Po wyjściu Jake'a, Katherine nie mogła pozbierać niczego do kupy. Czuła się zle przez atmosferę w jakiej przebiegła jej rozmowa z chłopakiem, a już szczególnie przez słowa jakie zostały podczas niej wypowiedziane.
Sądziła, że wszystko będzie w porządku. Skoro od progu wziął ją w ramiona, była pewna, że jego uczucia nie zmieniły się. Sama nie miała odwagi się z nim skontaktować po tym co się miedzy nimi wydarzyło. Nie lubiła siebie za to, ale uważała to za słuszność.
Teraz kiedy pokazał jej swoją drugą stronę,ciemniejsza, nawet względem niej, stwierdziła, że pociąga ją jeszcze bardziej.
Niemal jęknęła kiedy to sobie uświadomiła. A zrobiła to kiedy po raz pierwszy ją od siebie odepchnął.
Po jego wyjściu była smutna co zauważyła Sara, wracając do domu. Oczywiście jako przyjaciółka starała się z niej coś wydobyć, pomóc jej, pocieszyć.
Ta z kolei zamknęła się w pokoju, nie wychodząc przez całą noc, a próbując uspokoić dziewczynę przez drzwi.
Rano czuła jakby miała piasek w oczach. Przetarła je piąstkami.
Odrzuciła ciepłą kołdrę pozbawiając jej gołe nogi ciepła. Wstała spoglądając na zegarek.
Za godzinę musiała być w pracy. Na pewno zdąży. Ubrała na siebie obcisnął sukienkę zbierając z szafy kapelusz.
Po skończonych czynnościach w toalecie zeszła na dół. Nie było tam Sary. Zauważyła kartkę z jej charakterem pisma więc podeszła do niej, wzięła ją do ręki i przeczytała na głos:
Musiałam wyjść wcześniej ale za to będę również wcześniej. Upiekę Ci coś dobrego. Przygotuj się na rozmowę... buziaki!
Przynajmniej miała z tego pyszne wypieki dziewczyny. Zrobiła sobie na szybkiego śniadanie w postaci bułki i biorąc ją w rękę wyszła z domu, zamykając go na klucz.
Wsiadła do auta zaparkowanego obok garażu. Wsiadła, zamknęła drzwi, wsadziła kluczyk, przekręciła i wyjechała.
Sprawdziła czas.
Miała jeszcze 15 minut do rozpoczęcia zmiany. Zdąży.
Mimo, że próbowała zająć się czymś innych, wciąż myślała o wczorajszym dniu. Postanowiła, że po pracy spróbuje się dowiedzieć gdzie może znaleźć chłopaka i do niego pojedzie.
Gdyby nie to, ze to dopiero jej drugi dzień w pracy, zadzwoniłaby do szefa, albo poszła bo nie ma jego numeru, i poprosiła o dzień wolnego. Zatrzymała się na czerwonym świetle, opijając bordowym, długim paznokciem o kierownicę. Oparła głowę o szybę, czekając.
Westchnęła głośno kiedy przypomniała sobie ich relacje dwa miesiące temu. Gdyby ktoś jej wtedy powiedział, że za ten czas zdąży go w sobie rozkochać a później od niego uciec...- nie zdziwiłaby się.
Ale gdyby ktoś jej powiedział, ze go w sobie rozkocha, sama też się w to angażując, a później od niego ucieknie...- w to byłoby trudno uwierzyć.
Jednak siedząc w aucie, wrzucając bieg, gdy zaświeciło zielone światło, uśmiech malował się na jej bordowych ustach.
Jake był zdecydowaniem kimś, kogo nie wyobrażała sobie w jej życiu. Pojawił się z nie wiadomo skąd i już został. Nie chciał odejść i wbrew pozorom ona również tego nie chciała.
Zajeżdżała na parking niedaleko restauracji. Zaparkowała obok miejsca dla inwalidów. Zebrała rzeczy, założyła kapelusz i wyszła z auta, zamykając go.
Minęła kilka pań w podeszłym wieku, wychodzące z jednej z kamienic. Przepuściła je, idąc za nimi.
Panie również weszły z nią do restauracji, siadając przy najbliższym stoliku. Roześmiane podjęły się rozmowy.
Przeszło obok widząc kucającą za ladą Bree. Przywitała się z nią niedbale wchodząc do pokoju. Założyła swój strój służbowy, zostawiając resztę w szafce.
