poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział 3

Idąc z nim ramie w ramie zauważyła kątem oka pistolet za paskiem jego spodni. Czy on naprawdę jest taki głupi, żeby nosić broń w spodniach? W każdej chwili ktoś go może zobaczyć i na niego donieść. Chyba, że przewidział taką sytuację i nie zrezygnowałby z okazji użycia jej.To też jakaś myśl. Ona swoją trzymała obecnie w torebce w najbliższej kieszonce ale tylko w razie nieprzewidzianej sytuacji. Sama nie wiedziała jaka mogłaby to być sytuacja ale wiedziała, że będzie czuła,że  musi ją użyć.
  -Mieszkasz gdzieś niedaleko szkoły?- odezwała się swoim aksamitnym głosem. Gdy była młodsza uwielbiała śpiewać i według jej nauczycieli muzyki, miała talent. Talent po swojej zmarłej już mamie.czasu Lubiły wieczorami usiąść na tarasie z gitarą i śpiewać stare piosenki,ale gdy jej zabrakło- przestała. Wszystko to kojarzyło jej sie z rodzicielką,a czas,w którym umarła była dla niej bardzo trudnym okresem.
  - Dziesięć minut drogi autem. Można powiedzieć, że nie daleko.
  - Mieszkasz sam czy z rodzicami? A może z dziewczyną bądź kolegami? No wiesz.. męski dom. Pełno lasek  i te sprawy.- Chłopak zaśmiał się przepuszczając ją w drzwiach widny. Oparł się tyłem o wielkie lustro z dłońmi schowanymi w przednich kieszeniach.
  - Czy jest jeszcze jakiś dwudziestolatek,który mieszka z rodzicami? Nie wydaje mi się. Wyprowadziłem się parę lat temu. Nie podobało mi sie to,że wiecznie mnie kontrolowali: " Jake dlaczego wracasz pijany z imprezy?" , " Jake posprzątałbyś w końcu pokój!", " Idz się ogól bo wyglądasz jak małpa "- przedrzeźniał ich. Nie wytrzymała i wybuchła śmiechem zakrywając dłońmi oczy. - Mam własny domek. Tam przynajmniej nikt sie nie czepia,że mam porozrzucane skarpetki czy bokserki. Ale spokojnie. Mam w zwyczaju sprzątanie domu gdy kogoś zapraszam. - Puścił jej oczko.Drzwi rozsunęły sie wypuszczając ich,a wpuszczając młodszych uczniów. Skręcili w lewo gdzie biegł długi korytarz pokryty licznymi fotografiami uczniów z różnych okazji.Szatyn stanął za nią przypatrując się jej przez chwile. Uważał,że była piękna. Inna od tych wszystkich snobek,które tu uczęszczały. Dla których liczyła się marka ubrania niż osoba.Ona była inna i podziwiał ją za to. Wiedział, że inni chłopacy chcą ją zaliczyć.Sam też tego chciał ale szanował ją. To było dla niego całkowicie odmienne doznanie. Nie przywykł do tego,że to on musiałby się starać o dziewczynę. Zawsze gdy przyjeżdżał do domu wieczorami, jakaś laska już tam leżała z rozłożonymi nogami.
  - Nasza nauczycielka - zaczął - Pani Collins wpadła kiedyś na pomysł abyśmy udokumentowali każdą wycieczkę, akcje, dyskotekę. Uważa, ze fajną sprawą będzie przyjść za np.30 lat i po wspominać. To tutaj- dotknął zdjęcia,na której stała grupka osób licząca dziewięć osób na tle wieży Eiffela- to fotografia zrobiona podczas wymiany między szkolnej.Ogólnie fajna sprawa taka wymiana ale jedynym minusem chyba jest to, że trzeba mieć najlepsze stopnie.
  - Nie lubisz się uczyć? Nie widzę, Cie na fotografii wiec zakładam,że nie brałeś w niej udziału.
  - A kto lubi się uczyć ?- Odwrócił się do niej twarzą- Wolałabyś kuć do jedenastej w nocy zamiast iść na imprezę czy do kina z chłopakiem?
  - Coś racji w tym masz ale chyba motywowało by mnie takie coś aby mieć wysoką średnią.
  - Motywowało by mnie możliwość pojechania tam z Tobą. - Odwróciła twarz przyglądając się pozostałym fotografiom. Jeśli myśli, że jest na tyle głupia, ze słysząc taki tani tekst wyląduje z nim w łóżku, to się zdziwi.
  - Pracujesz gdzieś?
  - Dorabiam czasami ale nie muszę. Mam bogatych rodziców,którzy chętnie spełniają moje zachcianki.
  - Czym dorabiasz? Jeśli oczywiście mogę wiedzieć. - dodała sztucznie nieśmiałym głosem.
  - To w sumie nie jest interesujące - odpowiedział wymijająco. Nie drążyła tematu w obawie, że nabierze podejrzeń. Wziął ją pod rękę i poprowadził dalej.
*
Wychodząc z biblioteki, w której wypożyczyła resztę potrzebnych książek, skierowali się w stronę jej szafki. Opowiadali sobie różne,zabawne historie,które im się przytrafiły jak byli mali. Dziewczynę bolał już brzuch, a nawet uroniła kilka łez ze  śmiechu. Karciła się za to w duchu. Wiedziała kim jest i co ona musi z tym zrobić a zamiast tego szła tu teraz z nim i się śmiała. Wmawiała sobie, że robi to tylko po to by zdobyć jego zaufanie, co bardzo poprawiało jej humor.
