poniedziałek, 24 listopada 2014

Rozdział 8 cz 2

Zajechali do domu po piętnastu minutach, w którym jeszcze w ciągu godziny był Jake. Piękne kwiaty, które rosły przed domem nadawały blasku na pierwszy rzut okna, jednak z tyłu domu, chociaż było wszystko ładnie urządzone, Katherine nie lubiła tam przesiadywać. Dwa stare pnie wiły się ponad domek rzucając cień za jego otoczenie. Podczas lata, kiedy temperatura sięgała 35 stopni, był to raj, zwłaszcza,że stał tam stół z krzesłami.
Była ciekawa czy jego właściciele darzą sympatią to miejsce czy ich myśli współgrają z niej.
Jake gestem ręki pokazał aby szła przed nim jednak ona zrównała się z nim i dotykając się z nim ramieniem, doszli pod drzwi. Sięgnął pod donice z kwiatkiem obok wyciągając mały kluczyk. Włożył go w jego miejsce wpuszczając ich do domu.
Miał na ustach lekki uśmiech co nie umknęło uwadze dziewczynie. Badawczo mu się przyglądała z ulgą. Cieszyła się,że jest w dobrym humorze.
Przekraczając próg zobczyła wielki napis na duzej bloku,przypiętego albo przyklejonego do deski blisko sufitu.
Nadal pudło. Gdzie Twój refleks dziewczyno?
Zachichotała dość głośno. Szatyn stanął obok też na niego zerkając z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Miała nadzieje, że daje sobie w twarz za to,że w nią zwątpił.
  - Mój refleks ma się dobrze, dziękuje,że pytasz. - Odparła. Mruknął coś niezrozumiałego i podszedł do okna. Chodził wzdłuż niego z rękami w kieszeni.
Ostrożnie stawiając nogi, tak jakby podłoga miała zaraz się zawalić, poszła w jego stronę. Kilka kroków i była obok przed nim, gdy wciąż chodził. Odetchnął głęboko i oparł się o okno, po chwili ona zrobiła to samo. Przylgnęła głową do zimnej ściany zerkając na chłopaka. On też na nią patrzył z lekkim uśmiechem, który raz pojawiał się na jego twarzy, a raz znikał.
  - Nie sądziłem, że będziesz próbowała się ze mną spotkać. Bardziej prawdopodobne by było, że to ja znów bym u Ciebie zawitał. - kręcił głową.
  -W normalnych okolicznościach by tak pewnie było. - odezwała się po chwili.
Chłopak uniósł brwi.
  - A te jakie są okoliczności?
  - Niecodziennie. - Przyznała.- I całkiem dla mnie obce.
Zamyśliła się, spoglądając na swoje buty, a zaraz znów w jego oczy, po czym dodała:
  - Ale w pewni satysfakcjonujące.
Uśmiechnął się do niej szeroko, ku jej zdumieniu przysunął się trochę w jej stronę. Oparła sie wygodniej o ścianę.
Założył ręce na pierś, stukając nogą o podłogę.
Jasna ściana, która była za nim idealnie kontrastowała z jego osobą. Automatycznie wyglądał na jeszcze ciemniejszego niż był w rzeczywistości. Ciemny, kilkudniowy zarost dodawał mu męskości a tym samym kusił ją aby go dotknęła.
Nim zdążyła pomyśleć co robi, stała przed na wyciągnięcie jego ręki i dotykała jego brody. Jego prawa brew uniosła się pytająco. Nie cofnął się, jednak z poważną miną odparł:
  - Chciałaś ze mną porozmawiać. Ubiegłaś się o to spotkanie i teraz gdy stoisz przede mną... nic nie mówisz.
Prawda była takim zaskoczeniem, że cofnęła rękę. Tym spotkaniem chciała coś uzyskać a mianowicie jego. Nawet jeśli nie udałoby się to, chciała naprawić tą relacje.
Siedząc obok w aucie i kierując sie do tego miejsca, rozmyślała co mu powie. Nic nie przychodziło jej do głowy, a przynajmniej nic odpowiedniego więc rozważała szansę, że on zacznie temat.
Ale dlaczego miałby? Powiedział jej co chciał powiedzieć i nie miał nic do dodania.
  - To jest trudniejsze niż się Tobie wydaje. - zaczęła. Odetchnęła głęboko odwracając wzrok. - Zdradź mi powód, ten prawdziwy, dla którego tak się wściekłeś.
Zaskoczenie rozszerzyło jego źrenice, stłumiły głos. Otwierał usta kiedy dodała :
