poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 2 cz.2

Nastawiając sobie budzik, Katherine zdawała sobie sprawę, że i tak zaśpi. Bardzo nie chciała się spóźnić w pierwszy dzień pracy. To byłoby niedorzeczne.
Obudziła się pół godziny później, niż nastawiała sobie alarm, jednak wciąż miała czas, aby zdążyć się przygotować. Niechętnie wstała, zbierając potrzebne rzeczy, ubrania i wyszła z pokoju. Zacisnęła zęby podczas gdy panele zaskrzypiały pod jej ciężarem. Nie chciała obudzić Sary. Wczoraj wróciła bardzo późno z przyjęcia, na którym przygotowywała świeże ciasta. Niemal zasypiała gdy ściąganiu katany.
Pobiegła do łazienki, gdzie zrzuciła z siebie piżamę i ubrała dżinsową spódniczkę oraz biały bralet.
Rozczesała ładnie włosy, pozostawiając je rozpuszczone. Delikatnie pomalowała oczy kredką, którą miała pod ręką, prawdopodobnie Sary, oraz pogrubiła rzęsy maskarą.
Błyszczyk poczeka do śniadania, pomyślała. Zabrała torebeczkę i wyszła. Zeszła prosto do przestronnej kuchni, rzucając się na lodówkę.
Wyciągnęła mleko oraz suszone owoce w plastikowym pudełeczku. Zgarnęła po drodze garnuszek i postawiła go na gazie. Z szafki nad sobą wyciągnęła ulubione płatki owsiane i odmierzając 70g, zalała mlekiem, dorzucając owoce.
Podeszła do lady gdzie leżały owoce i wyciągnęła banana i jabłko. Wkroiła żółtego owoca do równie żółtej miseczki, wyciągniętej z szafki obok lodówki, oraz starła tam jabłko. Czuła zapach płatków więc podeszła do garnuszka zerkając na śniadanie. Pomieszała jeszcze kilka razy i wyłączyła. Wlała wszystko do miski i zamieszała. Usiadła przy stole stole i zaczęła jeść.
Po niecałych dziesięciu minutach naczynie było puste a dziewczyna podniosła się i wstawiła je do zlewu. Zerknęła na zegarek. Powinna się już zbierać.
Wbiegła schodami do łazienki chwytając szczoteczkę. Wycisnęła na nią pastę i zanurzając pod wodę, przyłożyła do zębów. Szczotkowała szybko, zalała sobie wody do kubeczka i wypłukała usta.
Własnie teraz wyciągnęła błyszczyk z kosmetyczki i nałożyła go sobie dokładnie na usta. Sięgnęła na półkę obok lusterka i zgarnęła trzy pierścionki aby założyć je na palce prawej ręki. Gotowa zeszła na dół, odszukując wzrokiem swoich czerwonych obcasów. Leżały pod wieszakiem na kurtki. Podeszła do krzesła, zabierając torebkę, telefon i kluczyki do auta po czym podeszła do swoich butów, nakładając je na stopy. Wyprostowała się, robiąc pewne kroki w stronę drzwi.
**
Bree już krzątała się wokół dwóch zajętych stolików. Zobaczywszy ją, uśmiechnęła się uprzejmie i skinęła w stronę drzwi za barem. Katherine poszła w tamtym kierunku, wchodząc do jednych i pierwszych drzwi z trzech tam się znajdujących.
Nikogo tam nie było.
Podeszła do jednego z krzesła i usiadła na nim, czekając na Bree.
Nie czekała długo bo drzwi po niecałej minucie otworzyły się, przepuszczając pulchną dziewczynę.
Przywitała się z nią uprzejmie.
Zerknęła na jej króciutką, czarną spódniczkę. Była tak krótka, że praktycznie miała tyłek na wierzchu! Jej brzuch zakrywał prześwitujący i luźniejszy top. Całość nie wyglądała źle, ale nie przypominało to stroju służbowego.
Już miała to skomentować kiedy podobny materiał ukazał się w rękach dziewczyny.
  - To jest Twój strój. Przebierz się, zostawiając obecne ubrania w jednej z wolnych szafek tutaj - wskazała ręką na metalowe szafki po swojej lewej stronie- i wyjdź. Za chwilę będzie niezły ruch.
