** rok później **
Katherine rzuciła swoją torebkę na łóżko, opadając obok niej. Warknęła pod nosem ze zdenerwowania, zakrywając oczy dłońmi. Drzwi otworzyły się i stanęła w nich niewysoka brunetka z okularami na małym i zgrabnym nosku.
- Znów Cię wywali z roboty?- prychnęła. Była to Sara, jej współlokatorka. Poznała ją kilka miesięcy temu i bardzo spodobała jej się jej niewinność. W wbrew pozorom dobrze sie dogadywały.
Katherine nic nie powiedziała jej swojej pracy. Nadal była podwładną Antoniego, jednak teraz tylko na większe akcje. Chciała zacząć normalnie żyć, wiec praca również jej się przyda. Jednak nikt nie nauczył ją jak zachowywać się na rozmowie kwalifikacyjnej przez co oferty pracy nie wlatywały drzwiami i oknami.
Dzisiaj była w dużej firmie odzieżowej, ponieważ własnie Sara ją do tego namówiła. W rezultacie musiała zapłacić za naprawdę drogą koszulkę, na którą wylała kawę.
-To nie jest dla mnie.. - mamrotała. Podparła sie na łokciach, spoglądając na dziewczynę. - Może nie nadaje się do pracy..
- Nie przesadzaj. Masz dwadzieścia lat, czas najwyższy aby na siebie zarabiać. Nie wykorzystuj swojego ojca!- nakazała. Tak, kolejne kłamstewko. Nie mogła jej powiedzieć ,że jest baardzo bogata bo zabija ludzi. Wymyśliła historyjkę o ukochanym ojcu, który co miesiąc wpłaca jej porządną sumę pieniędzy na konto, przez co było ją stać na to duże mieszkanie, wszystkie drogie ubrania i sportowe auto.
Przerzuciła gęste włosy na jedną stronę, myśląc.
- Może sprawdziłabym się jako kelnerka.. Co o tym sądzisz?
- Ciesze się, że w końcu wpadłaś na dobry pomysł.- zaćwierkała współlokatorka. - Zejdź na kawę, dobrze? - rzuciła i wybiegła z pokoju.
Zsunęła się z łóżka, na czworaka podchodząc do szafy i wyciągając z niej spodenki i krótką koszulkę. Rozebrała się, odwieszając ubrania na wieszak, a ubierając wcześniej przygotowane ubranie. Związała włosy nisko na karku po czym wyszła z pokoju. Schodziła schodami, ocierając butami o panele. Już stad czuła zapach kawy i świeżo upieczonym ciastek. Jedną z zalet mieszkania z brunetką było to, że była wyśmienitą piekarką i wszystko co zrobiła smakowało obłędnie.
Wślizgnęła się na miękkie krzesło, przyciskając prawą nogę do piersi. Uśmiechnięta Sara postawiła kubek z kawą przed nią, a po chwili dołączyły na stół ciastka i drugi kubek z napojem.
- Była dzisiaj u nas pani Evans. - zaczęła opowiadać dziewczyna, Poprawiła okulary, nasuwając je mocniej na nos, biorąc łyk kawy. Pani Evans była tutejszymi oczami i uszami. Wszystko widziała i słyszała, nawet z odległości kilku kilometrów. Wiecznie narzekała na młodych osobników przejeżdżających przez tą okolicę. Stare babsko, które z całego serca Katherine nie lubiła.
- Znów miauczała, że za późno wróciłyśmy?- Wczoraj wybrały się na imprezę firmową Sary,ale przedłużyły pobyt do czwartej nad ranem. Widziała ją w oknie, jak stała i kręciła głową z grymasem na twarzy. Mimo tego, ze była pijana, korciło ją aby pokazać jej środkowy palec.
-Przeczuwałam,że to powiesz, ale nie. Wpadła na kawę. Wypytywała o Ciebie..
- Co takiego?!
- No tak. Była ciekawa tego gdzie mieszkałaś wcześniej, co robią Twoi rodzice, czy masz chłopaka..- zaczęła ostrożnie wymawiając ostatnie słowo.
Katherine poprawiła się na krześle,skupiając spojrzenie na łyżeczce, pływającą w kawie.
- Tak? I co jej powiedziałaś?
- Nic.- Wzruszyła ramionami. - Oczywiście jej się to nie spodobało, ale nie obchodzi mnie to. Stare babsko nie powinno mieć w ogóle wstępu do tego domu a co dopiero interesować się takimi sprawami.. - Nie usłyszała aprobaty lecz zobaczyła zamyśloną minę brunetki. Dotknęła jej dłoni.
- Nie przejmuj się. Jeszcze wszystko się ułoży.
Powiedz mi tylko kiedy, bo wiem czy wytrzymam do tego czasu, pomyślała.
Skinęła głową, lekko się uśmiechając. Sięgnęła po jedno ciasto, które niemal rozpłynęło się w jej dużych, malinowych ustach. Wytarła palcem kącik ust, w której pojawiła się czekolada.
- Przysięgam,że chcesz mnie utul.. - powiedziała z pełnymi ustami Katherine. Koleżanka tylko machnęła dłonią, śmiejąc się.
- Powiedz mi czy dobre, bo chce je podać na przyjęciu pani Clark.
-Pani Clark?
- Tak. Kojarzysz ją chyba.. Mieszka dwa domy dalej. To ta, która przyniosła nam owoce, gdy wnosiłyśmy rzeczy do mieszkania.
- A tak, równa babka z niej.
- Właśnie. Wyprawia urodziny swojej najmłodszej córce i poprosiła mnie, czy nie zajęłabym się jedzeniem. - Uśmiechnęła się.
- No to super. Będą zadowoleni. I co do odpowiedzi na Twoje pytanie, to niebo w gębie.
- Cieszę się. - Dokończyła swoją kawę, chowając kubek do zmywarki. - Teraz wybacz ale muszę lecieć do sklepu. Potrzebujesz czegoś?
- Nie.
- Okej. Gdybyś zmieniła zdanie to jestem pod telefonem. To narazie.- Wyszła z mieszkania, trochę głośno zamykając drzwi, zostawiając przyjaciółkę sam na sam z ciszą, której tak bardzo nienawidziła..
jejku, kocham cię! :* dzięki, że jednak się zdecydowałaś napisać dalej .. :3 Supcio!
OdpowiedzUsuń