- Jestem! - krzyknęła zdejmując buty. Odwiesiła torebkę w podskokach kierując się do kuchni. Sara stała do niej byłem, wyciągając tace z piekarnika.
- Cholera.- mruczała pod nosem.
- Coś poszło nie tak?- odezwała się głośno obok jej ucha. Wystraszona podskoczyła prawie wysypując tace z babeczkami.
- Jeszcze Ciebie mi teraz brakowało.. Udusiłabym Cię gdybym coś z nimi przed ciebie zrobiła!- odburknęła. Katherine złapała się za serce i teatralnie odparła:
- Dlaczego tak mówisz? Uraziłaś mnie tym. Co to ma znaczyć Sara, moja ukochana przyjaciółko?
Zaśmiała sie sama z siebie zabierając babeczkę z tacy. Dostała za to po dłoniach od koleżanki, ale przez to zaśmiała się jeszcze bardziej. Wpakowała pół babeczki do ust.
- Pyszna.. - przymknęła powieki delektując się smakiem.
-Zjedz jeszcze jedną a obiecuje, że nic już nigdy Ci nie upiekę.
Przewróciła oczami, opierając się wygodnie o oparcie krzesła.
-Coś Ty taka nie w humorze, co? - zapytała.
- Dostałam zlecenie na wieczór. Mam upiec tort i ponad dwieście babeczek. Dwieście! Oczywiście muszę być tam min. godzinę wcześniej, żeby wszystkiego dopilnować. Ja nie wiem jak sobie z tym poradzę.- paplała.
-Może Ci pomogę?
- Tylko byś mi coś zepsuła. Wole to zrobić sama ale dzięki za chęci. Wez sobie za to jeszcze jedna babeczkę.
Katherine wybuchła śmiechem posłusznie i z chęcią wzięła sobie wypiek i poszła schodami do góry. Rzuciła się na łóżko sięgając po pilot do telewizora. Dotknęła go długimi palcami, przyciągając na tyle, by chwycić go w dłoń. Ułożyła pod plecami poduszki aby było jej wygodnie. Kliknęła czerwony guzik i na ekranie pokazały się obrazki.
Pierwsze co jej wyskoczyła to starsza prezenterka siedząca z biurkiem a tuż za nią był pokazany film, na którym motorzysta wjechał w auto. Obydwaj kierowcy nie żyją.
Przełączyła kanał.
Na ekranie ukazała się jej rodzina Kardiashianów w ich rodzinnym serialu. Choć uważała to za głupoty, zostawiła.
Zazdrościła urody tym kobietom. Były przepiękne chociaż figury nie miały korzystne. Jedyne czego nie rozumiała to ich matki. Kiedyś ją spotkała na prawdę. Przez jedną noc miała być jej ochroniarzem. W rezultacie okazało się, że była jedną na dwadzieścia jej ochroniarzy!
Głupia starucha.-pomyślała wtedy.
Nie była aż taką gwiazdą, która by potrzebowała tylu ochroniarzy.
Zapatrzyła się w ekran próbując się skupić na serialu.
*
Mężczyzna pchnął drzwi wchodząc do wielkiego pomieszczenia. Na samym jego końcu siedzieli dwaj mężczyźni. Jeden siedział za biurkiem na skórzanym krześle a drugi stał obok pokazując mu coś na tablecie.
Gdy usłyszeli jego kroki podnieśli oczy. Ten co stał, odszedł w stronę drugich drzwi zostawiając go sam na sam z drugim mężczyzną.
Jego zielone oczy patrzyły na niego śmiał i wyczekująco. Podał mu rękę na powitanie, o dziwo uścisnął ją.
- Miałeś racje. Wróciła.
Jego twarz nie zmieniła się jednak w jego oczach wyraźnie było widać nadzieje. Podniósł się, zabierając kartkę z adresem i prawie wybiegł z pomieszczenia.
Nie było wątpliwości.
Jechał do niej.