Wychodząc koleżanka wciąż czegoś szukała. Zauważyła, że babcie nie mają przed sobą menu. Szybko podeszła do nich, wręczając im karty z prośbą o zawołanie ją gdy się na coś zdecydują a sama wróciła do lady gdzie zaczęła zajmować się pracą.
**
Zebrała brudne naczynia po ostatnim swoim kliencie, powoli kierując się do drzwiczek, za którymi stała pani, która miała to pozmywać. Ułożyła wszystko obok sterty brudnych naczyń. Pożegnała się życząc powodzenia.
Migiem przebrała się i w towarzystwie Bree wyszła przed lokal.
Ta chwyciła ją za ramię, zanim otworzyła usta.
- Czy wszystko jest okej? Wiem, ze to nie moja sprawa ale wydaje mi się, że coś jest nie tak..
Zaskoczona nie odezwała się przez chwile.
Tak coś jest nie tak!, wrzeszczała w środku.
- Wszystko jest okej. - odparła.- Nie wyspałam się i może o to chodzi. No nic, muszę już lecieć. To do jutra.
Wyczytała z jej twarzy, że jej nie wierzy ale mimo to uśmiechnęła się, machając jej.
Idąc w kierunku auta Katherine wyciągnęła telefon wybierając numer Jake'a..
*
Zdenerwowany na dzwoniący telefon, podszedł do parapety, o który oparł się plecami. Zacisnął pięści powstrzymując się aby go odebrać. Czy ona nie rozumiała, że on nie chciał z nią rozmawiać?
Kogo Ty oszukujesz... jasne, że chcesz z nią rozmawiać, pomyślał.
Mimo to nie zrobił kroku do przodu, lecz stał z kamienną miną.
Po kilku sekundach telefon ucichł.
Krótki dzwonek sygnalizował nową wiadomość. Podszedł do niego.
Katherine.
Zawahał się, ale w końcu odczytał wiadomość:
Obierz ten cholerny telefon i porozmawiaj ze mną. Albo przynajmniej się ze mną spotkaj.
Musimy sobie wszystko wyjaśnić! Proszę..
Odczytując ostatnie słowo, uśmiech pojawiał się na jego ustach.
Ta dziewczyna nigdy nie prosiła. Ona żądała, a świadomość, że to jego o coś prosiła, no cóż.. cieszył się. Wczoraj też usłyszał od niej to słowo, ale wczorajszy dzień nie był powodem do uśmiechów.
Dzisiaj tez nie jest taki dzień, ale widząc, że ona próbuje coś zrobić z tą sytuacją, sama niosła uśmiech.
Zastanawiał się chwilę po czym odłożył telefon na biurku. Spoglądając na niego usiadł na fotelu, opierając się o oparcie.
Myślał o tym, co by było gdyby się jednak spotkali?
Długo nie główkował bo wiedział, że wystarczy chwila, by wziął ją w ramiona, a to nie mogło tak wyglądać. Chciał jej pokazać, ze on również może być wobec niej obojętny.
Nie ważne, że będzie to trwało tylko chwilę, ale musiał.
W końcu wziął telefon do ręki, odblokowując go.
*
Jechała do domu co kilka sekund spoglądając na telefon, w którym czaiła się nadzieja.
Wjechała do domu, przez otwartą bramę. Sara musiała być w domu. Zaparkowała przed drzwiami, czując, że jeszcze auto będzie jej dziś potrzebne.
I właśnie w jej chwili odezwał się jej telefon. Złapała go w dłonie.
Wstrzymała oddech widząc od kogo dostała SMS'a.
otworzyła odpowiedz na jej prośbę, czytając głośno:
Najwyższa pora abyś Ty zaczęła sobie biegać Daj znać jak to jest.
Nie mogła się nie uśmiechnąć. Koleś był cudowny.
Należało jej się to, ale nie zaprzątała sobie tym głowy. Za nim mogła sobie pobiegać.
W końcu to zrozumiałaś, pomyślała.
W końcu jakieś dobre wieści. Nawróciła samochód i ponownie wyjechała, przynajmniej domyślając się gdzie.
_______________________________________________
Pozdrowienia dla tych, którzy " odpadli":)
Trzecia klasa gimnazjum zobowiązuję do czegoś innego niż dodawania co drugi dzień rozdziału, bardzo mi przykro. Pozdrowienia dla tych, którzy czekali :)
<3 loffki! czekam na ich spotkanie !!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńOh no cudownie.. teraz ona będzie biegać za nim ? ;//
OdpowiedzUsuń