchła śmiechem widząc jego minę gdy przeglądał się w lustrze. Sięgnęła po telefon po czym zrobiła mu zdjęcie do której chętnie za pozował.
  - Teraz twoja kolej. - Rozczesał jeszcze raz jej długie włosy rozdzielając je na dwie części. Jedną podtrzymując ręką wysoko upiął. Po chwili z drugą zrobił to samo. Odwrócił ją przodem do siebie i on też nie mógł się w tej chwili powstrzymać. Wyglądała jak duże dziecko. Sięgnęła przed lusterkiem przeglądając się i mamrocząc coś pod nosem.Gdy miała ściągać gumkę złapał ją za rękę uniemożliwiając jej to.
  - Chyba nie myślałaś,że pozwolę Ci to zrobić zanim nie zrobię Ci zdjęcia.- Wyciągnął z kieszeni telefon kierując obiektyw na jej twarz. Oślepiła ją lampa,która włączyła się po zrobienia zdjęcia.
  - Już? Zadowolony,że zrobiłeś ze mnie debila i jeszcze to uwieczniłeś?
  - Skoro pytasz to byłbym bardziej szczęśliwy .. - zbliżył się do niej kładąc jej rękę na policzku - gdybyś pozwoliła mi, zrobić to .. - nachylił się nad nią, zmniejszając  dzielącą ich przestrzeń.
W tej chwili usłyszała swój telefon. Dziękowała w duchu, że zadzwonił właśnie w tej chwili. Nie to, że nie chciała go pocałować. Wiedziała kim jest. Nie chciała zabawiać się z wrogiem.
Za to chłopak czuł sie naprawdę zawiedziony. Już drugi raz próbował ją pocałować i znów się nie udało. Miał ochotę rzucić ją na kanapę wpijając się w jej usta i czekając na jej ruch. Ale nie chciał być takim draniem. Nie chodziło mu tylko o seks. Od seksu miał Ally,która nie ważne gdzie była i z kim. Na każde jego pstryknięcie była u jego stóp.
Minęła go podchodząc szybko do stolika.
Caroline.
Na śmierć zapomniała,że poprosiła ją by go śledziła. A co jeśli teraz siedzi przed jej domem i wyobraża sobie co tutaj robią od 2 godzin? Niedobrze.
  - Cześć. I jak tam?- odezwała się stając tyłem do chłopaka.
  - Zaraz po tym jak zadzwoniłaś pojechał Bunker Hill. Spotkał się z jakimiś mięśniakami ale chyba tylko się kłócili. W każdym razie nic ciekawego. - Poczuła jego oddech na karku. Odwróciła sie przodem, kierując sie w stronę kuchni. Nie chciała żeby słyszał o czym rozmawiają.
  -Była z nimi?
  -Nie.- westchnęła.
  -Dzięki Caroline. - Rozłączyła się, przeczesała dłonią wciąż wilgotne włosy powoli wracając do salonu. Chłopak siedział z łokciami opartymi na kolanach, badawczo jej się przyglądając. Żeby wybrnąć z tej sytuacji ziewnęła głośno ruszając ku niemu.
  - Chyba powinienem się zbierać .. - Czyli jednak był mądry.
  - Tak, to chyba dobry pomysł. Muszę się wyspać i takie tam ..- Wstał chowając telefon do tylnej kieszonki opinających go spodni. Zatrzymał sie przy drzwiach uśmiechając się do niej.
  - Do jutra Katherine.
**
" Jeśli chcesz ją jeszcze zobaczyć, przyjedz nad rzekę o 22. Masz być sama "
Wpatrywała się w ekran telefonu delikatnie wystukując na nim rytm długimi czarnymi paznokciami.
Co miała zrobić? Przecież nie ma pewności,że ją mają. A tym bardziej,że ją uwolnią. Zagryzając wewnętrzną stronę policzka wybrała numer Peter'a.
Odebrał po drugim sygnale. Wytłumaczyła mu sytuacje, a on obiecał,że spotkają się już na miejscu za 15 minut. Weszła do kuchni, stanęła na palcach żeby dostać sie do szafki nad zlewem, wyciągnęła broń i amunicje. Chwyciła kilka noży i umieściła je w bucie oraz za paskiem spodni. Włosy na szybkiego związała w kucyka, aby nie przeszkadzały jej, w najgorszym razie, w walce. Wybiegła z domu prosto do garażu na przeciwko. Wyjechała autem na ulice kierując się w odpowiednią stronę.
Po 15 minutach wychodziła z auta rozglądając się czujnie na boki. Nie mogła sobie pozwolić na zaskoczenie. Zauważyła auto niedaleko kładki. Na jej widok mężczyźni wyciągnęli broń i wyszli z auta ustawiać się w półkolu. Przestąpiła z nogi na nogę. Gdzie do cholery są Caroline i Peter ?!
  - Rzuć broń. - krzyknął blondyn celując w nią.
  - Pokażcie mi ją ! - odkrzyknęła. Mężczyzna kiwną lekko w stronę kolegi po lewej stronie. Odwrócił się tyłem kierując się na tył dużego czarnego auta,którego wcześniej nie zauważyła. Usłyszała jej krzyk. To musiała być ona. Zrobiła krok w przód.