*
Nawet nie wiedziała kiedy usnęła. Oczy miała jakby sklejone, nie mogła ich otworzyć. Przewróciła się na brzuch zakładając dłonie na głowę.
- Wychodzę!- usłyszała głos z dołu. Mimowolnie podniosła się, zmuszając się do otworzenia powiek. Czuła jakby miała w nich piasek. Potarła je piąstkami.
Z jękiem opadła na poduszki.
- Miłego dnia.- powiedziała pod nosem do Sary. Nie miała siły aby powiedzieć tego głośniej. Drzwi wejściowe trzasnęły co znaczyło,że Sary już w domu nie ma. Wstała idąc do łazienki. Spojrzała w lustro z grymasem. Tusz rozmazał się i widniał pod okiem. Nalała mleczka do demakijażu na wacik i przetarła nim oczy, Kilka minut później schodziła już na dół wciąż zaspana.
Chociaż miała ochotę się walnąć na sofę, to wiedziała, że nie ma szans aby znów zasnęła.
Czas najwyższy wrócić do formy, pomyślała. Chciała iść pobiegać albo pobiec na siłownie. Jeszcze nie wiedziała na co się zdecyduje. Miała z powrotem iść na górę, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
Przeszło jej przez myśl,że to może wścibska sąsiadka, przyszła popytać o życiu prywatnym Sary,przez co miała ochotę udawać,że nikogo nie ma w domu. Odczekała chwilę, ale gość za drzwiami nie przestawał się dobijać.
Podeszła wolnym krokiem do drzwi, Chwyciła klamkę i otworzyła na oścież.
Zamarła. Stała nieruchomo z wielkimi oczami, w których powoli zaczynała się kręcić łza. Gość patrzył na nią swoimi intensywnie zielonymi oczami. Widziała w nich radość. Podszedł do niej pewnie przytulając ją do siebie, pocałował ją mocno w czoło.
- Jake.- wydyszała. To był już koniec, Czuła, że nie potrafi już przed nim uciec.
-Zjedz jeszcze jedną a obiecuje, że nic już nigdy Ci nie upiekę.
Przewróciła oczami, opierając się wygodnie o oparcie krzesła.
-Coś Ty taka nie w humorze, co? - zapytała.
- Dostałam zlecenie na wieczór. Mam upiec tort i ponad dwieście babeczek. Dwieście! Oczywiście muszę być tam min. godzinę wcześniej, żeby wszystkiego dopilnować. Ja nie wiem jak sobie z tym poradzę.- paplała.
-Może Ci pomogę?
- Tylko byś mi coś zepsuła. Wole to zrobić sama ale dzięki za chęci. Wez sobie za to jeszcze jedna babeczkę.
Katherine wybuchła śmiechem posłusznie i z chęcią wzięła sobie wypiek i poszła schodami do góry. Rzuciła się na łóżko sięgając po pilot do telewizora. Dotknęła go długimi palcami, przyciągając na tyle, by chwycić go w dłoń. Ułożyła pod plecami poduszki aby było jej wygodnie. Kliknęła czerwony guzik i na ekranie pokazały się obrazki.
Pierwsze co jej wyskoczyła to starsza prezenterka siedząca z biurkiem a tuż za nią był pokazany film, na którym motorzysta wjechał w auto. Obydwaj kierowcy nie żyją.
Przełączyła kanał.
Na ekranie ukazała się jej rodzina Kardiashianów w ich rodzinnym serialu. Choć uważała to za głupoty, zostawiła.
Zazdrościła urody tym kobietom. Były przepiękne chociaż figury nie miały korzystne. Jedyne czego nie rozumiała to ich matki. Kiedyś ją spotkała na prawdę. Przez jedną noc miała być jej ochroniarzem. W rezultacie okazało się, że była jedną na dwadzieścia jej ochroniarzy!
Głupia starucha.-pomyślała wtedy.
Nie była aż taką gwiazdą, która by potrzebowała tylu ochroniarzy.
Zapatrzyła się w ekran próbując się skupić na serialu.