  - Raz jechałem z kolegami pociągiem i nie zauważyliśmy naszej stacji. Pociąg zaczął ruszać a my pobiegliśmy do drzwi. Koledzy zdążyli wysiąść jak ludzie, a ja byłem zmuszony skakać. Nie powiem, że trochę sie cykałem, ze zahaczę nogą o tor i coś sobie zrobię a nie miałem zamiaru czekać do następnej stacji by potem biec z niej na ta właściwą. Zamknąłem oczy i skoczyłem. Niestety nie zauważyłem stopnia więc zahaczyłem o nią nogą, powodując,że wylądowałem praktycznie na twarzy. Więc można powiedzieć,że moje obawy się sprawdziły.Miło, ze się ze mnie śmiejesz podczas kiedy ja opowiadam Ci dramatyczną sytuację,w której zostałem ranny. - Zrobił urażoną minę, kiedy dziewczyna próbowała zakryć swoje usta by stłumić śmiech.
Podeszli do jej szafki, otworzyła ją a on podał jej książki, które niósł przez cała drogę. Spojrzał na zegarek i stwierdził,że nie ma szans by zdążyli jeszcze coś zobaczyć wiec poprosił ją by usiedli przez chwile na ławce obok. Kierując się na nią chłopak poczuł wibracje w prawej kieszonce spodni. Zdenerwowany,że ktoś przeszkadza mu w tej chwili włożył tam ręke wyciągając najnowszy model telefonu. Po przeczytaniu esemesa cały się spiął . Spojrzał na dziewczynę,która już mu się przypatrywała z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Stanęli w miejscu.
  -Przepraszam Kath, ale chyba skończę dzisiaj zajęcia wcześniej. Zle się poczułem...- łgał.
  - Może odwiozę Cię do domu? Nie było by przyjemnie gdybyś zemdlał podczas jazdy.- Udała zmartwioną. Chciała wiedzieć gdzie mieszka. Peter nie mógł znaleźć takich informacji w jego kartotece, a wydawało jej sie,że to może być pomocne.
  - Nie, nie martw sie, dojadę. Dziękuje,że mogłem Cie oprowadzić -dotknął jej dłoni przybliżając ją do swoich ust po czym lekko ją musnął nie odrywając wzroku od jej oczu. - Mam nadzieje, że dokończymy ja jutro. Na razie.- odszedł szybkim krokiem w stronę auta.
Brunetka wybrała numer Caroline, która kręciła się autem nie daleko szkoły. Po kilku sygnałach czekania dziewczyna odebrała gotowa do działania.
  -Jedz za nim.- usłyszała. Schowała telefon do tylnej kieszonki spodni i darując sobie ostatnie lekcje postanowiła sama się oprowadzić po szkole.
**
Wyszła kolejnymi schodami w górę i znów napotkała biegnący korytarz prowadzący do jednych drzwi.Podeszła do nich szybkim krokiem, pociągając za klamkę. Zamknięte. Wyciągnęła jedną wsuwkę,która podtrzymywała jej kapelusz. Włożyła główkę w otwór do klucza parę razy przekręcając dopóki drzwi nie ustąpiły. Obeszła chyba całą piwnice, przeszukała drzwi w drzwi ale żadne nie były zamknięte. Tu musi coś znaleźć.
Na ścianie na przeciwko stał regał ze środkami czystości. Niedaleko obok wiaderko z mopem i miotłą. Po prawej stronie od drzwi stało biurko. Podeszła do niego przeszukując szuflady.Puste. Przeczesała dłonią włosy rozglądając się za czymś co dałoby jej jakiś znak. Przecież kto zamyka drzwi na klucz pokój ze środkami czystości? Te snoby tutaj możliwe,że nawet nie wiedziały, że jest tu jakaś piwnica wiec nikt nie powinien się bać,że ukradną im płyny.Podeszła do ściany uciskając ją wewnętrzną stroną dłoni w różnych miejscach. Czy ona naprawdę myślała, że znajdzie tajemnicze miejsce? Zaśmiała się,że swojej głupoty. Chcąc wychodzić zauważyła pod regałem jakąś szmatę. Odepchnęła przeszkodę. To nie była szmata tylko stary mały dywanik. Pod regałem? Poderwała go od ziemi odsłaniając żelazną klapę. A więc jednak sprawdzają się hollywoodzkie scenariusze. Schyliła się by mieć lepiej ją podnieść ale zrobiła to z trudem. Klapa wygląda na ciężką ale według niej nie tak ciężką, jaka była naprawdę. Otworzyła ją na oścież najciszej jak potrafiąc odkładając klapę na drugą stronę. Sięgnęła po latarkę,która stała koło płynu do szyb. Wepchnęła ją do środka włączając ją. Schyliła się by lepiej zobaczyć co jest w środku ale tego widoku każdy by się spodziewał znajdując klapę w podłodze. Schody. Wstała z zamiarem zejścia na dół kiedy usłyszała dźwięk odbezpieczającej broni tuż za jej głową. Nie odwróciła się,ponieważ poczuła ja przyciśniętą do skroni.
  -No proszę, kogo ja tu mam.. - odezwał się gruby,niski głos wybuchając śmiechem.

2 komentarze:

  1. Zakończenie w takim miejscu to po prostu przestępstwo !
    Kiedy dalsza część ? Czekam ze zniecierpliwieniem ;33

    OdpowiedzUsuń