Brunetka otworzyła szeroko oczy, biorąc podawane jej ubranie. Koleżanka uśmiechnęła się tylko i wyszła z pokoju, zostawiając ją samą.
Odetchnęła głęboko zamieniając swoją spódniczkę, na służbową. Bralet zastąpiła topem, jednak szpilki zostawiła. Posłusznie schowała swoje rzeczy, łącznie z torebką do szafki. Ukryła telefon w fartuszku zawiązywanym na biodrach, który posiadał kieszonkę na samym jej środku.
Podeszła do lustra, kręcąc się.
  - Chyba sobie jaja robicie...- mruknęła. Nie było mowy o schylaniu się jeśli nie chce świecić tyłkiem przed klientami albo szefem.
Wyszła zamykając za sobą drzwi i wychodząc do lokalu.
W tym samym czasie weszła para, kierując sie do pierwszego stoliku. Wzrokiem nigdzie nie odnalazła Bree, więc postanowiła sama sie nimi zając. Schwyciła dwie sztuki menu, które leżały pod ladą i odeszła powoli do ich stolika, uśmiechając się grzecznie.
  - Dzień dobry. Proszę oto menu. Gdyby państwo się zastanowili na co mają ochotę to proszę kiwnąć.
  - Oczywiście.- odparł mężczyzna, uśmiechając się szeroko.
W tym czasie pojawiła się Bree niosąc tacę z dwiema kawami do stolika na końcu sali. Z uśmiechem położyła je przed klientami i odeszła. Podeszła do  niej.
  - Szef już jest. Pytał o ciebie i prosił abyś do niego przyszła.
  - Jasne,a gdzie jest jego gabinet?
  - Trzecie drzwi. Spokojnie, zajmę się tamtymi.- Wskazała na " jej" parę.
Obciągnęła sobie w dół spódniczkę po czym poszła za bar.
Znajdując się przed gabinetem, zapukała. Nie usłyszała odpowiedzi ale mimo tego weszła.
Kierownik siedział w stercie papierów popijać kawę z małej filiżanki. Jego wzrok sunął od nóg pracownicy po samą jej twarz, na której widniało pytanie. Nie chciała go mu zadać. Postanowiła zapytać o to koleżankę.
  - Witam.- powiedział z nieodgadnionym uśmiechem na ustach. Skinęła mu lekko głową, podchodząc do krzesła na przeciw biurka i usiadła na nim.
  - Chciał mnie pan widzieć..- zaczęła.
  - Tak. Jak już wczoraj mówiłem, to jest Twój dzień próbny.. Chyba nie przeszkadza Ci,że mówię na ty, prawda?
  - Ależ skąd.
Już sobie wyobrażała jak woła na nią ' pani Katherine". Jej usta uniosły się w małym śmiechu, kiedy na niego patrzyła.
  - Tak więc do Twoich obowiązków jest tylko podawanie to, na co klient ma ochotę. Palenie i picie alkoholu w godzinach pracy jest niedozwolone ale to chyba rozumiesz. Chciałbym żebyś przyszła do mnie po skończonej pracy czyli o godzinie  16.00 to porozmawiamy jak będzie nasza współpraca przebiegała dalej. - Uśmiechnął się miło, pokazując jej gestem, że może już wyjść. Bez słowa zrobiła to. Przystanęła z ręką na klamce kiedy usłyszała jego głos:
  - Wyjątkowo... kobieco wyglądasz w tym stroju.
Popatrzyła na niego z kamienną miną. Uśmiechał się do niej bezczelnie lustrując ją wzrokiem.
Wyszła lekko trzaskając drzwiami
**
Ta spódniczka zdecydowanie nie nadaje się do pracy! Tak jak mówiła Bree, po niecałej godzinie lokal był zapełniony, a one miały mnóstwo roboty. Przy każdym wykładaniu czegokolwiek z tacy na stół, narażała się na wystawianie tyłka przed gośćmi. To było zbyt krępujące. Po kilku takich rundkach miedzy stolikami wkurzona podeszła do koleżanki.
  - Mam dość! Czuje sie tutaj jak w jakimś barze. Jeszcze pasuje, żebym tańczyła na rurze! - oburzała się. Ta spojrzała tylko na nią współczująco.