  - Wiesz, co mam na myśli. Nie gniewasz się na mnie dlatego, że tak po prostu uciekłam. Sądzę,że tu chodzi o coś innego.
  - Doprawdy? Nawet nie wiesz jak zaciekawiłaś mnie tym. No słucham, powiedz mi. - Jego uczucia wahały się miedzy złością i irytacją, a ciekawością. - Patrz na mnie jak będziesz to mówiła.- Poprosił ostro.
Nie zrobiła tego od razu, ale w momencie w którym jej usta otworzyły się, spojrzała w jego stronę. Nie patrzyła w jego oczy, tylko po prostu na twarz. Nigdzie nie zatrzymywała na długo wzroku, nie chcąc aby to ja rozproszyło.
  - Ile minęło czasu odkąd poznałeś mnie od zerwania z Mileną?
Zmarszczył brwi.
  - Dobrze ponad rok. Co to ma naszej sprawy?
  - Wydaje mi się, że ma dużo.
Zastanowiła się nad doborem odpowiednich słów.
  - Przez krótki moment.. Nie kierowała tobą samotność? To, że ... nie wiem jak to ująć, żeby dobrze zabrzmiało..
  - Nie musisz dobierać słów, po prostu powiedz o co chodzi. - rzucił.
 - Wszystko to co było od momentu naszego poznania, było spowodowane Twoją samotnością. Jesteś przystojny, to fakt, dlatego nie rozumiem dlaczego zdecydowałeś się własnie, żeby być przy mnie. I jeszcze powrót Mileny.. Nie tęskniłeś za nią?
  - Tęskniłem. - przyznał. Przegryzła mocno wargę.
  - Więc dlaczego ją zostawiłeś?
  - Nie wiem.. może moja samotność wolała zostać z Tobą. - odparł zirytowany.
Popatrzyła na niego błagalnie, zaciskając dłonie na jego koszulce. Objął mocno jej nadgarstki, jakby chciał ja odepchnąć ale nie zrobił tego. Po prostu patrzył na nią z błyskiem w oku.
  - Proszę powiedz, że wszystko co powiedziałam to moje wymysły..
  - Czy to Twoja taktyka aby mnie zmiękczyć i tym samym się pogodzić?
Uważnie analizowała jego jak i swoje słowa przez kilka chwil. Uśmiech na nowo rozjaśniał jego twarz wiec odparła niepewnie:
  - Jeśli powiem, że tak to się zdenerwujesz?
  - Nie. Będę pod podziwem Twojego przekrętu.
  - A jeśli powiem,że nie?
  - Nie chce tego usłyszeć, a tym samym uznać Cię za głupiutką.
Zaśmiała sie szczerze. Coś jej podpowiadało, ze on w pewnej części tak o niej myśli. Postanowiła wytknąć mu to innym razem i żeby się upewnić, zapytała:
  - Więc jak?- Cofnęła się o dwa kroki i rozchyliła ramiona. Jake uśmiechnął się szeroko a po chwili było to słychać w jego głosie.
  - Wygląda na to, ze na nowo jest w porządku.- Podszedł do niej, oplatając ją w pasie. Pocałował ją w szyje, chowając tam swoją twarz. Czuł jak dziewczyna zadrżała przez ten pocałunek, jednak nie wiedział czy to przez sam fakt, że ją pocałował czy przez to, że ma tam łaskotki.
Pociągnął ją w stronę fotela, pozwalając aby usiadła mu na kolanach i oparła się o jego pierś.
Siedzieli tak pół godziny, ciesząc się samym faktem, że wszystko jest w porządku. Chłopak gładził jej nogę, która była oparła bok foteli. Przez cały czas przytrzymywał usta przy jej czole, od czasu do czasu muskając jej szyje.
Dziewczyna trzymała go jedną ręką za kark, drugą trzymała na jego ręce, która gładziła jej udo. Ta pozycja była tak dla niej wygodna, że niemal usypiała w jego cieple od ciała.
Zanim jednak faktycznie do tego doszło, usłyszała głos chłopaka nad swoich uchem.
  - Nigdy nie czułem się samotny Katherine. Nigdy dopóki nie spotkałem Ciebie i nie dowiedziałem się jak to naprawdę jest kochać.



5 komentarzy:

  1. <3 jaaaaaaaaaaaaaaaaaki słodziak :3
    więcej!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. kocham czytać te twoje wypociny :* kiedy ciąg dalszy ? oby szybko :D

    OdpowiedzUsuń
  3. nie denerwujcie się jeśli kilka dni nic nie będzie ale nie mam teraz czasu pisać bo i przygotowania do próbnych i idą święta więc chyba sami rozumiecie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. smutek i niedoczekanie... ;x

    OdpowiedzUsuń