*
Mężczyzna pchnął drzwi wchodząc do wielkiego pomieszczenia. Na samym jego końcu siedzieli dwaj mężczyźni. Jeden siedział za biurkiem na skórzanym krześle a drugi stał obok pokazując mu coś na tablecie.
Gdy usłyszeli jego kroki podnieśli oczy. Ten co stał, odszedł w stronę drugich drzwi zostawiając go sam na sam z drugim mężczyzną.
Jego zielone oczy patrzyły na niego śmiał i wyczekująco. Podał mu rękę na powitanie, o dziwo uścisnął ją.
- Miałeś racje. Wróciła.
Jego twarz nie zmieniła się jednak w jego oczach wyraźnie było widać nadzieje. Podniósł się, zabierając kartkę z adresem i prawie wybiegł z pomieszczenia.
Nie było wątpliwości.
Jechał do niej.
*
Nawet nie wiedziała kiedy usnęła. Oczy miała jakby sklejone, nie mogła ich otworzyć. Przewróciła się na brzuch zakładając dłonie na głowę.
- Wychodzę!- usłyszała głos z dołu. Mimowolnie podniosła się, zmuszając się do otworzenia powiek. Czuła jakby miała w nich piasek. Potarła je piąstkami.
Z jękiem opadła na poduszki.
- Miłego dnia.- powiedziała pod nosem do Sary. Nie miała siły aby powiedzieć tego głośniej. Drzwi wejściowe trzasnęły co znaczyło,że Sary już w domu nie ma. Wstała idąc do łazienki. Spojrzała w lustro z grymasem. Tusz rozmazał się i widniał pod okiem. Nalała mleczka do demakijażu na wacik i przetarła nim oczy, Kilka minut później schodziła już na dół wciąż zaspana.
Chociaż miała ochotę się walnąć na sofę, to wiedziała, że nie ma szans aby znów zasnęła.
Czas najwyższy wrócić do formy, pomyślała. Chciała iść pobiegać albo pobiec na siłownie. Jeszcze nie wiedziała na co się zdecyduje. Miała z powrotem iść na górę, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
Przeszło jej przez myśl,że to może wścibska sąsiadka, przyszła popytać o życiu prywatnym Sary,przez co miała ochotę udawać,że nikogo nie ma w domu. Odczekała chwilę, ale gość za drzwiami nie przestawał się dobijać.
Podeszła wolnym krokiem do drzwi, Chwyciła klamkę i otworzyła na oścież.
Zamarła. Stała nieruchomo z wielkimi oczami, w których powoli zaczynała się kręcić łza. Gość patrzył na nią swoimi intensywnie zielonymi oczami. Widziała w nich radość. Podszedł do niej pewnie przytulając ją do siebie, pocałował ją mocno w czoło.
- Jake.- wydyszała. To był już koniec, Czuła, że nie potrafi już przed nim uciec.
<3! świetnie :3 Czekam co dalej !!
OdpowiedzUsuńaghrrrrrr!!! tak długo czekałam na spotkanie jake'a a tu takie rozczarowanie... taki banał..przychodzi do jej domu, no pewnie bo jakby inaczej! i oczywiscie to on jej szukal a ona miala wyjebane totalnie a nagle jak przychodzi to wielka milosc? no cos chyba nie halo. wszystko co piszesz mi sie podoba z wyjatkiem scenek pomiedzy ta dwojka. tych "romantycznych" . temat przewidywalny, 100 razy przewałkowany w kazdej ksiazce, jednym slowem - banal. no ale czekam dalej moze jake troche zmeznieje a katherin ogarnie dupe i sie zdecyduje na cos a nie wahania nastrojow jak u baby w ciazy .
OdpowiedzUsuńpozdrawiam i czekam na dalsze rozdzialy :)
Zgadzam się z opinią powyżej. Aczkolwiek nadal czekam ze zniecierpliwieniem na dalszy rozwój wydarzeń ;)
OdpowiedzUsuń