  - Też mi sie wydaje, ze jest zbyt krótka. - Zamyśliła sie.- Idz zobacz, może w szafce jest jeszcze inna spódniczka. Może będzie dłuższa.
Z przyjemnością poszła w tamtym kierunku i ucieszyła się gdy faktycznie na małej półce leżały jeszcze dwa komplety stroju. Sięgnęła po pierwszy ale tamta była takiej samej długości jak obecna. Na szczęście druga była o kilka centymetrów poza jej pośladki. Przebrała się szybko. Podeszła jeszcze do lustra wiszącego na ścianie i okręciła się sprawdzając jak to wygląda.
Przyzwoicie,pomyślała.
*
Kilka godzin później jej zmiana skończyła się a ona już przebrana ze swoimi rzeczami ponownie już dzisiaj wchodziła do gabinetu. Tym razem siedział rozwalony na wielkim krześle z oparciem, przeglądając coś w telefonie.
Spojrzał na nią znów z uśmiechem, odstawiając urządzenie, opierając się łokciami na biurku.
  - Proszę śmiało wchodzić.
Usiadła na tym samym niewygodnym krześle, kładąc obok niego torebkę. Założyła nogę na nogę zakładając włosy za ucho.
  -Jak pierwszy dzień w pracy? Zmęczona?- dopytywał.
  - Nie było najgorzej. - Jej mina nie wyrażała żadnych emocji. Już czuła, ze nie polubi tego mężczyzny. Będzie starała się spotykać z nim jak najrzadziej to możliwe.
  - Według moich pracowników sprawujesz się całkiem dobrze. Jesteś miła dla klientów a to bardzo ważne. Cóż, nie mam żadnych zastrzeżeń. Będzie mi bardzo miło jak zaczniesz normalną pracę.
  - A ta jaka była?- odezwała się z grymasem żałując, że nie ugryzła się w język. Jednak ta uwaga nie rozzłościła go, lecz rozśmieszyła.
  - Zle się wyraziłem.Jestem zadowolony z Twojej dzisiejszej pracy i mam nadzieje, że będziesz się tak zachowywała dalej.Swoją drogą widzę, że pozmieniałaś coś w swoim stroju..-Nie patrzył na nią i ucieszyła się. Ręce ją świerzbiły, zacisnęła je na spódniczce.
  - W związku z tym,że to mój pierwszy dzień, nie chce zrobić sobie wrogów zwłaszcza w postaci szefa, ale nie zamierzam pokazywać swojego ciała klientom więcej niż uważam to za stosowne.
Uśmiechnął się pod nosem nie odzywając się. Cisza stała się krępująca. Słyszała swój własny oddech co zaczynało ją irytować.
  - Do zobaczenia jutro.- odezwał sie w końcu głośno i stanowczo.
  - Do zobaczenia. - niemal zatrzymała sie słysząc ton swojego tonu. Odwróciła się, jak sie spodziewała szef patrzył na nią z dziwnym wyrazem twarzy. Wyszła szybko z gabinetu.
Przy ladzie stała Jessie uśmiechając się na jej widok. Pomachała jej ręką kierując się stronę drzwi.
Szpilki zastukały o kostkę na chodniku. Auto miała zaparkowane za rogiem więc skierowała się w tamtą stronę. Auta poruszały się szybciej niż było to dozwolone, mijając ją, powodując przyjemny chłód na jej odkrytym ciele.
Mimo ruchu dostrzegła powoli jadące auto niedaleko niej z kierowcą w okularach, który zerkał w jej stronę. Nie przestawała iść ani nie zdradzała po sobie, ze cokolwiek zauważyła. Gdy chciała zerknąć w tamtą stronę, auto z piskiem opon wystrzeliło przed siebie.
Spojrzała w tamtą stroną. Wyczuwała kłopoty..

2 komentarze:

  1. <3 uwielbiam. O niebo lepsze niż pierwsza część. Widać, że robisz postępy. tak trzymaj! Czekam na kolejny rozdział :))

    OdpowiedzUsuń
  2. czekam cierpliwie na dalszy rozwój wydarzeń, ale proszę, dodaj szybko :* nie mogę czekać wiecznie c;

    OdpowiedzUsuń