Młoda dziewczyna była teraz ciągnięta przed dwa razy większego faceta. Była ubrana w białe,krótkie spodenki i za dużą bokserkę, prawdopodobnie jednego z nich. Pod jej okiem widniał duży siniak,który był zauważalny nawet z tej odległości. Poczuła złość i bezsilność na widok swojej młodszej siostry w tym stanie.
Blondyn znów wydał to samo polecenie,które teraz spełniła. Podeszła bliżej czując łzy spływające po policzku.
  - Czego chcecie?- odezwała się głośno i wyraźnie. I właśnie wtedy ich zobaczyła. Stali z obrzydliwym uśmiechem na ustach obserwując ją. Stali objęci, jej niby przyjaciele. Pokiwała głową nie wierząc w to co widzi. Uchyliła usta ale żaden dźwięk się z nich nie wydostał. Była w szoku. Ufała im. Jeszcze trochę a mogłaby zacząć traktować ich jak rodzinę. Pomagali sobie nawzajem. Przecież to oni wyznaczali jej akcję. O co tu do cholery chodzi?
  - Podejdź. - zapiszczała swoim wysokim głosem Caroline jednak ta nie ruszyła się z miejsca.Blondynka nachmurzyła się widząc,że nie wykonuje jej polecenie. Nim się zorientowała wyciągnęła broń i w nią wymierzyła. Peter świadomy tego co towarzyszka chce zrobić rzucił się na nią co spowodowało, że teraz broń była wycelowana w jej nogę. Próbując uskoczyć, wystraszona dziewczyna nagłym ruchem ukochanego,wystrzeliła. Katherine krzyknęła głośno opadając na wilgotną, wysoką trawę. Jej ręce pokrywała teraz krew gdy odsunęła dłoń uda. Zacisnęła zęby starając się wstać.
Jej młodsza siostra zaniosła sie płaczem widząc siostrę w tym stanie ale uderzenie w twarz od mężczyzny obok odwrócił jej uwagę. Kilku mężczyzn podbiegło do niej łapiąc ją za ręce i brutalnie pchając w stronę zdrajców. Caroline z mordem w oczach i uśmiechem na ustach wpatrywała w nią intensywnie. Gdy tylko ją pchnęli w jej stronę, podeszła do Kath uderzając ją w twarz. Odczekała parę sekund. Tak, czuła wyskakującego już siniaka. Odwróciła się gotowa jej oddać jednak obok niej znów pojawili się Ci sami mężczyźni gotowi rzucić się na nią gdyby zrobiła coś nie tak. Więc stała na przeciwko nich, kątem oka wpatrując się w siostrzyczkę ,której nie widziała od kilku tygodni. Była wychudzona, miała podpite i podkrążone oczy oraz liczne siniaki na jej małym ciele. Starała się w tym jednym spojrzeniu przekazać jej jak bardzo ją kocha, i ze nie odpuści dopóki jej nie uwolni jednak nie była pewna czy to zrozumiała.
  -Mogę już ją zabić?- zapytała zniecierpliwiona kochanka Peter'a.
Nienawidziła brunetki. Uważała ja za swoją konkurencje. Nie raz widziała spojrzenie Peter'a gdy właśnie ona przechodziła obok lub gdy się przebierała na jakąś akcje. Była po prostu zazdrosna o tą sukę. W tej chwili jej marzeniem było zlikwidowanie jej i to własnie przez nią.
 -Katherine skarbie.. - zaczął zwracając sie do niej- Mam nadzieje, że nie masz mi tego za złe. Musiałem to zrobić i jestem pewien, że kiedyś mi to wybaczysz, a będzie jeszcze okazja- mrugnął do nie porozumiewawczo.
  - Czego chcecie?- powtórzyła swoje pytanie.
  - Ciebie. - Spojrzała na nich pytająco. Chcieli ją? Po co?
  - Widzisz, ktoś kogo bardzo znasz i możliwe,że nawet kochasz ma z Tobą do wyjaśnienia pare spraw. Nie wątpliwie będzie chciał Cię usunąć. Jednakże przez te pare lat wykazałaś się niezwykłym talentem skarbie. Będę zmuszony Cię wykorzystać do swoich spraw ale oczywiście i ty na tym skorzystasz.
  - Wypuśćcie Lucy - Traciła coraz więcej krwi. Jej skóra robiła się coraz to bledsza jednak zmusiła się by stać prosto i nie okazywać bólu. Bała się o nią. Nie chciała znów jej stracić.
  -Najpierw przejdziesz kilka prób. Z każdą Twoją porażką, siostrzyczka będzie bardzo cierpieć więc radze Ci się przyłożyć. - Odprawił ruchem głowy towarzyszy tak,że teraz stali za nim- Wyśpij się i bądz pod telefonem. Zaczynasz jutro.



2 komentarze:

  1. Chaotyczne, ale akcja toczy się dalej.
    Czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale namotałaś.! Nie wiadomo o co do końca chodzi.. :/ ale czekam na ciąg dalszy, może to naprawisz

    OdpowiedzUsuń